|
POCZĄTEK
BUDZENIA SIĘ DUCHA POLSKIEGO NA GÓRNYM
ŚLĄSKU
Rozbudzenie się ducha polskiego i w
ogóle uświadomienia narodowego
zawdzięcza G. Śląsk w pierwszym
rzędzie swym mężom opatrznościowym i
wieszczom śląskim, których głównym
celem życia było wpajanie zamiłowania
do mowy i obyczajów ojczystych. Poeci i
pisarze śląscy pierwsi zaczęli w
połowie XIX w. nieustraszenie i
niezmordowanie walkę z germanizacją,
jakkolwiek w tym okresie G. Śląsk
posiadał jeszcze pewne prawa
narodowości odrębnej.
W czasie,
gdy Śląsk przeszedł spod panowania
austriackiego pod pruskie, żywioł
polski na G. Śląsku był jeszcze silny.
Po polsku mówił nie tylko lud wiejski,
lecz znaczna część mieszczaństwa,
duchowieństwa i szlachty. Zająwszy
Śląsk, Fryderyk Wielki rozpoczął
germanizować kraj przez zakładanie
szkół niemieckich po wsiach i miastach,
przez kolonizację i nasyłanie
urzędników z głębi Niemiec.
Najsilniejszym
i najskuteczniejszym czynnikiem
wynarodowienia ludu polskiego na
Śląsku, miały być szkoły, które
też zakładano po wsiach i miastach.
Naturalnie, że język niemiecki był na
pierwszym planie, lecz uczono jeszcze
wtenczas po polsku. W ogóle uczono
języka polskiego i wykładano w mowie
polskiej inne przedmioty, aż do wojny
francusko - niemieckiej, dopóki żelazny
kanclerz Bismarck, po zwycięstwie
niemieckim, nie wyrugował języka
polskiego zupełnie ze wszelkich szkół.
Nauczanie powszechne, chociaż w duchu
germanizacyjnym, nie pozostało bez
wpływu na oświatę i kulturę ludu w
ogóle, na rozwój polskości ludu
śląskiego. Miasta wprawdzie niemczyły
się powoli, ale utrzymano za to wieś,
gdzie wpływ niemczyzny nie był tak
silny i gdzie uczono mowy polskiej w
szkołach; pozostał lud polski
zachowując tradycje przodków swoich.
Ślązak, Polak górował nad Niemcem,
gdyż nauczywszy się mowy niemieckiej
łatwiej dawał sobie radę w walce
wszelkiego rodzaju z Niemcem, znającym
tylko swój własny język.
Dziennikarstwo
i piśmiennictwo, które w połowie XIX
wieku zaczęło się na Śląsku
rozwijać, znalazło grunt przygotowany,
gdyż lud wiejski potrafił już czytać
i pisać w ojczystej mowie, którą do
używania zbudziła oświata szkolna.
Lud
górnośląski zabrał się ochoczo do
czytania polskich książek, śpiewał
bardzo chętnie pieśni polskie, czytał
powieści moralno - religijne lub baśnie
ludowe. Czytelnictwo gazet,
pojawiających się już częściej,
zaczęło się rozwijać coraz więcej.
Lud śląski z natury chciwy wiedzy i
nauki garnął się z zapałem do
oświaty rodzimej.
Tu należy
podnieść także znamienny fakt, że lud
na G. Śląsku zaczął czytać już w
czasie, gdy jeszcze na całym obszarze
ziemi dawnego państwa polskiego, sztuka
czytania i pisania była obca, nie tylko
ludowi wiejskiemu, ale i szlachcie
zagonowej. Górny Śląsk wyprzedził pod
tym względem inne dzielnice Polski.
Powstali
działacze i wieszcze, którzy znając
zamiłowanie ludu śląskiego do
książki polskiej i w obawie, aby
szerząca się germanizacja nie zdołała
wykorzenić tej miłości do mowy
polskiej, zaczęli pielęgnować tę
świętą iskierkę miłości języka
ojczystego, zaczęli siać ziarno słowa
ojczystego, tworzyli dziełka, które
miały trafić pod strzechy, dotrzeć do
szerokich mas ludu polskiego śląskiego
a ich samych uczynić nieśmiertelnymi.
Jeden z
pierwszych siewców poczucia narodowego
na G. Śląsku, to pisarz i poeta -
Józef Lompa.
JÓZEF
LOMPA
Niezmordowany
ten pracownik duchowy urodził się w
Oleśnie w roku 1797. Po ukończeniu
polskiej szkoły w Oleśnie uczęszczał
do gimnazjum OO. Pijarów w Wieluniu, w
Królestwie Polskim. Po krótkim zawodzie
pisarskim wstąpił do seminarium
nauczycielskiego we Wrocławiu. Jako
pomocnik nauczycielski przebywał krótki
czas w Cieszynie, w powiecie sycowskim, a
następnie kolejno w Łomnicy, pow.
oleski i w Lublińcu. Ostatecznie jednak
przeniesiono go do Lubszy. Tutaj
rozwinął gorączkową działalność
jako Polak i patriota. Po 30-letniej
pracy dzielnej i owocnej, wydalono Lompę
ze służby, ponieważ jego
działalność polska nie podobała się
hakatystycznym władzom niemieckim. Po
wydaleniu ze służby w 185]1roku
przeprowadził się Lompa do Woźnik,
gdzie wspomagany przez obywateli,
pracował wciąż dla sprawy polskiej.
Strudzony pracowitym życiem, umarł w
roku 1863 na uwiąd starczy, licząc lat
65
Czym był
Lompa dla piśmiennictwa Górnego
Śląska, wynika z tego, co napisał o
nim znany poeta górnośląski, Kazimierz
Ligoń w swojej broszurze: "Poeci
Górnego Śląska". Pisze on:
"Józef Lompa był jednym z
pierwszych, który wysunął
piśmiennictwo polskie na Górnym
Śląsku poza granice wyłącznie
religijnej treści; przede wszystkim jako
nauczyciel zajmował się pisaniem
podręczników szkolnych, których cały
materiał szkolny sumiennie zestawiał i
wyjaśniał". Książeczkami tego
rodzaju były na przykład następujące:
"Krótki zarys geografii
Śląska" - "Książka do
czytania" - "Pielgrzym w
Ludopolu", tj. 16 nauk
zawierających dzieje Śląska,
"Krótki zarys historii
naturalnej" - "Wzory
kaligraficzne polskie" "Wzory
rysunkowe" - "Rachownik
piśmienny dla szkół
elementarnych" i wiele innych.
Poznawszy upodobanie ludu, napisał
mnóstwo bajek, legend i powiastek, po
największej części zebranych z ust
ludu śląskiego. Niektóre z nich, na
przykład:
"Historia o szlachetnej
Meluzynie", drukowane są jeszcze
dzisiaj. Lud kupował te książki po
odpustach, czytał bardzo chętnie i
podawał z rąk do rąk. Chcąc rodaków
nauczyć dobrej uprawy roli i
oszczędności w gospodarstwie, napisał
w tym celu wiele stosownych książek,
jak na przykład o rolnictwie, o
pszczelnictwie, o hodowaniu drzew
owocowych, o uprawie ogrodów warzywnych,
o ziołach leczniczych i wiele innych.
Czego nie mógł ogłosić w książkach,
to publikował w różnych pismach
polskich, jak np. w "Przyjacielu
Ludu". Zupełnie jego dziełem było
założenie gazet: "Telegraf
Górnośląski" i "Przewodnik
Wiejski", wychodzących w latach
1848 i 1849. W tych gazetach usiłował
uświadomić narodowo lud górnośląski
Lompa
pisał nie tylko dla Ślązaków ale i
dużo o Ślązakach, dając przez to
poznać wielu uczonym historię i duszę
Ślązaka.
Lompa działalnością swoją rozpoczął
na Śląsku pracą polską, ruch polski i
odrodzenie narodowe. Jest on patriarchą
tego odrodzenia, jak mówi znawca Lompy,
górnośląski historyk Konstanty Prus.
Działalność jego, to ruch początkowy,
zawsze istotnie polski i do unarodowienia
prowadzący. Lompa osobistością swoją
oddziałuje na współczesnych, a
przykładem swym pociąga ich za sobą i
pobudza do usiłowań podobnych. Dla
wszystkich jest on wzorem pracowitości i
poświęcenia.
KS.
N. BOŃCZYK
Ks.
Norbert Bonczyk urodził się dnia 1
czerwca 1831 roku w Miechowicach, w pow.
bytomskim. Po ukończeniu gimnazjum w
Gliwicach udał się do Wrocławia na
studia teologiczne. Przez trzy lata swych
studiów był młody Bończyk czynnym
członkiem "Towarzystwa Literacko -
Słowiańskiego" przy uniwersytecie
wrocławskim. W roku 1872 otrzymał
święcenia kapłańskie, a po 2 latach
duszpasterstwa w Piekarach Śl.
przeniósł się do Bytomia, gdzie
rozwijał ożywczą i pożyteczną
działalność nad uświadamianiem
narodowym swych parafian. Mężnie trwał
przy zasadach wiary katolickiej i bronił
jej odważnie w czasie tzw. "walki
kulturnej". Słynne jego dzieło pod
tytułem "Stary Bóg żyje"
policja bismarkowska skonfiskowała i
dostał się za nie ks. Bonczyk do
więzienia w Bytomiu. Ks. Bonczyk
zwalczał także słowem i pismem herezje
starokatolickie ks. Kamińskiego w
Katowicach. Miał on rzadki dar wymowy i
słynął jako kaznodzieja. W sobotę
dnia 8 lutego 1893 roku pożegnał się z
tym światem.
Ks.
Bonczyk po mistrzowsku władał polskim,
niemieckim i łacińskim językiem. W
języku polskim napisał dwie
prześliczne poezje ludowe pod tytułem
"Stary Kościół Miechowski" i
"Góra Chełmska". Wieje z nich
gorąca miłość ziemi piastowskiej i
opisuje w nich poeta po mistrzowsku
zwyczaje i obyczaje oraz życie ludu
górnośląskiego. Obydwa dziełka można
nazwać poetyczną apologią ludu
pobożnego górnośląskiego. Słusznie
też nazwano ks. Bonczyka "Homerem
górnośląskim". Oprócz
powyższych dwóch eposów, napisał on
też wiele wierszy okolicznościowych i
pieśni i wydał dwa zbiorki wierszy
lirycznych. Myśl przewodnia jego poezji
mniej więcej jest taka: Górny Śląsk
jest krainą polską i taką też
powinien pozostać.
KS.
KONSTANTY DAMROT
Ks.
Konstanty Damrol urodził się w roku
1841 w Lublińcu, gdzie ojciec jego był
kościelnym przy farze.
Ukończywszy nauki gimnazjalne w Opolu,
udał się na wrzechnicę wrocławska,
aby się przygotować do stanu
duchownego.
Po trzech latach kapłaństwa, przyjął
zaofiarowaną mu posadę dyrektora
seminarium nauczycielskiego w
Kościerzynie w Prusach Zachodnich. Stąd
przeniesiono go na taki sam urząd do
Opola, a później do Pruszkowa pod
Opolem. Zachorowawszy ciężko na płuca,
szukał poratowania zdrowia w klasztorze
Braci Miłosiernych w Pilchowicach, gdzie
dnia 5 marca 1895 r. zmarł. Ks.
Konstanty Damrot był gorącym Polakiem,
co odbija się wyraźnie w jego utworach.
Ze względu na to, że Niemcy byliby go
ścigali, pisywał swoje utwory pod
przydomkiem Czesław Lubiński. Zbiór
poezji wydany przez niego pod tytułem:
"Z niwy śląskiej" w dwóch
tomach, obejmuje przeszło 300 stron.
Mistrzowska
forma i głeboko odczuta treść oraz
piękny język, cechują tak wiersze
liryczne, jak wiersze religijne i
opowiadania.
Ks. Konstanty Damrot kochał Śląsk
tylko jako cząstkę matki wspólnej. Nie
umiał sobie wcale Śląska wyobrazić
jako coś odrębnego, zawsze marzył o
ponownym połączeniu Śląska z Polską.
On to zapoczątkował ideę złączenia
Śląska z Polską w czasie, kiedy nikt o
tym nie marzył. On, wierząc w to,
duchem wieszczym przewidział chwilę
zmartwychwstania Ojczyzny,
przepowiadając w wierszu "Wieże
Piastowskie na Śląsku":
"Że
godło Piastów zaświeci z tych
wieży
Znów i nad Śląskiem zaświta
swoboda,
Gdy orzeł biały swe skrzydła
rozszerzy,
I będzie jeden pasterz i jedna
trzoda".
KAROL
MIARKA
Urodzony w
roku 1824 w Pielgrzymowicach, po śmierci
ojca swego objął posadę nauczyciela w
Pielgrzymowicach, po polsku jednak
podówczas nie umiał i dopiero w roku
1860 polskiego języka się dokładnie
nauczył. Pierwsze jego prace były
pisane po niemiecku. Znajomość z
Pawłem Stalmachem wpłynęła na niego
tak dobrze, że nauczył się po polsku,
pisać zaczął w ojczystym języku i
pierwsza jego praca po polsku była
powiastka "Klemensowa Górka"
po czym niebawem wydał broszurkę
"Głos wołającego na puszczy
górnośląskiej". W broszurce tej
wykazał krzywdy, jakich doznaje lud
śląski i że potrzeba jest konieczna
wzbudzić w Ślązakach zamiłowanie do
czytania. We wszystkich pracach Miarki
przebija się gorące umiłowanie
ojczystego języka i w tym kierunku
rozpoczął prace jako redaktor
"Zwiastuna Górno - Sląskiego"
wydawanego w r. 1868 w Piekarach.
Przesiedliwszy się ze
"Zwiastunem" do Huty
Królewskiej, założył tu towarzystwo
narodowe i robotnicze, a podczas
zgromadzeń ludowych mowami swoimi
rozbudzał w ludzie poczucie
narodowościowe i zamiłowanie do rzeczy
ojczystych.
Z uwagi,
że na Śląsku lud przeważnie jest
wyznania katolickiego, Miarka wszelkich
sił dokładał, aby dla sprawy narodowej
pozyskać duchowieństwo. "Walka
kulturna", jaka podówczas panowała
w Prusach, zbliżała duchowieństwo do
ludu i Miarka położenie to zwielką
zrecznością wyzyskal na rzecz ludu.
Duchowieństwo straszliwie uciskane i
prześladowane przez władze pruskie,
teraz otwarcie stanęło do zapasów z
systemem germanizacyjnym i lud poszedł
za duchowieństwem, stawiając
germanofilskim zachciankom nieprzeparty
opór. Zmuszony opuścić redakcję
"Zwiastuna", Karol Miarka
znalazł się nagle bez chleba. Bieda
straszliwa zajrzała pod dach
niezłomnego bojownika śląskopolskiej
narodowości. Mimo tego nie upadł na
duchu, lecz owszem, śmiało kroczył
dalej na drodze, na jaką wstąpił.
Nabył na własność czasopismo
"Katolik", lecz pismo to jako
niepolityczne, nie miało widoków na
przyszłość. Otrzymał więc od jednego
z poznańskich obywateli fundusz na
potrzebną kaucję i odtąd dla Miarki
zajaśniały lepsze czasy. Chłoszcząć
niemilosiernie władze rządu pruskiego,
pozyskał poparcie duchowieństwa i
"Katolik" niebawem rozszerzył
się po całym Górnym Śląsku,
zyskując coraz więcej zwolenników.
Odtąd
pruskie sądy poczęły prześladować
dzielnego męża. Prześladowanego
odstąpiło nieco i duchowieństwo, lecz
lud pozostał mu wierny i gdy był
uwięziony, to włościanie nosili mu
śniadanie i wieczerzę. Nie mogąc
podołać ciągłej i bezustannej walce z
Niemcami, Miarka zmuszony był
przesiedlić się do Cieszyna, gdzie
nadal działał, co prawda niedługo,
gdyż w roku 1882 zakończył swój
szlachetny żywot. Nie wsławił się
jako uczony i powieściopisarz, a jednak
jego nazwisko pozostanie na zawsze
sławne.
JULIUSZ
LIGOŃ
Urodzony w
1823 r. w Prądach koło Koszęcina w
rodzinie dworskiego kowala.
Juliusz już w młodości okazywał
wielkie zainteresowanie do nauk i
książek, lecz ojciec jego, bojąc się
złych wpływów świata, nie chciał go
oddać na naukę do miasta, mimo
obiecanej pomocy księcia
koszęcińskiego. Wyuczył się młody
Ligoń ojcowskiego rzemiosła, kowalstwa.
W 18 roku życia opuścił dom
rodzicielski razem z bratem Janem, aby
zacząć samodzielnie pracować. W
Królewskiej Hucie przyjął zatrudnienie
jako kowal. Po dwóch latach opuścił
Król. Hutę, aby odsłużyć trzy lata w
wojsku, w którym uzyskał nadzwyczaj
chlubne świadectwo. W 33 roku życia
Juliusz Ligoń ożenił się i
przeprowadził się powtórnie z
Zawadzkiego do Król. Huty. Tutaj,
pracując dalej w swym ciężkim
zawodzie, nie przestał się poświęcać
pracy literackiej. Prześladowany
ustawicznie przez pruskich żandarmów,
urządzających w jego mieszkaniu rewizje
za zakazanymi pismami, nękany
nakładaniem ciągłych kar,
wyczerpujących zupełnie jego
oszczędności, zachorował ciężko.
Ale nie tylko materialnie cierpiał, lecz
i duch jego odczuł boleść wielką, gdy
policja skonfiskowała mu całą
biblioteczkę, zdobytą z takim trudem.
Książki, które tak ukochał, i te nie
miały spokoju przed tyranami pruskimi. W
utrapieniu i chorobie pocieszał
męczennika za sprawę ludu śląskiego
serdeczny jego przyjaciel w Poznaniu, dr
Chłapowski. Już na łożu boleści
ułożył Juliusz Ligoń prześliczne
wierszowane rozważanie, osnute na tle
religijnym: "Walka smutku z
pociechą", dedykując to dziełko
uwięzionemu wówczas za czasów
"walki kulturnej", kardynałowi
Ledóchowskiemu, za co mu wysoki
dostojnik Kościoła przysłał z
więzienia obrazek z brewiarza z
podziękowaniem i słowami pociechy.
Tracąc coraz więcej sił, zapadł w
końcu na chorobę piersiową, która
położyła kres jego działalności
literackiej i społecznej dnia 17
listopada 1889 roku.
Dorobek
literacki Juliusza Ligonia jest bardzo
wielki. Składa się przeważnie z
wierszy okolicznościowych, pieśni,
jednego eposu, artykułów i utworów
scenicznych. Wiersze jego nie posiadają
zalet doskonałości, nie celują formą
lub artystycznym wykonaniem wierszowania,
ale za to owiane są szczerą nutą,
płyną nieprzerwaną falą serdecznego
wylania przepojone duchem wiary,
śpiewają ludowi o chwale Sobieskiego,
nauczają, jak należy kochać Polskę, a
przede wszystkim Śląsk i mowę polską.
Zachęcają do zgody, pracy, nauki i
miłości wzajemnej, uczą wytrwania w
niedoli i wreszcie uderzywszy w ton
wieszczego natchnienia, przepowiadają
zmartwychwstanie Górnego Sląska.
Juliusz
Ligoń marzył ciągle o połączeniu
Górnego Śląska z Polską i wydając w
roku 1882 na dwóchsetną rocznicę
odsieczy wiedeńskiej, swój epos
"Obrona Wiednia", tak pisze na
wstępie o królu Sobieskim:
"Naród
go sławi czynem i mową,
U czeni piszą dzieła wspaniałe,
Więc ja też kreślę, choć tylko
mało,
By nie myślano, że my Ślązacy,
Nie mamy uczuć, tak jak Polacy,
By też i Śląsko coś swego miało,
w tej pamiątce też udział brało.
Kochajmy się wszyscy wzajem,
Naszych przodków obyczajem,
Bośmy są jedną rodziną,
Dowody tego w nas płyną.
Kaszubi, Staroprusacy,
Mazury i Warmiacy,
Wielkopolanie, Ślązacy,
Wszyscyśmy bracia, Polacy.
l dalej, pod Karpatami,
Też jednym duchem tchną z nami,
Na Litwie, i Królewiacy,
Wszyscyśmy jedni rodacy".
RZUT
OKA NA ROZWÓJ SPOŁECZNO - NARODOWY G.
SLĄSKA OD POCZĄTKU XX W. DO WIELKIEJ
WOJNY SWIATOWEJ
W historii
G. Śląska rok 1903 można nazwać
rokiem przełomowym. Wytworzył się
teraz większy zastęp inteligencji
własnej. Na widownię polityczną
wstąpili dwaj młodzi, pełni zapału i
odwagi ludzie, Wojciech Korfanty i Jan
Kowalczyk.
Ci w radykalny sposób, z właściwą
temperamentowi górnośląskiemu
energią, zaczęli burzyć stary
porządek rzeczy, postanowili upominać
się o prawa ludu górnośląskiego,
najpierw na łamach wydawanej przez
siebie gazety: "Górnoślązak"
i jako kandydaci na posłów do frakcji
Koła Polskiego w parlamencie niemieckim.
Wzbudzili oni na Górnym Śląsku taki
ruch polityczny i społeczny, jakiegośmy
tutaj dotąd nie widzieli. Poruszyły
się szerokie masy ludu roboczego w pow.
katowicko - zabrskim i staczając
zacięte walki wyborcze z Niemcami,
odniosły zwycięstwo i przeprowadziły
pierwszego posła do polskiej partii
Wojciecha Korfantego.
W przywódcach politycznych tego czasu
malowała się cała ówczesna dusza,
nastrój i usposobienie
Polaka-Górnoślązaka. Walka
narodowościowa, która się teraz
rozpoczęła, była niezmiernie zacięta;
walczono na dwa fronty; przeciw Niemcom,
odwiecznym ciemiężcom rządzącym
niesprawiedliwie i wyzyskującym lud
polski Górnego Śląska w niemiłosierny
sposób; przeciw Polakom skupionym w
obozie silnej wówczas bardzo partii
centrowej. Niemiecka ta partia, do
której lud polski wybierał posłów
swych była wtenczas panującą na
Śląsku. Przeciwko zwólcnnikom tejże
partii, zwłaszcza przeciw redaktorowi
NapieraIskiernu, jako wodzowi tego
odłamu społeczeństwa górnośląskiego
i jego prasie, skierowano główny atak.
Nie przebierano w środkach walki i nie
oszczędzano nikogo przez lata całe, aż
w końcu podano sobie ręce do zgody, gdy
NapieraIski zerwał z partią centrową.
Po raz
pierwszy także wziął udział czynny w
pracy społecznej i walkach politycznych
lud górnośląski. Czasy te w historii
Górnego Śląska można nazwać czasami
bohaterskimi, gdyż ci którzy teraz
zaczęli otwarcie przyznawać się do
polskości i uświadamiać ogół, byli
skazani, na wszelkie szykany ze strony
władz pruskich; wielu z wiarusów
ówczesnych utraciło chleb swój w
przedsiębiorstwach przemysłowych,
skazano ich na tułaczkę po świecie,
wtrącano do więzień, skazywano na
ciężkie kary pieniężne, piętnując
ich jako zdrajców i wichrzycieli.
Niejeden z takich ludowych działaczy
wszystek swój czas, pozostawający mu na
odpoczynek i swój ciężko zapracowany i
oszczędzony grosz obracał wtedy na cele
uświadomienia współbraci swych, gdyż
wtenczas nie było jeszcze funduszy na
potrzeby narodowościowe a bracia nasi za
kordonem nie mogli albo też nie umieli
spieszyć z pomocą; mało bowiem było
takich mężów w ówczesnym
społeczeństwie, którzy by byli ocenili
znaczenie kresów zachodnich Polski i
poświęcili więcej uwagi tej starej
dzielnicy Polski. Nie można tutaj
pominąć prof. Lutosławskiego, który
jako jeden z pierwszych zainteresował
się robotnikiem górnośląskim i
wniósł zwłaszcza w okolice Zabrza,
swoje idee filozoficzne i abstynenckie.
Tam też, w zabrskiej okolicy, najsilniej
zaczął się budzić duch narodowy w
początkach XX wieku.
Niwa
narodowa była poruszona; ziemię tę
dotąd jałową poruszyły pioruny walk
ścierających się dwu potęg moralnych,
Germanizmu i Słowiańszczyzny,
zetkniętych z sobą na kresach dwóch
ras i wyhodowanych od półtora wieku pod
jednym dachem. Stanęli do walki olbrzymi
groźni w skutkach, zapowiadający jakby
już naprzód straszny przewrót
światowy i zmianę ogólną niezdrowych
stosunków w Europie. Instynktownie
prawie przeczuwały szerokie masy ludowe
przyszłą wojnę światową i robiły
przygotowania w dziedzinie sił
moralnych. Zaczęło się tedy
organizowanie wszystkich we wszystkim.
Robotnik, ta siła światowa, przebudził
się pierwszy z długiego letargu,
zaczął teraz tworzyć i szeregować
się w wszelkiego rodzaju związkach.
Zawiązało się, jako jedno z pierwszych
towarzystwo św. Alojzego, dalej poczęto
zakładać gniazda "Sokoła",
związki zawodowe, oświatowe,
kulturalne.
Ostatnim takim przeglądem sił, lub też
egzaminem, który miał zdać przed
narodem lud polski i roboczy G .Śląska,
był wielki strajk generalny, górniczy i
hutniczy na Górnym Sląsku w roku 1913.
Imponującym
było wtenczas patrzeć, jak robotnik jak
jeden mąż, solidarnie zażądał
sprawiedliwości od rządu i kapitalisty.
On sam dziwił się sobie, jak potężnym
jest, gdy jest zorganizowany i
uświadomiony. Ogólnie wtenczas mówiono
sobie, że powstało legendarne wojsko
św. Jadwigi. Egzamin ten wypadł
chlubnie dla robotników
górnośląskich. Tysiące
niezorganizowanych robotników dało się
zapisać na członków "Zjednoczenia
Zawodowego Polskiego",
najsilniejszej wtedy organizacji
zawodowej polskiej. Ostatnie kilka lat
przed wojną życie towarzyskie i
związkowe dosięgnęło szczytu, pomimo
przeszkód ze strony władz pruskich.
Wszelkiego rodzaju towarzystw
pozakładano tyle, że brakło
referentów i sił, które by mogły
więcej ożywiać i podnosić te ogniska
oświaty i postępu. Były wtenczas na
Górnym Śląsku wsie, które szczyciły
się mieć do 30 towarzystw wszelkich
kierunków. Warstwy ludowe
społeczeństwa łączyły się i
oświecały, chcąc się przez pracę i
oświatę wydobyć z jarzma długiej
niewoli. Gorączkowa praca wrzała we
wszystkich dziedzinach życia
politycznego i społecznego. Bardzo
liczni działacze wyszli z ludu, ze stanu
robotniczego i chłopskiego, przebiegali
wioski i miasta i gdzie się tylko dało,
przemawiali o potrzebie oświaty i
organizacji; nikt z działaczy nie
zważał na szykany i kary pruskie;
idealizm górnośląski z tego czasu jest
iście podziwu godny i można by łamy
pisać o przejściach, cierpieniach i
sposobach walki z ostrym i potężnym
wrogiem polskości. Czytelnictwo gazet
było tak rozwinięte, że były
miejscowości, w których każdy ósmy
człowiek abonował gazetę polską, u
niejednego robotnika leżały i trzy
różne pisma polskie na stole. Ostatnim
wyrazem uczuć polskości u młodzieży,
która w tych latach odgrywała na G.
Śląsku poważną rolę, była wielka
manifestacja narodowa młodzieży
górnośląskiej w Krakowie, na kilka
tygodni przed wielką wojną światową.
Była to imponująca wycieczka
młodzieży z powiatów przemysłowych
Śląska Górnego do Krakowa; wzięło w
niej udział około 800 osób obojga
płci. Młodzi działacze górnośląscy
z pomocą inteligencji grodu krakowskiego
byli inicjatorami tej wycieczki.
Gremialna i wspaniała ta wycieczka
pozostawiła niezatarte wspomnienie w
uczestnikach, którzy po zwiedzeniu
Krakowa wzięli udział w wielkiej
uroczystości sypania kopca
grunwaldzkiego w Niepołomicach pod
Krakowem.
Nastąpił
teraz wybuch wielkiej wojny światowej.
Któż pojmie uczucia tych, którzy
sądzili, że teraz nastał czas
zmartwychwstania ojczyzny. Najlepsi z
Górnoślązaków poszli w służbę
wojenną, z tą silną wiarą, że i dla
Górnego Śląska nastąpi czas
wyzwolenia, dawali tego częste dowody
czynami i rzewnymi opisami żywionych
nadziei. Wielu z najlepszych bohaterów
polskości nie wróciło już na
świętą ziemię piastowską, ale uszło
w zaświaty z myślą, że krwią swą
odkupili wolność swym rodakom.
USTAWA
OSADNICZA. TRAGEDlA INWALIDY CHRÓSZCZA
Pomiędzy
najbardziej dającymi się we znaki
prawami wyjątkowymi, zastosowanymi
przeciw Polakom, była ustawa osadnicza z
roku 1904 o budowie domów i mieszkań,
wzbraniająca Polakom budowania na
własnej roli, co było przyczyną
głośnej, wstrząsającej wówczas
tragedii w Pszowie, w pow. rybnickim na
G. Śląsku. Polski inwalida - górnik
Chrószcz z Pszowa kupił sobie przy
Rybniku parcelę i chciał na niej
wybudować domek, aby tam resztę swoich
dni spędzić. Nie dostaje atoli
pozwolenia. Co robi biedny chłop? Buduje
sobie jaskinię w ziemi, bo przecież
musi gdzieś mieszkać. Mieszka więc
jako troglodyta (mieszkaniec jaskini) w
kulturalnych Prusach! Przychodzi
żandarm, aby mu i tego zabronić. Wtedy
chłopa ogarnia zwątpienie, bierze
strzelbę i zabija pruskiego żandarma.
Potem idzie do lasu i kładzie kres swemu
życiu.
KS.
PAWEŁ POŚPIECH
Długoletni
wydawca "Gazety Ludowej" ks.
Paweł Pośpiech należał do tych,
którzy nieustrasznie bronili i
uświadamiali lud górnośląski już na
kilka lat przed wojną światową. Toteż
zasługa tego bojownika o prawa i
sprawiedliwość ludu polskiego jest
wielką i wszyscy, którzy mieli zaszczyt
poznać i ocenić jego pracę
wytężoną, nie zapomną nigdy o
prawdziwym kapłanie, obywatelu Polaku,
który spełnił swój obowiązek
względem swego społeczeństwa w sposób
apostolski.
Ks.
Pośpiech urodził się dnia 22 stycznia
1878 r. w Kokoszycach pod Pszowem, w pow.
rybnickim. Święcenia kapłańskie
otrzymał dnia 20 czerwca 1903. Jako
kapelan pracował pewien czas w
Orzegowie, później w Krapkowicach i
jako wikariusz powiatowy w Jaworzu na
Dolnym Śląsku. Umarł dnia 26 marca
1922 r.
W roku
1913 nabył "Gazetę Ludową" w
Katowicach i odtąd zajmował się przede
wszystkim sprawami politycznymi tym
więcej, gdy go wyborcy okręgu
pszczyńsko - rybnickiego posłem do
parlamentu wybrali. Na tym stanowisku
zastała go wojna światowa. Przeszedł
podczas niej ciężkie czasy, które
między innymi do osłabienia zdrowia
jego się przyczyniły. Ks. Paweł
Pośpiech był także członkiem
polskiego sejmu w Warszawie. W roku 1920
stan zdrowia zmusił go do wycofania się
z życia politycznego. Wtedy też pozbył
się "Gazety Ludowej".
Ks. Paweł
Pośpiech należał do tych księży na
Górnym Sląsku, którzy mieli odwagę
opowiedzieć się po stronie polskiej
już w owych czasach, w których to nie
przynosiło korzyści, lecz narażało na
różne przykrości. Toteż wyrażamy
uznanie dla odwagi, okazanej przez
nieboszczyka, a pamięć Jego u ludu, dla
którego pracował, nie wygaśnie.
POWSTANIE
ZWIĄZKOW ZAWODOWYCH POLSKICH NA GÓRNYM
ŚLĄSKU
Na Górnym
Sląsku po wojnie francusko -
niemieckiej, coraz to więcej rozwijał
się przemysł; robotników coraz więcej
koncentrowało się w wielkim przemyśle.
Najwięcej rozwijało się hutnictwo i
górnictwo w bytomskim i katowickim
powiecie, w których to powiatach
najwięcej robotników się
koncentrowało. W roku 1887 rozpoczyna
się tu niezadowolenie robotników
przemysłowych, do którego dali powód
kapitaliści, zaś ostatnio dał powód
do tego ów wielki napływ robotników,
pomiędzy którymi mieli kapitaliści
wielki wybór. Zasiedziałych starych
robotników coraz więcej szykanowano,
karano różnymi karami pieniężnymi i
wydalano takowych bez wszelkich powodów
z pracy. Robotnicy staczali różne walki
z pracodawcami o swoje prawa, które
atoli żadnych korzyści stronie
robotniczej nie przyniosły, gdyż nie
było solidarności pomiędzy nimi. Byli
tacy, którzy tylko podburzali, a na oku
coś innego, a nie naprawę stosunków
złych, panujących naówczas w zawodach,
mieli. Wciąż robotnicy chwytali się
strajków, lecz za każdym razem padały
ofiary pomiędzy robotnikami, o których
się nikt nie troszczył. Światlejsi
robotnicy zastanawiali się nad tym, w
jaki sposób by temu zapobiec, schodzili
się w powiecie bytomskim i tam w
redakcji "Katolika" z p.
Napieralskim i ks. Radziejewskim
naradzali się nad sposóbem, który by
robotnika mógł ochronić od złego,
radzić i pomagać w nieszczęściu, w
które robotnik się dostaje. Po długich
naradach powstała myśl założenia
związku robotniczego, który miał mieć
za zadanie bronić interesów
róbotniczych i pomagać w walkach,
które robotnik staczać musiał.
Redaktor Adam Napieralski przyobiecał
swą pomoc i pracował nad tym, ażeby
jak najprędzej dzieło zostało
stworzone.
Światlejsi
robotnicy, pomiędzy którymi także pan
Królik z Tarnowskich Gór i Wojciech
Wieczorek z Halemby się znajdowali, nie
zważali na trudy, które około tego
mieli, lecz wciąż pracowali i dążyli
zatem z Napieralskim do jak najprędszego
zwołania robotników i założenia
takowego związku. Gdy już, wszystkie
prace wstępne do założenia były
gotowe, postanowiono zwołać wiec
robotniczy. Wiec został zwołany przez
gazety "katolikowe"na dzień 25
września 1889 r. do strzelnicy w
Bytomiu. Na wieść o mającym się
odbyć wiecu, powstało wielkie
zainteresowanie w kołach robotniczych,
toteż w dniu tym już od samego rana z
wszystkich stron Górnego Śląska
dążyli do Bytomia robotnicy, nie
zważając na trudy i mozolną drogę,
którą całe masy piechotą do miejsca
wiecu zdążać musiały, Zebrało się
przeszło 2000 górników i hutników z
różnych stron. Wiec był wspaniałą
demonstracją przeciwko kapitalistom, na
którym też pierwszy zarys statutu
związkowego został przyjęty. Cel i
zadanie tegoż Związku wytknięto sobie
następująco: górnicy, hutnicy i
wszyscy inni robotnicy G. Śląska
łączą się w jedno grono, aby
wspólnymi siłami dopomagać sobie we
wszystkich sprawach stanu swego, aby ten
stan uczynić godnym szacunku i
poważania u innych. Środkami do
osiągnięcia celu tego będą:
udzielanie sobie nawzajem rad i pomocy,
utworzenie wspólnej kasy, z której
będzie opłacany prawnik, szerzenie
cnoty i nauki, pomiędzy stanem
robotniczym i wspólne porozumiewanie
się w niedoli, szerzenie bratniej
miłości i wzajemności, niesienie
pomocy słowem, pismem i groszem. To był
skutek pierwszego zebrania robotniczego.
Następnie zwołano ponowne zebranie na
dzień 25 grudnia tego samego roku, w
którym to dniu została praca około
założenia związku ukończona i zarząd
wybrany.
Na takich
to zasadach stanął pierwszy związek
pod nazwą Związek Wzajemnej Pomocy
Chrześcijańskich Robotników
Górnośląskich, który - jako
organizację robotników mówiących
językiem polskim - śmiało zaliczyć
możemy do związków polskich. Początki
tegoż związku były bardzo świetne,
gdyż w pierwszym roku istnienia
zorganizował około 4000 członków z
kapitałem około 10000 marek. Powstanie
związku zainteresowało nie tylko
robotnika samego, lecz także i
kapitalistów, którzy szykanami i
prześladowaniem robotników sprawili to,
że w roku 1895 spadła liczba członków
do 2800. W roku 1896 rozpoczęła się
znów zmiana na lepsze i liczba
członków stale się pomnażać
zaczęła tak, że w roku 1905 liczba
członków doszła do 12000, a kapitał
wynosił 80000 marek. Od roku 1906
rozpoczęła się zmiana na niekorzyść
Związku Wzajemnej Pomocy. Przez zastój
pracy w przemyśle i różne
nieporozumienia pomiędzy robotnikami
zmalała liczba członków tak daleko,
że już przypuszczano, iż związek
powoli przestanie istnieć i robotnik
pozostanie bez wszelkiej opieki. Szukano
różnych sposobów, żeby związek
utrzymać nadal i nie dopuścić do
upadku. W roku 1909 został połączony
ze Zjednoczeniem Zawodowym Polskim,
istniejącym wówczas w Westfalii, które
już w roku 1908 połączyło się z
Polskim Zw. Zawodowym w Poznaniu.
Wzajemna Pomoc, ażeby porozumienie i
łączność pomiędzy swoimi członkami
utrzymać, komunikowała wszelkie sprawy
związkowe swoim członkom w gazecie
wydawanej w redakcji "Katolika"
pod nazwą "Praca". Następnie
postanowiono wydać osobny organ
związkowy pod nazwą "Wzajemna
Pomoc", która po dziś dzień
(1923) jest organem "Zw. Metalowców
Z.'Z. P." w Król. Hucie. Nadmienić
wypada to, że członkowie tegoż
związku, którzy wytrwali w nim aż do
końca, byli idealistami, gdyż żaden
tychże nie odwiedzał, ani składek nie
zbierał, lecz każdy członek był
zmuszony sam składki odnieść mężowi
zaufania, który się znajdował w
miejscu, a jeżeli tegoż nie było, to
odesłać do głównej kasy w Bytomiu.
ZJEDNOCZENIE
ZAWODOWE POLSKIE I JEGO POWSTANIE
Dla obrony
własnych interesów tak narodowych jak i
zawodowych Polacy na zachodzie Niemiec
zaczęli się łączyć w towarzystwa
polsko - katolickie.
W roku 1894 doszło do wielkiego rozwoju
owych towarzystw robotniczo -
katolickich, których liczba (jak wynika
z pamiętników) 250 osiągnęła.
Ażeby sprawie robotniczej więcej
dopomóc, została w dniu 9 listopada
1902 założona organizacja robotników
polskich pod nazwą Zjednoczenie Zawodowe
Polskie z siedzibą w Bochum. Do zarządu
zostali wybrani: Szczepan Rajer prezes,
Jan Witkowski - I wiceprezes, Józef
Regulski II wiceprezes, Jan Jankowiak z
Bochum jako skarbnik, Hipolit Libilski z
Bochum, sekretarz. Od tego dnia
rozpoczęło życie i pracę Zjednoczenie
Zawodowe Polskie wśród
"Polonii" na zachodzie Niemiec.
Do rozwoju nowej organizacji przyczynił
się p. Antoni Brejski, który
przemawiał na wiecach. Niemałe
przeszkody były do przezwyciężenia.
Pierwszy prezes druh Stefan Rajer został
wyrzucony z kopalni, a inni członkowie
prezydium byli krępowani. Pozostał
wiceprezes Regulski i skarbnik Jankowiak,
sekretarz LibiIski i Rady Nadzorczej -
Stolpa, na których spadła cała praca,
a w której dopomagała im gorliwie
redakcja "Wiarusa Polskiego".
Po roku działalno§ci
"Zjednoczenie" liczyło 9600
członków i 7700 marek gotówki; w roku
1904 liczyło już 11500 członków i
24687,19 marek kapitału.
W roku
1905 odbyło się drugie walne zebranie w
dniu 12 marca.
Stwierdzono, że Zjednoczenie posiadało
2600 członków. Zebranie poprzedziły
przykre zamieszki, które prezesa
Regulskiego i sekretarza LibiIskiego
zniewoliły do zrzeczenia się ponownego
wyboru. Do nowego zarządu zostali
wybrani Wojciech Sosiński - prezes,
sekretarzem J. Korpus a tylko skarbnikiem
pozostał druh J. Jankowiak.
Zjedn. Zawodowe Polskie rosło w coraz
większą potęgę nie tylko na
zachodzie, lecz sięgało do Prus
Zachodnich, Saksonii i północnej
części Poznańskiego. W tym samym roku,
w którym zostało założone Z.Z.P.
parę miesięcy naprzód, a więc w maju
1902 r., został założony związek
robotniczy polski pod nazwą Polski Zw.
Zawodowy w Poznaniu, na którego czoło
zostali wybrani następujący panowie:
Teodor Krause jako prezes, R.Jankowski
jako skarbnik i W. Góralski jako
sekretarz. Związek był tak samo na
zasadach chrześcijańskich założony
jak Zjedn. Zaw. Polskie i pomimo tego,
że chociaż założony został w kraju,
to miał do walczenia z ogromnymi
przeszkodami.
Nie tylko
związki niemieckie, które tam
pracowały, przeszkody czyniły, lecz
zwalczali takowy sami właśni rodacy.
Gdy robotnik polski w Rzeszy niem. był
rozdarty, nie mogły związki polskie dla
niego tego, czego się spodziewano,
osiągnąć, toteż zarządy tych
związków starały się złemu zaradzić
i szukały wyjścia z tego niewygodnego
położenia w jakim się znajdowały.
Nareszcie nadeszła chwila szczęśliwa,
w której związki polskie znalazły
wyjście; i tak najpierw połączyły
się: Zw. Zaw. Polski ze Zjednoczeniem
Zaw. Polskim 6 stycznia 1908 a następnie
w roku 1909 połączono oba związki z
Wzajemną Pomocą Górnego Śląska w
jeden silny związek pod nazwą
Zjednoczenie Zawodowe Polskie z siedzibą
w Bochum. Stworzono trzy oddziały
tegoż; na czele stanął Franciszek
Mallkowski jako prezes, Jankowiak jako
skarbnik, Jakubowic, sekretarz. Na czele
Oddziału Metalowców, z siedzibą w
Król. Hucie, stanął Przybyła jako
prezes, Karuga skarbnik, Korpus
sekretarz.
Na czele Oddziału Rzemieślników, z
siedzibą w Poznaniu, stanął Nowicki
jako prezes, Folcher skarbnik, Czarnecki
sekretarz. Nad tym oddziałem został
stworzony
Zarząd
Centralny z siedzibą w Bochum, na
którego czele stanął Wojciech Sosilski
jako prezes, Wojciech Grześkowiak jako
sekretarz i Wojciech Wieczorek jako
skarbnik.
W roku
1911 na walnym zebraniu w Poznaniu
uchwalone zostało, ażeby Zarząd
Centralny swoją siedzibę przeniósł na
Górny Śląsk, co się też stało i
siedzibą Zarządu Centralnego zostały
Katowice. Ponieważ praca Oddziału
Metalowego była bardzo trudną i o
górników nie było się jemu można
troszczyć, Oddział Górników w Bochum
zmuszony był ustanowić na Górnym
Śląsku swoje zastępstwo, którego
przedstawicielem na walnym zebraniu w
Bochum, został wybrany druh Dubiel z
Król. Huty, który też objął pracę
organizacyjną w górnictwie, a siedzibę
swoją miał w Zabrzu. Od tego czasu
rozpoczęto pracę około polepszenia
doli robotnika na dobre a "Zjedn.
Zaw. Polskie" doszło do takiej
siły i potęgi, że w roku 1913 po raz
pierwszy górnik polski stanął do walki
o swoje prawa z kapitalistami na Górnym
Śląsku, i chociaż na przeszkodzie
stały związki niemieckie i
kapitaliści, to górnik polski pomimo
tych. przeszkód, jakie mu czyniono,
walkę rozpoczął. Do tej walki
stanęło około 90000 górników i
strajk ogarnął cały ruch górniczy na
Górnym Sląsku. W tej walce odniósł
górnik pierwsze zwycięstwo na Górnym
Śląsku i chociaż nie uzyskał
wszystkiego tego, czego pragnął, to
jednak wywalczył sobie w całej pełni
to, że od tego czasu znikły różne
szykany robotników ze strony
pracodawców i obchodzono się z
robotnikami po ludzku.
Walka ta
trwała przeszło sześć tygodni i
pochłonęła kolosalne straty
materialne, lecz to wszystko robotnik
poświęcił w ofierze dla naprawy
złego, które znosić musiał. Wybuch
wojny pokrzyżował dalsze plany
robotnika polskiego.
Wojna
wszechświatowa nie złamała go na
duchu, lecz tym więcej go wzmocniła w
wierze, że zwycięstwo jedynie w
swojskiej organizacji odnieść może,
toteż nie tylko górnicy, hutnicy i
rzemieślnicy łączyli się pod
sztandarem Zjedn. Zaw. Polskiego, lecz
zrozumiały to i inne warstwy robotnicze
i tworzyły swoje własne oddziały oraz
łączyły się pod sztandarem, Zjedn.
Zaw. Polskiego.
W roku
1919 po przewrocie w Niemczech,
pogorszyły się także stosunki i w
zawodzie kolejnictwa niemieckiego, w
którym masa polskich kolejarzy
pracowała, lecz z powodu ostrej
dyscypliny prusko - niemieckiej nie
miała odwagi pokazać, że są Polakami.
Wszystko, co było zatrudnione na kolei,
było zorganizowane w związkach
niemieckich, jak: Kfieger, Flotten i
innych "Vereinach"'.
Jednakowóż duch narodowy budził się
pomiędzy kolejarzami i zbliżali się do
swoich współbraci górników i
hutników, kryjąc się w ich szeregach
pojedynczo, gdyż nie mieli innej
sposobności łączyć się w sprawach
zawodowych w zw. polskich. Nareszcie w
dniu 25 maja 1919 r. powstała pierwsza
filia polskich kolejarzy na Górnym
Śląsku w Mikulczycach, założona przez
urzędnika okręgowego Zw. Zjedn. Zaw.
Polskiego - K. Niestroja z Mikulczyc.
Następnie powstały filie w
Mysłowicach, Raciborzu, Chebziu,
Gliwicach itd. Coraz więcej okazywała
się potrzeba założenia osobnego
oddziału kolejarzy w Z.Z.P., co się
też spełniło przy wspólnej naradzie
Zarządów Oddz. Górników i Hutników
jako też i Zarządu Centralnego Zjedn.
Zaw. Polskiego w Katowicach, w Biurze Zw.
Górniczego. Na kierownika tegoż
oddziału wybrano K. Niestroja z
Mikulczyc i jemu powierzono ten oddział
do zorganizowania w dniu 1 sierpnia 1919
r. Od tego czasu rozpoczęła się praca
na dobre pomiędzy kolejarzami. Gdy już
praca oddziału kolejarzy w pełnym
rozkwicie i rozwoju się rozpoczęła,
wybucha pierwsze powstanie w dniu 17
sierpnia 1919 i niszczy wszystko to, co
było dotąd zbudowane. Członków
zarządu piewszej filii w Mikulczycach,
Mokosia i Grunerta "orgesze"
wsadzili do lochu i obili. W Mysłowicach
rozbito w puch całą filię, gdzie
indziej terroryzowano kolejarzy polskich
i szykanowano ich. Pracowano nad tym,
ażeby ruch kolejarzy zatamować i
organizację zniszczyć. Lecz pomimo
wysiłków germańskich, duch narodowy
pomiędzy kolejarzami nie upadł, owszem
powstały nowe filie do życia. I tak,
podczas największych walk
"orgeszowców" i stanu
oblężenia, powstała filia kolejarzy
polskich w Rozbarku za białego dnia 24
sierpnia 1919 r. Na kierownika filii
został wybrany Augustyn Gwóźdź z
Rozbarku, który nieustraszenie przyjął
ten urząd. Pomimo wszelkich trudności
czynionych przez władze niemieckie
Oddziałowi Kolejarzy Polskich Z.Z.P.,
potężniał on w siłę członków i
urósł w potężną armię, która dużo
dobrego dla dobra Rzeczypospolitej
zdziałała. Nadmienić należy, że
kierownik Oddziału Kolejarzy Z.Z.P. pan
Niestrój nie był fachowcem, lecz z
zawodu górnikiem, a zdołał pozyskać
swą pracą kolejarzy i stworzyć tak
silną organizację.
|