Kiedy
czyta się opinie
najprzeróżniejszych osób o
księdzu Alojzym Ficku zdumienie
budzi fakt, że z każdego zdania
niezmiennie wynika ogromny
szacunek wobec piekarskiego
proboszcza. Pruski król -
Fryderyk Wilhelm nazywał go
"swoim małym
kanonikiem", choć przecież
trudno podejrzewać monarchę o
szczególną sympatię do kogoś,
kto całe życie walczył o
polskość Górnego Śląska.
Norbert Bończyk określa Ficka
jako "anioła stróża
Śląska". Kardynał
Melchior Diepenbrock mówił o
księdzu Ficku jako o swoim
przyjacielu; kronikarze,
publicyści, historycy - wszyscy
są pełni podziwu wobec
życiowego dorobku księdza.
Jedno z określeń szczególnie
dobrze oddaje charakter księdza
Ficka: apostoł Śląska.
Apostoł to przecież ktoś, kto
gorliwie wypełnia swoją misję.
Przyjrzyjmy się misjom, które
wypełnił śląski apostoł,
misjom dzięki którym tak bardzo
zasłużył na szacunek
potomnych.
KOŚCIÓŁ
W lipcu 1842 roku ksiądz Ficek
rozpoczął budowę nowej
piekarskiej świątyni;
pielgrzymów przecież z każdym
rokiem przybywało i stary
kościółek nie mógł ich już
pomieścić. Pierwsze wydatki
pokrył ze swoich oszczędności,
ale potrzeby znacznie
przekraczały możliwości
księdza. Pomysł zrodził się,
kiedy uboga Ślązaczka
przekazała na budowę także i
swoje oszczędności: może
wydrukować akcje? Na Śląsku
stosowano już wówczas taki
sposób pozyskiwania funduszy na
większe inwestycje, mało tego,
akcje cieszyły się znaczną
popularnością. Ksiądz wydał
5000 pięciotalarowych biletów
nazwanych akcjami Matki Boskiej.
Miały one zostać zwrócone
dopiero w niebie, ale i tak ich
powodzenie przeszło wszelkie
oczekiwania. Do 1849 roku zebrano
sumę trzykrotnie
przewyższającą potrzeby. Jako
jedni z pierwszych ofiarę w
postaci tysiąca talarów
złożyli bytomscy mieszczanie.
Także hrabia Donnesmarck
pozwolił bezpłatnie brać
drewno pochodzące z nakielskiego
lasu.
Wkrótce pojawiła
sięnastępna przeszkoda: pruskie
przepisy nie zezwalały na
wzniesienie tak wysokiej budowli,
jaką przewidywały plany.
Zażądano zmiany projektu i
obniżenia wież. Ksiądz Ficek
pojechał do króla Fryderyka
Wilhelma IV by przedstawić swoje
racje. Liczył na to, że
znający się na architekturze
władca nie pozwoli bezdusznym
urzędnikom zepsuć pięknych
proporcji świątyni. Nie
pomylił się. Król zatwierdził
pierwotny plan i nikt już nie
miał odwagi protestować
przeciwko piekarskim wieżom.
Fryderyk Wilhelm bardzo
interesował się budową i
wizytował ją. Przy okazji,
proboszcz z Piekar opowiadał mu
o Janie III Sobieskim, który
modlił sięprzed cudownym
obrazem. Kościół konsekrował
22 sierpnia 1849 biskup
wrocławski, kardynał Melchior
Diepenbrock. Pełen podziwu dla
ofiarności górnoślązaków
wyraził żal, że nie może
przemówić do zgromadzonych w
języku polskim.
Kościół do
dziś służy wiernym, a bez
charakterystycznych wież trudno
wyobrazić sobie krajobraz tej
części Śląska. Ksiądz Alojzy
Ficek chciał jeszcze wybudować
kalwarię. Nie zdążył, dzieła
tego dokonali jego następcy.
KRUCJATA TRZEŹWOŚCI
W owych czasach wypłatę w
fabryce czy kopalni zwyczajowo
pobierał majster lub sztygar,
który - by rozmienić pieniądze
- szedł z robotnikami do
karczmy. Pracownicy o słabszej
woli zostawali w karczmie
dłużej, a razem z nimi
zostawały przepite pieniądze.
Kupcy często przy udzielaniu
kredytów żądali zakupu wódki,
alkohol stanowił zresztą bardzo
dobre źródło dochodów.
Niespodziewanie
pod koniec 1844 roku zlikwidowano
300 przedsiębiorstw
produkujących alkohol,
opustoszały szynki, porządek
zapanował na jarmarkach.
Kardynał Diepenbrock opisane
zjawisko uznał za cud, a były
to efekty antyalkoholowej
krucjaty księdza Ficka.
A zaczęło się od tego, że
przez pomyłkę czy ze zwykłej
bezczelności zaplanowano
bytomski jarmark na 2 lutego 1844
roku - święto Matki Boskiej
Gromnicznej. Jarmark był
tradycyjnym miejscem uprawiania
masowego pijaństwa, więc
ksiądz Ficek uznał to za
bezczeszczenie święta.
Podczas uroczystości Matki
Boskiej Gromnicznej w Piekarach
ojciec Stefan Brzozowski
wygłosił kazanie na temat
bezczeszczenia święta Maryi
przez pijaństwo w karczmach. Po
mszy wielu wiernych wpisało się
do przygotowanej przez ks. Ficka
księgi wstrzemięźliwości.
Proboszcz Ficek założył
Towarzystwo Wstrzemięźliwości
i Trzeźwości. Nie propagował
całkowitej abstynencji,
apelował o wstrzemięźliwość,
ograniczenie picia.
Pruscy producenci
i handlarze alkoholu słali na
Ficka donosy mówiące, że
ksiądz prowadzi działalność
polityczną. Na plebanii
zaczęła pojawiać się policja.
Sprawa miała zresztą podtekst
narodowy: pijaństwo dotyczyło
zwłaszcza Polaków, Niemcy
alkoholizowali się znacznie
mniej.
Po kilku miesiącach ruch liczył
ponad 11 tysięcy członków, w
maju i czerwcu Towarzystwo
zaczęło działać w Opolu,
później na całym Śląsku,
nawet na Węgrzech i Morawach;
ruch związany był z kultem
Matki Boskiej.
Inni księża (Markiewkowie,
Szafranek, Purkop) zaczęli
naśladować Ficka. Pojawiła
się literatura antyalkoholowa:
"Kwaternica piekielna",
"Alarm przeciwko
gorzołce", "Kłótnia
pijaka z trzeźwym",
"Lament wódki",
"Sen pijaka",
"Pochwała
wstrzemięźliwości",
"Doświadczenie
codzienne", "Sejm
pijacki".
Akcja była ruchem
oddolnym. W uznaniu jej efektów
papież Pius IX nadał
Towarzystwu w 1852 roku status
bractwa kościelnego. W 1854
proboszcz z Piekar pojechał do
Rzymu, gdzie uzyskał dla
sanktuarium i ruchu trzeźwości
specjalne odpusty.
POLSKIE SŁOWO
Za nielegalne przekroczenie
granicy państwa pruskiego
groziła w owych czasach wysoka
kara: 80 do 100 talarów. Ksiądz
Ficek musiało tym wiedzieć,
zdarzało mu się bowiem
popełnić przestępstwo
bezprawnego przekroczenia
Brynicy. Może uznał całą
operację za bezpieczną, bo i
on, i kilku towarzyszących mu
mieszkańców Piekar świetnie
znali nadgraniczną okolicę,
orientowali się także w
rozmieszczeniu pruskich
posterunków.
Przedmiotem
przemytu były polskie książki,
które ksiądz Ficek zebrał
wśród krakowskich mieszczan, a
przeznaczył dla swoich parafian.
Zawsze zdecydowanie bronił
polskiego języka. To dzięki
jego zabiegom powstała w
Piekarach drukarnia i
księgarnia, a w 1840 uruchomił
bibliotekę z czytelnią. Podobno
wcale nie złościł się, kiedy
któryś tom nie wrócił "z
czytania": skoro czytelnik
nie może oderwać się od
książki to znaczy, że spełnia
ona swoje zadanie. W 1847
zawiązał podobne do
działającego w cieszyńskiem
"Towarzystwo doskonalenia
się w języku polskim".
Rok później
ksiądz Ficek rozpoczął
wydawanie "Tygodnika
Katolickiego" - pisma o
tematyce religijnej i założył
Towarzystwo Mariańskie, które
miało skupiać piekarską
elitę, integrować
społeczność i działać na
nią. Celem była obrona wiary,
pomnażanie gorliwości
religijnej i ćwiczenie się w
cnotach.
Aktywnie, bohatersko pomagał
swoim wiernym w czasie epidemii
tyfusu w latach 1847 - 48 kiedy
zapanował wielki głód.
Zorganizował na plebanii
kuchnię i wydawał posiłki,
czasem nawet dla 100 osób
dziennie.
Wszystko to sprawiło, że był
wśród parafian niezwykle
popularny. Kiedy zmarł (18
lutego 1862 roku) w jego
pogrzebie uczestniczyły tłumy
wiernych, a pochowano go przed
wielkim ołtarzem w sanktuarium,
które sam zbudował. Taki był
koniec życiowej drogi syna
biednego rolnika z podopolskiej
wsi.
Dzieło księdza
Ficka nie poszło w zapomnienie.
Dwadzieścia trzy lata po
śmierci proboszcza, wielki
patriota polski, Wawrzyniec
Hajda, w odezwie broniącej
języka polskiego tak zwraca się
do "apostoła
Śląska":
"O ty, świątobliwy mężu,
który stoisz przed niebieskim
tronem, błagajże za nami tę
Matkę, której już tu na ziemi
byłeś wybrańcem, żeby nie
dopuściła w swej świątyni
krzywdy ludu górnośląskiego;
abyśmy ją mogli chwalić i
wielbić w tym języku, jak nasi
przodkowie, jaki nam Bóg
przeznaczył."
Także biskup
Herbert Bednorz szczególnie
cenił postać księdza Ficka tak
opisując jedną ze swoich wizyt
w piekarskiej bazylice:
"Pamiętam moment, gdy
wkrótce po II wojnie światowej
przybył do Piekar Prymas Polski
kardynał Stefan Wyszyński.
Zbliżając się z nim do
głównego ołtarza piekarskiego
z obrazem Matki Boskiej
Piekarskiej, wskazałem na napis,
widniejący nad grobem księdza
Alojzego Ficka umieszczony przed
tym ołtarzem. Napis ten głosi,
iż ks. Alojzy Ficek był
Sacerdoseimius, naprawdę
Jezusowi Chrystusowi i Maryi
wyjątkowo oddanym kapłanem;
napis ten, oddający syntetycznie
całe jego życie i pracę,
uczynił wielkie wrażenie na
kardynale Wyszyńskim.
Każdy, kto spogląda na portret
księdza Ficka zawieszony blisko
wejścia do bazyliki piekarskiej,
także to przeżywa. Albowiem ten
portret odsłania bardzo
uduchowione oblicze, ogromnie
podobne do twarzy świętego
proboszcza z Ars."
Zbigniew Markowski
|