|
Wzmaganie się ruchu
narodowego.
Zwykle na
początku każdego nowego stulecia rodzą
się w umysłach ludzkich różne
proroctwa dotyczące przyszłości w
nadchodzącym wieku. Podobnie też na
początku 20 wieku nieomal we wszystkich
narodach cywilizowanych przepowiadano i
odczuwano bliskości jakiejś wielkiej i
światowej wojny, mającej wybuchnąć w
r. 1914.
W narodzie
polskim odżyła nadzieją w lepszą
przyszłość; i wiara niezłomna, że
niedługo Polska powstanie, a to
właśnie; wskutek ogólnie
przepowiedzianej wojny. Ożywił się
ruch; narodowy na wszystkich ziemiach
polskich, poczyniono tajemnie lub
otwarcie wielkie przygotowania,
założono organizacje - słowem: oracz w
nowej wiośnie zaczął pracować, orał
swój grunt i zasiał ziarnka z pełni
dłoni. Nie ostatnią była ziemia
śląska, nic ostatnim królewski szczep
piastowy. Towarzstwa polskie powstawały
jak grzyby po deszczu, to Sokoły, to
towarzystwa śpiewackie, związki
zawodowe, towarzystwa obywatelskie,
abstynenckie jak Eleuterja i Eleusis,
gospodarcze jak Rolnik, banki ludowe
i.t.d.
Rząd
pruski baczncm okiem śledził ruch
narodowy i różnemi prawami wyjątkowemi
zamierzał go zdusić. Nieomal wszystkie
towarzystwa polskie zadeklarował za
polityczne przez to postawił je pod
dozór policyjny, to znaczy, że
członkowie zgłoszeni musieli być do
policji i na zebraniach dozorował
policjant, który często bez
ważniejszego powodu zebranie
rozwiązywał. Tym sposobem rząd
nietylko uniemożliwił urzędnikom
przynależenie do jakichkolwiek polskich
stowarzyszeń, ale jeszcze osiągnął
to, że nawet szerokie mas
społeczeństwa stroniły od polskich
związków z obawy przed utratą pracy i
chleba. Należało mieć sporą dozę
odwagi cywilnej, by być członkiem
polskiego towarzystwa, jednak łudź
takich nie zabrakło.
W tem
trudnem położeniu polski ruch narodowy
na Śląsku doczekał roku 1903 i
ówczesnych wyborów do parlamentu
niemieckiego. Większość księży,
mających na lud wielki wpływ,
popierała kandydatów katolickiego
stronnictwa niemieckiego (centrum), zaś
skromny i ustępliwy Napieralski w
Bytomiu, który sprawę unarodowienia
Śląska chciał przeprowadzić
łagodnie, wysunął kandydaturę polską
jedynie dla powiatu
bytomsko-tarnogórskiego w osobie Teofila
Królika w Tarnowskich Górach, który
miał być osobą ugodową między
niemiecką partją katolicką i nowo
powstałem polskiem stronnictwem
narodowem na Śląsku i jako poseł
wstąpić frakcji centrowej. Odważni
działacze narodowi jednak otwarcie
wystąpili z własną listą wyborczą, a
byli to Wojciech Korfanty i Jan Kowalczyk
w Katowicach, dr. Niepomucen Stęślicki
w Siemianowicach, dr. Józef Rostek w
Raciborzu, ks Rogowski w Jędrysku i
cały szereg innych. Korfanty i Kowalczyk
byli założycielami redaktorami gazety
"Górnoślązak" w Katowicach,
a za przyczyną komitetu wyborczego
rozdawano bezpłatnie ich gazety między
ludem. Nie było domu, nie było chaty
dokąd wtedy "Górnoślązak"
by nic dotarł, nie było pana, nie było
chłopa, którzyby tej gazety nie dostali
do rąk i nie przeczytali odważnej
odezwy, kończącej się hasłem:
"Precz z centrum! Niech żyje
polskie stronnictwo narodowe, niech żyje
polski lud na Górnym Śląsku!"
Wówczas
miałem lat 16, a odezwa ta nietylko
napełniła serce moje nieograniczoną
radością, lecz jeszcze wydawała mi
się jako błoga zwiastunka bliskiego
zmartwychwstania Polski,
urzeczywistnienia moich marzeń z lat
dziecinnych.
Lud polski na Śląsku obudził się ze
snu wiekowego i po raz pierwszy w
dziejach stanął do walki przeciw
potężniejszemu od niego wrogowi. Lecz
był to dopiero początek. Nie wszędzie
można było organizować polskie
komitety wyborcze, gdyż odmienne
panowały stosunki w poszczególnych
powiatach.
W
okolicach przemysłowych, gdzie górnicy
lub robotnicy zorganizowani już byli w
jakichkolwiek towarzystwach polskich,
sprawa narodowa już miała silniejszą
podstawę, lecz w okolicach rolniczych,
wśród powolniejszej, konserwatywnej
ludności, trudno było znaleźć ludzi
do komitetów wyborczych, gdyż księża
niemieccy zajęli wobec nich wrogie
stanowisko.
Wynik wyborów, mimo niepełnego
zwycięstwa polskiego stronnictwa
narodowego z wyżej wymienionych
powodów, był wprost zdumiewający.
Prawie we wszystkich powiatach Polacy
zdobyli blisko połowę wszystkich
oddanych głosów, tylko z tego powodu,
że na niemieckich kandydatów
katolickich głosowali obok szeregów
obałamuconego przez księży niemieckich
ludu polskiego wszyscy ewangelicy, żydzi
i masoni, Polacy dla braku kilkuset
głosów ulegli, prócz powiatu
katowickiego, gdzie wybrano Wojciecha
Korfantego jako pierwszego posła
polskiego ze Śląska z programem
narodowym do parlamentu niemieckiego.
Sprawa
wyborcza w powiecie bytomsko-tarnogórskm
była odmienna. W osobie lojalnie
usposobionego Teofila Królika,
popieranego przez "Katolika",
uważało centrum całkiem słusznie
Polaka i dlatego wsunęło własną
kandydaturę, zaś polskie stronnictwo
narodowe, według swego programu,
wystąpiło z osobnym kandydatem dr.
Stęślickim z Siemianowic który w
powiecie naszym nie był znanym. Ogólna
znajomość Królika między ludem
odniosła zwycięstwo: Królik otrzyma
20145 głosów, socjalista 10258,
kandydat centrowy, radca sądowy Antes 7
926 i dr. Sślicki l 284 głosów. Przy
ścisłych wyborach między Krokiem i
socjalistą uzyskał Królik 28475,
socjalista 12421 głosów. W Tarn.
Górach padło na Królika 1025, na
socjalistę 139 głosów. Tutejsi
katolicy Niemcy prawdopodobnie wstrzymali
się od głosowania przy ściślejszych
wyborach, gdyż uprawnionych do
głosowania było tu 2225 osób. Teofil
Królik urodził się dnia 27 kwietnia
1851 w Tarn. Górach z rodzin górniczej.
Sam był górnikiem a jak zwykle górnicy
chętne zaglądają do książek i gazet
polskich, tak i on kształcił się, jak
mu na to jego skromne zarobki pozwalały.
Miał bystry rozum i nielada zdolności;
był dobrym mówcą i organizatorem,
przez co dostał się na
przewodniczącego związku górników,
najsilniejszego zrzeszenia zawodowego na
Śląsku. Cechą jego życia była
pobożność i bogobojność, jak
również miłość ludu polskiego, z
którego pochodził. Codzienną pracę w
ciemnem łonie ziemi zaczynał z Bogiem,
ukląkł na kolana, pomodlił się i
pokropił święconą wodą.
Był więc
tym starym typem górnika, który
istniał od pierwszych czasów górnictwa
na Śląsku i który się nam zachował
do początku 20 wieku. Jego wzorowa
oszczędność umożliwiła mu dwukrotny
wyjazd do Rzymu i do Lourdes we Francji,
pierwszy raz w roku miłościwym 1900,
drugi raz w roku 1914. a więc w czasie,
kiedy nie był posłem. Zaznaczyć
należy jeszcze, że za czasów jego
posłowania posłowie, oprócz wolnej
jazdy do stolicy i z powrotem, nie
pobierali żadnych djet, musieli się
więc utrzymywać z własnych środków.
Trzy lata później zrzekł się mandatu
poselskiego, aby miejsce zrobić Adamowi
Napieralskiemu, który po ugodzie z
polskiem stronnictwem narodowem
przeszedł ze swoją gazetą do obozu
narodowego. Przy nowo rozpisanych
wyborach uzupełniających wybrano
Napieralskiego ogromną większością
głosów. Polski ruch narodowy swego
czasu już znaczne był zrobił postępy,
na co rząd i parlament niemiecki
odpowiedziały zakazem używania mowy
polskiej na publicznych zebraniach.
Aby
polskim towarzystwom lub instytucji
finansowej dać jakieś umieszczenie,
nabył w r. 1911 dyrektor kopalni Jan
Bondkowski, rodowity Tarnogórzan, który
długie lata pracował za granicą, dom
na rynku nr. 17 (podsienie).
Za przyczyną aptekarza Wolskiego
Michała z Bytomia i za pomocą
tutejszych i okolicznych obywateli
został w r. 1911 otwarty w tym domu Bank
ludowy, gdzie Teofil Królik otrzymał
posadę, na której pozostał do swojej
śmierci, t. j. do dnia 20 sierpnia 1923
roku.
Po
założeniu Banku ludowego Jan Bondkowski
odstąpił posiadłość polskiemu
towarzystwu budowlanemu Silesia, a akcje
tego towarzystwa później nabył Bank
ludowy, który podczas swego istnienia
rozwinął błogą działalność.
Każdemu rolnikowi, małemu kupcowi,
rzemieślnikowi i robotnikowi kredyt
stał otwarty i chętnie bywał
udzielany, a niejeden mieszkaniec naszego
powiatu, dzisiejszy swój dobrobyt ma do
zawdzięczenia Bankowi ludowemu.
Powojenna dewaluacja pieniędzy, kiedy
dwa biljony marek niemieckich równały
się jednej marce złotej, a l miljon 800
tysięcy marek polskich jednemu złotemu
polskiemu, zrujnowała bank zupełnie.
Ażeby przynajmniej urzędnikom
zabezpieczyć byt, Bank ludowy został w
roku 1924 zlikwidowany i posiadłość
banku odstąpiona Górnośląskiemu
Bankowi Handlowemu w Katowicach za pewną
ilość jego akcyj, celem zabezpieczenia
członków i depozytorów. Akcje te
następnie okazały się jako
niespieniężalne, gdyż Górnośląski
Bank Handlowy dom sprzedał i rozwiązał
się. Przepadł cały majątek.
Kiedy
przepowiadana wojna światowa wybuchła w
roku 1914 sympatie wszystkich narodowo
uświadomionych Polaków na Śląsku
stały po stronie koalicji, albowiem
rząd pruski wszystko uczynił, aby lud
polski wynarodowić i uciemiężyć, a li
tylko ze strony koalicji można było
spodziewać się wskrzeszenia Polski.
Na polach bitwy we Flandrji (północna
Francja) zdruzgotana została potęgą
niemiecka i dnia 11 listopada 1918 roku
runął w gruzy ongiś tak potężny
gmach cesarstwa niemieckiego. Sam byłem
świadkiem, jak w ów dzień w przeciągu
pół godziny w regimencie gwardji
cesarskiej znikła wszelka dyscyplina, i
.jak z ramion oficerów zdarto galony.
Rewolucja zmiotła z tronów wszystkich
panujących i rządy zdobyło stronnictwo
socjalistyczne, wprowadzające w życie
tak zwane rady robotnicze i żołnierskie
w każdej miejscowości. Również w
Tarn. Górach wybrano wtedy taką radę
przez aklamację na rynku, zaś Polacy
organizowali polskie rady ludowe w całym
powiecie pod przewodnictwem aptekarza
Gajdasa, Szylera z Radzionkowa oraz Jana
Waliski z Reptów i kupca Józefa Nowaka
z Miasteczka.
Między
warunkami pokoju podyktowanemi Niemcom
przez ówczesnego prezydenta Stanów
Zjednoczonych Ameryki Wilsona,
ustanowiony był punkt 13, według
którego wskrzeszonej Polsce przydzielono
wszystkie ziemie zamieszkiwane przez
ludność polską, więc Pomorze,
Poznańskie i Górny Śląsk aż poza
Odrę. Aczkolwiek Niemcy postawione
warunki musieli przyjąć, dalecy byli od
tego, aby je też spełnić i rzucili na
Śląsk i inne dzielnice silne oddziały
wojskowe, tak zwany
"grencszuc", który następnie
dopuszczał się różnych nadużyć.
Wieść o
przyłączeniu Górnego Śląska do
Polski wywołała między ludem
nieograniczoną radość, jedynie w
miastach gdzie germanizacja w ostatniem
stuleciu zrobiła wielkie postępy,
ludność podburzona przez urzędników
obawiających się utraty posad,
zajęła. wrogie stanowisko wobec Polski.
Przydzielenie całego polskiego Śląska
do Polski było zupełnie
usprawiedliwionem, albowiem nawet
statystyka niemiecka wykazała dla tej
części 80% ludności polskiej. Oprócz
tego było znaną rzeczą, że przy
przedwojennych wyborach do parlamentu
niemieckiego zdobyli Polacy większość
w siedmiu powiatach po prawym brzegu
Odry. mimo, że szeregi
nieuświadomionego ludu głosowały
wskutek nacisku i polecenia przez
księży za kandydatami partji
niemiecko-katolickiej.
Na rozkaz
rządu pruskiego musieli urzędnicy na
wiosnę 1919 r. urządzać publiczne
demonstracje i wiece przeciw
przyłączeniu Śląska do Polski i
wysłano głośne protesty. Także na
rynku w Tarn. Górach odbył się taki
wiec, gdzie nawet jeden z Niemców
przemawiał po polsku. Wiece takie i
demonstracje udały się jedynie po
miastach, natomiast nie odważyli się
Niemcy udać na wsie, gdzie rozbicie tych
wieców było pewne.
Wielki
błąd naszych polityków leżał w tem,
że w gazetach polskich zawezwano
ludność polską do spokojnego
zachowania się wobec demonstracyj
niemieckich, wskazując im
nienaruszalność warunków
Wilsonowskich. W innym bowiem razie i po
miastach rozbite by zostały niemieckie
pochody i wiece, gdyż Górnoślązak
doskonale potrafi się bronić, a do
nieszczęsnego plebiscytu i krwawych
powstań nie byłoby przyszło.
Przyłączenie
całego polskiego Śląska do Polski
było nań zapewnione, więc po miastach
zaczęły się organizować komitety
przygotowawcze do objęcia władzy, gdyż
spodziewano się wkroczenia wojska
polskiego w najbliższym czasie. Wobec
wrogiego usposobienia ludności miejskiej
i wojska niemieckiego, komitety polskie
narazie tylko mogły pracować
potajemnie. W Tarn. Górach organizowanie
takiego komitetu ujął w swe ręce Jan
Bondkowski. Pamiętnem w jego rodzinie i
zacnej osobie jest to, że stanowi on
łącznik między starodawną polską
inteligencją na Śląsku a dzisiejszą
nowo stwarzającą się. Narodził się
dnia 8 lipca 1859 r. w Tarn. Górach i
absolwował tutejszą szkołę
górniczą, zajął następnie stanowisko
zarządcy kopalni w Małopolsce i w
innych krajach, a powróciwszy w roku
1910 do rodzinnego miasta, stanął na
czele ruchu narodowego. W roku 1920
wybrano go burmistrzem w Miasteczku, w
powiecie tarnogórskim, który to urząd
około 3 lata piastował. Byt on więc po
wiekach znów pierwszym polskim
burmistrzem na Górnym Śląsku. Z powodu
bliskości Miasteczka i konieczności
pozostania na tutejszej placówce
polskiej, nadal zamieszkiwał w Tam.
Górach.
Wiosna
roku 1919 nadzwyczaj byla ruchliwą i
pełną wielkich oczekiwań. Trzeba było
organizować, przygotowywać i tworzyć,
a inteligencji było mało. Do pierwszego
tajnego komitetu polskiego pod
przewodnictwem Bondkowskiego należeli
Królik Teofil, Wołczyk Wilhelm, Ochman
Stanisław, Michalik Stanisław,
Blachowski Stanisław, Janicki
Stanisław, Kaźmirowski Roman, Cuber
Wincenty, Kaczor Jan, Wyczyszczok
Bonifacy i księgarz Jan Nowak.
Dnia 3
maja 1919 r. założono tu Towarzystwo
czytelni ludowej. Pierwszym
bibliotekarzem był księgarz Jan Nowak,
po nim pani Anna Kaźmirowska. Dnia 24
lipca 1919 r. założono kółko
śpiewackie Mickiewicz, którego prezesem
został Wincenty Cuber. Kasyno
obywatelskie, którego prezesem był Jan
Bondkowski, zostało założone dnia 22
lipca 1919 r., czem ujęto w formę
zebrań prawowitego towarzystwa częste
niedzielne schadzki polityczne
społeczeństwa polskiego. Z kółka
śpiewackiego wyłoniło się w grudniu
1919 r. towarzystwo gimnastyczne Sokół,
którego prezesem został Jan Talaga i
również w grudniu, dnia 26 założono
tow. polek, którego przewodniczącą
została pani Marja Janicka. Pierwsze
polskie przedstawienie teatralne odbyło
z ramienia kółka śpiewackiego dnia 29
listopada 1919r. Odegrana była sztuka
"Przegrał wojnę" czyli
"Wesele wiejskie" pod
reżyserją Konstantego Lipskiego.
Obszerna sala Domu ludowego po raz
pierwszy okazała się wtedy za mała,
gdyż kilkuset ludzi nie mogło otrzymać
wstępu, albowiem bilety już dzień
przedtem byty wyprzedane. Z tego powodu
powodu powtórzono przedstawienie dnia 6
grudnia na sali hotelu Polonja.
Wskutek
protestów niemieckich koalicja zgodziła
się na przeprowadzenie plebiscytu na
Górnym Śląsku na tych samych
podstawach, jak w Szleswiku na rzecz
Danji. Tam bowiem po zajęciu kraju przez
Prusy w r. 1864 szeregi Duńczyków pod
uciskiem pruskim opuściły kraj, więc
przyznano im całkiem słusznie prawo do
rozstrzygnięcia losu swojej ojczyzny,
którą swego czasu pod przymusem musieli
opuścić. Jeśli dopuszczenie rodowitych
i wypędzonych z ojczyzny Szlezwiczan do
plebiscytu uważać można było za
sprawiedliwe, niesprawiedliwem było
dopuszczać do tutejszego plebiscytu
ludzi, co wprawdzie tutaj się narodzili,
przeważnie jednak z rodzin przybyłych z
Niemiec, lecz przed laty i dziesiątkami
lat dobrowolnie wyprowadzili się z
Górnego Śląska i w dalszych stronach
znaleźli swój byt i dom, czem węzeł
łączności z naszym krajem został
przecięty.
Dla
rozumowania różnicy między Polakami i
Niemcami na Górnym Śląsku należy
czynić następująca, bolesną z swoja
smutną treścią, uwagę: Gdyby we
walkach o wolność Śląska Polacy mieli
istotnie do czynienia tylko z Niemcami,
to 90 procentowa przewaga ludności
polskiej nad rodowitymi Niemcami
zgniotłaby wszelkie zachcianki
niemieckie. Jednak stale wzrastające
wpływy z zachodu, datujące się już od
czasów pierwszych książąt śląskich
z rodu Piastów rozbiły lud polski na
Śląsku na dwa obozy, z których jeden
wielbi wszystko co niemieckie i
równocześnie nienawidzi zawzięcie
wszystko co polskie i drugi z
poświęceniem i szlachetnością broni
swoich najświętszych skarbów danych mu
od Pana Boga.
Trzeba
więc pamiętać, że we wszystkich
opisach, gdzie mowa jest o walkach czy
wyborczych, czy plebiscytowych lub
powstańczych, toczonych między Polakami
i Niemcami, należy narodowości tak
rozumieć, że Niemcami są właściwie
owi Polacy, którzy ulegli germanizacji.
Rodowici Niemcy stali przeważnie na
uboczu, wspierali coprawda ruch
przeciwpolski, ale z małemi wyjątkami
nie występowali agresywnie. Już z tej
prostej przyczyny, że było ich tu tylko
garstka.
Pierwsi polscy radni
miejscy
Po
rewolucji w listopadzie 1918 r. odbyć
się miały wybory komunalne na wiosnę
1919 r., które dla Polaków
skończyłyby się były świetnem
zwycięstwem na całym Śląsku. Wówczas
to utworzono tu polityczną partję
polską na cały powiat pod
przewodnictwem Jana Bondkowskiego. Rząd
pruski świadom niechybnej dla niemczyzny
klęski, a dążący do plebiscytu, w
którym za pomocą 400000 emigrantów
spodziewał się zgniecenia większości
polskiej, odroczył wybory na
nieokreślony termin.
Dopiero, gdy koalicja postanowiła
przeprowadzenie plebiscytu. czem
niebezpieczeństwo dla postulatów
niemieckich, któremi uzasadniono
konieczność rozstrzygnięcia o
przydzieleniu Śląska do Polski w drodze
głosowania ludowego, było usunięte,
wybory komunalne na Górnym Śląsku
wyznaczono na 9 listopada 1919 r. W Tarn.
Górach otrzymały;
partja
niemiecka - 1267 głosów
partja katolicka - 2003 głosów
partja polska narodowa - 971 głosów
partja socjalistyczna - 412 głosów
Wobec tego
zdobyli Polacy 6 krzeseł na ogółem 30
w radzie miejskiej, czyli 21 % wszystkich
oddanych głosów. Dużo polskich
głosów oddano na listę katolicką,
względnie socjalistyczną, zaś wielka
część tutejszego ludu, przeważnie
polskiego, wcale nie głosowała, gdyż 2
459 wyborców nie przystąpiło do urny
wyborczej.
Do rady miejskiej weszli z polskiej
strony Bondkowski Jan, Wyczyszczok
Bonifacy, Skrzypczyk Juliusz, Michalik
Stanisław, Zuber Wincenty i Kapuściok
Juliusz; z ich grona wybrano na członka
magistratu p. Michalika.
W gminach
wiejskich Polacy zdobyli nieomal
wszystkie mandaty. Wynik był świetnym,
a gdyby wybory odbywały się przed
decyzją koalicji w sprawie
przeprowadzenia plebiscytu ,nigdyby do
plebiscytu i podziału Śląska nie
przyszło, gdyż przy wyborach
komunalnych oddano 80% na listy polskie.
Przebiegłość polityki niemieckiej
zwyciężyła, plebiscyt był uchwalony a
emigrantom przyznano prawo do
rozstrzygnięcia losów Górnego
Śląska.
Pierwsze powstanie
śląskie.
Ludność
polska na Śląsku znajdowała się
następnie w trudnem i niebezpiecznem
położeniu. Przedewszystkiem dokuczało
jej wojsko i bojówki niemieckie. Na
rynku i ulicy Krakowskiej w Tarn. Górach
na przykład roiło się od wczesnego
rana aż do późnego wieczora od obcych
"gości", uzbrojonych w mocne
kije i zabijacze. Przywódcy polscy nie
byli pewni życia. Dlatego, żeby czoło
stawić napastnikom, organizowano dla
samoobrony także bojówki polskie.
Żołnierze niemieccy chętnie
sprzedawali karabiny i amunicję a ze
strony polskiej niejeden z uczestników
wojny światowej posiadał w domu
"na pamiątkę" odpowiednią
broń. Któżby zresztą po niedawnej
wojnie i rewolucji broni nie posiadał?
Prześladowań
było bez końca a koalicja nie
spieszyła się z ogłoszeniem dnia
plebiscytu. Przebrała się miara
cierpliwości ludu śląskiego i
przygotowano się do powstania, żeby
przemocą zrzucić z siebie jarzmo
pruskie. Według rozkazu miano w nocy z
17 na 18 sierpnia 1919 r. wszędzie o tej
samej godzinie uderzyć na załogi
niemieckie, lecz w niektórych
miejscowościach, zbiegiem okoliczności,
zaczęła się ruchawka kilka godzin
wcześniej, wobec czego załoga
tarnogórska stała w pogotowiu. Dnia 18
sierpnia o godz. 2-giej nad ranem koszary
przez nasze oddziały były otoczone,
lecz kiedy ubezwładniano wartę i
przeskakiwano parkan, cala załoga
niemiecka przyjęła powstańców gęstą
strzelaniną. Zaskoczeni tem powstańcy,
wobec liczebnej przewagi wojska
regularnego, musieli się cofnąć i
broniąc się jak lwy, schronili się w
okolicznych lasach. Po stronie naszej
poległ plutonowy Aug. Pietryga z
Radzionkowa.
W
niektórych miejscowościach toczyły
się walki jeszcze przez kilka dni, lecz
co raz się nie udało, trudno było
naprawić. Przedewszystkiem brakowało
karabinów i naboi. Powstańcy musieli
uchodzić, a kto zawczasu nic uciekł,
został aresztowany. Ja o tyle miałem
szczęście, że udało mi się umknąć
w chwili, gdy oddział wojska już stał
przed moim składem, który wówczas się
znajdował na podsieniu, w rynku nr. 17.
Po
ogólnej amnestji wymaganej przez rząd
polski, powstańcy od dnia 17 września
powrócić mogli pod swoje strzechy.
Pierwsze
powstanie śląskie, aczkolwiek się nie
udało, przyspieszyło wkroczenie wojsk
koalicyjnych na Śląsk i dnia 7 lutego
1920 r. przywitaliśmy tu artylerję
francuską i piechotę (strzelców
alpejskich). Po przeszło stu latach
znów Tarn. Góry widziały w swoich
murach wojska francuskie a dzieci
przywitały ich na rynku głośnym
okrzykiem: "Vive la France!"
(Niech żyje Francja).
Wojsko niemieckie
opuszcza Tarn. Góry.
Dzień
przed wkroczeniem wojska francuskiego
opuściło wojsko niemieckie nasze
miasto, a w tej chwili wywiesili Polacy
na domach swoich biało-czerwone
sztandary, dawno na ten cel już
przygotowane. Wspaniała, chorągiew
powiewała z domu Banku ludowego na
rynku, którą policja atoli zerwała.
Wniesiony
przez Teofila Królika i Bondkowskiego
protest do starosty niemieckiego miał
ten skutek, że policja sama musiała
sztandar przynieść z powrotem, który
przypadkowo mnie został wręczony.
Z wojskiem
francuskiem mieszczaństwo polskie
nawiązało natychmiast przyjazne
stosunki. Polacy swobodnie mogli
odetchnąć, a życie towarzyskie
rozwijało się odtąd jak
najkorzystniej. Co niedzielę odbywały
się zebrania w hotelu Prinz Regent
(dziś "Pod ulem") na Nowym
rynku, a sala i lokale szczelnie były
przepełnione. Przemowy Bondkowskiego,
Królika, Jana Kaczora, Stan. Janickiego,
Jana Talagi i innych przyciągnęły i
najbardziej obojętnych obywateli do
naszego grona. Mieszczanom przypomniało
się pochodzenie polskie i garnęli się
do "Kasyna", zaś młodzież
ćwiczyła się w Sokole i w kółku
śpiewackiem. Zapanował niesłychany
zapał dla sprawy polskiej, a między
wszystkimi panowała tylko jedna myśl,
jedna nadzieja: Polska.
W Spółce
Brackiej organizował i założył dnia 6
grudnia, 1919 Edward Galus, syn Józefa
Galusa, znanego publicysty i
współpracownika Katolika "Związek
urzędników prywatnych", z którego
później wyłonił się Związek
pracowników umysłowych na Śląsku, do
którego od razu przystąpiło przeszło
30 członków. Do zarządu należeli:
Galus, Kapuściok Juljusz, Kiszka
Ryszard, Wycisk, Szczygłowski Alojzy i
Lubos J.
Bezpłatny
kurs języka i literatury polskiej dla
dorosłych. w którym brało udział 60
osób, urządzał księgarz Nowak w
lokalu Prinz Regent.
Jakoby
cudem wytworzył się zastęp polskiej
inteligencji, która, aczkolwiek nie
wyszła ze szkół polskich, z własnej
siły i z wrodzonemi Ślązakowi
zdolnościami zdobyła w krótkim czasie
dość potrzebnej wiedzy, umiejętności
i odwagi cywilnej do mającej się
toczyć walki plebiscytowej.
Ażeby
także prace komunalną radnych gminnych,
wybranych w listopadzie 1919 r. kierować
na tor narodowy, założył Jan
Bondkowski, ówczesny burmistrz
Miasteczka, Związek gmin, do którego
należeli sołtysi i ławnicy. Zebrania
odbywały się co drugą niedzielę przed
południem w hotelu "Prinz
Regent". Właścicielem tego hotelu
był wówczas Karol Majowski, który mimo
gróźb nie wahał się oddać swój
lokal na zebranie towarzystw polskich.
Drugie powstanie.
Oburzenie
nad dopuszczeniem emigrantów do
plebiscytu było wielkie. Celem
zamanifestowania polskości Śląska,
oraz zaprotestowania przeciw dopuszczeniu
emigrantów obchodzono we wszystkich
miejscowościach w r. 1920 publicznie po
raz pierwszy święto 3 maja. W Tarn.
Górach dotąd nie widziano tyle tysięcy
ludu piastowego, skupionego jedną
myślą, Jedną wolą: "Nie damy
ziemi, skąd nasz rod". Pochód
przez miasto trwał przeszło 3 godziny,
a uczestników, kroczących w szeregach,
naliczyłem 15.300.
Niemcy,
widząc wzmaganie się zastępów
inteligencji polskiej i nieulęknioną
wolę ludu, żądającego otwarcie
przyłączenia Śląska do Polski,
zaczęli Polaków publicznie
prześladować, żeby tym sposobem lud
odstraszyć i onieśmielić. Wynik
wyborów do rad gminnych nic wróżył
Niemcom nic dobrego, a więc jedyną
drogę do utrzymania Śląska widzieli we
wywoływaniu zbrojnego konfliktu z
Polską, względnie koalicją. W
rocznicę pierwszego powstania
śląskiego. dnia 17 sierpnia 1920 r.
urządziły bojówki niemieckie w
Katowicach zbrojny napad na wojska
francuskie i Polaków, licząc na to, że
tym zamachem opanują sytuację na
Śląsku, wypędzą wojska aljanckie i
nie dopuszczą do plebiscytu. Powstańcy
nasi jednak, to chłopi czujni i do bitwy
jak do modlitwy. Zanim bojówki
niemieckie celem połączenia się z
Gliwicami dosiągły krańców miasta
Katowic, już natrafiły na oddziały
powstańców, które jedna ulicę za
drugą zdobywały z powrotem i już po
kilkudniowej walce znów były w
posiadaniu całego miasta.
W dziejach Śląska oznaczono owe walki,
które trwały do 25 sierpnia, drugiem
powstaniem, albowiem na całym Śląsku
zmobilizowano wszystkich powstańców,
przez co zamiar niemiecki już w zarodku
został zniweczony.
Koło
miasta Tarn. Gór oddziały powstańcze
stały w pogotowiu celem niedopuszczenia
bojówki niemieckiej i wkroczenia w razie
potrzeby do miasta, dzięki czemu spokój
w mieście nie został zakłócony.
Jedynie na dworcu niemieccy kolejarze
napadli dnia 22 sierpnia na burmistrza
Miasteczka, sędziwego Jana
Bondkowskiego, który tylko cudem uszedł
od grożącej mu śmierci. W chwili
bowiem wymierzenia ciosu niechybnie
śmiertelnego, rozległ się głos, ze
powstańcy idą, a napastnicy uciekli jak
zmyci.
Najgorszemi
czasami teroru były ostatnie tygodnie
przed plebiscytem. Na ulicach miasta
szydzono w ordynarny sposób ze
zjawiających się, znanych obywateli
Polaków a utarczki i pobicia były na
porządku dziennym.
|