Tarnogórski Program Edukacji Regionalne "Indianer"
serwis Portalu Powiatu Tarnogórskiego
www.tg.net.pl

autorstwo
: Zbigniew Markowski



 
  tematy powiązane:
    Ruch polski w TG w okresie powstań śląskich - tekst
Burmistrzowie międzywojnia - tekst
Tarnogórscy Donnersmarckowie - tekst
Dzieje Radzionkowa - tekst
Z dziejów Krupskiego Młyna - tekst
Kopiec Wyzwolenia - tekst
Tylko pamięć pozostała - scenariusz lekcji
dawne fotografie - fotografie
   

GÓRNY ŚLĄSK PO UKONCZENIU WIELKIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ

W czasie wielkiej wojny światowej cała praca narodowa leżała odłogiem; wojna bowiem wyrządziła wielkie szkody ludowi, nie tylko pod względem materialnym, ale i duchowym.

Po ukończeniu tejże zerwał się lud polski do nowego życia na Sląsku; zabrał się do pracy z nadzwyczajnym wysiłkiem i energią. Może nigdzie nie uczyniono w owym czasie tyle dla oświaty ludowej, jak tutaj; chciano bowiem za pomocą tego czynnika wyzwolić się spod jarzma niemieckiego. Była to więc zrazu walka nie fizyczna, orężna, ale moralna, duchowa, gdyż lud był jeszcze za słabym i ubogim, skazanym na siebie samego, aby się zmierzyć z potężnym wrogiem, chociaż pokonanym i osłabionym.

Z drugiej jednak strony, gdyby był ktoś wtedy już rzucił hasło do powstania przeciw Niemcom, byłoby można z większą jeszcze łatwością oswobodzić Górny Śląsk, niźli się to stało później w Wielkopolsce, gdyż ze strony Śląska byliby Niemcy najwięcej zagrożeni, mieli bowiem więcej obawy przed robotnikiem górnośląskim, przeczuwali bowiem, że przyjdzie kiedyś dzień, w którym lud polski na Śląsku pomści wiekowe krzywdy gnębicieli swoich i zerwie pęta niewoli, gdy tylko nadarzy się sposobność do tego.
Brak wszelkiego przygotowania, organizacji i wina miarodajnych czynników sprawiła, że nie wyzyskano tak odpowiedniej chwili, że nie ufano własnym siłom i wyrobieniu. Nie znalazł się wówczas umysł głębszy, któryby był potrafił przewidzieć niejedno naprzód i wystąpić jako wódz ludu w odpowiedniej porze. To zaniedbanie i niedołęstwo mści się do dziś na ludzie śląskim i narodzie całym. Tymczasem, gdy Górny Śląsk miał przypaść w całości Polsce, wróg nie spał. Starali się Niemcy wyzyskać położenie w inny sposób. Urządzali manifestacje narodowe na Górnym Śląsku, posyłali protesty do Ligi Narodów, fałszowali statystyki i wołali na cały świat, że lud polski Górnego Śląska nie chce słyszeć o Polsce. I udało im się, bo postanowiono dla Śląska Górnego nieszczęśliwy plebiscyt.

Ze strony polskiej ludności na Sląsku zabrano się też do pracy, ale innej wprawdzie. Samorzutnie zaczęto działać na polu politycznym i oświatowo - kulturalnym. Praca ta była zdwojona i tak gorączkowa, że stanęli do niej wszyscy ci, którzy się już postarzeli w pracach narodowych, stanęli do szeregu młodzi, którzy z rodzin i towarzystw wynieśli wychowanie i naukę czysto polską. Wtedy też po raz pierwszy większe ilości współbraci, renegatów i chwiejnych poczuła, że są Polakami i przyznała się otwarcie do polskości, stąd nazwa "Polacy listopadowi", gdyż dopiero wówczas w roku 1918 po osłabieniu Niemców odkrył niejeden ze zbłąkanych i wynarodowionych swoją narodowóść prawdziwą.

Któż policzy te wszystkie wiece, które we wszystkich miejscowościach, i w tej najmniejszej, odbyto. Cały szereg mówców przebiegał wsie i miasteczka; głoszono wszystkim nową erę życia, wolność, zwycięstwo nad fałszem, sprawiedliwość, która miała położyć kres bezprawiu, powoływano się na 14 punktów Wilsona, wierzono, że nastał dzień oswobodzenia dla wszystkich uciśnionych i ujarzmionych.

Znający poprawnie język polski, urządzali kursy pisania i czytania polskiego dla dorosłych, miewano wykłady, odczyty, wieczorki i zebrania, na które ludność tłumnie się zbierała. Życie narodowe tłumione tak długo, wybuchnęło teraz z całą siłą. Z zapałem każda gmina organizowała się pod względem oświatowo - kulturalnym.

Miło było spojrzeć wtedy, jak starsi wiekiem górnicy, liczący 40 - 50 lat życia, nawet starsi niektórzy, uczyli się wspólnie poprawnego pisania polskiego i byli wzorem dla młodszej generacji; zasiadali na krześle w lokalach restauracyjnych, gdyż szkół na ten użytek nie otrzymano - i wpajali sobie zasady gramatyczne, lepiej od niejednego ucznia szkół średnich. Naród, tak długo pozbawiony nauczania w języku ojczystym, umiał teraz cenić szkołę ojczystą, toteż odnosił się z wielką wdzięcznością do swych nauczycieli, nie szczędził nawet grosza ze swego skromnego zarobku na utrzymanie tychże.

Najwięcej jednak w powiatach bytomskim, tarnógórskim, zabrskim i katowickim uczono się wtenczas po polsku. Liczba tych, którzy brali udział w kursach i nauczyli się póprawnie pisać po polsku, dochodzi do 5000 osób. Później dopiero, gdy na plebiscyt zjechała większa liczba nauczycieli i nauczycielek, uczono pisania polskiego i w innych powiatach Górnego Śląska.

Luty roku 1920 przyniósł nową erę dla Śląska. Po przeszło 150 latach panowania pruskiego na Śląsku, zawitały w kraj wojska zwycięskiej koalicji. Ludność polska chciała okupantów witać manifestacyjnie, ale ze względu na to, że wojska przychodziły w charakterze czysto neutralnym, zaniechano wszelkich uroczystych przyjęć i powitań.

Wojska Reichswehry i grencszucu, które się tak dotkliwie dały we znaki ludności polskiej na Górnym Śląsku, opuściły Śląsk w tej wierze, że niezadługo wrócą i odchodząc wołały: "Do prędkiego widzenia na niemieckim Śląsku!" Skończyły się okrutne rządy Horsinga, który pozostawił pamięć po sobie bardzo smutną; przeklinany był przez tysiące nieszczęśliwych rodzin, skazanych na głód i poniewierkę. Lud polski odetchnął i miał nadzieję, że już nigdy nie zobaczy żołdaków pruskich na Sląsku. Niestety nadzieje te nie ziściły się w zupełności, gdyż po dwóch latach wrócili do większej części Ślaska Górnego żołnierze Reichswehry, jak to byli zapowiedzieli.

NASTRÓJ I STAN PSYCHICZNY LUDNOŚCI GORNOŚLĄSKIEJ PODCZAS PRZYGOTOWAŃ DO GŁOSOWANIA LUDOWEGO

Nastąpił teraz okres przygotowawczy do głosowania ludowego, które miało się odbyć w nieokreślonym ściśle terminie.
Plebiscyt, to słowo wielkie, historyczne, które sprawiło, że wszelkie potęgi zła i ciemności, korupcji i demoralizacji wyszły na światło dzienne i zaczęły swoje niecne rzemiosło. W straszliwy i niesłychany sposób rozpętały się wszelkie namiętności i instynkty ludzkie. Kto plebiscyt przeżył, ten nie zapomni nigdy tego roku, zwłaszcza ci, którzy przybyli w pomoc do pracy plebiscytowej, przeżyli wielki czas dziejowy i odnieśli wrażenia, jakich już nie będą mieli w późniejszym życiu; mogli się bowiem zapoznać z psychą i wartością ludu śląkiego.

Działy się tu rzeczy, których tomy całe nie opiszą i obfite tu było pole do wszelkich badań i dociekań filozoficznych i historycznych. Była to walka wprawdzie nie orężna, ale walka duchów, bój mogący być wyobrazicielem tego wieku, starć narodowościowych, które tu doszły do punktu kulminacyjnego.

Zmierzyły się dwie rasy: germańska i polska; a między tymi stanęli ci, którzy nie chcieli przyznać się ani do pierwszej, ani do drugiej, kosmopolici, renegaci, Ślązacy, którzy chcieli tworzyć osobny jakiś naród śląski. Walkę tę można nazwać walką piór i języków, gdyż wszystko, co żyło wyciągnęło uzbrojone do boju w tę tak potężną broń, jaką jest piśmiennictwo i potęga wymowy. Można powiedzieć, że ludzie stali się wtedy ludziom wilkami; działy się w rodzinach sceny, przechodzące pojęcia ludzkie i niebywałe dotąd w społeczeństwach ludzkich. Była to tragedja rodzinna i społeczna, jakiej świat nie widział.

Cierpienia moralne, jakich lud w tej walce plebiscytowej doznał i przeżył są tak wielkie, że skutki ich pozostaną na długo. Zburzono i wygnano szczęście i pokój z tysięcy rodzin. Eksperyment, który tutaj wykonano, przyniósł nieoczekiwane rezultaty, ale ujemne. Syn stanął przeciw ojcu, matka przeciw córce, dzieci przeciw rodzicom, a rodzice przeciw dzieciom; brat przeciw bratu, poddany przeciw panu. Poglądy wszystkich były tak sprzeczne, że dochodziło nie tylko do kłótni, ale obijano się wzajem. W środkach zwalczania nie przebierano. Jaką tylko metodę agitacji potrafił ktoś wymyślić, był przyjmowany w szeregi tych, którzy w stuczny sposób mieli zdobywać głosy. Niejednokrotnie były pałki w robocie; terrorem starali się głównie Niemcy wpływać na słabych, lękliwych i niezdecydowanych Polaków. Kupowanie dusz zaczęło kwitnąć w najlepsze u Niemców, którzy poprzez tajny, ale dobrze pomyślany plan naprawdę kupili tysiące głosów naszych braci.

Wszystkie gmachy, rynki, pociągi, pałace, chaty, miejsca zabaw i pracy napełniły się krzykiem i zgiełkiem agitacyjnym, dysputami, które tak rozogniły ścierających się, że doprowadzały do konfliktów bardzo smutnych w następstwa. Nie było czynnika kultury i barbarzyństwa, który by nie był poszedł w służbę walk plebiscytowych. Tu dopiero pokazało się, jak wielką rolę odgrywa w życiu ludów kwestia bytu i oświaty. Jak głeboko muszą tkwić w duszy ludzkiej zasady wychowania w duchu narodowościowym, świadczy fakt, że w niezliczonych wypadkach emigranci z różnych sfer narodu, którzy przybyli z wszystkich stron Niemiec, nie zgadzali się ze swymi przekonaniami politycznymi i narodowościowymi z najbliższymi krewnymi; bywało, że nawet nie odwiedzali swych najbliższych i zamieszkali u obcych nam wrogów; nie doznali przyjęcia u własnych ziomków, ale pozostali w miastach; dzieci przybywszy do rodziców, uciekały z domu polskiego, albo też wypędzone zostały.

W dziejach świata nie działy się rzeczy podóbne, jak w czasie plebiscytowym na Górnym Sląsku. Jak wielką rolę odgrywa w świecie w chwilach tak poważnych pieniądz, nauka, wychowanie, organjzacja, mieliśmy tego najlepszy dowód na Górnym Śląsku.

Miasto Bytom było siedzibą Głównego Komisariatu Plebiscytowego, na którego czele stał Wojciech Korfanty. Tu zbiegały się nici wszelkiej propagandy. Na czele wydziału prawniczego stanął adwokat Wolny. Wydział prawniczy kładł podwaliny pod przyszłe sądownictwo polskie w kraju, zapewniał ludności opiekę prawną, a wobec komisarza odgrywał rolę syndyka i doradcy prawnego.

Wydział administracyjny przygotowywał miejscowe kadry urzędnicze, celem obsłużenia kraju z możliwie największą sprawnością i szybkością. Wydział prasowy miał zadanie wielkie. Prasa stać się miała najważniejszym środkiem agitacji. W zaraniu swego istnienia komisariat nabył dawny hakatystyczny dziennik "Grenzzeitung" w Bytomiu i uczynił go swym naczelnym organem niemieckim. Prócz tego komisariat nabył "Kreuzburger Zeitung" w Kluczborku, mieście całkowicie niemal zniemczonym. Z ramienia komisariatu powstały pisma niemieckie, przemawiające za przyłączeniem do Polski: "Oberschlesischer Post" (w Gliwicach), "Katholische Volkszeitung" (w Rybniku), "Oderwacht" (w Opolu), "Oberschlesische Wegweiser" (w Raciborzu), oraz organy polskie: "Głogowianka" (w Głogówku), "Kocynder" (pismo humorystyczne w Bytomiu), tygodniki "Sportowiec" i "Strzecha Śląska" tamże, oraz "Nowiny Ewangelickie" w Kluczborku.

Pole działania wydziału prasowego było bardzo rozległe i najeżone trudnościami bez liku. Nadomiar, zawodowi polscy dziennikarze wzbraniali się jechać na Górny Śląsk, wobec czego zastąpili ich dyletanci, przeważnie studenci, obdarzeni nieraz wybitnym talentem, jako to Tyc (z Monachium), Lutman i Rumun ze Lwowa, którzy pisali artykuły polskie i niemieckie. Pod wytrawną redakcją dr Górskiego wychodził również francuski organ komisariatu pt. "Le Messager de la Haute Silesie".

Wydział kultury obejmował sekcje: wychowania fizycznego, oświaty i kultury. Do sekcji oświatowej i kulturalnej wchodziły towarzystwa śpiewacze, Tow. św. Jacka i inne, które liczyły 30000 i nawet 50000 członków. Do wydziału wychowania fizycznego należało życie sportowe, harcerstwo, wycieczki itd. Organem tego wydziału był tygodnik "Jaskółka".

Wydział rolniczy powołał do życia potężny Związek Rolników Śląskich. Organem tego wydziału był "Przewodnik Wiejski". Wydział sprowadzał również nasiona, zboża na siew, ziemniaki itd.

Poza tym istniały: wydział przemyłowo - handlowy, wydział górniczy, wydział kolei i poczt, wydział socjalny, który roztaczał opiekę nad robotnikiem wobec pracodawcy, wydział szkolny, który prowadził propagandę w kołach nauczycielskich, prowadził kursy freblowskIe i seminaryjne i tworzył kadry przyszłego szkolnictwa polskiego w tym kraju. Wreszcie wypada wymienić wydział gospodarczy, dzielący się na trzy sekcje: osobową, kasową i obiektów.

W samej centrali bytomskiej było czynnych przed plebiscytem około 1000 osób, drugie zaś tyle pracowało w komisariatach powiatowych, często z narażeniem życia i zdrowia, ze względu na ciągłe zaczepki i napady bojówek niemieckich. Komisariatem pszczyńs,kim zarządzał Jan Kędzior; w Katowicach urzędował dr Jarczyk, który cudem uszedł śmierci podczas rozruchów sierpniowych, co mu nie przeszkodziło trwać dalej na posterunku. W Bytomiu urzędował dr Hlond, w Tarnowskich Górach p. Gajdas, aptekarz; w Gliwicach p. Orlicki, dyrektor banku; w Strzelcach p. Michalski. Poprzednio był tam p. Habryka człowiek dzielny, padł on ofiarą obowiązku, jak wielu innych.

W powiecie lublinieckim działał p. Hamerlok, w powiecie oleskim dr Kołaczek, w pow. kluczborskim borykał się z wrogą przewagą niemczyzny nauczyciel Macura, ze Śląska Cieszyńskiego; w pow. opolskim p. Kęsa, w pow. prudnickim, na lewym brzegu Odry, pośród bojówek niemieckich, uwijali się jak w ukropie dr Obręba i dzielny student medycyny Hauke. W pow. kozielskim czynność komisarza sprawował dr Golus, w powiecie raciborskim p. Strzoda, dyrektor Banku Ludowego, w pow. rybnickim dr Różański, w Zabrzu dr B.Hager, a w Król. Hucie p. Piec. Należy tu podnieść z wielkim uznaniem wielką solidarność i jednomyślność wszystkich stronictw, partii i obozów politycznych Górnego Śląska. Obok W.Korfantego i zwolenników jego, pracował dla sprawy plebiscytowej J. Biniszkiewicz wódz Polskiej Partii Socjalistycznej. Wszyscy działali zgodnie ręka w rękę dla jednej idei i mieli tylko jeden cel wspólny na oku: połączenie starej dzielnicy piastowskiej z Macierzą. Najwięcej dawał się odczuwać brak zdolnych mówców, którzy by byli ludowi wyjaśniali dokładnie znaczenie plebiscytu i moment dziejowy Sląska. Ci, którzy pracowali w zachodnich powiatach G. Śląska, niejednokrotnie byli obijani przez "sztostrupierów" i narażani na utratę zdrowia i życia.

Jednym z głównych czynników agitacyjnych i uświadamiających lud śląski w czasie plebiscytowym był teatr polski - ludowy, amatorski. Teatr ten wędrowny przyczynił się wielce do poznania i ukochania słowa i pieśni polskiej. W rozlicznych wioskach terenu plebiscytowego lud polski oglądał po raz pierwszy widowiska sceniczne, nabierał zamiłowania do rzeczy swojskich i odchodził wzruszony i pozyskany dla sprawy narodowej. Ten środek kulturalny dopomógł wiele do zwycięstwa plebiscytowego. Odznaczyły się wtedy zespoły teatralne, które we wszystkich powiatach G. Śląska dawały przez cały okres plebiscytowy przedstawienia. Szczególniejsze powodzenie, oprócz innych, miał typowy komik górnośląski, J .Rasek kierownik w trupie teatralnej "Wesołość", dalej kierownik teatru "Fredro" Deja i Kopiec z Laurahuty.

Bywały miejscowości, w których po zebraniu się publiczności na przedstawienie, taż musiała uciekać, a aktorzy, pobici ukrywali i chronili się przed okiem bojówek niemieckich, jak to miało miejsce w Polskiej Cerkwi, w pow. kozielskim, w Krapkowicach, w Opolskiem i innych miejscach. Te teatralne trupy ciągnęły ze wsi do wsi i wiodły prawdziwy żywot apostolski.

WYNIK PLEBISCYTU I JEGO NASTĘPSTWA

W pamiętnym dniu 20 marca 1921 r. odbył się sławny na cały świat plebiscyt. górnośląski. W największym spokoju oddali obywatele tej prastarej ziemicy polskiej swoje głosy za jednym z dwóch państw - Polską albo Niemcami. Po ogłoszeniu wyniku nastąpiło rozczarowanie u Polaków i Niemców. Każdy czuł, że rezultat takiego wyniku będzie doniosły w skutkach, że sprawa Górnego Sląska nieprędko będzie przesądzona.

Tak się też stało, bo przeszło rok rokowali i targowali się dyplomaci o ten bogaty zakątek Europy. Jakkolwiek większość gmin na terenie ściśle polskim opowiedziała się za Polską, to jednak dzięki włączeniu do terenu plebiscytowego całych powiatów niemieckich, większość głosów niemieckich padła za Niemcami. Powiaty te przysporzyły Niemcom około 200000 głosów. Cztery powiaty: pszczyński, rybnicki, tarnogórski, strzelecki oddały większość głosów za Polską. Powiaty zaś jak: bytomski, katowicki i zabrski nie osiągnęły większości głosów polskich.

Nieszczęśliwe postanowienie sprowadzenia około 200 tysięcy emigrantów przyszporzyło głosów Niemcom, gdyż prawie wszyscy emigranci oddali głosy za nimi, zwłaszcza powiaty rolnicze obfitowały w emigrantów, gdyż z tychże powiatów wychodztwo było silne, a kontrola Niemców ze strony polskiej żadna, dlatego też sprowadzili ich więcej, niż się należało. W okręgu przemysłowym uzyskała Polska wielką większość głosów. Za Polską oświadczyło się 388532 obywateli, za J. Niemcami 361314 głosów a więc Polska uzyskała większość bezwzględną 27218 głosów, czyli przeszło 52% mieszkańców głosowało za Polską.

Wynik ten jest tym bardziej decydujący, że na ogólną liczbę głosujących całego G. Śląska około 1200000 mieszkańców, głosowało w okręgu przemysłowym 749846 obywateli, czyli olbrzymia większość uprawnionych do głosowania, bo przeszło 70%.

Gdyby nie przyłączono niektórych powiatów Górnego Śląska, prawie zupełnie niemieckich, do terenu plebiscytowego, wynik byłby zupełnie inny. Powiat głupczycki np. prawie cały niemiecki, głosował też za Niemcami, a i ludność innych powiatów po lewym brzegu Odry opowiedziała się przeważnie za Niemcami. Gdyby tylko powiaty sięgające do prawego brzegu Odry były głosowały, niezawodnie zwycięstwo polskie byłoby zupełne. Od chwili plebiscytu nie spoczęli Niemcy i nie dali za wygraną. Poruszali wszystkie sprężyny w świecie dyplomatycznym, aby móc pozostawić przy państwie pruskim jak największą część Sląska. Po części im się sztuka udała. Przygotowali całe bandy Selbstszutzu, Orgeszów, które to zbóje miały za zadanie terroryzować ludność polską po wsiach i miastach. Trudno dziś wyliczyć wszystkie bezprawia band, które zniszczyły niejedno życie m, łodeodebrały dzieciom ojca i matkę, gospodarstwa zrujnowały i zamożnych obywateli przyprowadziły do kija żebraczego. Dziesiątki tysięcy uchodźców musiało szukać schronienia w obozach w Goczałkowicach i Jastrzębiu. Tysiące z nich nabawiło się chorób nieuleczalnych i wpadło w skrajną nędzę duchową i materialną.

Aż po dziś dzień (1923) nie skończyła się niedola tych prawdziwych męczenników narodu. Los tych nieszczęśliwych odczuje ten tylko, kto podobne koleje przechodził. Ludzie, którzy tak gorąco byli przywiązani do siedzib i ziemi ojców swych, gwałtem byli z niej wypchnięci. Trudno opisać przeżycia tych tułaczy śląskich, którzy poświęcili wszystko dla ojczyzny i których liczba wynosi przeszło 60000, gdyż narażając się pragnęli gorąco wyswobodzenia Sląska i chwały Polski.

Nie ma prawie jednej rodziny szczerze polskiej i patriotycznej, która by nie była złożyła hekatomby na ołtarzu Ojczyzny. Planowo i systematycznie zaczęli Niemcy najpierw wszystkich światłych, wodzów, stan średni i inteligencję rugować, terroryzować tak, że prawie nikt z zaangażowanych w polityce nie pozostał na Śląsku Opolskim. Kto mógł uciekał nie czekając aż go wypędzą z połamanymi kośćmi. Jedni sprzedali za bezcen mienie swoje Niemcom, inni zamieniali realności, prawie zawsze gorzej wychodząc na tego rodzaju interesie z Niemcami. Reszta ludności polskiej, która pozostała na posterunku, sterroryzowana, nie mogła okazać swoich najświętszych uczuć, ale musiała milczeć i lękać się o swe życie i mienie.

TRZY POWSTANIA GÓRNOŚLĄSKIE 1919, 1920, 1921

Walka, którą lud polski na Górnym Śląsku prowadził ze swym wrogiem, objawiała się w różnych formach. Walcząc przez dziesiątki lat potęgą ducha, nie zaniechał wreszcie użyć i siły oręża. Opatrzność zrządziła, że kiedy już prawie wszystkie środki obrony przed zachłannością germańską wyczerpano, przy końcu tych zmagań spróbował lud śląski - szczęścia wojennego. W ciągu trzech lat z rzędu, trzy razy chwycił za oręż, aby się uwolnić spod przemocy swych ciemiężców.

Powstania te okupił on wielkimi ofiarami. Stoczono na ziemi śląskiej prawdziwą wojnę, która wprawdzie w stosunku do wojny światowej maleje, lecz co do rozmiarów swych, śmiało może być porównana do wielu wojen z przeszłości.

Główne przyczyny pierwszego powstania były: okrutne rządy komisarza państwowego Hoersinga i jego siepaczy w postaci "grencszucu" i Reichswehry; wrogie i prowokujące zachowanie się pracodawców względem robotnika polskiego; dalej, znęcanie się nad bezbronną ludnością i pozbawianie jej reszty praw przez wszelkie czynniki rządowe i władze. Gdy w Halembie żołnierze zastrzelili dwóch robotników, wzburzenie doszło do szczytu. Stało się to hasłem do powstania.

Wybuchło w nocy z 16 na 17 sierpnia 1919 r. w częściach powiatu pszczyńskiego i rybnickiego. W dniach następnych powstały także części powiatów: katowickiego, bytomskiego i tarnogórskiego. Pruskie władze wojskowe były przygotowane na to powstanie. Toteż wysłały natychmiast do miejscowości objętych powstaniem przygotowane siły wojskowe, wyposażone wc wszystkie środki nowoczesnej techniki wojennej.

Naprzeciw powstańców stanęły pociągi i samochody pancerne, kulomioty i armaty, toteż nic dziwnego, że nie mogli nasi dzielni sprostać takiej potędze; brakowało im najprostszej broni, amunicji i wodzów. W walce nierównej musieli ulec i schronić się za granicę do Polski. Ci, co zostali i ludność niewinna była skazana na najgorsze prześladowania i musiała odbyć prawdziwą drogę kalwaryjską. Po tygodniu Niemcy donieśli, że na Śląsku panuje spokój. Nastały teraz dni najgorszego ucisku i terroru pod dalszymi rządami Horsinga.

Kiedy w sierpniu roku 1920 wróg bolszewicki stał już u bram miasta Warszawy i kiedy wybuchł strajk na Górnym Śląsku, wywołany przez Niemców, a motłoch uliczny miasta Katowic zamordował w bestialski sposób żołnierza francuskiego i ogólnie szanowanego lekarza dr Mielęckiego, wtedy miarka cierpliwości ludu śląskiego znów się przebrała i lud roboczy Górnego Śląska stanął po raz drugi do walki o swą wolność. Tym razem ruch powstańczy ogarnął mniejsze okręgi Górnego Śląska, ale odznaczył się większą dyscypliną i sprawnością jego uczestników. Niemcy już mniej występowali czynnie, sądząc, że teraz nie sprostają sile i jednolitej postawie walczących. Powstanie to mniej wyrządziło szkód ludowi, gdyż pod okiem wojsk okupacyjnych nie mogło przyjść do większych prześladowań i zemsty ze strony możnych jeszcze Niemców.

Gdy po niezupełnie zadowalającym wyniku głosowania, rozpoczął się handel i targ o bogatą ziemię górnośląską, a wiadomość o zamiarze przyłączenia do Polski tylko dwóch powiatów, rybnickiego i pszczyńskiego miała się stać faktem, wtedy na samą wieść w pierwszych dniach maja 1921. r. stanął jak jeden mąż lud polski do ostatecznej rozprawy. Co miał najdroższego, niósł w ofierze na ołtarz Ojczyzny, aby zaświadczyć przed światem, że nie pozwoli i nie zgodzi się nigdy na niesprawiedliwy podział dzielnicy piastowskiej. Nastąpiły teraz prawdziwe i zacięte kilkumiesięczne boje o wolność. Tu trzeba podkreślić ponowną solidarność wszystkich partii w walce orężnej o wolność Śląska.

Okrucieństwo Niemców nad schwytanymi Polakami doszło teraz do szczytu; przekroczyło ono wszystko, co dotychczas widziano; zdawało się, że szał zbrodniczy odebrał Niemcom rozumy. Najgorsze znęcanie się nad powstańcem polskim, nie odstraszyło jednak dzielnej młodzieży od bronienia zdobytych pozycji. Zdobywanie Góry św. Anny i innych miejscowości Śląska pozostanie na zawsze w pamięci. Z ciężkim sercem poddawali się powstańcy rozkazom odwrotu, od zdobytych i okupionych krwią młodzieży, niw nadodrzańskich.

Skutki tych znagań się z potężnym wrogiem były fatalne. Tysiące wdów i sierot pozostało bez żywiciela. Ci, którzy pośpieszyli z pomocą tym biednym, byli Polacy amerykańscy. Już w czasie plebiscytu okazali wielkie zrozumienie dla znaczenia G. Śląska dla Polski; miliony dolarów poszły na potrzeby tej dzielnicy w celu pozyskania jej i ulżenia rodzinom bohaterów.


DR JOZEF ROSTEK

Ur. (1859 r.) w Wojnowicach, k. Raciborza. Nestor lekarzy polskich na Górnym Śląsku, naczelnik Wydziału Zdrowia Publicznego przy Wojew. Śląskim. Został odznaczony przez Rząd Polski - jako pierwszy Górnoślązak - orderem "Polonia Restituta" (Polska odrodzona) za wybitne zasługi położone dla sprawy polskiej na Górnym Śląsku. Dr Rostek był jednym z najstarszych działaczy narodowych na Śląsku; już jako student we Wrocławiu (1880) brał w stowarzyszeniach akademickich żywy udział w pracach nad budzeniem ducha narodowego wśród uczącej się młodzieży. Dr Rostek nieraz głośno bronił prostej linii narodowego postępowania.

JAN J. KOWALCZYK

Jan Jakób Kowalczyk urodził się 25 lipca 1872 r. w Krzyżowicach, pow. pszczyńskim. Uczęszczał do gimnazjum w Pszczynie, po którego ukończeniu udał się na studia, najpierw teologiczno - filozoficzne, a potem prawnicze do Wrocławia. W 1902 r. zorganizował spółkę wydawniczą "Górnoślązak" w Katowicach. Gazetę tę redagował do spółki z W. Korfantym.

W 1903 r. kandydował na posła do parlamentu niemieckiego z okręgu pszczyńsko - rybnickiego, lecz przepadł drobną mniejszością głosów. Za przynależenie do tajnych organizacji przeciwpaństwowych i za przestępstwa prasowe przesiedział kilka miesięcy w więzieniu i zapłacił niezliczone kary pieniężne. Zrujnowany materialnie, wyemigrował w 1906 r. do Ameryki gdzie aż do 1913 r. redagował dzienniki amerykańskie. Pozyskał sobie markę pierwszorzędnego redaktora polskiego i działacza narodowego.

Od 1913 pracował jako redaktor w Warszawie. W dwa lata poźniej wysłany do Kopenhagi, informował w roli korespondenta społeczeństwo polskie o wypadkach i polityce na szerokim świecie. Pod względem oświaty i polepszenia bytu robotnika polskiego w Danii działał bardzo wiele. W 1917 r. wydał książkę w języku angielskim pt. "Prussian Poland", w której omówił sytuację ekonomiczną i polityczną w całym zaborze pruskim. W tym samym czasie 'napisał książkę pt. "Pategia" o zadaniach gospodarki społecznej i narodowej na zasadach akcji współdzielczej wszystkich członków społeczeństwa.

W 1919 r. wyjechał do Ameryki i wygłosił tamże na 70 wiecach i na 30 innych zgromadzeniach cały szereg mów; zachęcał do składek i zebrał około 140000 dolarów, która to suma została całkowicie obrócona na akcję plebiscytową. Po powrocie do kraju w 1920 r. pracował w Komisariacie Plebiscytowym przy Wydziale Reemigracji i Propagandy. W międzyczasie objął także Konsulat Polski we Wrocławiu.

Po plebiscycie wyjechał do Ameryki i działał na polu dyplomatycznym i prasowym nad szczęśliwym rozwiązaniem kwestii górnośląskiej. Misję tę spełnił należycie i w dodatku zebrał na Czerwony Krzyż Górnośląski około 26000 dolarów, dzięki którym utrzymać można było obóz uchodźców w Goczałkowicach. Następnie jako członek Naczelnej Rady Ludowej przyczynił się do przygotowania objęcia Województwa Śląskiego przez Polskę.

.Po objęciu Śląska przez Polskę został członkiem Tymczasowej Rady Wojewódzkiej, do której należał aż do jej prawem przepisanego rozwiązania w październiku 1922 r. W dniu 12 listopada został wybrany na senatora Rzeczypospolitej Polskiej i został członkiem komisji gospodarstwa społecznego. Reskryptem ministra handlu i przemysłu z czerwca 1922 r. otrzymał nominację na komisarza rządowego dla Izby Handlowej w Katowicach.

POSEŁ WOJCIECH KORFANTY

Poseł Wojciech Korfanty, urodzony 20.4.1873 w Sadzawce pod Laurahutą uczęszczał do gimnazjum w Katowicach.
Słuchał prawa i ekonomi politycznej na uniwersytecie w Berlinie i Wrocławiu. Jako redaktor w Wielkopolsce i na Górnym Śląsku przesiedział kilka miesięcy w więzieniu pruskim. Obrany w roku 1903 posłem do parlamentu niemieckiego na okręg Katowice - Zabrze a w następnych latach i do sejmu w Wielkopolsce, zasłynął jako pierwszorzędny mówca parlamentarny.

Słynne są jego mowy, wygłoszone w sejmie pruskim i parlamencie niemieckim. W obronie ludu polskiego, prawa i sprawiedliwości, zabierał zawsze głos; chłostał niemiłosiernie Niemców, zwalczał ich antypolską politykę. Z walki z Niemcami wychodził zawsze zwycięsko.

Mianowany komisarzem plebiscytowym, przyczynił się do odniesienia zwycięstwa polskiego przy plebiscycie. Następnie jako wódz ludu w czasie trzeciego powstania na Górnym ŚIąsku starał się walką orężną wyzwolić ludność górnośląską z jarzma niewoli; na drodze dyplomatycznej - chciał wykorzystać zwycięstwo odniesione przy plebiscycie i w powstaniu. W lipcu 1922 roku obrany prezydentem ministrów w Warszawie, utworzył gabinet. W walce z lewicą i z Naczelnikiem Państwa jednak uległ i musiał zrezygnować z urzędu. Obrany w roku 1922 posłem do sejmu śląskiego i warszawskiego.

PIERWSZY WOJEWODA ŚLĄSKI JÓZEF RYMER

Józef Rymer był samoukiem. U rodził się w roku 1882 w Zabełkowie w pow. raciborskim. Wywędrował jako młodzieniec do Westfalii, gdzie pracował jako górnik. Należał tam do szeregu organizacji polskich. Już z wiosną 1908 r. stanowił dużą konkurencję w Zjednoczeniu Zawodowym Polskim dla p. Sosińskiego, który wypłynął jako prezes tej rozrastającej się organizacji robotnika polskiego.

Los rzucił Józefa Rymera na ważną dla robotnika polskiego placówkę. Objął bowiem stanowisko rzecznika przy najwyższym sądzie dla spraw ubezpieczeniowych w Berlinie. Na placówce tej pracował kilka lat, aż w roku 1913 walne zebranie ZZP obrało go prezesem. Działalność jego jako prezesa ZZP rozpada się na dwa okresy: aż do wybuchu wojny światowej i okres wojenny.

Po rewolucji w Niemczech, na sejmiku dzielnicowym w Poznaniu w grudniu 1818 wybrano go do Naczelnej Rady Ludowej, która zamianowała go komisarzem. Podczas obrad Kongresu pokojowego w Paryżu był delegatem specjalnie do spraw robotniczych, które stanowiły osobny problem ówczesnej konferencji międzynarodowej. Stąd też obdarzyła go Polska mandatem na zjazd międzynarodowy dla tych spraw do Ameryki. W wyborach do Sejmu Ustawodawczego Wielkopolska obdarzyła go mandatem poselskim. Podczas plebiscytu należał do Komisariatu Plebiscytowego. Podczas ostatniego powstania śląskiego był członkiem Wydziału Wykonawczego i stąd po utworzeniu Naczelnej Rady Ludowej został jej prezesem, które to stanowisko doprowadziło go do pierwszego wojewody śląskiego. Zmarł 5 grudnia 1922 r.

JÓZEF BINISZKIEWICZ

Urodzony dnia 9 marca 1875 r. w Czempinie w Poznańskiem. Po śmierci rodziców wyszukał sobie jako trzynastoletni chłopak naukę u szewca. Jako szesnastoleni czeladnik udał się na obczyznę i osiadł w Berlinie, gdzie wstąpił dnia 5 lipca 1895 do P.P.S. zaboru pruskiego. Już po krótkiej działalności wybił się Józef Biniszkiewicz dzięki niezwykłej inteligencji, zdolności orientacyjnej na czoło polskiego socjalizmu zaboru pruskiego. Jako redaktor odpowiedzialny "Gazety Robotniczej" organu P.P.S. zaboru pruskiego, popadł J .Biniszkiewicz bardzo rychło w zatargi z pruskimi władzami i odsiadywał kilkakrotnie w więzieniu kary pieniężne. W roku 1906 wyjechał J .Biniszkiewicz na G. Śląsk, gdzie stanął na czele "Gazety Robotniczej" i P.P.S. Tu postawił sobie za zadanie uniezależnienie polskiego ruchu socjalistycznego od niemieckiego, widząc, że niemieccy socjaliści nie uwzględniają najelementarniejszych żądań polskich robotników na polu narodowym.

Zadanie to przeprowadził w myśl hasła "Wolna, Niepodległa i Trójzaborowa Polska". Krótko przed wojną dokonał jeszcze uniezależnienia ruchu zawodowego od niemieckiego organizując na zjeździe oświęcimskim C.Z.Z.P. (Centralny Związek Zawodowy Polski). Podczas wojny pruskiej władze uniemożliwiły jeszcze dalsze wydawa nie "Gazety Robotniczej." Po wojnie brał J. Biniszkiewicz wybitny udział w organizowaniu polskich Rad Ludowych razem z p. Czaplą. Podczas plebiscytu był zastępcą Korfantego w Polskim Komisariacie Plebiscytowym. Położył tu niemałe zasługi, ochraniając lud robotniczy od gangreny prusko - komunistycznej. Podczas pierwszego powstania musiał uchodzić za granicę. Krótko przed trzecim powstaniem wyruszył na polecenie rządu polskiego w misji dyplomatycznej do Rzymu w sprawach Górnego Śląska. Na wiadomość o wybuchu trzeciego powstania powrócił natychmiast na G. Śląsk i był członkiem najwyższej władzy powstańczej.

Przy wyborach do Sejmu Śląskiego i Warszawskiego został wybranyjako poseł listy P.P S. do obu Sejmów. W sejmie Śląskim wybrany został wicemarszałkiem.

BRACIA WOZNIAKOWIE

Trzej księża Woźniakowie: Wilhelm, Henryk i Karol oraz Fred Woźniak i ich kuzyn Henryk Habryka przybyli z Ameryki na Górny Śląsk w celu oddania głosów swych przy plebiscycie i poświęcenia się sprawie ojczystej. (Pochodzili z Szopienic.) Najstarszy z księży, Wilhelm, proboszcz w Madison, Illinois Zjednoczone Stany Ameryki Północnej, nie mógł głosu swego oddać i wyjechał po drugim powstaniu do Ameryki, złożywszy na sprawy narodowe 200 dolarów w ofierze.

Ks. Henryk pozostał nadal na G. Śląsku i w chwili wybuchu trzeciego powstania przyłączył się do szeregów powstańczych i pozostał z nimi aż do zlikwidowania tegoż. Na froncie powstaniowym on jedynie nie wahał się iść w największy ogień, aby nieść pomoc umierającym i rannym. Różne inne jego czyny i przygody są znane powstańcom. Za jego działalność odznaczony został Wstęgą Waleczności l klasy i Krzyżem Walecznych.

Ks. Karol wyjechał z Ameryki do Francji a potem do Polski. W randze majora brał udział w wielu bitwach, (również w wyprawie na Kijów i we wszystkich trzech powstaniach górnośląskich. Powierzono mu zorganizowanie baonu, z którym wyruszył w trzecim powstaniu do ataku na Katowice; stąd wycofawszy się, zdobywał wszystkie miejscowości, które stawiały opór, aż do rzeki Odry. Wielkie zasługi położył około zdobycia Kędzierzyna i Góry Sw. Anny. Na Górnym Śląsku otrzymał następujące odznaki: Wstęgę Waleczności I klasy, Krzyż Walecznych i "Virtuti militari".

Fred Woźniak służył już wpierw warmii polskiej. Po zdemobilizowaniu go z tejże przyjechał na Górny Śląsk, gdzie zorganizował około 2000 powstańców, tworząc baon IV, którego był komendantem. Jego to baon pierwszy wkroczył do Kędzierzyna, jego baon też jest zdobywcą Kędzierzyna. Katowice były przez niego trzy razy atakowane i zdobyte przez baon śmierci, lecz z rozkazu Komisji Międzysojuszniczej musiał je opuścić. Władze powstańcze upoważniły go, aby utworzył osobną grupę pod nazwą "Grupa Woźniaka". We wszystkich atakach powstańczych brał udział. Za zasługi otrzymał: Wstęgę Waleczności. Krzyż Walecznych i "Virtuti militari".

Henryk Habryka pracował jako agitator plebiscytowy w powiatach niemieckich Górnego Śląska.

KAROL GRZESIK (HAUKE)

Urodzony w 1890 r. w maleńkiej wiosce Siedliska, pow. raciborski, jako syn prostego chałupnika.
Studiował we Wrocławiu. Brał udział w wojnie światowej jako artylerzysta. Został na krótki czas odkomenderowany przez niemiecki sztab generalny jako instruktor do tworzącej się wówczas armii polskiej.

Należał do przywódców wojskowych na Górnym Śląsku i po pierwszym powstaniu został za swoją czynność uwięziony, na 2 miesiące (miesiąc w Katowicach i miesiąc w Raciborzu) i stawiony przed sąd wojenny. Po drugim powstaniu wstąpił do tak zwanej policji plebiscytowej i był przez kilka miesięcy komendantem 2 sotni w Gliwicach. Wykrycie licznych magazynów broni "sztostrupIerów" niemieckich, w pow. gliwickim, było jego dziełem.
Później został powołany jako adiutant i przedstawiciel polski do sztabu generalnego policji plebiscytowej w Opolu przy Komisji Międzysojuszniczej.

Krótko przed powstaniem trzecim objął główny inspektorat wojsk powstańczych i w chwili wybuchu powstania dowództwo Grupy Wschód (zajmującej okręg przemysłowy) pod nazwiskiem Hauke. Po zlikwidowaniu powstania został wysłany jako delegat przez Związek Byłych Powstańców do Ameryki, gdzie był bardzo dobrze znany. Placówki by'łych żołnierzy armii gen. Hallera w Ameryce mianowały go członkiem honorowym. Związek Narodowy Polski w Chicago, Illinois, udekorował go złotą odznaką.

KARTY MĘCZENNIKOW NARODOWYCH GORNEGO ŚLĄSKA

Prawie cztery lata, od ukończenia wojny światowej, aż do objęcia władzy na G. Śląsku przez rząd polski, to czas jednego pasma cierpień i męczeństwa ludu polskiego na Śląsku.

Jednakowoż po upływie tego okresu męczeństwo to nie dla całego Górnego Śląska skończyło się, gdyż drugie tyle ludności pozostało nadal w jarzmie obcym.

Ile jednak przez ten czas społeczeństwo śląskie doznało udręk i prześladowań, nie można obliczyć, miejsce w niniejszej książce jest na to za szczupłe. Tysiące rodaków zupełnie niewinnie pomordowanych przez Niemców, zeszło ze świata w najokropniejszych mękach, pomarło z mąk w lochach więziennych i obozach internowanych, jak w Chociebużu i innych miejscowościach.

Dziesiątki tysięcy tłukło się po świecie z dala od swych siedzib; było katowanych do krwi przez oprawców teutońskich, którzy nie oszczędzili nawet dzieci, starców i kobiet. Całe pochody głównie biednych robotników prowadzono na urągowisko Niemców po ulicach miejskich. Prawdziwa to droga męczeńska! Czasy te we wszystkim były podobne czasom prześladowania i okrucieństw rzymskich czasów - tyranów. Nie ma wsi i miasta na Górnym Śląsku, które by się nie mogły poszczycić męczennikami za sprawę narodową. Krew tych męczenników będzie nasieniem nowych szermierzy idei wolności i umiłowania ojczyzny i pozostanie nadal największym bodźcem dla przyszłych pokoleń w walce o prawa ludzkości i wyzwolenie z przemocy i ciemnych potęg.


PORTAL POWIATU TARNOGÓRSKIEGO
www.tg.net.pl -
www.tarnowskiegory.net.pl - www.gornyslask.net.pl
e-mail | redakcja Portalu Powiatu Tarnogórskiego | reklama na Portalu