|
KRONIKA
miasta i powiatu Tarnowskie
Góry
Najstarsze dzieje Śląska i ziemi
Bytomsko - Tarnogórskiej
Dzieje pierwszego górnictwa w Polsce.
Napisał Jan Nowak
1927 r.
Nakładem Księgarni Polskiej Jana Nowaka
w Tarnowskich Górach
Jaśnie Wielmożnemu
Panu Prezydentowi Najjaśniejszej
Rzeczypospolitej Polskiej Ignacemu
Mościckiemu
poświęca
Jan Nowak
obywatel Tarnowskich Gór Wolnego Miasta
Górniczego.
Przedmowa.
W roku 1926 minęły cztery wieki od
chwili, kiedy ostatni potomek króla
Bolesława Chrobrego na ziemi śląskiej,
książę Jan Opolski, nadał górnikom
na Górach Tarnowskich przywileje
wolności górniczej, a wraz z niemi
młodej osadzie górniczej prawa
miejskie.
Wolność górnicza, to byt właśnie ten
klucz, przy pomocy którego odważny i
nielękający się trudów górnik polski
mógł wstąpić do łona ziemi - to byt
ten klucz, jakim odemknąć mógł
podziemny skarbiec, do którego przed
tysiącami lat Szafarz Niebieski
włożył srebrnonośny kruszec, rudę
żelazną i czarny diament, słowem nie
milionowe, lecz miliardowe bogactwa.
Na to miejsce błogosławione przybyli
górnicy z różnych stron świata,
mnożyły się schludnie domki -
powstało miasto - Tarnowskie Góry.
Minęły cztery wieki! Jakże różne
zdarzenia dziejowe przechodził w tym
okresie czasu nasz gród, jaka tu była
praca, jakie mozoły i .poświęcenia?
Ponieważ miasto nie posiadało
dotychczas drukowanej kroniki, historja
jego ogółowi nie była znaną.
Aby więc przysłużyć sic miastu i dać
obywatelom możność poznania dziejów
naszego grodu, oraz zwyczajów od
najstarszych czasów do dni najnowszych,
zacząłem zbieranie materiału
historycznego już przed kilku laty w
archiwach miejskich, kościelnych i
pozamiejscowych, jak również w
czasopismach. Pozatem czerpałem z
rękopisu Winklera, "Historische
Nachrichten von Tarnowitz", które
zebrał w latach 1848 - 1858, będąc tu
nauczycielem i organistą, najstarsze
zaś wiadomości z przeszłości naszej
ziemi i pierwszego górnictwa wyszukałem
przed laty w bibliotece Jagiellońskiej,
a tytuły tych książek zacytowałem w
tekście niniejszej kroniki. Co się
tyczy zdarzeń w ostatnich 30 latach,
zaznaczam, że je opisałem na podstawie
własnych przeżyć i spostrzeżeń.
Opracowanie niniejszego dzieła wymagało
dużo czasu i połączone było także ze
znacznemi wydatkami, za to zaś zawiera
wszystkie zdarzenia, jakie kiedykolwiek w
naszem mieście i powiecie zachodziły.
Sądzę, że .żadnej ważniejszej
wiadomości historycznej nie pominąłem,
a niedomagania dobrze mi są znane,
albowiem nie miałem tego szczęścia
kształcenia się w polskiej szkole.
Dlatego więc proszę Szanownych
Czytelników z jednej strony o
pobłażliwość, z drugiej zaś o
poparcie niniejszej żmudnej i mozolnej
pracy, którą podjąłem w najlepszej
chęci, aby miastu i społeczeństwu
naszemu się przysłużyć.
Przy tej sposobności składam wszystkim
tym, którzy pracę moją bądź
finansowo, bądź dobrą radą i
przysługą i popierali. moje serdeczne
"Bóg zapłać!". Dziękuję
najserdeczniej Przewielebnemu Ks.
Kanonikowi Lewkowi i Wielmożnemu Panu
wiceburm. Janowi Bondkowskiemu za
dostarczenie mi dokumentów archiwalnych,
Wielmożnemu Panu aptekarzowi Tadeuszowi
Bogdanyemu i Panu profesorowi Feliksowi
Czerwińskiemu w Katowicach za
przeglądanie mojej kroniki, mojej
najukochańszej żonie, Rozalji z
Musiołów, która przy przepisywaniu
niniejszego dzieła część pracy
wzięta na siebie, a przedewszystkiem
dziękuję za udzielenie subwencji na
wydanie mego dzieła. Szanownym członkom
wydziału powiatowego w Tam. Górach,
szczególnie Wielmożnemu Panu staroście
Sławomirowi Żuławskiemu, oraz
Wielmożnemu Panu marszałkowi sejmu
śląskiego, Konstantemu Wolnemu w
Katowicach.
Tarnowskie Góry w poniedziałek po
"Cantate" 1926 r. w dzień 400
rocznicy założenia miasta,
przypadającej w tym roku w święto 3-go
Maja.
Jan Nowak
księgarz
Z przeszłości Śląska.
W mroku przeszłości pokrywały naszą
ziemię gęste lasy i rozległe bagna, a
dzikie zwierzęta, jak wilki,
niedźwiedzie i tury urządzały sobie w
cieniu potężnych sosen, świerków,
buków i tysiącletnich dębów, swoje
kryjówki. Nad bagnami i rzekami
panoszył się bóbr, a nad wszystkiemi
ptakami ciemnych lasów królował
orzeł.
Rzadko gdzieś w lesie otwierała się
polana, gdzie dobrotliwa ręka Boskiej
Opatrzności zasiała przed wiekami dla
przyszłego mieszkańca potrzebne do jego
pożywienia płody polne.
Nie miał człowiek wówczas jeszcze
stałej siedziby, lecz w nieustannej
wędrówce szukał miejsc, gdzieby
przyroda najlepsze mu dała podstawy i
możliwości dla jego bytu, bądź to
przy rybnych wodach, czyli łęgach,
bądź na płododajnych polankach,
wśród borów, gdzie dopóty pozostał,
dopóki w dalszych stronach znów
wydajniejszej dla siebie ziemi nie
znalazł.
Kolebką ludów europejskich jest
południowo - zachodnia Azja. Z tych
stron przybyły z biegiem tysięcy lat
zachodnie narody europejskie i również
z tych stron, brzegami Czarnego Morza i
doliną Dunaju, idąc następnie z powodu
zaludnienia południa i zachodu Europy w
kierunku na północ, przybyli przez
Karpaty i Beskidy nasi przodkowie.
Najstarsze wiadomości, które posiadamy
o naszej ziemi i jej mieszkańcach,
nazywających się teraz Ślązakami i
Polakami zawdzięczami Grekom i
Rzemianom, którzy w zamierzchłej
przeszłości zwiedzali północną
Europę. Rzymski dziejopisarz Tacyt,
żyjący w drugiej połowie pierwszego
wieku po Chr. zaznacza w swoim, około r.
80 napisanem dziele "De situ,
moribus et populis Germaniae", że
ziemia między Odrą i Wisłą
zamieszkiwana jest przez Ligijczyków
czyli Lugirów i Semnonów. Grek
Klaudjusz Ptolomeusz, żyjący w drugim
wieku po Chr. już dokładniej opisuje
Śląsk i twierdzi, że mieszkańcy kraju
pod Sudetami nazywają się Zilingi, a
ich północni sąsiedzi, co na Dolny
Śląsk wskazuje, Zemnoni. Tacyt dalej
wymienia jeszcze rody Marsigni, Burii,
Ossii, i zaznacza wyraźnie, że według
mowy i zwyczajów nie są one
niemieckiego pochodzenia, podlegają
władzy po części Sarmatów *) [*)
Sarmatami Tacyt oznaczył Polaków], po
części Kwadów, którzy prowadzą
górnictwo kruszcu żelaznego. Niemiecki
historyk, Emil Steinbek, w swojem dziele
"Geschichte des schlesischen
Bergbaues" (tom I, str. 10), czyni
jeszcze uwagę nad tą tak dobitnie o
polskości Śląska za czasów Chrystusa
świadczącej wiadomości dziejowej, że
owe rody prawdopodobnie mieszkały na
Górnym Śląsku, albowiem kruszec, czyli
ruda żelazna tylko tu się znachodzi.
Dalej twierdzi on, że owe rody mogły
być tylko słowiańskiemi, gdyż nazwy
ich n. p. "Burii" i
"Ossii"' bezsprzecznie są
pochodzenia słowiańskiego; pierwsza
bowiem ma polski słoworód
"bór", druga "os".
Należy więc przypuszczać, że
"Burii" byli ludźmi żyjącymi
w borach, a "Ossii"
mieszkańcami osiny lub lasu. Podobnie
jak dziś każdy, dla bliższego
określenia swego pochodzenia, mianuje
się według miejscowości swego
pochodzenia, n. p. Tarnogórzanem,
Lasowiczanem, Raciborzanem, Zaborzanem,
Brzezianem i.t.d., tak samo też w
zamierzchłej przeszłości poszczególne
rody odróżniały się między sobą
według zajętych przez nie siedzib,
Jedni nazywali się Lugirami, drudzy
Borzanami, inni Osiniami i.t.p. Na
Śląsku mamy przeszło 30 miejscowości,
mających w swoich .nazwach słoworód
"bór", n.p. Boroń, Borek,
Borowiec, Bór, Boruszowiec, Borowiany, a
miejscowości z nazwą Osina spotykamy w
pow. rybnickim, bytomskim i ziębickim
(już w r. 1293), zaś jakaś
miejscowość Oś znajduje się w
powiecie oleskim.
Przy bliższem zbadaniu słoworodu
"lig" wzgl. "lug"
zauważymy, że jest to prastary wyraz
słowiański; znaczy on tyle co
"łęg", czyli bagno. Więc
ludzie, mieszkający nad takiemi ligami
lub ługami, nazywali się Ligijczykami,
względnie Lugirami, albo Lugiżanami. Z
tej przyczyny owi mieszkańcy Śląska,
wymieniani temi nazwami przez Rzymian,
nie byli obcymi, lecz prawdopodobnie
naszymi braćmi Łużyczanami nad Sprewą
i Dolnym Śląsku, gdzie cały rozległy
kraj stanowił dawniej i nawet po
części jeszcze dzisiaj jeden obszerny
łęg, czyli po sorbsku "ług".
Nazwa "Zemnoni" zawiera w sobie
jakiś swojski, słowiański dźwięk,
całkiem podobny do brzmienia polskiego
wyrazu "ziemianie", czem
wynurza prawdopodobieństwo, że ten
szczep również był słowiańskim.
Niemiecki dziejopisarz Śląska, prof.
Grunhagen, którego Niemcy uważają za
najuczeńszego z pośród historyków,
mówi w swojej książce "Geschichte
Schlesiens" (tom I, str. 3 i 4):
"Rzymianie pozostawili nam tylko
kilka łacińskich nazw ich stacyj na
Śląsku, a możliwość tlómaczcnia
tych nazw jest nieograniczoną. Oprócz
tego mają owe ligijskie rody, które my
według Greka Ptolomeusza mamy do
szukania w okolicy Śląska, w swoich
nazwach "Korkonti" i
"Silingi" pewien posmak
słowiański, a zwłaszcza
"Silingi" (Silinżanie)
przypominają nazwę
"Ślęzanie".
Więc nawet taki wybitny historyk
niemiecki, jakim jest Grunhagen, nie
twierdzi, że Silingowie byli Germanami,
jak to czynią inni, szowinistycznie
usposobieni "badacze"
niemieccy, lecz przeciwnie wskazuje na
prawdopodobieństwo, że szczep ten byt
słowiańskim. Prawdopodobieństwo to
wzrośnie, jeżeli wyraz
"Siling" podzielimy na
"si-ling" (zy-ling), wtedy
bowiem otrzymujemy podobieństwo do
wyrazu "ze-łęg", coby
znaczyło "z łęgu". Pierwsza
zgłoska w tem stanowi przyimek, druga
osnowę słowa.
Jest powszechnem zjawiskiem w gwarze
ludowej, że spółgłoskę
"z", przy spajaniu jej z jakiem
słowem, wymawia się jak ź, s, lub s,
n.p. zamiast zlęknąć, zwołać,
zlepiać, złazić mówi się
źlęknąć, swołać, ślepiać,
słazić. Przyimek "z, ze"
aczkolwiek rzadziej, także wymawia lud
nad Odrą jak s, n.p s Koźla, s Opola, s
Lubomi, s ludu, s lasu. Teraz już
zauważmy, jak jawnie leży objaśnienie
starożytnej nazwy "Silingi"
skoro owi Słowianie opowiadali obcym,
że pochodzą "s łęgu" albo
"ś lingu". W obu tych wyrazach
tkwi słoworód "ług"
względnie "lig", gdzie zanik
wymowy nosowej jest ogólną cechą
języka serbskiego. Na Śląsku mamy
przeszło dwanaście miejscowości, w
których nazwach leży wymieniona osnowa,
n.p. Lignica, Legnica (Bernstadt w p.
namysłowskim) wspomniana już w r. 1214,
Łęg (wioski w p. raciborskim,
gliwickim, lublinieckim i olawskim),
Ługi (w p. głogowskim), Łężec (w p.
wołowskim i kozielskim), Ługniany (w p.
opolskim), Załęże (w p. katowickim).
Utworzywszy na podstawie wymienionych
miejscowości nazwy rodów, otrzymujemy
następujące: Ligniczanic, Legniczanie,
Łęganie, Ługniacy, Załężanie.
Wszystkie te nazwy noszą wybitną cechę
pokrewieństwa z podanemi nam przez
Greków i Rzymian nazwami szczepów
Ligijczyków, Lugirów i Silingów. W
nazwie "Załężanie", acz
przyimek jest inny, uwidoczni się
doskonale pokrewieństwo z nazwą
"Silingowie" po przywróceniu
pierwszej nazwie na miejsce
"ż" pierwotne "g",
wtedy bowiem nazwa ta brzmiałaby
"Zalęganie", albo
"Zatęgowie", więc już
całkiem podobnie do dwutysięcznoletniej
nazwy "Silingowie".
Upada więc w niwecz gołosłowne
twierdzenie niektórych dziejopisarzy
niemieckich, którem tak chętnie
operowano podczas akcji plebiscytowej,
że Silingowie byli Germanami, i że
przez to Śląsk był ongiś krajem
niemieckim. Gdyby nie zatarte w pamięci
mnóstwo starosłowiańskich wyrazów,
możnaby także objaśnić nazwy Kwadów
i Marsignów, których osnowy mają
bezsprzecznie brzmienie słowiańskie.
Wobec powyższej tezy Silingnwie i
Ligijczycy byli ludźmi mieszkającymi
przy lęgach, gdzie rybołóstwo
stanowiło dla nich pierwszą podstawę
bytowania, a cały kraj według tych
przymiotów nazywany był
"Silinsk" lub Ślinsk", z
czego po nieustannej zmianie wymowy
powstała nazwa "Śląsk".
Zatem Silingowie nie opuścili Śląska
przed, lub podczas wędrówki narodów,
jakto przypuszczają niektórzy historycy
niemieccy, bo po pierwsze, niema na to
żadnych dowodów, ani nawet głuchych
wieści, a po drugie, było to
niemożliwem, gdyż kraje za Łabą
względnie zachód Europy już wówczas
byt gęsto zaludniony. Przypuszczalnie
podczas najazdu Hunnów naród mógł
był bardzo ucierpieć, ale nie w tej
mierze, żeby z powierzchni ziemi
zniknąć, a dowodem tego, że w
.następnych wiekach znów ukazują się
na widowni dziejowej
"Silingowie" (Silinżanie) ale
pod swojską Już nazwą
"Sięzanie". Każdy więc
szczegół wskazuje na to, że
Silingowie, do których należały rody
Kwadów, Borzan i Osinian przed dwoma
tysiącami lat byli naszymi przodkami,
jako Słowianie - Polacy, dzielny,
pracowity, szlachetny i kochający swoją
ziemię naród, a nadto jest jawnem, że
cały Śląsk do nizin łużyckich jest
prastarą ziemią polską.
Każdy szczep i ród w tym kraju miał
swoje nazwy, jak już zauważyliśmy,
stosownie do swych właściwości, a
głównie osiedla i zajęć. Wspomniani
przez Greków "Korkonci", to
chyba byli ludzie trudniący się
zbieraniem kory, bądź to na pokrywanie
namiotów, lub wyłożenie ścian, bądź
na opat, albo inne cele. Kiedy, jeden
ród wybrał sobie za siedzibę
"lig" czyli "łęg",
a drugi bór, to osiedliły się inne
rody (a tych była większość) na
"polanach", gdzie można było
orać i siać i dlatego ci osadnicy
nazywali się "Polanami". Co do
narodowości nie było oczywiście w tych
czasach między poszczególnemi szczepami
żadnej różnicy, a od Odry aż do
Dniepra panował jeden lud, jeden język
- polski. Twierdzi to Ptolomeusz.
Po raz pierwszy w dziejach wymienia
nazwę "Polanie" geograf grecki
Ptolomeusz, na początku 2 wieku po
narodzeniu Chrystusa, w swoim opisie
Europy, w którym twierdzi, że
Słowianie, mieszkający między Odrą a
Dnieprem nazywają siebie
"bulanes" (polanes); tak to
Grek pojął nazwę "Polanie".
Gdy cudzoziemiec zapytał się ich: kto
wy jesteście? - odpowiedzieli: my
polanie - a tym wyrazem chcieli
właściwie oznaczyć swoje zajęcie,
gdyż przodkowie nasi wówczas już
przeważnie żyli i pracowali na polanie,
czyli na roli, więc .Polan, czyli Polak
znaczy wprost rolnik.
W 19 wieku wykopano na różnych
miejscach, szczególnie w dolinie Odry i
niedawno koło Kozłowej Góry w powiecie
tarnogórskim, monety rzymskie z czasów
Chrystusa pochodzące. Przez wschodni
Śląsk prowadziły bowiem dwie główne
drogi handlowe, łączące południowe
kraje z Bałtykiem, gdzie Rzymianie i
Grekowie zakupowali ulubiony przez nich
bursztyn. Jedna droga (szlak bursztynowy)
prowadziła przez Bramę morawską,
Bogumin, Racibórz, Opole, Wrocław,
Poznań, Gniezno, Bydgoszcz do Gdańska,
druga przez przełęcz Jabłonkowską,
Cieszyn, (Bielsk) Pszczynę, Mikołów,
Bytom. Kozłową Górę, Świerklaniec,
Zyglin, Koszęcin, Lubliniec, Kluczborek,
Byczynę, Kępno, Ostrowo (Poznań)
Gniezno, Bydgoszcz do Gdańska. W Bytomiu
dochodziła droga z dalekiego wschodu, od
Czarnego morza przez Bukowinę, Lwów,
Kraków; prawdopodobnie tą drogą
zwiedzili za czasów Chrystusa Grekowie z
Bizancjum naszą ziemię. Przypuszczać
należy, że Polanie stanowili około
roku 437 cześć wojsk Attyli z ziemi pod
jego panowaniem będących. *) [*)
Stolicą państwa Attyli była Sykambrja,
później) nazwaną Etzelburg na
Węgrzech. Żona jego .była Helką,
którą on wywiózł z ziem
słowiańskich. Jeden z potężnych
władców na dworze Attyli był Rydygicr,
który otrzymał od niego margrabstwo
Beklar (Pochlar) nad Dunajem, przy
ujściu rzeki Erlo. Ród Rydygierów
żył tam przez kilka wieków, więc
legenda o królowe] Wandzie w Krakowie
nie chcącej Rydygierowi (potomkowi
pierwszego) oddać swej ręki, zyskuje
przez tę okoliczność na
wiarogodności.]
Bowiem w pieśni o Nibelungach,
opisującej najazdy Attyli, znalazłem
następującą zwrotkę, która w moim
prawie dosłownym przekładzie brzmi:
Rusinów i też
Greków
Na koniach cały rój,
Polanie i Wołochy
W równinie ruszą w bój.
Właśnie w tymże roku 437
na równinach pól miasta Chalons nad
Marną pobił Attyla Burgundów, których
20.000 poległo.
Wskutek przymusowego udziału Polan w
najazdach Attyli, z których z
pewnością mało kto powrócił, ziemie
nasze, gdzie pozostali tylko starcy,
dzieci i kobiety, mocno były wyludnione,
i dlatego niema z owych czasów o
Śląsku żadnej wiadomości
historycznej. Wieki musiały minąć,
zanim naród się wzmocnił i wystąpił
znów na widownię dziejową. Po śmierci
Attyli udało się Morawianom zagarnąć
Śląsk i Małopolskę, lecz już w r.
908 rozpadło się państwo Wielko -
Morawskie, a Śląsk stał się widownią
ciągłych walk między Czechami i
Polakami o jego posiadanie.
Najazd Hunnów jednak nie pozostał bez
wpływu na późniejszą organizację
państwa. Przekonano się, że
rozbieżność rodowa ułatwia
najeźdźcom podbój i dlatego na całym
rozległym obszarze osiedlonym przez
Polan przyszło do porozumienia i
łączności.
Z połączonych ku wspólnej obronie
rodów powstaje organizacja plemienna
coraz ściślejsza, która formy swoje
ustala na wiecach, gdzie już zapadają
uchwały, nietylko w sprawach wojennych,
lecz także sądowych i
administracyjnych. Przewodnictwo z wyboru
spoczywało naturalnie w 'ręku
najstarszego - a więc starosty, żupana.
Przedłużający się stan wojenny
wymagał skupianie władzy na cały czas
w ręku jednej osoby, która jako wódz,
decydowała we wszystkich ważnych,
ogół obchodzących sprawach. Z czasem
korzystając z sprzyjających
okoliczności, nawet po usunięciu
niebezpieczeństwa, energiczny wódz przy
pomocy oddanej sobie drużyny wojskowej
zatrzymywał pełnię władzy i stawał
się "piastem" wszelkich
godności i urzędów, z prawem ich
rozdzielania. Od tego niektórzy
wyprowadzają dynastję Piastów. Wyraz
"piast" zastępuje zatem w
najstarszej polszczyźnie wyraz
"król", który wywodzony jest
z imienia frankońskiego
"Karol", albowiem cesarz Karol
Wielki usiłował narzucić swoją
władze zachodnim Słowianom.
Piastowie panowali od Łaby aż hen poza
Wisłę i od Karpat aż do Bałtyku. Byt
to kraj rozległy, bogaty i szczęśliwy,
gdzie nic znano nienawiści lub różnicy
stanu - była to nasza Stara Polska.
Pierwszym historycznym władcą polskim z
rodu Piastów był Mieczysław, od roku
963 do roku 992. Jego syn, Bolesław
Chrobry, pobiwszy Czechów i Niemców,
rozszerzył granice państwa aż do
Łaby, Dunaju i Bałtyku i postawił
Polskę w rzędzie najpotężniejszych
mocarstw Europy; zmarł dnia 17 czerwca
1025 r. Następcy jego nie zdołali sobie
zapewnić posiadania zdobytych przez
Chrobrego krajów i utracili rubieże nad
Łabą i Czechy.
Król Bolesław Krzywousty, umierając w
roku 1138, podzielił według ówczesnego
zwyczaju kraj na dzielnice, które
otrzymali jego synowie, mianowicie:
Henryk ziemię Sandomierską, Bolesław
Mazowsze i Kujawy. Mieczysław
Wielkopolskę, a najstarszy, Władysław
dziedzicznie Śląsk i Małopolskę, jako
dzielnicę zwierzchnią; to też Wrocław
stał się niejako drugą stolicą
Polski. Zwierzchnictwo zatem nad
wszystkiemi księstwami miał
Władysław, który tym sposobem był
władcą polskim, jako Władysław II.
Zamiarem jego było utrzymać
jednolitość Polski i chciał swoich
braci wyzuć z dzielnic; z tego powodu
powstała wojna domowa, kończąca się
tem, że Władysława strącono z tronu,
który następnie objął po
starszeństwie jego brat, Bolesław IV,
:z przydomkiem Kędzierzawy; objął on
także rządy na Śląsku po wypędzeniu
Władysława, gdyż Śląsk połączony
był z Krakowem.. Pozbawiony tronu
Władysław II miał trzech synów:
Bolesława, Mieczysława i Konrada. Na
żądanie możnowładztwa i przyjaciela
Władysława II, cesarza niemieckiego,
król Bolesław IV Kędzierzawy zmuszony
był oddać Śląsk synom Władysława II
w roku 1163, oczywiście pod warunkiem,
że uznają jego zwierzchność. Śląsk
podzielony został na księstwa, z
których księstwo Opolsko - Raciborskie
(to znaczy Górny Śląsk z Cieszynem,
bez Bytomia i Pszczyny) otrzymał
Mieczysław czyli Mieszko.
Kiedy w roku 1173 umarł Bolesław
Kędzierzawy i między braćmi powstały
spory o koronę, możnowładztwo
powołało na tron najmłodszego ze
synów Bolesława Krzywoustego,
Kazimierza, który zasłużył sobie
potem na piękny przydomek
Sprawiedliwego.
Wiedział król Kazimierz Sprawiedliwy,
że w księciu Mieczysławie Raciborskim
i Opolskim nie ma przyjaciela, gdyż ten
stal po stronie Mieczysława Starego,
księcia Wielkopolski, który sobie
rościł prawa do korony. Chcąc
Mieczysława Raciborskiego przeciągnąć
na swoją strono, dat mu spory kawał
ziemi krakowskiej v grodami Zatorem,
Siewierzem, Oświęcimem, Pszczyną i
Bytomiem, w tem więc także ziemię
tarnogórską, która do Bytomia
należała.
W ten sposób Śląsk bardzo się
powiększył, a darowizna ta po części
pozostała już przy śląskich
książętach. Zapamiętajmy sobie dobrze
ten ważny w historji Śląska wypadek i
zapiszmy sobie dobrze w pamięci, że
kraina pszczyńska i bytomsko -
tarnogórska toćto pierwotnie nie
Śląsk, ale po prostu ziemia krakowska.
Gdyby nic ta darowizna, nie
nazywalibyśmy się dziś Ślązakami,
lecz Krakowiakami, mimo, że wieki
minęły, zostało nam coś we krwi, co
ciągnie do Krakowa. Z przytoczonych
powodów ziemia ta należała do r. 1821
do diecezji krakowskiej.
Po śmierci króla Kazimierza
Sprawiedliwego w r. 1194 widzimy rządy
nad Małopolską od sierpnia 1210 r. w
rękach Mieczysława Opolskiego, obok
króla Leszka I Białego. Mieczysław
Opolski niewątpliwie pozostałby na
tronie i połączyłby znów Śląsk z
Polską; wnet jednak umarł; bo już w
maju 1211 r. Ale zamiar jego, żeby dla
linji śląskiej pozyskać tron
wielko-książęcy, znalazł dalszego
wykonawcę w księciu wrocławskim,
Henryku Brodatym (1234-1238).
Po jego śmierci w r. 1238 całą wielką
spuściznę po nim objął syn jego,
Henryk Pobożny, który poległ w bitwie
z Mongołami w r. 1241 pod Lignicą. W
oddziałach jego wówczas walczyła
szlachta i chłopi górnośląscy.
Potomkowie księcia Mieczysława
Opolskiego podzielili Śląsk na
drobniejsze księstwa, z których jedno,
mianowicie ziemię bytomsko - giwicko -
kozielską otrzymał książę Kazimierz.
W obawie przed ponownym napadem Tatarów,
którzy w r. 1287 spustoszyli kraj od
Sandomierza do Krakowa, zawarł Kazimierz
sojusz z Czechami w r. 1289 i uznał
zwierzchnictwo króla czeskiego.
Kiedy po Władysławie Łokietku
wstąpił na tron polski syn jego
Kazimierz, nazwany Wielkim, rościł
sobie prawo do korony polskiej także
król czeski, Jan. Wskutek niepokojów i
ażeby Jana zadowolić, zrzekł się
król Kazimierz Wielki w r. 1335 praw nad
książętami śląskimi i odtąd byt
Śląsk pod koroną czeską. Po śmierci
ostatniego księcia ziemi bytomsko -
kozielskiej, Bolesława, r. 1355,
nastąpił podział tego księstwa w ten
sposób, że północną część
otrzymał książę Oleśnicki, a
południową część książę
Cieszyński. Linja graniczna
przedzieliła miasto Bytom, nawet
przeszła przez książęcy zamek. W roku
1475 udało się królowi węgierskiemu,
Maciejowi Korwinowi, zdobyć Śląsk i
przywłaszczyć sobie ziemię bytomską,
którą on w r. 1477 dał w zastaw za
8000 grzywien (guldenów) Janowi ze
Sierocina i Fulneka. Od niego nabył
księstwo bytomskie w r. 1498 książę
Jan Opolski, który w ten sposób znów
zjednoczył nieomal cale pierwotne
księstwo Opolskie.
W owych czasach zjawił się na ziemiach
polskich ród Brandenburczyków.
Margrabia Fryderyk Brandenburski mial
zbyt wiele dzieci, żeby sam mógł
zabezpieczyć ich przyszłość.
Postanowił tedy skorzystać z
pokrewieństwa 2 domem Jagiellońskim;
miał bowiem za żonę Zofję, córkę
Kazimierza Jagiellończyka, a siostrę
królów Władysława i Zygmunta. Do
sławnego z dobroci serca Władysława,
który objął trony na Węgrzech i w
Czechach, udał się z prośbą o
poparcie dla jednego ze swych synów,
Jerzego. Od roku 1505 przebywał Jerzy
Brandcnburczyk na dworze Władysława,
jako wychowawca jego syna, Ludwika,
późniejszego króla węgierskiego, a
służąc mu gorliwie i wiernie, zyskał
majątek i znaczenie. Przez protekcję
króla Władysława ożenił się Jerzy
Brandenburczyk z wdową po Janie
Korwinie, panią ogromnych bogactw,
które po jej śmierci jemu się
dostały. Co ważniejsze, obiecał mu
król Władysław, że go przy
najbliższej sposobności wyposaży
jakiem księstwem na Śląsku i
przyrzekł mu księstwo opolskie, skoro
tylko umrze bezdzietnie książę Jan
Opolski, właściciel ziemi bytomsko -
tarnogórskiej. Los Jerzego
Brandenburczyka był tedy już
zabezpieczony. Ze starzejącym się i
bezdzietnym księciem Janem Opolskim,
ostatnim z rodu Piastów na Górnym
Śląsku, można było robić co tylko
chciano i dlatego już w r. 1523 król
Ludwik II, syn Władysława, przyznał
Jerzemu Brandenburczykowi prawo do
księstwa opolskiego i raciborskiego.
Gród i miasto Bogumin pozwolono mu zaraz
zająć i tytułować się od razu
księciem śląskim na Raciborzu. Tegoż
roku kupił Jerzy księstwo karniowskie z
miastami Karniów, Głubczyce, Beneszów,
Baborów i na przydatek jeszcze
odstąpił mu król Ludwik Jagiellończyk
Bruntał - z okolicą. Szafowano wtedy
obcą własnością, wbrew woli ludu.
Najważniejszym punktem w akcie lennym z
dnia 16 stycznia 1526 byt warunek, że po
śmierci Jerzego Brandenburczyka i jego
najbliższych potomków, król po
półrocznem wypowiedzeniu i spłaceniu
sumy zastawnej, mógł znów całe
księstwo przejąć. Albrecht, młodszy
brat Jerzego Brandenburczyka, byt wtedy
Wielkim Mistrzem Zakonu krzyżackiego.
Kiedy Luter szerzył swoją herezję,
obaj stali się od razu jego
zwolennikami, gdyż zdarzyła się
możliwość Albrechtowi przemienić kraj
zakonu na księstwo świeckie, a Jerzemu
zagarnąć majątki kościelne.
Wielki Mistrz Albrecht przebywał w
latach 1524 i 1525 dużo na Śląsku,
zrazu w Brzegu i w Kluczborku, a potem w
Bytomiu i na Świerklancu w pow.
tarnogórskim. Tutaj dojrzały jego
plany, lecz ażeby pozyskać pobłażanie
króla polskiego Zygmunta, uznawał jego
zwierzchnictwo nad państwem zakonu i w
poniedziałek, dnia 10 kwietnia 1525 r.
złożył książę Albrecht, w
towarzystwie brata swego, Jerzego
Brandenburczyka, hołd królowi
Zygmuntowi na rynku krakowskim, ów znany
w naszych dziejach "Hołd
pruski". *) [*) Na znanym obrazie
Matejki "Hołd pruski" stoi
Jerzy Brandenburczyk jako trzeci przed
królem Zygmuntem].
Po tym wypadku nadeszła w roku nast. do
Polski wieść o strasznem zdarzeniu. W
bitwie z Turkami zginął na Węgrzech
pod Mochaczem król Ludwik
Jagiellończyk, dnia 29 sierpnia 1526 r.
Turcy zalali Węgry, a korona węgierska
i czeska przypadły Ferdynandowi
Habsburgowi, arcyksięciu austriackiemu.
Śląsk przeszedł pod berło
Habsburgów. Górny Śląsk jednak
jeszcze raz przyszedł pod pilnowanie
Polski. Podczas wojny 30-letniej w r.
1645 odstąpił cesarz Ferdynand III
Polsce, za okazaną pomoc w wojnie z
Szwecją, księstwo opolsko - raciborsko
- bytomskie, które do r. 1664 pozostało
przy Polsce. Kiepską, bardzo kiepską
jednak była polityka ówczesnych
polskich mężów stanu, owych 16
senatorów w osławionej "złotej
wolności", i króla Jana
Kazimierza, którzy woleli się bić o
jakieś najmizerniejsze wschodnie bagna,
oraz ubiegać się o wisząca w powietrzu
koronę zagraniczną, niż mocno trzymać
w ręku Śląsk, tę najpiękniejszą
perłę w koronie Polski.
Ziemia Bytomsko - Tarnogórska.
Zwróćmy się na nowo w daleką
.przeszłość! - Po najeździe Hunnów
na początku 5 wieku i po ustaniu
wędrówki narodów, nieliczne na
Śląsku pozostałe rodziny lub rody
Polan z biegiem wieków znów pomnożyły
się i wspólną pracą koło swych
siedzib zapewniły sobie swój byt, aby
już dalej nie wędrować. Usypano w
dolinach groble dla założenia rybnych
stawów, wycięto las dla powiększenia
polanki i roli, i wybudowano na tem polu
z drzewa lub z gliny chateczki. To było
ich "opole", ich siedzibą,
którą dla obrony przed wrogiemi i
dzikiemi zwierzętami ogrodzono mocnym
płotem.
W takiem polu ogrodzonem, czyli grodzie
przodkowie nasi spokojnie i szczęśliwie
mogli bytować, gdyż ich byt był tam
zapewniony i takie to osady stanowią
początki naszych miast, osobliwie Opola
i Bytomia. Bytom więc znaczy miejsce
bytowania.
Z pierwotnych tych siedzib wyruszały
wyprawy na dzikie zwierzęta do
sąsiednich okolic, do lasów i borów,
gdzie niedźwiedzie i wilki jeszcze byty
nieograniczonymi panami gąszczu, gdzie
bobry gnieździły się niezliczenie w
swych domkach fantastycznych, gdzie
skrzętne pszczoły nagromadziły zapasy
miodu, gdzie na skrytych polankach rosły
rzepy, a tarniny w dolinach dostarczały
drobnych śliwek, które suszono na
zimę.
A kiedy naszym przodkom ich
"opole" lub "bytom"
już były za ciasne, osiedlili się
synowie w okolicy, którą oczywiście
nazwali według jej właściwości, z
czasem też według imienia nowego
osadnika lub jego zajęcia. Osadę ludzi
zajmujących się polowaniem na bobry,
nazwano Bobrowniki, polankę obfitującą
w rzepy czyli po starosłowiańsku
"repy" nazwano Repty (stąd
też przymiotnik: repeckie - pola).
Miedary były osadą ludzi zajmujących
się zbieraniem miodu, lesistą okolicę
nazwano Lasowice, a dolinę zarośniętą
tarniną Tarnowice.
Ziemia bytomska obejmowała dawniej
dzisiejsze powiaty bytomski, zabrski,
katowicki, świętochłowicki,
tarnogórski i część powiatu
lublinieckiego.
Po śmierci bezdzietnego księcia Jana
Opolskiego w r. 1532 objął ziemię
bytomską i bogumińską, według:
przyrzeczenia węgierskiego króla
Ludwika Jagiellończyka, margrabia Jerzy
Brandenburczyk. Lecz wtedy król Ludwik
już nie żył, gdyż poległ w r. 1526 w
bitwie z Turkami, a korony węgierska i
czeska, a tem samem zwierzchnictwo nad
Śląskiem, przypadły według umowy z
roku 1515 Habsburgom. Niewątpliwie i
cesarz uznałby Brandenburczykowi i jego
synom prawo do darowizny króla Ludwika,
gdyby nie to, że właśnie
Brandcnburczycy stali się najgorliwszymi
szerzycielami herezji Lutra.
zmierzającej do obalenia katolickiej
dynastji Habsburgów. *) [*) Soffner
1886: Die Geschichte der Reformation in
Schlesien. str. 130.]
Po długoletnich sporach o ziemię
bytomską i nareszcie po otwartym
zbrojnym buncie Jana Jerzego
Brandenburczyka zabrał cesarz austriacki
w roku 1621 wszystkie jego posiadłości,
które w roku 1623 dał w zastaw za
pożyczane pieniądze Łazarzowi I
Henckel von Donnersmarck, a dnia 26 maja
1629 r. sprzedał jego synowi Łazarzowi
za 500.000 zł. Ród Hencklów pochodzi
ze Spiża; krainy na południc od Karpat,
a według tamtejszej miejscowości
Czotortokely (po polsku Czwartkowy Targ,
po niem. Donncrs(tag)markt przyjęli
nazwisko Donnersmarck. Łazarz II Henckel
otrzymał w r. 1661 tytuł hrabiego, a
dnia 14 listop. r. 1697 uznano ziemię
bytomską wolnem państwem
fideikomisowem. Po śmierci Łazarza II
podzielono ziemię bytomską między
synami Gabrjelem i Jerzym Fryderykiem;
pierwszy otrzymał Bytom, drugi
Tarnowskie Góry; zaś trzeci syn Eijasz
otrzymał Bogumin. Po śmierci Gabrjela
podzielono Bytom pomiędzy jego braćmi
Jerzego Fryderyka i Eijasza. Syn
pierwszego, Leon Ferdynand, znów
złączył cały dział bytomski. Od
niego pochodzi katolicka linja
siemianowicko - bytomska hrabiów Henckel
von Donnersmarck w Nakle. Od drugiego
syna Jerzego Fryderyka hrabiego Karola
Maksymiliana, któremu przypadły
Tarnowskie Góry - Świerklaniec,
pochodzi protestancka linja książąt
Henckel von Donnersmarck na Swierklańcu.
Ziemia Bytomsko . Tarnogórska
kolebką górnictwa.
Pierwsza era górnictwa.
Za czasów nawracania pogańskiego
Śląska przez apostołów słowiańskich
św. Cyryla i Metodego około r. 850,
oraz przez św. Wojciecha i jego brata
Radzyma, tutejsza okolica mianowicie
ziemia bytomska stosunkowo już gęsto
musiała być zaludniona, albowiem
wskazuje na to gęstość założonych tu
gmin chrześcijańskich. Od wieków
istnieją już kościoły w Bytomiu,
Radzionkowie, Miechowicach (1004 r.)
Mikulczycach, Reptach, Tarnowicach,
Broslawicach i innych jeszcze
miejscowościach, wzniesione na miejscach
dawniejszych świątyń pogańskich.
Przypuszczać należy, że ważne
okoliczności, mianowicie bogactwa ziemi
przyczyniły się do tak gęstego
zaludnienia kraju, który bynajmniej nie
słynął z urodzaju, wiec prawdopodobnie
już w zamierzchłej przeszłości
natrafiono tu na rudę i kruszec, co
właśnie potwierdzi Rzymianin Tacyt,
który żyjąc w pierwszym wieku po
Chrystusie, wymienia rody słowiańskie
na Śląsku, zajmujące się górnictwem
kruszcu żelaznego.
Wiadomo nam dalej jest, że zwłoki św.
Wojciecha, zabitego przez pogańskich
Prusów dnia 23 kwietnia 997 r.,
wykupione zostały przez króla
Bolesława Chrobrego srebrem, oraz że
pierwsze polskie monety wybito na
Śląsku w r, 1009 dla tegoż króla.
Wynika z tego, że niewątpliwie ziemia
bytomsko - tarnogórska dostarczała
królowi potrzebnych kruszców, gdyż
była dobrem królewskiem, a w innych
dzielnicach kraju górnictwa
dostarczającego kruszcu jeszcze nie
znano.
Z II księgi historji polskiej Jana
Długosza pod rokiem 1025, str. 175,
dowiadujemy się, że Bolesław Chrobry,
wyjąwszy złota odstąpił duchownym w
ich dobrach wszelką własność rzeczy
kopalnych, jak żelaza, ołowiu, soli,
srebra i t. d.: "Boleslaus rex
dotavit ecciesias. attribuens eis praedia
et castra cum pertincntiis earuin,
scilicet servitiis diversorum officiorum,
proventus rerum mobilium et hnmobilium
tam praesentium quam futurarum, tcrra
nasccntium, scilicet ferri, plumbi, salis
et argenti sine cxccptionc,.auri vero cum
exceptionc".
Naruszewicz uważa (w tomie I księgi II
pod rozdz. XXVII, str. 71), iż za
czasów pierwszych Piastów (900-1000 r.)
nie wolno było sądzić poddanych,
wycinać lasów, korzystać z kruszców,
chyba za osobnemi przywilejami króla.
Później Piastowie, dla ujęcia sobie
stanu szlacheckiego w pojedynczych
przywilejach ustępowali od tych praw
pierwotnych; wszelako najdawniejsze
zabytki, czyli raczej wspomnienia o
postanowieniach panujących, zdają się
wykazywać, iż uważali oni siebie za
mających wyłączne prawo własności
kopalń. Takiemi są nadanie Bolesława
Chrobrego z r. 1025 powyżej przytoczone,
ustępujące własności kopalń
duchownym w Ich dobrach. Podobnież
Bolesław Wstydliwy (r. 1228 - 1279). jak
świadczy Kromcr (Chron. libro IX) nadał
prawo udzielności biskupom krakowskim w
ich dobrach: "Boleslaus pudicus
autom, episcopum Cracoviensem omnio
ducali jure in bonis suis esse
jussit", z mocy czego miastom,
wsiom, sołtysom i.t.p. w swych dobrach
biskupi ci na wzór panujących nadawali
przywileje. Także przywilej Leszka
Czarnego z roku 1289 (Kromer libro X.
str. 571 w edyc, Pistor), ustępuje
dziesięciny z kopalu kruszcu w dobrach
do diecezji krakowskiej przywiązanych
biskupom.
Ponieważ ziemia bytomsko - tarnogórska
należała, jak wiadomo, do diecezji
krakowskiej, a była dobrem królewskiem,
nie ulega żadnej wątpliwości, że
wszelkie wiadomości o kopalniach srebra
i ołowiu z czasów Bolesława Chrobrego
dotyczą jedynie naszej ziemi. Zaś fakt,
że własność kopalń kruszcu już za
czasów pierwszej państwowości polskiej
(900-1000 r.) ujęta była prawem
panujących świadczy, że górnictwo
kruszcu prowadzono tu już od kilku
wieków przed wystąpieniem pierwszych
królów polskich na widownię dziejową,
albowiem przemysł kruszcowy lub
żelazny, o jakim świadczą wykopaliska
w Polsce, nie mógł się wytworzyć 100
lub 200 lat przed historycznie
udowodnionym czasem kopalnictwa w Polsce,
lecz musiał istnieć conajmniej kilkaset
lat przedtem. Ponieważ zaś Tacyt
wspomina, że jakiś słowiański ród na
Śląsku zajmuje się górnictwem kruszcu
żelaznego, można śmiało twierdzić,
że przemysł ten istnieje na naszej
ziemi już od kilku wieków przed
Chrystusem, z czego znowu wynika, że owe
słowiańskie rody, czy to Ligijczycy,
Silingowie, Borzanie, Osinianie,
Kwadowie, Sarmaci, więc nasi przodkowie,
osiedlili się tu conajmniej tysiąc lat
przed Chrystusem, albowiem do
spostrzegania właściwości składników
ziemi, oraz wytworzenia się
umiejętności topienia kruszcu
żelaznego należy stanowczo długi,
długi okres czasu. Polacy więc
Ślązacy wyprzedzili Niemców w
posiadaniu nauki prowadzenia górnictwa
kruszców, oraz topienia ich o całe 1000
lat, bo najstarsze niemieckie kopalnie w
Harcu sięgają tylko X wieku.
Na schyłku 12 wieku już istniał
ożywiony ruch górniczy koło Bytomia, a
z lat 1229, 1369 i 1449 mamy historycznie
udowodnione wiadomości o górnictwie w
Radzionkowie, Piekarach Rudnych, Reptach
i Tarnowicach niedaleko późniejszego
miasta Tarnowskie Góry, zaś z r. 1365
istnieje jakiś dokument, wymieniający
zbudowaną przez polskiego szlachcica
dymarkę do topienia kruszcu, czy rudy w
Kuczu, w powiecie lublinieckim.
Ośrodkiem ówczesnego górnictwa stał
się Bytom. Miasto prędko się
rozwijało, rosło w ludność, a
mieszczanie wzbogacili się prędko
albowiem srebro i ołów wytapiane z
wydobytego kruszcu, znajdowały zbyt w
dalekich stronach. O osiedleniu się
Niemców w Bytomiu w owych wiekach niema
żadnej wiadomości; historycy niemieccy
tylko przypuszczają taką możliwość,
a to bez wszelkich podstaw.
Duchowieństwo od dawna otrzymało tam
dziesięciny od wydobytego srebra,
które, gdy pomyślnym rozwojem
górnictwa osiągały znaczną wartość,
obywatelstwo uszczuplało. Z tej
przyczyny i jeszcze z powodu ukrócenia
innych dochodów duchowieństwo
obłożyło obywatelstwo i magistrat
miasta klątwą kościelną, wskutek
czego rozgoryczeni tom mieszczanie ujęli
tamtejszego księdza Piotra z Koźla i
jego pomocnika, wikarego Mikołaja z
Pyskowic, i utopili ich w jeziorze przed
miastem, w tak zwanym stawie św.
Małgorzaty, dnia 14 września 1363 r.
Zbrodnia ta pociągnęła za sobą
według ustaw synodalnych interdykt nad
miastem Bytomiem, który potrwał aż do
roku 1433, więc 70 lat.
To wydarzenie, jakoteż wielkie pożary w
mieście i niezmierne trudności około
pokonywania podziemnych wód, które dla
braku maszyn wydobywano siłą ludzką,
były przyczyną do zniechęcenia
górników i powolnego upadku całego
górnictwa w Bytomiu.
Podobnież Długosz (księga X, str.
1152) mówi, iż mieszczanie Bytomia, w
diecezji krakowskiej, wzbogaceni
wydobywaniem ołowiu i srebra, a do tego
powodu rozzuchwaleni, i podburzeni przez
niejakiego rzeźnika Lorenca, popełnili
w r. 1367, za panowania Kazimierza
Wielkiego, zabójstwo na swoim plebanie
Piotrze z Koźla i kaznodziei Mikołaju z
Pyskowic. Długosz powiada, że od tego
czasu bogate na tem miejscu kruszce
zniknęły, a Naruszewicz (Hist. polsk.
Tom VI księgi IV) uczynił nad tem
zdarzeniem uwagę, iż mieszczanie
wypróżniwszy swe dostatki na sprawę
toczoną przed stolicą Apostolską w
Awinionie, musieli zaniechać dobywania
kruszców i dalszych robót, utraciwszy
sposób do łożenia kosztów na ich
utrzymanie.
Jest pewne, że takie straszne zdarzenie
musiało mieć dla górnictwa w Bytomiu
fatalne następstwa, w pierwszym rzędzie
oczywiście zastój w pracy i połączone
z tem zatopienie kopalń.
Za to na innem miejscu, mianowicie koło
późniejszego miasta Tarnowskie Góry,
rozpoczęto poszukiwania na srebrne
kruszce, a z założeniem miasta zaczyna
się druga era górnictwa.
Są ślady, że podczas zastoju
górnictwa na Śląsku w 15 wieku
górnicy polscy udawali się do pracy
nawet zagranicę. W starej legendzie
niemieckiej z tego wieku książę
Wirtemberski odradza Albertowi,
cesarzowi, a królowi czeskiemu,
panującemu od r. 1437 do 1440, w czasie
wojny z Husytami, aby nie zdobywał
miasta górniczego Kutne Góry w
Czechach, przez górników katolickich
zamieszkałego, gdyż to lud liczny, i
że między nimi są też ludzie niewinni
z różnych obcych krajów przybyli,
których wyliczając, najprzód wymienia
górników, przybyłych z Polski.
I szczerze wyjawiam,
Że ci najlepiej radzę,
Ci górnicy są obcy ludzie,
Ten jest z Polski,
Inny z Pomorza ... i.t.d.
Górnicy polscy nawet do
Francji się udawali, gdzie nauka
górnicza na niższym, aniżeli u nas, w
owym wieku była stopniu. Gdy Ludwik XI,
król francuski, w edykcie z r. 1471
ustanowił urzędy i prawa górnicze i
przedłożył nad kopalniami urzędnika,
nadał mu moc wydawania pozwoleń
górniczych według oddawna już
istniejących praw górniczych polskich,
węgierskich i szwedzkich, i polecił
sprowadzanie z tych obcych krajów
robotników górniczych, jako więcej
umiejących od francuskich.
Zatem już przed licznemi wiekami
górnictwo polskie słynęło w całej
Europie, słynęło imię polskie, a
kolebką tego górnictwa. to nasza ziemia
bytomsko - tarnogórska.
|