Tarnogórski Program Edukacji Regionalne "Indianer"
serwis Portalu Powiatu Tarnogórskiego
www.tg.net.pl

autorstwo
: Zbigniew Markowski



 
  tematy powiązane:
    Górniczy rodowód - tekst
Srebro wpisane w historię - tekst
Szlakiem zabytków - scenariusz lekcji
Tarnogórscy Donnersmarckowie - tekst
Srebrna Góra - tekst
To jeszcze nie koniec - tekst
praca w dawnych grafikach - grafika
dawne fotografie - fotografie
   

KRONIKA

miasta i powiatu Tarnowskie Góry
Najstarsze dzieje Śląska i ziemi Bytomsko - Tarnogórskiej
Dzieje pierwszego górnictwa w Polsce.
Napisał Jan Nowak
1927 r.
Nakładem Księgarni Polskiej Jana Nowaka w Tarnowskich Górach

Jaśnie Wielmożnemu Panu Prezydentowi Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polskiej Ignacemu Mościckiemu
poświęca
Jan Nowak
obywatel Tarnowskich Gór Wolnego Miasta Górniczego.


Przedmowa.
W roku 1926 minęły cztery wieki od chwili, kiedy ostatni potomek króla Bolesława Chrobrego na ziemi śląskiej, książę Jan Opolski, nadał górnikom na Górach Tarnowskich przywileje wolności górniczej, a wraz z niemi młodej osadzie górniczej prawa miejskie.
Wolność górnicza, to byt właśnie ten klucz, przy pomocy którego odważny i nielękający się trudów górnik polski mógł wstąpić do łona ziemi - to byt ten klucz, jakim odemknąć mógł podziemny skarbiec, do którego przed tysiącami lat Szafarz Niebieski włożył srebrnonośny kruszec, rudę żelazną i czarny diament, słowem nie milionowe, lecz miliardowe bogactwa.
Na to miejsce błogosławione przybyli górnicy z różnych stron świata, mnożyły się schludnie domki - powstało miasto - Tarnowskie Góry. Minęły cztery wieki! Jakże różne zdarzenia dziejowe przechodził w tym okresie czasu nasz gród, jaka tu była praca, jakie mozoły i .poświęcenia? Ponieważ miasto nie posiadało dotychczas drukowanej kroniki, historja jego ogółowi nie była znaną.

Aby więc przysłużyć sic miastu i dać obywatelom możność poznania dziejów naszego grodu, oraz zwyczajów od najstarszych czasów do dni najnowszych, zacząłem zbieranie materiału historycznego już przed kilku laty w archiwach miejskich, kościelnych i pozamiejscowych, jak również w czasopismach. Pozatem czerpałem z rękopisu Winklera, "Historische Nachrichten von Tarnowitz", które zebrał w latach 1848 - 1858, będąc tu nauczycielem i organistą, najstarsze zaś wiadomości z przeszłości naszej ziemi i pierwszego górnictwa wyszukałem przed laty w bibliotece Jagiellońskiej, a tytuły tych książek zacytowałem w tekście niniejszej kroniki. Co się tyczy zdarzeń w ostatnich 30 latach, zaznaczam, że je opisałem na podstawie własnych przeżyć i spostrzeżeń.
Opracowanie niniejszego dzieła wymagało dużo czasu i połączone było także ze znacznemi wydatkami, za to zaś zawiera wszystkie zdarzenia, jakie kiedykolwiek w naszem mieście i powiecie zachodziły. Sądzę, że .żadnej ważniejszej wiadomości historycznej nie pominąłem, a niedomagania dobrze mi są znane, albowiem nie miałem tego szczęścia kształcenia się w polskiej szkole. Dlatego więc proszę Szanownych Czytelników z jednej strony o pobłażliwość, z drugiej zaś o poparcie niniejszej żmudnej i mozolnej pracy, którą podjąłem w najlepszej chęci, aby miastu i społeczeństwu naszemu się przysłużyć.
Przy tej sposobności składam wszystkim tym, którzy pracę moją bądź finansowo, bądź dobrą radą i przysługą i popierali. moje serdeczne "Bóg zapłać!". Dziękuję najserdeczniej Przewielebnemu Ks. Kanonikowi Lewkowi i Wielmożnemu Panu wiceburm. Janowi Bondkowskiemu za dostarczenie mi dokumentów archiwalnych, Wielmożnemu Panu aptekarzowi Tadeuszowi Bogdanyemu i Panu profesorowi Feliksowi Czerwińskiemu w Katowicach za przeglądanie mojej kroniki, mojej najukochańszej żonie, Rozalji z Musiołów, która przy przepisywaniu niniejszego dzieła część pracy wzięta na siebie, a przedewszystkiem dziękuję za udzielenie subwencji na wydanie mego dzieła. Szanownym członkom wydziału powiatowego w Tam. Górach, szczególnie Wielmożnemu Panu staroście Sławomirowi Żuławskiemu, oraz Wielmożnemu Panu marszałkowi sejmu śląskiego, Konstantemu Wolnemu w Katowicach.
Tarnowskie Góry w poniedziałek po "Cantate" 1926 r. w dzień 400 rocznicy założenia miasta, przypadającej w tym roku w święto 3-go Maja.

Jan Nowak
księgarz


Z przeszłości Śląska.
W mroku przeszłości pokrywały naszą ziemię gęste lasy i rozległe bagna, a dzikie zwierzęta, jak wilki, niedźwiedzie i tury urządzały sobie w cieniu potężnych sosen, świerków, buków i tysiącletnich dębów, swoje kryjówki. Nad bagnami i rzekami panoszył się bóbr, a nad wszystkiemi ptakami ciemnych lasów królował orzeł.
Rzadko gdzieś w lesie otwierała się polana, gdzie dobrotliwa ręka Boskiej Opatrzności zasiała przed wiekami dla przyszłego mieszkańca potrzebne do jego pożywienia płody polne.
Nie miał człowiek wówczas jeszcze stałej siedziby, lecz w nieustannej wędrówce szukał miejsc, gdzieby przyroda najlepsze mu dała podstawy i możliwości dla jego bytu, bądź to przy rybnych wodach, czyli łęgach, bądź na płododajnych polankach, wśród borów, gdzie dopóty pozostał, dopóki w dalszych stronach znów wydajniejszej dla siebie ziemi nie znalazł.

Kolebką ludów europejskich jest południowo - zachodnia Azja. Z tych stron przybyły z biegiem tysięcy lat zachodnie narody europejskie i również z tych stron, brzegami Czarnego Morza i doliną Dunaju, idąc następnie z powodu zaludnienia południa i zachodu Europy w kierunku na północ, przybyli przez Karpaty i Beskidy nasi przodkowie.
Najstarsze wiadomości, które posiadamy o naszej ziemi i jej mieszkańcach, nazywających się teraz Ślązakami i Polakami zawdzięczami Grekom i Rzemianom, którzy w zamierzchłej przeszłości zwiedzali północną Europę. Rzymski dziejopisarz Tacyt, żyjący w drugiej połowie pierwszego wieku po Chr. zaznacza w swoim, około r. 80 napisanem dziele "De situ, moribus et populis Germaniae", że ziemia między Odrą i Wisłą zamieszkiwana jest przez Ligijczyków czyli Lugirów i Semnonów. Grek Klaudjusz Ptolomeusz, żyjący w drugim wieku po Chr. już dokładniej opisuje Śląsk i twierdzi, że mieszkańcy kraju pod Sudetami nazywają się Zilingi, a ich północni sąsiedzi, co na Dolny Śląsk wskazuje, Zemnoni. Tacyt dalej wymienia jeszcze rody Marsigni, Burii, Ossii, i zaznacza wyraźnie, że według mowy i zwyczajów nie są one niemieckiego pochodzenia, podlegają władzy po części Sarmatów *) [*) Sarmatami Tacyt oznaczył Polaków], po części Kwadów, którzy prowadzą górnictwo kruszcu żelaznego. Niemiecki historyk, Emil Steinbek, w swojem dziele "Geschichte des schlesischen Bergbaues" (tom I, str. 10), czyni jeszcze uwagę nad tą tak dobitnie o polskości Śląska za czasów Chrystusa świadczącej wiadomości dziejowej, że owe rody prawdopodobnie mieszkały na Górnym Śląsku, albowiem kruszec, czyli ruda żelazna tylko tu się znachodzi. Dalej twierdzi on, że owe rody mogły być tylko słowiańskiemi, gdyż nazwy ich n. p. "Burii" i "Ossii"' bezsprzecznie są pochodzenia słowiańskiego; pierwsza bowiem ma polski słoworód "bór", druga "os". Należy więc przypuszczać, że "Burii" byli ludźmi żyjącymi w borach, a "Ossii" mieszkańcami osiny lub lasu. Podobnie jak dziś każdy, dla bliższego określenia swego pochodzenia, mianuje się według miejscowości swego pochodzenia, n. p. Tarnogórzanem, Lasowiczanem, Raciborzanem, Zaborzanem, Brzezianem i.t.d., tak samo też w zamierzchłej przeszłości poszczególne rody odróżniały się między sobą według zajętych przez nie siedzib, Jedni nazywali się Lugirami, drudzy Borzanami, inni Osiniami i.t.p. Na Śląsku mamy przeszło 30 miejscowości, mających w swoich .nazwach słoworód "bór", n.p. Boroń, Borek, Borowiec, Bór, Boruszowiec, Borowiany, a miejscowości z nazwą Osina spotykamy w pow. rybnickim, bytomskim i ziębickim (już w r. 1293), zaś jakaś miejscowość Oś znajduje się w powiecie oleskim.

Przy bliższem zbadaniu słoworodu "lig" wzgl. "lug" zauważymy, że jest to prastary wyraz słowiański; znaczy on tyle co "łęg", czyli bagno. Więc ludzie, mieszkający nad takiemi ligami lub ługami, nazywali się Ligijczykami, względnie Lugirami, albo Lugiżanami. Z tej przyczyny owi mieszkańcy Śląska, wymieniani temi nazwami przez Rzymian, nie byli obcymi, lecz prawdopodobnie naszymi braćmi Łużyczanami nad Sprewą i Dolnym Śląsku, gdzie cały rozległy kraj stanowił dawniej i nawet po części jeszcze dzisiaj jeden obszerny łęg, czyli po sorbsku "ług". Nazwa "Zemnoni" zawiera w sobie jakiś swojski, słowiański dźwięk, całkiem podobny do brzmienia polskiego wyrazu "ziemianie", czem wynurza prawdopodobieństwo, że ten szczep również był słowiańskim.
Niemiecki dziejopisarz Śląska, prof. Grunhagen, którego Niemcy uważają za najuczeńszego z pośród historyków, mówi w swojej książce "Geschichte Schlesiens" (tom I, str. 3 i 4):
"Rzymianie pozostawili nam tylko kilka łacińskich nazw ich stacyj na Śląsku, a możliwość tlómaczcnia tych nazw jest nieograniczoną. Oprócz tego mają owe ligijskie rody, które my według Greka Ptolomeusza mamy do szukania w okolicy Śląska, w swoich nazwach "Korkonti" i "Silingi" pewien posmak słowiański, a zwłaszcza "Silingi" (Silinżanie) przypominają nazwę "Ślęzanie".

Więc nawet taki wybitny historyk niemiecki, jakim jest Grunhagen, nie twierdzi, że Silingowie byli Germanami, jak to czynią inni, szowinistycznie usposobieni "badacze" niemieccy, lecz przeciwnie wskazuje na prawdopodobieństwo, że szczep ten byt słowiańskim. Prawdopodobieństwo to wzrośnie, jeżeli wyraz "Siling" podzielimy na "si-ling" (zy-ling), wtedy bowiem otrzymujemy podobieństwo do wyrazu "ze-łęg", coby znaczyło "z łęgu". Pierwsza zgłoska w tem stanowi przyimek, druga osnowę słowa.
Jest powszechnem zjawiskiem w gwarze ludowej, że spółgłoskę "z", przy spajaniu jej z jakiem słowem, wymawia się jak ź, s, lub s, n.p. zamiast zlęknąć, zwołać, zlepiać, złazić mówi się źlęknąć, swołać, ślepiać, słazić. Przyimek "z, ze" aczkolwiek rzadziej, także wymawia lud nad Odrą jak s, n.p s Koźla, s Opola, s Lubomi, s ludu, s lasu. Teraz już zauważmy, jak jawnie leży objaśnienie starożytnej nazwy "Silingi" skoro owi Słowianie opowiadali obcym, że pochodzą "s łęgu" albo "ś lingu". W obu tych wyrazach tkwi słoworód "ług" względnie "lig", gdzie zanik wymowy nosowej jest ogólną cechą języka serbskiego. Na Śląsku mamy przeszło dwanaście miejscowości, w których nazwach leży wymieniona osnowa, n.p. Lignica, Legnica (Bernstadt w p. namysłowskim) wspomniana już w r. 1214, Łęg (wioski w p. raciborskim, gliwickim, lublinieckim i olawskim), Ługi (w p. głogowskim), Łężec (w p. wołowskim i kozielskim), Ługniany (w p. opolskim), Załęże (w p. katowickim). Utworzywszy na podstawie wymienionych miejscowości nazwy rodów, otrzymujemy następujące: Ligniczanic, Legniczanie, Łęganie, Ługniacy, Załężanie. Wszystkie te nazwy noszą wybitną cechę pokrewieństwa z podanemi nam przez Greków i Rzymian nazwami szczepów Ligijczyków, Lugirów i Silingów. W nazwie "Załężanie", acz przyimek jest inny, uwidoczni się doskonale pokrewieństwo z nazwą "Silingowie" po przywróceniu pierwszej nazwie na miejsce "ż" pierwotne "g", wtedy bowiem nazwa ta brzmiałaby "Zalęganie", albo "Zatęgowie", więc już całkiem podobnie do dwutysięcznoletniej nazwy "Silingowie".
Upada więc w niwecz gołosłowne twierdzenie niektórych dziejopisarzy niemieckich, którem tak chętnie operowano podczas akcji plebiscytowej, że Silingowie byli Germanami, i że przez to Śląsk był ongiś krajem niemieckim. Gdyby nie zatarte w pamięci mnóstwo starosłowiańskich wyrazów, możnaby także objaśnić nazwy Kwadów i Marsignów, których osnowy mają bezsprzecznie brzmienie słowiańskie.

Wobec powyższej tezy Silingnwie i Ligijczycy byli ludźmi mieszkającymi przy lęgach, gdzie rybołóstwo stanowiło dla nich pierwszą podstawę bytowania, a cały kraj według tych przymiotów nazywany był "Silinsk" lub Ślinsk", z czego po nieustannej zmianie wymowy powstała nazwa "Śląsk". Zatem Silingowie nie opuścili Śląska przed, lub podczas wędrówki narodów, jakto przypuszczają niektórzy historycy niemieccy, bo po pierwsze, niema na to żadnych dowodów, ani nawet głuchych wieści, a po drugie, było to niemożliwem, gdyż kraje za Łabą względnie zachód Europy już wówczas byt gęsto zaludniony. Przypuszczalnie podczas najazdu Hunnów naród mógł był bardzo ucierpieć, ale nie w tej mierze, żeby z powierzchni ziemi zniknąć, a dowodem tego, że w .następnych wiekach znów ukazują się na widowni dziejowej "Silingowie" (Silinżanie) ale pod swojską Już nazwą "Sięzanie". Każdy więc szczegół wskazuje na to, że Silingowie, do których należały rody Kwadów, Borzan i Osinian przed dwoma tysiącami lat byli naszymi przodkami, jako Słowianie - Polacy, dzielny, pracowity, szlachetny i kochający swoją ziemię naród, a nadto jest jawnem, że cały Śląsk do nizin łużyckich jest prastarą ziemią polską.
Każdy szczep i ród w tym kraju miał swoje nazwy, jak już zauważyliśmy, stosownie do swych właściwości, a głównie osiedla i zajęć. Wspomniani przez Greków "Korkonci", to chyba byli ludzie trudniący się zbieraniem kory, bądź to na pokrywanie namiotów, lub wyłożenie ścian, bądź na opat, albo inne cele. Kiedy, jeden ród wybrał sobie za siedzibę "lig" czyli "łęg", a drugi bór, to osiedliły się inne rody (a tych była większość) na "polanach", gdzie można było orać i siać i dlatego ci osadnicy nazywali się "Polanami". Co do narodowości nie było oczywiście w tych czasach między poszczególnemi szczepami żadnej różnicy, a od Odry aż do Dniepra panował jeden lud, jeden język - polski. Twierdzi to Ptolomeusz.

Po raz pierwszy w dziejach wymienia nazwę "Polanie" geograf grecki Ptolomeusz, na początku 2 wieku po narodzeniu Chrystusa, w swoim opisie Europy, w którym twierdzi, że Słowianie, mieszkający między Odrą a Dnieprem nazywają siebie "bulanes" (polanes); tak to Grek pojął nazwę "Polanie".
Gdy cudzoziemiec zapytał się ich: kto wy jesteście? - odpowiedzieli: my polanie - a tym wyrazem chcieli właściwie oznaczyć swoje zajęcie, gdyż przodkowie nasi wówczas już przeważnie żyli i pracowali na polanie, czyli na roli, więc .Polan, czyli Polak znaczy wprost rolnik.
W 19 wieku wykopano na różnych miejscach, szczególnie w dolinie Odry i niedawno koło Kozłowej Góry w powiecie tarnogórskim, monety rzymskie z czasów Chrystusa pochodzące. Przez wschodni Śląsk prowadziły bowiem dwie główne drogi handlowe, łączące południowe kraje z Bałtykiem, gdzie Rzymianie i Grekowie zakupowali ulubiony przez nich bursztyn. Jedna droga (szlak bursztynowy) prowadziła przez Bramę morawską, Bogumin, Racibórz, Opole, Wrocław, Poznań, Gniezno, Bydgoszcz do Gdańska, druga przez przełęcz Jabłonkowską, Cieszyn, (Bielsk) Pszczynę, Mikołów, Bytom. Kozłową Górę, Świerklaniec, Zyglin, Koszęcin, Lubliniec, Kluczborek, Byczynę, Kępno, Ostrowo (Poznań) Gniezno, Bydgoszcz do Gdańska. W Bytomiu dochodziła droga z dalekiego wschodu, od Czarnego morza przez Bukowinę, Lwów, Kraków; prawdopodobnie tą drogą zwiedzili za czasów Chrystusa Grekowie z Bizancjum naszą ziemię. Przypuszczać należy, że Polanie stanowili około roku 437 cześć wojsk Attyli z ziemi pod jego panowaniem będących. *) [*) Stolicą państwa Attyli była Sykambrja, później) nazwaną Etzelburg na Węgrzech. Żona jego .była Helką, którą on wywiózł z ziem słowiańskich. Jeden z potężnych władców na dworze Attyli był Rydygicr, który otrzymał od niego margrabstwo Beklar (Pochlar) nad Dunajem, przy ujściu rzeki Erlo. Ród Rydygierów żył tam przez kilka wieków, więc legenda o królowe] Wandzie w Krakowie nie chcącej Rydygierowi (potomkowi pierwszego) oddać swej ręki, zyskuje przez tę okoliczność na wiarogodności.]
Bowiem w pieśni o Nibelungach, opisującej najazdy Attyli, znalazłem następującą zwrotkę, która w moim prawie dosłownym przekładzie brzmi:

Rusinów i też Greków
Na koniach cały rój,
Polanie i Wołochy
W równinie ruszą w bój.

Właśnie w tymże roku 437 na równinach pól miasta Chalons nad Marną pobił Attyla Burgundów, których 20.000 poległo.
Wskutek przymusowego udziału Polan w najazdach Attyli, z których z pewnością mało kto powrócił, ziemie nasze, gdzie pozostali tylko starcy, dzieci i kobiety, mocno były wyludnione, i dlatego niema z owych czasów o Śląsku żadnej wiadomości historycznej. Wieki musiały minąć, zanim naród się wzmocnił i wystąpił znów na widownię dziejową. Po śmierci Attyli udało się Morawianom zagarnąć Śląsk i Małopolskę, lecz już w r. 908 rozpadło się państwo Wielko - Morawskie, a Śląsk stał się widownią ciągłych walk między Czechami i Polakami o jego posiadanie.
Najazd Hunnów jednak nie pozostał bez wpływu na późniejszą organizację państwa. Przekonano się, że rozbieżność rodowa ułatwia najeźdźcom podbój i dlatego na całym rozległym obszarze osiedlonym przez Polan przyszło do porozumienia i łączności.
Z połączonych ku wspólnej obronie rodów powstaje organizacja plemienna coraz ściślejsza, która formy swoje ustala na wiecach, gdzie już zapadają uchwały, nietylko w sprawach wojennych, lecz także sądowych i administracyjnych. Przewodnictwo z wyboru spoczywało naturalnie w 'ręku najstarszego - a więc starosty, żupana. Przedłużający się stan wojenny wymagał skupianie władzy na cały czas w ręku jednej osoby, która jako wódz, decydowała we wszystkich ważnych, ogół obchodzących sprawach. Z czasem korzystając z sprzyjających okoliczności, nawet po usunięciu niebezpieczeństwa, energiczny wódz przy pomocy oddanej sobie drużyny wojskowej zatrzymywał pełnię władzy i stawał się "piastem" wszelkich godności i urzędów, z prawem ich rozdzielania. Od tego niektórzy wyprowadzają dynastję Piastów. Wyraz "piast" zastępuje zatem w najstarszej polszczyźnie wyraz "król", który wywodzony jest z imienia frankońskiego "Karol", albowiem cesarz Karol Wielki usiłował narzucić swoją władze zachodnim Słowianom.

Piastowie panowali od Łaby aż hen poza Wisłę i od Karpat aż do Bałtyku. Byt to kraj rozległy, bogaty i szczęśliwy, gdzie nic znano nienawiści lub różnicy stanu - była to nasza Stara Polska. Pierwszym historycznym władcą polskim z rodu Piastów był Mieczysław, od roku 963 do roku 992. Jego syn, Bolesław Chrobry, pobiwszy Czechów i Niemców, rozszerzył granice państwa aż do Łaby, Dunaju i Bałtyku i postawił Polskę w rzędzie najpotężniejszych mocarstw Europy; zmarł dnia 17 czerwca 1025 r. Następcy jego nie zdołali sobie zapewnić posiadania zdobytych przez Chrobrego krajów i utracili rubieże nad Łabą i Czechy.
Król Bolesław Krzywousty, umierając w roku 1138, podzielił według ówczesnego zwyczaju kraj na dzielnice, które otrzymali jego synowie, mianowicie: Henryk ziemię Sandomierską, Bolesław Mazowsze i Kujawy. Mieczysław Wielkopolskę, a najstarszy, Władysław dziedzicznie Śląsk i Małopolskę, jako dzielnicę zwierzchnią; to też Wrocław stał się niejako drugą stolicą Polski. Zwierzchnictwo zatem nad wszystkiemi księstwami miał Władysław, który tym sposobem był władcą polskim, jako Władysław II. Zamiarem jego było utrzymać jednolitość Polski i chciał swoich braci wyzuć z dzielnic; z tego powodu powstała wojna domowa, kończąca się tem, że Władysława strącono z tronu, który następnie objął po starszeństwie jego brat, Bolesław IV, :z przydomkiem Kędzierzawy; objął on także rządy na Śląsku po wypędzeniu Władysława, gdyż Śląsk połączony był z Krakowem.. Pozbawiony tronu Władysław II miał trzech synów: Bolesława, Mieczysława i Konrada. Na żądanie możnowładztwa i przyjaciela Władysława II, cesarza niemieckiego, król Bolesław IV Kędzierzawy zmuszony był oddać Śląsk synom Władysława II w roku 1163, oczywiście pod warunkiem, że uznają jego zwierzchność. Śląsk podzielony został na księstwa, z których księstwo Opolsko - Raciborskie (to znaczy Górny Śląsk z Cieszynem, bez Bytomia i Pszczyny) otrzymał Mieczysław czyli Mieszko.
Kiedy w roku 1173 umarł Bolesław Kędzierzawy i między braćmi powstały spory o koronę, możnowładztwo powołało na tron najmłodszego ze synów Bolesława Krzywoustego, Kazimierza, który zasłużył sobie potem na piękny przydomek Sprawiedliwego.
Wiedział król Kazimierz Sprawiedliwy, że w księciu Mieczysławie Raciborskim i Opolskim nie ma przyjaciela, gdyż ten stal po stronie Mieczysława Starego, księcia Wielkopolski, który sobie rościł prawa do korony. Chcąc Mieczysława Raciborskiego przeciągnąć na swoją strono, dat mu spory kawał ziemi krakowskiej v grodami Zatorem, Siewierzem, Oświęcimem, Pszczyną i Bytomiem, w tem więc także ziemię tarnogórską, która do Bytomia należała.

W ten sposób Śląsk bardzo się powiększył, a darowizna ta po części pozostała już przy śląskich książętach. Zapamiętajmy sobie dobrze ten ważny w historji Śląska wypadek i zapiszmy sobie dobrze w pamięci, że kraina pszczyńska i bytomsko - tarnogórska toćto pierwotnie nie Śląsk, ale po prostu ziemia krakowska. Gdyby nic ta darowizna, nie nazywalibyśmy się dziś Ślązakami, lecz Krakowiakami, mimo, że wieki minęły, zostało nam coś we krwi, co ciągnie do Krakowa. Z przytoczonych powodów ziemia ta należała do r. 1821 do diecezji krakowskiej.
Po śmierci króla Kazimierza Sprawiedliwego w r. 1194 widzimy rządy nad Małopolską od sierpnia 1210 r. w rękach Mieczysława Opolskiego, obok króla Leszka I Białego. Mieczysław Opolski niewątpliwie pozostałby na tronie i połączyłby znów Śląsk z Polską; wnet jednak umarł; bo już w maju 1211 r. Ale zamiar jego, żeby dla linji śląskiej pozyskać tron wielko-książęcy, znalazł dalszego wykonawcę w księciu wrocławskim, Henryku Brodatym (1234-1238).
Po jego śmierci w r. 1238 całą wielką spuściznę po nim objął syn jego, Henryk Pobożny, który poległ w bitwie z Mongołami w r. 1241 pod Lignicą. W oddziałach jego wówczas walczyła szlachta i chłopi górnośląscy.
Potomkowie księcia Mieczysława Opolskiego podzielili Śląsk na drobniejsze księstwa, z których jedno, mianowicie ziemię bytomsko - giwicko - kozielską otrzymał książę Kazimierz. W obawie przed ponownym napadem Tatarów, którzy w r. 1287 spustoszyli kraj od Sandomierza do Krakowa, zawarł Kazimierz sojusz z Czechami w r. 1289 i uznał zwierzchnictwo króla czeskiego.

Kiedy po Władysławie Łokietku wstąpił na tron polski syn jego Kazimierz, nazwany Wielkim, rościł sobie prawo do korony polskiej także król czeski, Jan. Wskutek niepokojów i ażeby Jana zadowolić, zrzekł się król Kazimierz Wielki w r. 1335 praw nad książętami śląskimi i odtąd byt Śląsk pod koroną czeską. Po śmierci ostatniego księcia ziemi bytomsko - kozielskiej, Bolesława, r. 1355, nastąpił podział tego księstwa w ten sposób, że północną część otrzymał książę Oleśnicki, a południową część książę Cieszyński. Linja graniczna przedzieliła miasto Bytom, nawet przeszła przez książęcy zamek. W roku 1475 udało się królowi węgierskiemu, Maciejowi Korwinowi, zdobyć Śląsk i przywłaszczyć sobie ziemię bytomską, którą on w r. 1477 dał w zastaw za 8000 grzywien (guldenów) Janowi ze Sierocina i Fulneka. Od niego nabył księstwo bytomskie w r. 1498 książę Jan Opolski, który w ten sposób znów zjednoczył nieomal cale pierwotne księstwo Opolskie.

W owych czasach zjawił się na ziemiach polskich ród Brandenburczyków. Margrabia Fryderyk Brandenburski mial zbyt wiele dzieci, żeby sam mógł zabezpieczyć ich przyszłość. Postanowił tedy skorzystać z pokrewieństwa 2 domem Jagiellońskim; miał bowiem za żonę Zofję, córkę Kazimierza Jagiellończyka, a siostrę królów Władysława i Zygmunta. Do sławnego z dobroci serca Władysława, który objął trony na Węgrzech i w Czechach, udał się z prośbą o poparcie dla jednego ze swych synów, Jerzego. Od roku 1505 przebywał Jerzy Brandcnburczyk na dworze Władysława, jako wychowawca jego syna, Ludwika, późniejszego króla węgierskiego, a służąc mu gorliwie i wiernie, zyskał majątek i znaczenie. Przez protekcję króla Władysława ożenił się Jerzy Brandenburczyk z wdową po Janie Korwinie, panią ogromnych bogactw, które po jej śmierci jemu się dostały. Co ważniejsze, obiecał mu król Władysław, że go przy najbliższej sposobności wyposaży jakiem księstwem na Śląsku i przyrzekł mu księstwo opolskie, skoro tylko umrze bezdzietnie książę Jan Opolski, właściciel ziemi bytomsko - tarnogórskiej. Los Jerzego Brandenburczyka był tedy już zabezpieczony. Ze starzejącym się i bezdzietnym księciem Janem Opolskim, ostatnim z rodu Piastów na Górnym Śląsku, można było robić co tylko chciano i dlatego już w r. 1523 król Ludwik II, syn Władysława, przyznał Jerzemu Brandenburczykowi prawo do księstwa opolskiego i raciborskiego. Gród i miasto Bogumin pozwolono mu zaraz zająć i tytułować się od razu księciem śląskim na Raciborzu. Tegoż roku kupił Jerzy księstwo karniowskie z miastami Karniów, Głubczyce, Beneszów, Baborów i na przydatek jeszcze odstąpił mu król Ludwik Jagiellończyk Bruntał - z okolicą. Szafowano wtedy obcą własnością, wbrew woli ludu. Najważniejszym punktem w akcie lennym z dnia 16 stycznia 1526 byt warunek, że po śmierci Jerzego Brandenburczyka i jego najbliższych potomków, król po półrocznem wypowiedzeniu i spłaceniu sumy zastawnej, mógł znów całe księstwo przejąć. Albrecht, młodszy brat Jerzego Brandenburczyka, byt wtedy Wielkim Mistrzem Zakonu krzyżackiego. Kiedy Luter szerzył swoją herezję, obaj stali się od razu jego zwolennikami, gdyż zdarzyła się możliwość Albrechtowi przemienić kraj zakonu na księstwo świeckie, a Jerzemu zagarnąć majątki kościelne.

Wielki Mistrz Albrecht przebywał w latach 1524 i 1525 dużo na Śląsku, zrazu w Brzegu i w Kluczborku, a potem w Bytomiu i na Świerklancu w pow. tarnogórskim. Tutaj dojrzały jego plany, lecz ażeby pozyskać pobłażanie króla polskiego Zygmunta, uznawał jego zwierzchnictwo nad państwem zakonu i w poniedziałek, dnia 10 kwietnia 1525 r. złożył książę Albrecht, w towarzystwie brata swego, Jerzego Brandenburczyka, hołd królowi Zygmuntowi na rynku krakowskim, ów znany w naszych dziejach "Hołd pruski". *) [*) Na znanym obrazie Matejki "Hołd pruski" stoi Jerzy Brandenburczyk jako trzeci przed królem Zygmuntem].
Po tym wypadku nadeszła w roku nast. do Polski wieść o strasznem zdarzeniu. W bitwie z Turkami zginął na Węgrzech pod Mochaczem król Ludwik Jagiellończyk, dnia 29 sierpnia 1526 r. Turcy zalali Węgry, a korona węgierska i czeska przypadły Ferdynandowi Habsburgowi, arcyksięciu austriackiemu. Śląsk przeszedł pod berło Habsburgów. Górny Śląsk jednak jeszcze raz przyszedł pod pilnowanie Polski. Podczas wojny 30-letniej w r. 1645 odstąpił cesarz Ferdynand III Polsce, za okazaną pomoc w wojnie z Szwecją, księstwo opolsko - raciborsko - bytomskie, które do r. 1664 pozostało przy Polsce. Kiepską, bardzo kiepską jednak była polityka ówczesnych polskich mężów stanu, owych 16 senatorów w osławionej "złotej wolności", i króla Jana Kazimierza, którzy woleli się bić o jakieś najmizerniejsze wschodnie bagna, oraz ubiegać się o wisząca w powietrzu koronę zagraniczną, niż mocno trzymać w ręku Śląsk, tę najpiękniejszą perłę w koronie Polski.

Ziemia Bytomsko - Tarnogórska.

Zwróćmy się na nowo w daleką .przeszłość! - Po najeździe Hunnów na początku 5 wieku i po ustaniu wędrówki narodów, nieliczne na Śląsku pozostałe rodziny lub rody Polan z biegiem wieków znów pomnożyły się i wspólną pracą koło swych siedzib zapewniły sobie swój byt, aby już dalej nie wędrować. Usypano w dolinach groble dla założenia rybnych stawów, wycięto las dla powiększenia polanki i roli, i wybudowano na tem polu z drzewa lub z gliny chateczki. To było ich "opole", ich siedzibą, którą dla obrony przed wrogiemi i dzikiemi zwierzętami ogrodzono mocnym płotem.
W takiem polu ogrodzonem, czyli grodzie przodkowie nasi spokojnie i szczęśliwie mogli bytować, gdyż ich byt był tam zapewniony i takie to osady stanowią początki naszych miast, osobliwie Opola i Bytomia. Bytom więc znaczy miejsce bytowania.
Z pierwotnych tych siedzib wyruszały wyprawy na dzikie zwierzęta do sąsiednich okolic, do lasów i borów, gdzie niedźwiedzie i wilki jeszcze byty nieograniczonymi panami gąszczu, gdzie bobry gnieździły się niezliczenie w swych domkach fantastycznych, gdzie skrzętne pszczoły nagromadziły zapasy miodu, gdzie na skrytych polankach rosły rzepy, a tarniny w dolinach dostarczały drobnych śliwek, które suszono na zimę.
A kiedy naszym przodkom ich "opole" lub "bytom" już były za ciasne, osiedlili się synowie w okolicy, którą oczywiście nazwali według jej właściwości, z czasem też według imienia nowego osadnika lub jego zajęcia. Osadę ludzi zajmujących się polowaniem na bobry, nazwano Bobrowniki, polankę obfitującą w rzepy czyli po starosłowiańsku "repy" nazwano Repty (stąd też przymiotnik: repeckie - pola). Miedary były osadą ludzi zajmujących się zbieraniem miodu, lesistą okolicę nazwano Lasowice, a dolinę zarośniętą tarniną Tarnowice.
Ziemia bytomska obejmowała dawniej dzisiejsze powiaty bytomski, zabrski, katowicki, świętochłowicki, tarnogórski i część powiatu lublinieckiego.

Po śmierci bezdzietnego księcia Jana Opolskiego w r. 1532 objął ziemię bytomską i bogumińską, według: przyrzeczenia węgierskiego króla Ludwika Jagiellończyka, margrabia Jerzy Brandenburczyk. Lecz wtedy król Ludwik już nie żył, gdyż poległ w r. 1526 w bitwie z Turkami, a korony węgierska i czeska, a tem samem zwierzchnictwo nad Śląskiem, przypadły według umowy z roku 1515 Habsburgom. Niewątpliwie i cesarz uznałby Brandenburczykowi i jego synom prawo do darowizny króla Ludwika, gdyby nie to, że właśnie Brandcnburczycy stali się najgorliwszymi szerzycielami herezji Lutra. zmierzającej do obalenia katolickiej dynastji Habsburgów. *) [*) Soffner 1886: Die Geschichte der Reformation in Schlesien. str. 130.]

Po długoletnich sporach o ziemię bytomską i nareszcie po otwartym zbrojnym buncie Jana Jerzego Brandenburczyka zabrał cesarz austriacki w roku 1621 wszystkie jego posiadłości, które w roku 1623 dał w zastaw za pożyczane pieniądze Łazarzowi I Henckel von Donnersmarck, a dnia 26 maja 1629 r. sprzedał jego synowi Łazarzowi za 500.000 zł. Ród Hencklów pochodzi ze Spiża; krainy na południc od Karpat, a według tamtejszej miejscowości Czotortokely (po polsku Czwartkowy Targ, po niem. Donncrs(tag)markt przyjęli nazwisko Donnersmarck. Łazarz II Henckel otrzymał w r. 1661 tytuł hrabiego, a dnia 14 listop. r. 1697 uznano ziemię bytomską wolnem państwem fideikomisowem. Po śmierci Łazarza II podzielono ziemię bytomską między synami Gabrjelem i Jerzym Fryderykiem; pierwszy otrzymał Bytom, drugi Tarnowskie Góry; zaś trzeci syn Eijasz otrzymał Bogumin. Po śmierci Gabrjela podzielono Bytom pomiędzy jego braćmi Jerzego Fryderyka i Eijasza. Syn pierwszego, Leon Ferdynand, znów złączył cały dział bytomski. Od niego pochodzi katolicka linja siemianowicko - bytomska hrabiów Henckel von Donnersmarck w Nakle. Od drugiego syna Jerzego Fryderyka hrabiego Karola Maksymiliana, któremu przypadły Tarnowskie Góry - Świerklaniec, pochodzi protestancka linja książąt Henckel von Donnersmarck na Swierklańcu.

Ziemia Bytomsko . Tarnogórska kolebką górnictwa.
Pierwsza era górnictwa.


Za czasów nawracania pogańskiego Śląska przez apostołów słowiańskich św. Cyryla i Metodego około r. 850, oraz przez św. Wojciecha i jego brata Radzyma, tutejsza okolica mianowicie ziemia bytomska stosunkowo już gęsto musiała być zaludniona, albowiem wskazuje na to gęstość założonych tu gmin chrześcijańskich. Od wieków istnieją już kościoły w Bytomiu, Radzionkowie, Miechowicach (1004 r.) Mikulczycach, Reptach, Tarnowicach, Broslawicach i innych jeszcze miejscowościach, wzniesione na miejscach dawniejszych świątyń pogańskich.
Przypuszczać należy, że ważne okoliczności, mianowicie bogactwa ziemi przyczyniły się do tak gęstego zaludnienia kraju, który bynajmniej nie słynął z urodzaju, wiec prawdopodobnie już w zamierzchłej przeszłości natrafiono tu na rudę i kruszec, co właśnie potwierdzi Rzymianin Tacyt, który żyjąc w pierwszym wieku po Chrystusie, wymienia rody słowiańskie na Śląsku, zajmujące się górnictwem kruszcu żelaznego.
Wiadomo nam dalej jest, że zwłoki św. Wojciecha, zabitego przez pogańskich Prusów dnia 23 kwietnia 997 r., wykupione zostały przez króla Bolesława Chrobrego srebrem, oraz że pierwsze polskie monety wybito na Śląsku w r, 1009 dla tegoż króla.
Wynika z tego, że niewątpliwie ziemia bytomsko - tarnogórska dostarczała królowi potrzebnych kruszców, gdyż była dobrem królewskiem, a w innych dzielnicach kraju górnictwa dostarczającego kruszcu jeszcze nie znano.
Z II księgi historji polskiej Jana Długosza pod rokiem 1025, str. 175, dowiadujemy się, że Bolesław Chrobry, wyjąwszy złota odstąpił duchownym w ich dobrach wszelką własność rzeczy kopalnych, jak żelaza, ołowiu, soli, srebra i t. d.: "Boleslaus rex dotavit ecciesias. attribuens eis praedia et castra cum pertincntiis earuin, scilicet servitiis diversorum officiorum, proventus rerum mobilium et hnmobilium tam praesentium quam futurarum, tcrra nasccntium, scilicet ferri, plumbi, salis et argenti sine cxccptionc,.auri vero cum exceptionc".

Naruszewicz uważa (w tomie I księgi II pod rozdz. XXVII, str. 71), iż za czasów pierwszych Piastów (900-1000 r.) nie wolno było sądzić poddanych, wycinać lasów, korzystać z kruszców, chyba za osobnemi przywilejami króla.
Później Piastowie, dla ujęcia sobie stanu szlacheckiego w pojedynczych przywilejach ustępowali od tych praw pierwotnych; wszelako najdawniejsze zabytki, czyli raczej wspomnienia o postanowieniach panujących, zdają się wykazywać, iż uważali oni siebie za mających wyłączne prawo własności
kopalń. Takiemi są nadanie Bolesława Chrobrego z r. 1025 powyżej przytoczone, ustępujące własności kopalń duchownym w Ich dobrach. Podobnież Bolesław Wstydliwy (r. 1228 - 1279). jak świadczy Kromcr (Chron. libro IX) nadał prawo udzielności biskupom krakowskim w ich dobrach: "Boleslaus pudicus autom, episcopum Cracoviensem omnio ducali jure in bonis suis esse jussit", z mocy czego miastom, wsiom, sołtysom i.t.p. w swych dobrach biskupi ci na wzór panujących nadawali przywileje. Także przywilej Leszka Czarnego z roku 1289 (Kromer libro X. str. 571 w edyc, Pistor), ustępuje dziesięciny z kopalu kruszcu w dobrach do diecezji krakowskiej przywiązanych biskupom.

Ponieważ ziemia bytomsko - tarnogórska należała, jak wiadomo, do diecezji krakowskiej, a była dobrem królewskiem, nie ulega żadnej wątpliwości, że wszelkie wiadomości o kopalniach srebra i ołowiu z czasów Bolesława Chrobrego dotyczą jedynie naszej ziemi. Zaś fakt, że własność kopalń kruszcu już za czasów pierwszej państwowości polskiej (900-1000 r.) ujęta była prawem panujących świadczy, że górnictwo kruszcu prowadzono tu już od kilku wieków przed wystąpieniem pierwszych królów polskich na widownię dziejową, albowiem przemysł kruszcowy lub żelazny, o jakim świadczą wykopaliska w Polsce, nie mógł się wytworzyć 100 lub 200 lat przed historycznie udowodnionym czasem kopalnictwa w Polsce, lecz musiał istnieć conajmniej kilkaset lat przedtem. Ponieważ zaś Tacyt wspomina, że jakiś słowiański ród na Śląsku zajmuje się górnictwem kruszcu żelaznego, można śmiało twierdzić, że przemysł ten istnieje na naszej ziemi już od kilku wieków przed Chrystusem, z czego znowu wynika, że owe słowiańskie rody, czy to Ligijczycy, Silingowie, Borzanie, Osinianie, Kwadowie, Sarmaci, więc nasi przodkowie, osiedlili się tu conajmniej tysiąc lat przed Chrystusem, albowiem do spostrzegania właściwości składników ziemi, oraz wytworzenia się umiejętności topienia kruszcu żelaznego należy stanowczo długi, długi okres czasu. Polacy więc Ślązacy wyprzedzili Niemców w posiadaniu nauki prowadzenia górnictwa kruszców, oraz topienia ich o całe 1000 lat, bo najstarsze niemieckie kopalnie w Harcu sięgają tylko X wieku.

Na schyłku 12 wieku już istniał ożywiony ruch górniczy koło Bytomia, a z lat 1229, 1369 i 1449 mamy historycznie udowodnione wiadomości o górnictwie w Radzionkowie, Piekarach Rudnych, Reptach i Tarnowicach niedaleko późniejszego miasta Tarnowskie Góry, zaś z r. 1365 istnieje jakiś dokument, wymieniający zbudowaną przez polskiego szlachcica dymarkę do topienia kruszcu, czy rudy w Kuczu, w powiecie lublinieckim.
Ośrodkiem ówczesnego górnictwa stał się Bytom. Miasto prędko się rozwijało, rosło w ludność, a mieszczanie wzbogacili się prędko albowiem srebro i ołów wytapiane z wydobytego kruszcu, znajdowały zbyt w dalekich stronach. O osiedleniu się Niemców w Bytomiu w owych wiekach niema żadnej wiadomości; historycy niemieccy tylko przypuszczają taką możliwość, a to bez wszelkich podstaw.
Duchowieństwo od dawna otrzymało tam dziesięciny od wydobytego srebra, które, gdy pomyślnym rozwojem górnictwa osiągały znaczną wartość, obywatelstwo uszczuplało. Z tej przyczyny i jeszcze z powodu ukrócenia innych dochodów duchowieństwo obłożyło obywatelstwo i magistrat miasta klątwą kościelną, wskutek czego rozgoryczeni tom mieszczanie ujęli tamtejszego księdza Piotra z Koźla i jego pomocnika, wikarego Mikołaja z Pyskowic, i utopili ich w jeziorze przed miastem, w tak zwanym stawie św. Małgorzaty, dnia 14 września 1363 r.
Zbrodnia ta pociągnęła za sobą według ustaw synodalnych interdykt nad miastem Bytomiem, który potrwał aż do roku 1433, więc 70 lat.

To wydarzenie, jakoteż wielkie pożary w mieście i niezmierne trudności około pokonywania podziemnych wód, które dla braku maszyn wydobywano siłą ludzką, były przyczyną do zniechęcenia górników i powolnego upadku całego górnictwa w Bytomiu.
Podobnież Długosz (księga X, str. 1152) mówi, iż mieszczanie Bytomia, w diecezji krakowskiej, wzbogaceni wydobywaniem ołowiu i srebra, a do tego powodu rozzuchwaleni, i podburzeni przez niejakiego rzeźnika Lorenca, popełnili w r. 1367, za panowania Kazimierza Wielkiego, zabójstwo na swoim plebanie Piotrze z Koźla i kaznodziei Mikołaju z Pyskowic. Długosz powiada, że od tego czasu bogate na tem miejscu kruszce zniknęły, a Naruszewicz (Hist. polsk. Tom VI księgi IV) uczynił nad tem zdarzeniem uwagę, iż mieszczanie wypróżniwszy swe dostatki na sprawę toczoną przed stolicą Apostolską w Awinionie, musieli zaniechać dobywania kruszców i dalszych robót, utraciwszy sposób do łożenia kosztów na ich utrzymanie.
Jest pewne, że takie straszne zdarzenie musiało mieć dla górnictwa w Bytomiu fatalne następstwa, w pierwszym rzędzie oczywiście zastój w pracy i połączone z tem zatopienie kopalń.

Za to na innem miejscu, mianowicie koło późniejszego miasta Tarnowskie Góry, rozpoczęto poszukiwania na srebrne kruszce, a z założeniem miasta zaczyna się druga era górnictwa.
Są ślady, że podczas zastoju górnictwa na Śląsku w 15 wieku górnicy polscy udawali się do pracy nawet zagranicę. W starej legendzie niemieckiej z tego wieku książę Wirtemberski odradza Albertowi, cesarzowi, a królowi czeskiemu, panującemu od r. 1437 do 1440, w czasie wojny z Husytami, aby nie zdobywał miasta górniczego Kutne Góry w Czechach, przez górników katolickich zamieszkałego, gdyż to lud liczny, i że między nimi są też ludzie niewinni z różnych obcych krajów przybyli, których wyliczając, najprzód wymienia górników, przybyłych z Polski.

I szczerze wyjawiam,
Że ci najlepiej radzę,
Ci górnicy są obcy ludzie,
Ten jest z Polski,
Inny z Pomorza ... i.t.d.

Górnicy polscy nawet do Francji się udawali, gdzie nauka górnicza na niższym, aniżeli u nas, w owym wieku była stopniu. Gdy Ludwik XI, król francuski, w edykcie z r. 1471 ustanowił urzędy i prawa górnicze i przedłożył nad kopalniami urzędnika, nadał mu moc wydawania pozwoleń górniczych według oddawna już istniejących praw górniczych polskich, węgierskich i szwedzkich, i polecił sprowadzanie z tych obcych krajów robotników górniczych, jako więcej umiejących od francuskich.
Zatem już przed licznemi wiekami górnictwo polskie słynęło w całej Europie, słynęło imię polskie, a kolebką tego górnictwa. to nasza ziemia bytomsko - tarnogórska.


PORTAL POWIATU TARNOGÓRSKIEGO
www.tg.net.pl -
www.tarnowskiegory.net.pl - www.gornyslask.net.pl
e-mail | redakcja Portalu Powiatu Tarnogórskiego | reklama na Portalu