|
GÓRNY
ŚLĄSK PO UKONCZENIU WIELKIEJ WOJNY
ŚWIATOWEJ
W czasie wielkiej wojny światowej cała
praca narodowa leżała odłogiem; wojna
bowiem wyrządziła wielkie szkody
ludowi, nie tylko pod względem
materialnym, ale i duchowym.
Po ukończeniu tejże zerwał się lud
polski do nowego życia na Sląsku;
zabrał się do pracy z nadzwyczajnym
wysiłkiem i energią. Może nigdzie nie
uczyniono w owym czasie tyle dla oświaty
ludowej, jak tutaj; chciano bowiem za
pomocą tego czynnika wyzwolić się spod
jarzma niemieckiego. Była to więc zrazu
walka nie fizyczna, orężna, ale
moralna, duchowa, gdyż lud był jeszcze
za słabym i ubogim, skazanym na siebie
samego, aby się zmierzyć z potężnym
wrogiem, chociaż pokonanym i
osłabionym.
Z drugiej jednak strony, gdyby był ktoś
wtedy już rzucił hasło do powstania
przeciw Niemcom, byłoby można z
większą jeszcze łatwością
oswobodzić Górny Śląsk, niźli się
to stało później w Wielkopolsce, gdyż
ze strony Śląska byliby Niemcy
najwięcej zagrożeni, mieli bowiem
więcej obawy przed robotnikiem
górnośląskim, przeczuwali bowiem, że
przyjdzie kiedyś dzień, w którym lud
polski na Śląsku pomści wiekowe
krzywdy gnębicieli swoich i zerwie pęta
niewoli, gdy tylko nadarzy się
sposobność do tego.
Brak wszelkiego przygotowania,
organizacji i wina miarodajnych
czynników sprawiła, że nie wyzyskano
tak odpowiedniej chwili, że nie ufano
własnym siłom i wyrobieniu. Nie
znalazł się wówczas umysł głębszy,
któryby był potrafił przewidzieć
niejedno naprzód i wystąpić jako wódz
ludu w odpowiedniej porze. To zaniedbanie
i niedołęstwo mści się do dziś na
ludzie śląskim i narodzie całym.
Tymczasem, gdy Górny Śląsk miał
przypaść w całości Polsce, wróg nie
spał. Starali się Niemcy wyzyskać
położenie w inny sposób. Urządzali
manifestacje narodowe na Górnym
Śląsku, posyłali protesty do Ligi
Narodów, fałszowali statystyki i
wołali na cały świat, że lud polski
Górnego Śląska nie chce słyszeć o
Polsce. I udało im się, bo postanowiono
dla Śląska Górnego nieszczęśliwy
plebiscyt.
Ze strony polskiej ludności na Sląsku
zabrano się też do pracy, ale innej
wprawdzie. Samorzutnie zaczęto działać
na polu politycznym i oświatowo -
kulturalnym. Praca ta była zdwojona i
tak gorączkowa, że stanęli do niej
wszyscy ci, którzy się już postarzeli
w pracach narodowych, stanęli do szeregu
młodzi, którzy z rodzin i towarzystw
wynieśli wychowanie i naukę czysto
polską. Wtedy też po raz pierwszy
większe ilości współbraci, renegatów
i chwiejnych poczuła, że są Polakami i
przyznała się otwarcie do polskości,
stąd nazwa "Polacy
listopadowi", gdyż dopiero wówczas
w roku 1918 po osłabieniu Niemców
odkrył niejeden ze zbłąkanych i
wynarodowionych swoją narodowóść
prawdziwą.
Któż policzy te wszystkie wiece, które
we wszystkich miejscowościach, i w tej
najmniejszej, odbyto. Cały szereg
mówców przebiegał wsie i miasteczka;
głoszono wszystkim nową erę życia,
wolność, zwycięstwo nad fałszem,
sprawiedliwość, która miała
położyć kres bezprawiu, powoływano
się na 14 punktów Wilsona, wierzono,
że nastał dzień oswobodzenia dla
wszystkich uciśnionych i ujarzmionych.
Znający poprawnie język polski,
urządzali kursy pisania i czytania
polskiego dla dorosłych, miewano
wykłady, odczyty, wieczorki i zebrania,
na które ludność tłumnie się
zbierała. Życie narodowe tłumione tak
długo, wybuchnęło teraz z całą
siłą. Z zapałem każda gmina
organizowała się pod względem
oświatowo - kulturalnym.
Miło było spojrzeć wtedy, jak starsi
wiekiem górnicy, liczący 40 - 50 lat
życia, nawet starsi niektórzy, uczyli
się wspólnie poprawnego pisania
polskiego i byli wzorem dla młodszej
generacji; zasiadali na krześle w
lokalach restauracyjnych, gdyż szkół
na ten użytek nie otrzymano - i wpajali
sobie zasady gramatyczne, lepiej od
niejednego ucznia szkół średnich.
Naród, tak długo pozbawiony nauczania w
języku ojczystym, umiał teraz cenić
szkołę ojczystą, toteż odnosił się
z wielką wdzięcznością do swych
nauczycieli, nie szczędził nawet grosza
ze swego skromnego zarobku na utrzymanie
tychże.
Najwięcej jednak w powiatach bytomskim,
tarnógórskim, zabrskim i katowickim
uczono się wtenczas po polsku. Liczba
tych, którzy brali udział w kursach i
nauczyli się póprawnie pisać po
polsku, dochodzi do 5000 osób. Później
dopiero, gdy na plebiscyt zjechała
większa liczba nauczycieli i
nauczycielek, uczono pisania polskiego i
w innych powiatach Górnego Śląska.
Luty roku 1920 przyniósł nową erę dla
Śląska. Po przeszło 150 latach
panowania pruskiego na Śląsku,
zawitały w kraj wojska zwycięskiej
koalicji. Ludność polska chciała
okupantów witać manifestacyjnie, ale ze
względu na to, że wojska przychodziły
w charakterze czysto neutralnym,
zaniechano wszelkich uroczystych
przyjęć i powitań.
Wojska Reichswehry i grencszucu, które
się tak dotkliwie dały we znaki
ludności polskiej na Górnym Śląsku,
opuściły Śląsk w tej wierze, że
niezadługo wrócą i odchodząc
wołały: "Do prędkiego widzenia na
niemieckim Śląsku!" Skończyły
się okrutne rządy Horsinga, który
pozostawił pamięć po sobie bardzo
smutną; przeklinany był przez tysiące
nieszczęśliwych rodzin, skazanych na
głód i poniewierkę. Lud polski
odetchnął i miał nadzieję, że już
nigdy nie zobaczy żołdaków pruskich na
Sląsku. Niestety nadzieje te nie
ziściły się w zupełności, gdyż po
dwóch latach wrócili do większej
części Ślaska Górnego żołnierze
Reichswehry, jak to byli zapowiedzieli.
NASTRÓJ I STAN PSYCHICZNY
LUDNOŚCI GORNOŚLĄSKIEJ PODCZAS
PRZYGOTOWAŃ DO GŁOSOWANIA LUDOWEGO
Nastąpił teraz okres przygotowawczy do
głosowania ludowego, które miało się
odbyć w nieokreślonym ściśle
terminie.
Plebiscyt, to słowo wielkie,
historyczne, które sprawiło, że
wszelkie potęgi zła i ciemności,
korupcji i demoralizacji wyszły na
światło dzienne i zaczęły swoje
niecne rzemiosło. W straszliwy i
niesłychany sposób rozpętały się
wszelkie namiętności i instynkty
ludzkie. Kto plebiscyt przeżył, ten nie
zapomni nigdy tego roku, zwłaszcza ci,
którzy przybyli w pomoc do pracy
plebiscytowej, przeżyli wielki czas
dziejowy i odnieśli wrażenia, jakich
już nie będą mieli w późniejszym
życiu; mogli się bowiem zapoznać z
psychą i wartością ludu śląkiego.
Działy się tu rzeczy, których tomy
całe nie opiszą i obfite tu było pole
do wszelkich badań i dociekań
filozoficznych i historycznych. Była to
walka wprawdzie nie orężna, ale walka
duchów, bój mogący być wyobrazicielem
tego wieku, starć narodowościowych,
które tu doszły do punktu
kulminacyjnego.
Zmierzyły się dwie rasy: germańska i
polska; a między tymi stanęli ci,
którzy nie chcieli przyznać się ani do
pierwszej, ani do drugiej, kosmopolici,
renegaci, Ślązacy, którzy chcieli
tworzyć osobny jakiś naród śląski.
Walkę tę można nazwać walką piór i
języków, gdyż wszystko, co żyło
wyciągnęło uzbrojone do boju w tę tak
potężną broń, jaką jest
piśmiennictwo i potęga wymowy. Można
powiedzieć, że ludzie stali się wtedy
ludziom wilkami; działy się w rodzinach
sceny, przechodzące pojęcia ludzkie i
niebywałe dotąd w społeczeństwach
ludzkich. Była to tragedja rodzinna i
społeczna, jakiej świat nie widział.
Cierpienia moralne, jakich lud w tej
walce plebiscytowej doznał i przeżył
są tak wielkie, że skutki ich
pozostaną na długo. Zburzono i wygnano
szczęście i pokój z tysięcy rodzin.
Eksperyment, który tutaj wykonano,
przyniósł nieoczekiwane rezultaty, ale
ujemne. Syn stanął przeciw ojcu, matka
przeciw córce, dzieci przeciw rodzicom,
a rodzice przeciw dzieciom; brat przeciw
bratu, poddany przeciw panu. Poglądy
wszystkich były tak sprzeczne, że
dochodziło nie tylko do kłótni, ale
obijano się wzajem. W środkach
zwalczania nie przebierano. Jaką tylko
metodę agitacji potrafił ktoś
wymyślić, był przyjmowany w szeregi
tych, którzy w stuczny sposób mieli
zdobywać głosy. Niejednokrotnie były
pałki w robocie; terrorem starali się
głównie Niemcy wpływać na słabych,
lękliwych i niezdecydowanych Polaków.
Kupowanie dusz zaczęło kwitnąć w
najlepsze u Niemców, którzy poprzez
tajny, ale dobrze pomyślany plan
naprawdę kupili tysiące głosów
naszych braci.
Wszystkie gmachy, rynki, pociągi,
pałace, chaty, miejsca zabaw i pracy
napełniły się krzykiem i zgiełkiem
agitacyjnym, dysputami, które tak
rozogniły ścierających się, że
doprowadzały do konfliktów bardzo
smutnych w następstwa. Nie było
czynnika kultury i barbarzyństwa, który
by nie był poszedł w służbę walk
plebiscytowych. Tu dopiero pokazało
się, jak wielką rolę odgrywa w życiu
ludów kwestia bytu i oświaty. Jak
głeboko muszą tkwić w duszy ludzkiej
zasady wychowania w duchu
narodowościowym, świadczy fakt, że w
niezliczonych wypadkach emigranci z
różnych sfer narodu, którzy przybyli z
wszystkich stron Niemiec, nie zgadzali
się ze swymi przekonaniami politycznymi
i narodowościowymi z najbliższymi
krewnymi; bywało, że nawet nie
odwiedzali swych najbliższych i
zamieszkali u obcych nam wrogów; nie
doznali przyjęcia u własnych ziomków,
ale pozostali w miastach; dzieci
przybywszy do rodziców, uciekały z domu
polskiego, albo też wypędzone zostały.
W dziejach świata nie działy się
rzeczy podóbne, jak w czasie
plebiscytowym na Górnym Sląsku. Jak
wielką rolę odgrywa w świecie w
chwilach tak poważnych pieniądz, nauka,
wychowanie, organjzacja, mieliśmy tego
najlepszy dowód na Górnym Śląsku.
Miasto Bytom było siedzibą Głównego
Komisariatu Plebiscytowego, na którego
czele stał Wojciech Korfanty. Tu
zbiegały się nici wszelkiej propagandy.
Na czele wydziału prawniczego stanął
adwokat Wolny. Wydział prawniczy kładł
podwaliny pod przyszłe sądownictwo
polskie w kraju, zapewniał ludności
opiekę prawną, a wobec komisarza
odgrywał rolę syndyka i doradcy
prawnego.
Wydział administracyjny przygotowywał
miejscowe kadry urzędnicze, celem
obsłużenia kraju z możliwie
największą sprawnością i
szybkością. Wydział prasowy miał
zadanie wielkie. Prasa stać się miała
najważniejszym środkiem agitacji. W
zaraniu swego istnienia komisariat nabył
dawny hakatystyczny dziennik
"Grenzzeitung" w Bytomiu i
uczynił go swym naczelnym organem
niemieckim. Prócz tego komisariat nabył
"Kreuzburger Zeitung" w
Kluczborku, mieście całkowicie niemal
zniemczonym. Z ramienia komisariatu
powstały pisma niemieckie,
przemawiające za przyłączeniem do
Polski: "Oberschlesischer Post"
(w Gliwicach), "Katholische
Volkszeitung" (w Rybniku),
"Oderwacht" (w Opolu),
"Oberschlesische Wegweiser" (w
Raciborzu), oraz organy polskie:
"Głogowianka" (w Głogówku),
"Kocynder" (pismo humorystyczne
w Bytomiu), tygodniki
"Sportowiec" i "Strzecha
Śląska" tamże, oraz "Nowiny
Ewangelickie" w Kluczborku.
Pole działania wydziału prasowego było
bardzo rozległe i najeżone
trudnościami bez liku. Nadomiar,
zawodowi polscy dziennikarze wzbraniali
się jechać na Górny Śląsk, wobec
czego zastąpili ich dyletanci,
przeważnie studenci, obdarzeni nieraz
wybitnym talentem, jako to Tyc (z
Monachium), Lutman i Rumun ze Lwowa,
którzy pisali artykuły polskie i
niemieckie. Pod wytrawną redakcją dr
Górskiego wychodził również francuski
organ komisariatu pt. "Le Messager
de la Haute Silesie".
Wydział kultury obejmował sekcje:
wychowania fizycznego, oświaty i
kultury. Do sekcji oświatowej i
kulturalnej wchodziły towarzystwa
śpiewacze, Tow. św. Jacka i inne,
które liczyły 30000 i nawet 50000
członków. Do wydziału wychowania
fizycznego należało życie sportowe,
harcerstwo, wycieczki itd. Organem tego
wydziału był tygodnik
"Jaskółka".
Wydział rolniczy powołał do życia
potężny Związek Rolników Śląskich.
Organem tego wydziału był
"Przewodnik Wiejski". Wydział
sprowadzał również nasiona, zboża na
siew, ziemniaki itd.
Poza tym istniały: wydział przemyłowo
- handlowy, wydział górniczy, wydział
kolei i poczt, wydział socjalny, który
roztaczał opiekę nad robotnikiem wobec
pracodawcy, wydział szkolny, który
prowadził propagandę w kołach
nauczycielskich, prowadził kursy
freblowskIe i seminaryjne i tworzył
kadry przyszłego szkolnictwa polskiego w
tym kraju. Wreszcie wypada wymienić
wydział gospodarczy, dzielący się na
trzy sekcje: osobową, kasową i
obiektów.
W samej centrali bytomskiej było
czynnych przed plebiscytem około 1000
osób, drugie zaś tyle pracowało w
komisariatach powiatowych, często z
narażeniem życia i zdrowia, ze względu
na ciągłe zaczepki i napady bojówek
niemieckich. Komisariatem pszczyńs,kim
zarządzał Jan Kędzior; w Katowicach
urzędował dr Jarczyk, który cudem
uszedł śmierci podczas rozruchów
sierpniowych, co mu nie przeszkodziło
trwać dalej na posterunku. W Bytomiu
urzędował dr Hlond, w Tarnowskich
Górach p. Gajdas, aptekarz; w Gliwicach
p. Orlicki, dyrektor banku; w Strzelcach
p. Michalski. Poprzednio był tam p.
Habryka człowiek dzielny, padł on
ofiarą obowiązku, jak wielu innych.
W powiecie lublinieckim działał p.
Hamerlok, w powiecie oleskim dr
Kołaczek, w pow. kluczborskim borykał
się z wrogą przewagą niemczyzny
nauczyciel Macura, ze Śląska
Cieszyńskiego; w pow. opolskim p. Kęsa,
w pow. prudnickim, na lewym brzegu Odry,
pośród bojówek niemieckich, uwijali
się jak w ukropie dr Obręba i dzielny
student medycyny Hauke. W pow. kozielskim
czynność komisarza sprawował dr Golus,
w powiecie raciborskim p. Strzoda,
dyrektor Banku Ludowego, w pow. rybnickim
dr Różański, w Zabrzu dr B.Hager, a w
Król. Hucie p. Piec. Należy tu
podnieść z wielkim uznaniem wielką
solidarność i jednomyślność
wszystkich stronictw, partii i obozów
politycznych Górnego Śląska. Obok
W.Korfantego i zwolenników jego,
pracował dla sprawy plebiscytowej J.
Biniszkiewicz wódz Polskiej Partii
Socjalistycznej. Wszyscy działali
zgodnie ręka w rękę dla jednej idei i
mieli tylko jeden cel wspólny na oku:
połączenie starej dzielnicy
piastowskiej z Macierzą. Najwięcej
dawał się odczuwać brak zdolnych
mówców, którzy by byli ludowi
wyjaśniali dokładnie znaczenie
plebiscytu i moment dziejowy Sląska. Ci,
którzy pracowali w zachodnich powiatach
G. Śląska, niejednokrotnie byli obijani
przez "sztostrupierów" i
narażani na utratę zdrowia i życia.
Jednym z głównych czynników
agitacyjnych i uświadamiających lud
śląski w czasie plebiscytowym był
teatr polski - ludowy, amatorski. Teatr
ten wędrowny przyczynił się wielce do
poznania i ukochania słowa i pieśni
polskiej. W rozlicznych wioskach terenu
plebiscytowego lud polski oglądał po
raz pierwszy widowiska sceniczne,
nabierał zamiłowania do rzeczy
swojskich i odchodził wzruszony i
pozyskany dla sprawy narodowej. Ten
środek kulturalny dopomógł wiele do
zwycięstwa plebiscytowego. Odznaczyły
się wtedy zespoły teatralne, które we
wszystkich powiatach G. Śląska dawały
przez cały okres plebiscytowy
przedstawienia. Szczególniejsze
powodzenie, oprócz innych, miał typowy
komik górnośląski, J .Rasek kierownik
w trupie teatralnej
"Wesołość", dalej kierownik
teatru "Fredro" Deja i Kopiec z
Laurahuty.
Bywały miejscowości, w których po
zebraniu się publiczności na
przedstawienie, taż musiała uciekać, a
aktorzy, pobici ukrywali i chronili się
przed okiem bojówek niemieckich, jak to
miało miejsce w Polskiej Cerkwi, w pow.
kozielskim, w Krapkowicach, w Opolskiem i
innych miejscach. Te teatralne trupy
ciągnęły ze wsi do wsi i wiodły
prawdziwy żywot apostolski.
WYNIK PLEBISCYTU I JEGO
NASTĘPSTWA
W pamiętnym dniu 20 marca 1921 r. odbył
się sławny na cały świat plebiscyt.
górnośląski. W największym spokoju
oddali obywatele tej prastarej ziemicy
polskiej swoje głosy za jednym z dwóch
państw - Polską albo Niemcami. Po
ogłoszeniu wyniku nastąpiło
rozczarowanie u Polaków i Niemców.
Każdy czuł, że rezultat takiego wyniku
będzie doniosły w skutkach, że sprawa
Górnego Sląska nieprędko będzie
przesądzona.
Tak się też stało, bo przeszło rok
rokowali i targowali się dyplomaci o ten
bogaty zakątek Europy. Jakkolwiek
większość gmin na terenie ściśle
polskim opowiedziała się za Polską, to
jednak dzięki włączeniu do terenu
plebiscytowego całych powiatów
niemieckich, większość głosów
niemieckich padła za Niemcami. Powiaty
te przysporzyły Niemcom około 200000
głosów. Cztery powiaty: pszczyński,
rybnicki, tarnogórski, strzelecki
oddały większość głosów za Polską.
Powiaty zaś jak: bytomski, katowicki i
zabrski nie osiągnęły większości
głosów polskich.
Nieszczęśliwe postanowienie
sprowadzenia około 200 tysięcy
emigrantów przyszporzyło głosów
Niemcom, gdyż prawie wszyscy emigranci
oddali głosy za nimi, zwłaszcza powiaty
rolnicze obfitowały w emigrantów, gdyż
z tychże powiatów wychodztwo było
silne, a kontrola Niemców ze strony
polskiej żadna, dlatego też sprowadzili
ich więcej, niż się należało. W
okręgu przemysłowym uzyskała Polska
wielką większość głosów. Za Polską
oświadczyło się 388532 obywateli, za
J. Niemcami 361314 głosów a więc
Polska uzyskała większość
bezwzględną 27218 głosów, czyli
przeszło 52% mieszkańców głosowało
za Polską.
Wynik ten jest tym bardziej decydujący,
że na ogólną liczbę głosujących
całego G. Śląska około 1200000
mieszkańców, głosowało w okręgu
przemysłowym 749846 obywateli, czyli
olbrzymia większość uprawnionych do
głosowania, bo przeszło 70%.
Gdyby nie przyłączono niektórych
powiatów Górnego Śląska, prawie
zupełnie niemieckich, do terenu
plebiscytowego, wynik byłby zupełnie
inny. Powiat głupczycki np. prawie cały
niemiecki, głosował też za Niemcami, a
i ludność innych powiatów po lewym
brzegu Odry opowiedziała się
przeważnie za Niemcami. Gdyby tylko
powiaty sięgające do prawego brzegu
Odry były głosowały, niezawodnie
zwycięstwo polskie byłoby zupełne. Od
chwili plebiscytu nie spoczęli Niemcy i
nie dali za wygraną. Poruszali wszystkie
sprężyny w świecie dyplomatycznym, aby
móc pozostawić przy państwie pruskim
jak największą część Sląska. Po
części im się sztuka udała.
Przygotowali całe bandy Selbstszutzu,
Orgeszów, które to zbóje miały za
zadanie terroryzować ludność polską
po wsiach i miastach. Trudno dziś
wyliczyć wszystkie bezprawia band,
które zniszczyły niejedno życie m,
łodeodebrały dzieciom ojca i matkę,
gospodarstwa zrujnowały i zamożnych
obywateli przyprowadziły do kija
żebraczego. Dziesiątki tysięcy
uchodźców musiało szukać schronienia
w obozach w Goczałkowicach i
Jastrzębiu. Tysiące z nich nabawiło
się chorób nieuleczalnych i wpadło w
skrajną nędzę duchową i materialną.
Aż po dziś dzień (1923) nie
skończyła się niedola tych prawdziwych
męczenników narodu. Los tych
nieszczęśliwych odczuje ten tylko, kto
podobne koleje przechodził. Ludzie,
którzy tak gorąco byli przywiązani do
siedzib i ziemi ojców swych, gwałtem
byli z niej wypchnięci. Trudno opisać
przeżycia tych tułaczy śląskich,
którzy poświęcili wszystko dla
ojczyzny i których liczba wynosi
przeszło 60000, gdyż narażając się
pragnęli gorąco wyswobodzenia Sląska i
chwały Polski.
Nie ma prawie jednej rodziny szczerze
polskiej i patriotycznej, która by nie
była złożyła hekatomby na ołtarzu
Ojczyzny. Planowo i systematycznie
zaczęli Niemcy najpierw wszystkich
światłych, wodzów, stan średni i
inteligencję rugować, terroryzować
tak, że prawie nikt z zaangażowanych w
polityce nie pozostał na Śląsku
Opolskim. Kto mógł uciekał nie
czekając aż go wypędzą z połamanymi
kośćmi. Jedni sprzedali za bezcen
mienie swoje Niemcom, inni zamieniali
realności, prawie zawsze gorzej
wychodząc na tego rodzaju interesie z
Niemcami. Reszta ludności polskiej,
która pozostała na posterunku,
sterroryzowana, nie mogła okazać swoich
najświętszych uczuć, ale musiała
milczeć i lękać się o swe życie i
mienie.
TRZY POWSTANIA GÓRNOŚLĄSKIE
1919, 1920, 1921
Walka, którą lud polski na Górnym
Śląsku prowadził ze swym wrogiem,
objawiała się w różnych formach.
Walcząc przez dziesiątki lat potęgą
ducha, nie zaniechał wreszcie użyć i
siły oręża. Opatrzność zrządziła,
że kiedy już prawie wszystkie środki
obrony przed zachłannością germańską
wyczerpano, przy końcu tych zmagań
spróbował lud śląski - szczęścia
wojennego. W ciągu trzech lat z rzędu,
trzy razy chwycił za oręż, aby się
uwolnić spod przemocy swych
ciemiężców.
Powstania te okupił on wielkimi
ofiarami. Stoczono na ziemi śląskiej
prawdziwą wojnę, która wprawdzie w
stosunku do wojny światowej maleje, lecz
co do rozmiarów swych, śmiało może
być porównana do wielu wojen z
przeszłości.
Główne przyczyny pierwszego powstania
były: okrutne rządy komisarza
państwowego Hoersinga i jego siepaczy w
postaci "grencszucu" i
Reichswehry; wrogie i prowokujące
zachowanie się pracodawców względem
robotnika polskiego; dalej, znęcanie
się nad bezbronną ludnością i
pozbawianie jej reszty praw przez
wszelkie czynniki rządowe i władze. Gdy
w Halembie żołnierze zastrzelili dwóch
robotników, wzburzenie doszło do
szczytu. Stało się to hasłem do
powstania.
Wybuchło w nocy z 16 na 17 sierpnia 1919
r. w częściach powiatu pszczyńskiego i
rybnickiego. W dniach następnych
powstały także części powiatów:
katowickiego, bytomskiego i
tarnogórskiego. Pruskie władze wojskowe
były przygotowane na to powstanie.
Toteż wysłały natychmiast do
miejscowości objętych powstaniem
przygotowane siły wojskowe, wyposażone
wc wszystkie środki nowoczesnej techniki
wojennej.
Naprzeciw
powstańców stanęły pociągi i
samochody pancerne, kulomioty i armaty,
toteż nic dziwnego, że nie mogli nasi
dzielni sprostać takiej potędze;
brakowało im najprostszej broni,
amunicji i wodzów. W walce nierównej
musieli ulec i schronić się za granicę
do Polski. Ci, co zostali i ludność
niewinna była skazana na najgorsze
prześladowania i musiała odbyć
prawdziwą drogę kalwaryjską. Po
tygodniu Niemcy donieśli, że na
Śląsku panuje spokój. Nastały teraz
dni najgorszego ucisku i terroru pod
dalszymi rządami Horsinga.
Kiedy w sierpniu roku 1920 wróg
bolszewicki stał już u bram miasta
Warszawy i kiedy wybuchł strajk na
Górnym Śląsku, wywołany przez
Niemców, a motłoch uliczny miasta
Katowic zamordował w bestialski sposób
żołnierza francuskiego i ogólnie
szanowanego lekarza dr Mielęckiego,
wtedy miarka cierpliwości ludu
śląskiego znów się przebrała i lud
roboczy Górnego Śląska stanął po raz
drugi do walki o swą wolność. Tym
razem ruch powstańczy ogarnął mniejsze
okręgi Górnego Śląska, ale odznaczył
się większą dyscypliną i
sprawnością jego uczestników. Niemcy
już mniej występowali czynnie,
sądząc, że teraz nie sprostają sile i
jednolitej postawie walczących.
Powstanie to mniej wyrządziło szkód
ludowi, gdyż pod okiem wojsk
okupacyjnych nie mogło przyjść do
większych prześladowań i zemsty ze
strony możnych jeszcze Niemców.
Gdy po niezupełnie zadowalającym wyniku
głosowania, rozpoczął się handel i
targ o bogatą ziemię górnośląską, a
wiadomość o zamiarze przyłączenia do
Polski tylko dwóch powiatów,
rybnickiego i pszczyńskiego miała się
stać faktem, wtedy na samą wieść w
pierwszych dniach maja 1921. r. stanął
jak jeden mąż lud polski do ostatecznej
rozprawy. Co miał najdroższego, niósł
w ofierze na ołtarz Ojczyzny, aby
zaświadczyć przed światem, że nie
pozwoli i nie zgodzi się nigdy na
niesprawiedliwy podział dzielnicy
piastowskiej. Nastąpiły teraz prawdziwe
i zacięte kilkumiesięczne boje o
wolność. Tu trzeba podkreślić
ponowną solidarność wszystkich partii
w walce orężnej o wolność Śląska.
Okrucieństwo Niemców nad schwytanymi
Polakami doszło teraz do szczytu;
przekroczyło ono wszystko, co dotychczas
widziano; zdawało się, że szał
zbrodniczy odebrał Niemcom rozumy.
Najgorsze znęcanie się nad powstańcem
polskim, nie odstraszyło jednak dzielnej
młodzieży od bronienia zdobytych
pozycji. Zdobywanie Góry św. Anny i
innych miejscowości Śląska pozostanie
na zawsze w pamięci. Z ciężkim sercem
poddawali się powstańcy rozkazom
odwrotu, od zdobytych i okupionych krwią
młodzieży, niw nadodrzańskich.
Skutki tych znagań się z potężnym
wrogiem były fatalne. Tysiące wdów i
sierot pozostało bez żywiciela. Ci,
którzy pośpieszyli z pomocą tym
biednym, byli Polacy amerykańscy. Już w
czasie plebiscytu okazali wielkie
zrozumienie dla znaczenia G. Śląska dla
Polski; miliony dolarów poszły na
potrzeby tej dzielnicy w celu pozyskania
jej i ulżenia rodzinom bohaterów.
DR JOZEF ROSTEK
Ur. (1859 r.) w Wojnowicach, k.
Raciborza. Nestor lekarzy polskich na
Górnym Śląsku, naczelnik Wydziału
Zdrowia Publicznego przy Wojew.
Śląskim. Został odznaczony przez Rząd
Polski - jako pierwszy Górnoślązak -
orderem "Polonia Restituta"
(Polska odrodzona) za wybitne zasługi
położone dla sprawy polskiej na Górnym
Śląsku. Dr Rostek był jednym z
najstarszych działaczy narodowych na
Śląsku; już jako student we Wrocławiu
(1880) brał w stowarzyszeniach
akademickich żywy udział w pracach nad
budzeniem ducha narodowego wśród
uczącej się młodzieży. Dr Rostek
nieraz głośno bronił prostej linii
narodowego postępowania.
JAN J. KOWALCZYK
Jan Jakób Kowalczyk urodził się 25
lipca 1872 r. w Krzyżowicach, pow.
pszczyńskim. Uczęszczał do gimnazjum w
Pszczynie, po którego ukończeniu udał
się na studia, najpierw teologiczno -
filozoficzne, a potem prawnicze do
Wrocławia. W 1902 r. zorganizował
spółkę wydawniczą
"Górnoślązak" w Katowicach.
Gazetę tę redagował do spółki z W.
Korfantym.
W 1903 r. kandydował na posła do
parlamentu niemieckiego z okręgu
pszczyńsko - rybnickiego, lecz przepadł
drobną mniejszością głosów. Za
przynależenie do tajnych organizacji
przeciwpaństwowych i za przestępstwa
prasowe przesiedział kilka miesięcy w
więzieniu i zapłacił niezliczone kary
pieniężne. Zrujnowany materialnie,
wyemigrował w 1906 r. do Ameryki gdzie
aż do 1913 r. redagował dzienniki
amerykańskie. Pozyskał sobie markę
pierwszorzędnego redaktora polskiego i
działacza narodowego.
Od 1913 pracował jako redaktor w
Warszawie. W dwa lata poźniej wysłany
do Kopenhagi, informował w roli
korespondenta społeczeństwo polskie o
wypadkach i polityce na szerokim
świecie. Pod względem oświaty i
polepszenia bytu robotnika polskiego w
Danii działał bardzo wiele. W 1917 r.
wydał książkę w języku angielskim
pt. "Prussian Poland", w
której omówił sytuację ekonomiczną i
polityczną w całym zaborze pruskim. W
tym samym czasie 'napisał książkę pt.
"Pategia" o zadaniach
gospodarki społecznej i narodowej na
zasadach akcji współdzielczej
wszystkich członków społeczeństwa.
W 1919 r. wyjechał do Ameryki i
wygłosił tamże na 70 wiecach i na 30
innych zgromadzeniach cały szereg mów;
zachęcał do składek i zebrał około
140000 dolarów, która to suma została
całkowicie obrócona na akcję
plebiscytową. Po powrocie do kraju w
1920 r. pracował w Komisariacie
Plebiscytowym przy Wydziale Reemigracji i
Propagandy. W międzyczasie objął
także Konsulat Polski we Wrocławiu.
Po plebiscycie wyjechał do Ameryki i
działał na polu dyplomatycznym i
prasowym nad szczęśliwym rozwiązaniem
kwestii górnośląskiej. Misję tę
spełnił należycie i w dodatku zebrał
na Czerwony Krzyż Górnośląski około
26000 dolarów, dzięki którym utrzymać
można było obóz uchodźców w
Goczałkowicach. Następnie jako członek
Naczelnej Rady Ludowej przyczynił się
do przygotowania objęcia Województwa
Śląskiego przez Polskę.
.Po objęciu Śląska przez Polskę
został członkiem Tymczasowej Rady
Wojewódzkiej, do której należał aż
do jej prawem przepisanego rozwiązania w
październiku 1922 r. W dniu 12 listopada
został wybrany na senatora
Rzeczypospolitej Polskiej i został
członkiem komisji gospodarstwa
społecznego. Reskryptem ministra handlu
i przemysłu z czerwca 1922 r. otrzymał
nominację na komisarza rządowego dla
Izby Handlowej w Katowicach.
POSEŁ WOJCIECH KORFANTY
Poseł Wojciech Korfanty, urodzony
20.4.1873 w Sadzawce pod Laurahutą
uczęszczał do gimnazjum w Katowicach.
Słuchał prawa i ekonomi politycznej na
uniwersytecie w Berlinie i Wrocławiu.
Jako redaktor w Wielkopolsce i na Górnym
Śląsku przesiedział kilka miesięcy w
więzieniu pruskim. Obrany w roku 1903
posłem do parlamentu niemieckiego na
okręg Katowice - Zabrze a w następnych
latach i do sejmu w Wielkopolsce,
zasłynął jako pierwszorzędny mówca
parlamentarny.
Słynne są jego mowy, wygłoszone w
sejmie pruskim i parlamencie niemieckim.
W obronie ludu polskiego, prawa i
sprawiedliwości, zabierał zawsze głos;
chłostał niemiłosiernie Niemców,
zwalczał ich antypolską politykę. Z
walki z Niemcami wychodził zawsze
zwycięsko.
Mianowany komisarzem plebiscytowym,
przyczynił się do odniesienia
zwycięstwa polskiego przy plebiscycie.
Następnie jako wódz ludu w czasie
trzeciego powstania na Górnym ŚIąsku
starał się walką orężną wyzwolić
ludność górnośląską z jarzma
niewoli; na drodze dyplomatycznej -
chciał wykorzystać zwycięstwo
odniesione przy plebiscycie i w
powstaniu. W lipcu 1922 roku obrany
prezydentem ministrów w Warszawie,
utworzył gabinet. W walce z lewicą i z
Naczelnikiem Państwa jednak uległ i
musiał zrezygnować z urzędu. Obrany w
roku 1922 posłem do sejmu śląskiego i
warszawskiego.
PIERWSZY WOJEWODA ŚLĄSKI JÓZEF
RYMER
Józef Rymer był samoukiem. U rodził
się w roku 1882 w Zabełkowie w pow.
raciborskim. Wywędrował jako
młodzieniec do Westfalii, gdzie
pracował jako górnik. Należał tam do
szeregu organizacji polskich. Już z
wiosną 1908 r. stanowił dużą
konkurencję w Zjednoczeniu Zawodowym
Polskim dla p. Sosińskiego, który
wypłynął jako prezes tej
rozrastającej się organizacji robotnika
polskiego.
Los rzucił Józefa Rymera na ważną dla
robotnika polskiego placówkę. Objął
bowiem stanowisko rzecznika przy
najwyższym sądzie dla spraw
ubezpieczeniowych w Berlinie. Na
placówce tej pracował kilka lat, aż w
roku 1913 walne zebranie ZZP obrało go
prezesem. Działalność jego jako
prezesa ZZP rozpada się na dwa okresy:
aż do wybuchu wojny światowej i okres
wojenny.
Po rewolucji w Niemczech, na sejmiku
dzielnicowym w Poznaniu w grudniu 1818
wybrano go do Naczelnej Rady Ludowej,
która zamianowała go komisarzem.
Podczas obrad Kongresu pokojowego w
Paryżu był delegatem specjalnie do
spraw robotniczych, które stanowiły
osobny problem ówczesnej konferencji
międzynarodowej. Stąd też obdarzyła
go Polska mandatem na zjazd
międzynarodowy dla tych spraw do
Ameryki. W wyborach do Sejmu
Ustawodawczego Wielkopolska obdarzyła go
mandatem poselskim. Podczas plebiscytu
należał do Komisariatu Plebiscytowego.
Podczas ostatniego powstania śląskiego
był członkiem Wydziału Wykonawczego i
stąd po utworzeniu Naczelnej Rady
Ludowej został jej prezesem, które to
stanowisko doprowadziło go do pierwszego
wojewody śląskiego. Zmarł 5 grudnia
1922 r.
JÓZEF BINISZKIEWICZ
Urodzony dnia 9 marca 1875 r. w Czempinie
w Poznańskiem. Po śmierci rodziców
wyszukał sobie jako trzynastoletni
chłopak naukę u szewca. Jako
szesnastoleni czeladnik udał się na
obczyznę i osiadł w Berlinie, gdzie
wstąpił dnia 5 lipca 1895 do P.P.S.
zaboru pruskiego. Już po krótkiej
działalności wybił się Józef
Biniszkiewicz dzięki niezwykłej
inteligencji, zdolności orientacyjnej na
czoło polskiego socjalizmu zaboru
pruskiego. Jako redaktor odpowiedzialny
"Gazety Robotniczej" organu
P.P.S. zaboru pruskiego, popadł J
.Biniszkiewicz bardzo rychło w zatargi z
pruskimi władzami i odsiadywał
kilkakrotnie w więzieniu kary
pieniężne. W roku 1906 wyjechał J
.Biniszkiewicz na G. Śląsk, gdzie
stanął na czele "Gazety
Robotniczej" i P.P.S. Tu postawił
sobie za zadanie uniezależnienie
polskiego ruchu socjalistycznego od
niemieckiego, widząc, że niemieccy
socjaliści nie uwzględniają
najelementarniejszych żądań polskich
robotników na polu narodowym.
Zadanie to przeprowadził w myśl hasła
"Wolna, Niepodległa i Trójzaborowa
Polska". Krótko przed wojną
dokonał jeszcze uniezależnienia ruchu
zawodowego od niemieckiego organizując
na zjeździe oświęcimskim C.Z.Z.P.
(Centralny Związek Zawodowy Polski).
Podczas wojny pruskiej władze
uniemożliwiły jeszcze dalsze wydawa nie
"Gazety Robotniczej." Po wojnie
brał J. Biniszkiewicz wybitny udział w
organizowaniu polskich Rad Ludowych razem
z p. Czaplą. Podczas plebiscytu był
zastępcą Korfantego w Polskim
Komisariacie Plebiscytowym. Położył tu
niemałe zasługi, ochraniając lud
robotniczy od gangreny prusko -
komunistycznej. Podczas pierwszego
powstania musiał uchodzić za granicę.
Krótko przed trzecim powstaniem
wyruszył na polecenie rządu polskiego w
misji dyplomatycznej do Rzymu w sprawach
Górnego Śląska. Na wiadomość o
wybuchu trzeciego powstania powrócił
natychmiast na G. Śląsk i był
członkiem najwyższej władzy
powstańczej.
Przy wyborach do Sejmu Śląskiego i
Warszawskiego został wybranyjako poseł
listy P.P S. do obu Sejmów. W sejmie
Śląskim wybrany został
wicemarszałkiem.
BRACIA WOZNIAKOWIE
Trzej księża Woźniakowie: Wilhelm,
Henryk i Karol oraz Fred Woźniak i ich
kuzyn Henryk Habryka przybyli z Ameryki
na Górny Śląsk w celu oddania głosów
swych przy plebiscycie i poświęcenia
się sprawie ojczystej. (Pochodzili z
Szopienic.) Najstarszy z księży,
Wilhelm, proboszcz w Madison, Illinois
Zjednoczone Stany Ameryki Północnej,
nie mógł głosu swego oddać i
wyjechał po drugim powstaniu do Ameryki,
złożywszy na sprawy narodowe 200
dolarów w ofierze.
Ks. Henryk pozostał nadal na G. Śląsku
i w chwili wybuchu trzeciego powstania
przyłączył się do szeregów
powstańczych i pozostał z nimi aż do
zlikwidowania tegoż. Na froncie
powstaniowym on jedynie nie wahał się
iść w największy ogień, aby nieść
pomoc umierającym i rannym. Różne inne
jego czyny i przygody są znane
powstańcom. Za jego działalność
odznaczony został Wstęgą Waleczności
l klasy i Krzyżem Walecznych.
Ks. Karol wyjechał z Ameryki do Francji
a potem do Polski. W randze majora brał
udział w wielu bitwach, (również w
wyprawie na Kijów i we wszystkich trzech
powstaniach górnośląskich. Powierzono
mu zorganizowanie baonu, z którym
wyruszył w trzecim powstaniu do ataku na
Katowice; stąd wycofawszy się,
zdobywał wszystkie miejscowości, które
stawiały opór, aż do rzeki Odry.
Wielkie zasługi położył około
zdobycia Kędzierzyna i Góry Sw. Anny.
Na Górnym Śląsku otrzymał
następujące odznaki: Wstęgę
Waleczności I klasy, Krzyż Walecznych i
"Virtuti militari".
Fred Woźniak służył już wpierw
warmii polskiej. Po zdemobilizowaniu go z
tejże przyjechał na Górny Śląsk,
gdzie zorganizował około 2000
powstańców, tworząc baon IV, którego
był komendantem. Jego to baon pierwszy
wkroczył do Kędzierzyna, jego baon też
jest zdobywcą Kędzierzyna. Katowice
były przez niego trzy razy atakowane i
zdobyte przez baon śmierci, lecz z
rozkazu Komisji Międzysojuszniczej
musiał je opuścić. Władze powstańcze
upoważniły go, aby utworzył osobną
grupę pod nazwą "Grupa
Woźniaka". We wszystkich atakach
powstańczych brał udział. Za zasługi
otrzymał: Wstęgę Waleczności. Krzyż
Walecznych i "Virtuti
militari".
Henryk Habryka pracował jako agitator
plebiscytowy w powiatach niemieckich
Górnego Śląska.
KAROL GRZESIK (HAUKE)
Urodzony w 1890 r. w maleńkiej wiosce
Siedliska, pow. raciborski, jako syn
prostego chałupnika.
Studiował we Wrocławiu. Brał udział w
wojnie światowej jako artylerzysta.
Został na krótki czas odkomenderowany
przez niemiecki sztab generalny jako
instruktor do tworzącej się wówczas
armii polskiej.
Należał do przywódców wojskowych na
Górnym Śląsku i po pierwszym powstaniu
został za swoją czynność uwięziony,
na 2 miesiące (miesiąc w Katowicach i
miesiąc w Raciborzu) i stawiony przed
sąd wojenny. Po drugim powstaniu
wstąpił do tak zwanej policji
plebiscytowej i był przez kilka
miesięcy komendantem 2 sotni w
Gliwicach. Wykrycie licznych magazynów
broni "sztostrupIerów"
niemieckich, w pow. gliwickim, było jego
dziełem.
Później został powołany jako adiutant
i przedstawiciel polski do sztabu
generalnego policji plebiscytowej w Opolu
przy Komisji Międzysojuszniczej.
Krótko przed powstaniem trzecim objął
główny inspektorat wojsk powstańczych
i w chwili wybuchu powstania dowództwo
Grupy Wschód (zajmującej okręg
przemysłowy) pod nazwiskiem Hauke. Po
zlikwidowaniu powstania został wysłany
jako delegat przez Związek Byłych
Powstańców do Ameryki, gdzie był
bardzo dobrze znany. Placówki by'łych
żołnierzy armii gen. Hallera w Ameryce
mianowały go członkiem honorowym.
Związek Narodowy Polski w Chicago,
Illinois, udekorował go złotą
odznaką.
KARTY MĘCZENNIKOW NARODOWYCH
GORNEGO ŚLĄSKA
Prawie cztery lata, od ukończenia wojny
światowej, aż do objęcia władzy na G.
Śląsku przez rząd polski, to czas
jednego pasma cierpień i męczeństwa
ludu polskiego na Śląsku.
Jednakowoż po upływie tego okresu
męczeństwo to nie dla całego Górnego
Śląska skończyło się, gdyż drugie
tyle ludności pozostało nadal w jarzmie
obcym.
Ile jednak przez ten czas społeczeństwo
śląskie doznało udręk i
prześladowań, nie można obliczyć,
miejsce w niniejszej książce jest na to
za szczupłe. Tysiące rodaków zupełnie
niewinnie pomordowanych przez Niemców,
zeszło ze świata w najokropniejszych
mękach, pomarło z mąk w lochach
więziennych i obozach internowanych, jak
w Chociebużu i innych miejscowościach.
Dziesiątki tysięcy tłukło się po
świecie z dala od swych siedzib; było
katowanych do krwi przez oprawców
teutońskich, którzy nie oszczędzili
nawet dzieci, starców i kobiet. Całe
pochody głównie biednych robotników
prowadzono na urągowisko Niemców po
ulicach miejskich. Prawdziwa to droga
męczeńska! Czasy te we wszystkim były
podobne czasom prześladowania i
okrucieństw rzymskich czasów -
tyranów. Nie ma wsi i miasta na Górnym
Śląsku, które by się nie mogły
poszczycić męczennikami za sprawę
narodową. Krew tych męczenników
będzie nasieniem nowych szermierzy idei
wolności i umiłowania ojczyzny i
pozostanie nadal największym bodźcem
dla przyszłych pokoleń w walce o prawa
ludzkości i wyzwolenie z przemocy i
ciemnych potęg.
|