Tarnogórski Program Edukacji Regionalne "Indianer"
serwis Portalu Powiatu Tarnogórskiego
www.tg.net.pl

autorstwo
: Zbigniew Markowski



 
  tematy powiązane:
    Burmistrzowie międzywojnia - tekst
Tarnogórscy Donnersmarckowie - tekst
Dzieje Radzionkowa - tekst
Z dziejów Krupskiego Młyna - tekst
Kopiec Wyzwolenia - tekst
dawne fotografie - fotografie
   

POWIAT KROLEWSKA HUTA

Do powiatu katowickiego należała i wspomniana powyżej przez Lompę Huta Królewska (Konigshutte - Chorzów), ale wzrost jej był jeszcze szybszy niż Katowic, więc też ona została miastem w roku 1869, a wkrótce potem stała się sama dla siebie powiatem. Prusacy dali jej w herbie pół orła czarnego, literę "W" z koroną i dwa młotki górnicze. Stanowiła ona część dóbr mysłowickich. Pierwszą kuźnię założył w niej rząd pruski w 1802. W roku 1840 osada ta miała zaledwie 41 domów i 778 mieszkańców, ale już w 1870 r. liczba ich wzrosła do 7000, w 1900 roku 36500, a spis z 1911 r. wykazywał ich 73000.

Wsiąkły w nią grunty pobliskich wiosek Łagiewnik, Świętochłowic itd. Wszystko co posiadały Katowice, tak w dziedzinie urzędów i gospodarki miejskiej, jak w dziedzinie zakładów górniczych i przemysłowych, posiadała i Król. Huta, ale te ostatnie w większych jeszcze rozmiarach. Huty, będąc naprzód własnością skarbu, następnie hr. Henckla von Donnersmarck, w 1923 r. należały do Vereinigte Konigs - und Laurahutte Aktiengesellschaft w Berlinie. Katowice górują nad Królewską Hutą jedynie zewnętrznym wyglądem. Król. Huta ma bowiem czysty typ fabryczny. Za miastem na wzniesieniu stał brązowy posąg hr. Redena, założyciela górnośląskiego górnictwa. Do miasta należał zakład kąpielowy Amalienbad.

Szybki swój rozwój zawdzięcza Huta Królewska najbogatszym na Górnym Śląsku pokładom węgla (Konigsgrube). Ludności polskiej liczono 40 procent. Pomimo, że Królewska Huta z powiatami katowickimi była najsilniejszą na zachodzie G. Śląska twierdzą niemczyzny, głosowanie jednak wykazało, że ludność polska, mimo terroru spełniła swoją powinność. W okręgach miejskich głosy polskie stanowiły do 20 procent (13543 przeciw 53503 głosom niemieckim), w okręgu zaś wiejskim za Polską oświadczyło się 66699 - za Niemcami 52331.

CZĘSCI POWIATÓW TARNOGÓRSKIEGO I LUBLINlECKIEGO

Na północ od powiatu bytomskiego, rozciąga się powiat tarnogórski, którego część wschodnia wraz z miastem powiatowym Tarnowskie Góry przyznaną została Polsce. Powiat ten posiada rówież bogactwa kopalniane i wielkie zakłady przemysłowe. Obszar jego wynosi (1923 r.) 324 kilometrów kwadratowych z 80000 mieszkańców. Jest to płaskowzgórze, którego wyniosłość zwano Tarnowskimi Górami, dosięga 1,074 st. paryskich (Suchagóra). Znaczne są tu i obszary leśne; należały przeważnie do hr. Hencklów v. Donnersmarck. Najwięcej kopalń, hut i fabryk znajdowało się w południowej części powiatu. Wydobywano tu i kruszec srebrny.

Ten kruszec srebrny dał początek osadzie górniczej, powstałej na początku XVI wieku we wsi Tarnowice Stare. Pierwszy kawał litego srebra wydobył chłop Rybka w roku 1512. Miasto Tarnowskie Góry założyli w roku 1525 Jerzy margrabia brandenburski, władający Bytomiem i Jan, książę opolski - nadając mu prawa wolnego, górniczego miasta, które podlegało władzy starosty książęcego w pobliskim Świerklańcu. Żydzi mieli do miasta wstęp dozwolony tylko na 12 godzin, przy czym musieli 4 grajcary "płacić przy bramie".

W czasie wojny trzydziestoletniej, górnicy tutejsi, przeważnie luteranie, wystąpili przeciw wojskom cesarskim, za co cesarz Ferdynand II ukarał ich, oddając ich zbór, szpital i szkołę katolikom. W roku 1697 (23 lipca) August II przyjmował tu posłów polskich, witających go jako kandydata na króla. Górnictwo rozwinęło się tu na nowo w końcu 18 stulecia.

Utworzono zarząd górniczy, powstały nowe kopalnie i huty, z których największa Strzybnica, przezwaną została Friedrichshutte. Tarnowskie Góry miały w 1923 dwa kościoły katolickie, jeden ewangelicki, gimnazjum realne, szkołę handlową, szkołę górniczą itd. Liczyły 12000 mieszkańców. Wznosiły się w nich pomniki: ministra Steina - organizatora górnictwa śląskiego, oraz współzałożyciela miasta, Jerzego margrabiego brandenburskiego.

O kilka kilometrów od Tarnowskich Gór wznosi się nad samą granicą byłej Kongresówki zamek Hencklów v. Donnersmarck - Świerklaniec, po niemiecku Neu - Deck. Nazwa niemiecka pochodzI podobno od "znajdek": legenda bowiem opowiada iż ten zamek rozbójniczy, przypadkowo został odkryty "znaleziony". Dobra Świerklaniec z zamkiem, sięgającym XIII wieku, należały kolejno do Przemysława - ks. cieszyńskiego, do króla węgierskiego Macieja Korwina, Jana ks. opolskiego, wreszcie do margrabiów brandenburskich (Hohenzollernów), Hencklom nadał je Rudolf II. Od roku 1670 aż po dzisiejsze czasy, zamek przerabiano, odbudowywano - każdy wiek coś nowego mu dodał. Po ostatniej restauracji i dobudowie, przyjął on wygląd imponujący; jedna to z najwspanialszych rezydencji magnackich. Piękny i rozległy park zamkowy przechodzi aż poza granice Kongresówki.

Powiat lubliniecki leży na północ od tarnogórskiego i bytomskiego, a ze wschodu graniczy z byłą Kongresówką. Obszar jego wynosi 1010 km kw. z ludnością 60 tysięczną, zamieszkałą w 3 miastach, 65 gminach i 64 obszarach dworskich. Jest to płaskowzgórze, którego wyniosłość stanowi Góra Lubszańska (1187 stóp paryskich). Liczne źródła i strugi tworzą w nim wielkie stawy - posiada dużo lasów i torfowisk. Bogactw kopalnianych tu mało - przemysł ogranicza się na hutach żelaznych, gorzelniach, browarach, wapiennikach, garncarniach i młynach. 80 procent ludności mówi po polsku (1923 r.).

Miasto powiatowe Lubliniec jest oddalone o 35 kilometrów od Częstochowy. Miało powstać na miejscu, w którym ks. Władysław Opolski postawił kapliczkę (1272). Założycielem miasta był jego syn Bolesław. Było to miasteczko małe i brudne; w roku 1750 liczyło tylko 678 mieszkańców; w 1923 r. liczba ich wynosi 6000. Zajmują się przeważnie rolnictwem. Są tu fabryki asfaltu, likierów, lejarnia żelaza. Właściciel Lublińca w końcu XVIII wieku, radca sądowy Grotowski, założył własnym kosztem zakład wychowawczy dla sierot, który do dziś dnia istnieje. Z drukarni lublinieckiej wychodziły broszury Lompy i malarza Jana Gajdy, osiadłego w Lublińcu. Tu się urodził w 1841 r. największy poeta górnośląski, ks. Konstanty Damrot (pseudonim Czesław Lubiński). W pobliżu miasta wznosi się zamek, postawiony przez Bolesława ks. Opolskiego.

Lubliniec posiada trzy kościoły katolickie (jeden drewniany) i kościół ewangelicki. Z trzech miast powiatu, oprócz Lublińca, przypadły nam Woźniki (po stronie niemieckiej zostało miasto Dobrodzień - Guttentag.
Woźniki, leżące nad samą granicą byłej Kongresówki, o kilkanaście kilometrów od Częstochowy, liczą w 1923 r. 2000 mieszkańców. Spędził w tym miasteczku ostatnie lata swojego życia wspominany powyżej Józef Lompa. Przedtem mieszkał w Lubszy, posiadającej kościół z XIII wieku. Podanie opowiada, że gdy Kraków budowano, do Lubszy jeżdżono po piwo.

Był tu i zamek warowny, obszerny, czworoboczny, z 4 wieżami i salą ("świetlicą") tak, że można było w niej obrócić karetę w cztery konie zaprzężoną - ale na początku wieku dziewiętnastego nowy właściciel mury rozebrał.

Zamków w ogóle w lublinieckim powiecie jest sporo. Polsce przypadnie wspaniały zamek w Koszęcinie (w 1923 r. własności hr. Hohenlohe - Ingelfingen), o którym mówi podanie, że Sobieski udając się na wyprawę wiedeńską, mieszkał w nim u swego krewnego (?!) hr. Sobka; do ostatnich jeszcze czasów pokazywano część zamku, zwaną "pokojami królewskimi".

Jest w tym tyle prawdy, że podobno Sobieski z królową Marysieńką, lecz nie w czasie wyprawy wiedeńskiej, gościł na zamku koszęcińskim u barona von Rathena, po którym dobra koszęcińskie odziedziczył w roku 1693 zięć jego, baron Sobek.

RYBNIK I PSZCZYNA

Bezpośrednio do byłej Galicji przylega powiat pszczyński; granicę stanowią Wisła i Przemsza.

Było to niegdyś udzielne księstwo, przechodzące kolejno drogą kupna z rąk książąt raciborskich, do syna króla czeskiego Jerzego Podjebrada, do Kazimierza ks. cieszyńskiego, do magnata węgierskiego Turzona, aż wreszcie przeszło na własność rodziny Promnitzów, od której drogą spadku dostało się ks. Fryderykowi von Anhalt - Coethen (1767). Ostatnia dziedziczka tego rodu oddała rękę i księstwo hr. Janowi Hochbergowi, który w roku 1850 został podniesiony do stanu książęcego z tytułem księcia pszczyńskiego (Forst von Pless) i otrzymał jeszcze później predykat "Durchlaucht". Do 1848 r. panowie pszczyńscy posiadali w swym ręku wymiar sprawiedliwości, własną armię, odbierali przysięgę od poddanych a hołd od szlachty.

Księstwo pszczyńskie, będące własnością Jana (Hansa) Henryka XII, posiadało około 800 km kw. i liczyło 160000 mieszkańców. Część tego obszaru znajdowało się w powiecie katowickim. W olbrzymich lasach księstwa obejmujących około l00000 morgów, znajdował się słynny zwierzyniec, w którym przechowywano żubry, pochodzące od żubrów z puszczy białowieskiej, ofiarowanych przez Aleksandra II księciu Janowi Henrykowi XI, wielkiemu łowcy króla pruskiego (Oberjagermeister), szefowi urzędu polowań dworskich. Było to więc jedyne miejsce w Europie, posiadające ten gatunek, gdyż w Białowieży za okupacji niemieckiej i najścia bolszewików zupełnie żubry wytępiono.

Powiat pszczyński obejmuje 1.064 km kw. powierzchni. Znajdują się w nim trzy miasta, 93 gmin wiejskich i 80 obszarów dworskich. Stanowi on wyżynę, która pod Mikołowem dochodzi do 1.116 stóp (góra Łaziska). Klimat jest dość zimny, zboża dojrzewają o 14 dni później, niż w okolicznych powiatach. Według urzędowych wykazów ostatnich przedwojennych spisów ludności, 87 procent mieszkańców mówiło po polsku. Rolnictwo jest słabo rozwinięte, natomiast silną pozycję w gospodarstwie zajmuje przemysł leśny (smolarnie, terpentyniarnie itd.). Górnictwo (węgiel, galman, wapno) wytworzyło także odpowiednie gałęzie fabrykacji, jak wielkie piece, huty szklane, cynkowe, żelazne itp.

Miasto powiatowe Pszczyna (u Długosza Pschyna, po niemiecku Pless) leży nad rzeczką Pszczynką (po niemiecku Psinka), dopływem Wisły. Połączone koleją z Dziedzicami, odległe jest o niecałą milę od granicy galicyjskiej. Już w roku 1202 wzniesiono w nim drewniany kościółek św. Jadwigi; na miejscu zburzonego, stanął w roku 1653 murowany. Jest oprócz tego drugi kościół katolicki parafialny. Największą ozdobę architektoniczną Pszczyny stanowi zamek wzniesiony w roku 1734, wyrestaurowany przez ks. Hansa Henryka X około 1840 r. Przylega do niego piękny park, w którym wśród starych dębów, lip i wiązów, znajdują się malownicze stawy, połączone kanałami. W cieplarni parkowej rosną figi, przeszło 400 lat liczące. Pszczyna posiada kościół ewangelicki, synagogę, gimnazjum żeńskie, seminarium nauczycielskie, szpitale, wodociągi, gazownię miejską itd.

Ludność jej dochodzi do 6000, z których 4000 wyznaje religię katolicką. Oczywiście, jak we wszystkich miastach śląskich przeważali Niemcy, ale stosunkowo w Pszczynie najwięcej jeszcze słyszeć można było mowę polską i to mniej zepsutą, niż w innych okolicach Śląska, co zapewne zawdzięczać należy bezpośrednim stosunkom z Galicją i Królestwem. W roku 1842 i 1846 wydawał w Pszczynie Szemat "Tygodnik Polski"; po roku 1844 "Tygodnik Górnośląski"; w roku 1850 wychodził tu "Przyjaciel Ludu".

W powiecie pszczyńskim znajdują się jeszcze dwa miasta: Mikułów vel Mikołów (Nicolai) i Beruń vel Bieruń. Początek Mikołowa wyprowadza podanie od obozowiska mołdawskich handlarzy bydła, którzy tu mieli wznieść kościółek św. Mikołaja. Rzeczywiście Mikołów w szesnastym wieku był ważnym targowiskiem dla handlu bydłem, solą i wódką. Pożar, jaki zniszczył dokumenty, przechowane w ratuszu, pogrzebał i historię miasta. Wiadomo tylko, że osada była stara, bo wspomina już o niej dokument z roku 1228. Szwedzi w 1620 spustoszyli tak miasto, jak znajdujący się obok niego klasztor żeński. Mikołów liczy w 1923 r. 7000 mieszkańców i był na wskroś prawie niemiecki. Są w nim dwa kościoły katolickie, synagoga, szkoła 5 klasowa. Miasto ma charakter fabryczny, znajdują się w nim bowiem fabryka maszyn i kotłów parowych, papiernia, fabryka przetworów chemicznych, prócz tego posiada wielki młyn amerykański i kilka tartaków. W Mikołowie, mimo jego niemczyzny, rozwinęły się wydawnictwa polskie. Tu niezapomniany Karol Miarka wydawał swego "Katolika" i "Monikę". Potem Mikołów prawie wyłącznie dostarczał dla Śląska, a w części dla Galicji, książek do nabożeństwa i wydawnictw "zabawnych", straganowych, po odpustach i jarmarkach sprzedawanych. Wydawca - drukarz Nowacki, zarzucał sklepiki i księgarnie "pod gołym niebem" śpiewnikami, sennikami, "Genowefami", "żartami", poradnikami korespondencji miłosnej. O dawnych stosunkach Mikołowa z Krakowem świadczy istniejąca do dziś dnia ulica Krakowska. Jest tu stacja kolei katowicko - raciborskiej.

Bieruń, liczy około 3000 mieszkańców, posiada fabrykę dynamitu i zapałek, farbiarnię, fabryki sukna. Zródłem jego zamożności są również i wielkie stawy rybne. Wznosi się w nim kościół katolicki. Cmentarz zdobi kaplica, odnowiona z zapisu ks. Zychonia.W pobliżu miasta znajduje się góra Bieruń mająca wysokość 731 stóp paryskich.

Wspomnieć należy jeszcze o Goczałkowicach Dolnych. Wieś ta, położona nad Wisłą, przy drodze z Pszczyny do Galicji, znana była jedynie jako komora celna, ale po odkryciu w niej solanki bromowo - jodowej, stała się w krótkim czasie licznie odwiedzanym uzdrowiskiem.

Na zachód od powiatu pszczyńskiego leży powiat rybnicki, stanowiący niegdyś część Księstwa Raciborskiego. Przy podziale tegż księstwa (1474) powstało Księstwo Rybnickie. Kiedy król węgierski, Maciej Korwin, zawładnął Śląskiem, książę rybnicki Wacław zamierzał poddać się Polsce, ale Węgrzy zdobyli jego zamek, a ziemię rybnicką bez praw książęcych oddali niejakiemu Korpaczowi. Książęta raciborscy mieli prawa książęce; po ich wygaśnięciu (1532), prawa te przeszły do korony czeskiej. Dobra rybnickie przechodziły różnych właścicieli, najdłużej były w posiadaniu ks. Lobkowitzów (1575 - 1638) i hrabiów węgierskich (Wengerski), od których nabył je w roku 1788 Fryderyk Wilhelm II, przeznaczając je na fundację inwalidów.

Powiat rybnicki obejmuje 852 km kw. Stanowi płaskowzgórze, wznoszące się od 800 - 1000 stóp nad poziom morza; najwyższe punkty można uważać za krańcowe odnogi Beskidu Śląskiego. Gleba piaszczysta, pokryta przeważnie lasami sosnowymi, w dolinach pełno obszarów błotnych. Rozwojowi przemysłu sprzyjają obfite pokłady węgla i kopalnie żelaza.

Stąd też powstały liczne huty żelaza i miedziane, walcownie, huty szklane. Są też kopalnie wapna i gipsów. Ludność wynoszącą około 120000 mieszkańców, jest prawie wyłącznie polską i katolicką. Procent ludności polskiej jest tu najwyższy w całej Polsce bo dochodzi 95 procent. Liczne rzeki: Olza, Ruda, Rybnicka Woda, Pierówka, Sumina - mają bieg bystry i poruszają liczne młyny, tartaki i huty. Prócz trzech miast pow. rybnicki posiada 116 gmin i 83 obszarów dworskich.

Siedzibą władz powiatowych jest Rybnik nad Rybnicką Wodą, albo Rudą, zwaną także Rudawą. Był on czasowo rezydencją książąt, którzy zbudowali tu zamek. Do zabytków przeszłości należą w mieście dwa posągi św. Jana Nepomucena, oraz starożytna karczma, zwana "Świerklaniec" wspominana już w dokumencie z 1223 r. Był tu klasztor Dominikanek, założony około 1200 r. przez księżnę Ludomiłę, żonę Mieczysława, ks. śląskiego, a przeniesiony następnie do Czarnowąsa.

Miasto było ubogie (jeszcze w roku 1725 domy jego nie posiadały kominów), dopiero w połowie wieku ubiegłego, zaczęło się nieco podnosić. Dziś (1923) liczy około 7000 mieszkańców, których większość stanowi ludność katolicka. Posiada kościoły katolicki i ewangelicki, synagogę, szpital, dom inwalidów, ratusz z wieżą, wystawiony w roku 1823. W kościele zwraca uwagę piękny obraz Matki Bolesnej. Przemysł reprezentują gorzelnie, browary, fabryka sukna, garncarnie, młyny wodne, cegielnie. Głośne są rybnickie targi bydła, wyroby bednarskie. i stolarskie. W pobliżu Rybnika są kopalnie węgla, a we wsi Paruszowiec znajduje się najgłębszy w świecie otwór świdrowy (Bohrloch).

W powiecie znajdują się jeszcze dwa miasta: Wodzisław - osada starożytna, licząca w 1923 r. 3500 mieszkańców, przeważnie narodowości polskiej i Żory (vel Żydów) z 4000 mieszkańców. Były tu: odlewarnia żelaza, warsztaty sukiennicze i fabryka maszyn. W pobliskich Kokoszycach (Kokońcach), są kąpiele siarczane, które dawniej cieszyły się liczną frekwencją chorych.

Oba te powiaty, pszczyński i rybnicki, najdzielniej się spisały przy plebiscycie. W pierwszym było głosujących za Polską 46600, a za Niemcami 18400, w drugim 52400 i 27000. Wynik ten przede wszystkim zawdzięczać należy uświadomieniu ludu, na które nie bez wpływu zapewne jest bezpośrednia styczność z Królestwem i Galicją. Widać tu jednak jeszcze brak większych miast, które przeciętnie w trzech czwartych są zamieszkałe przez Niemców (1923 r.).

POWRÓT GÓRNEGO ŚLĄSKA NA ŁONO MACIERZY

Ziściły się życzenia wielkiego historyka polskiego, Jana dugosza z XV wieku, który - gdy Polska odzyskała Gdańsk i Pomorze - pisał swe pamiętne słowa: "Nie mało się cieszę, że wróciły do Polski pruskie ziemie, ale jeszcze więcej bym się radował i czuł się szczęśliwym, gdybym dożył tej chwili, gdy Śląsk, prastara piastowska dzielnica powróci na łono ojczyzny. Wtedy błogich doznałbym uczuć a miałbym milszy i w grobie spoczynek".

Spełniły się marzenia ojców, proroków i pisarzy górnośląskich, którzy przez wieki całe tęsknili za utraconą ojczyzną i opiewali w pieśniach swych nieszczęśliwy los śląskiej dzielnicy, oderwanej przed wiekami od pnia macierzystego. Spełniły się życzenia bohaterów górnośląskich, którzy, ze słowami na ustach: "Niech żyje Polska!", "Niech żyje polski Górny Śląsk!" umierali na polach Francji, Polski, Macedonii, Azji i niw nadodrzańskich.

Po wiekach, po tylu dyplomatycznych i krwawych nawet walkach, połączenie części Górnego Śląska z Macierzą stało się faktem dokonanym. Jednomilionowa ludność polska stała się wolną i odetchnęła spokojnie po wiekowej udręce, prześladowaniach, cierpieniach fizycznych i moralnych; znalazła się w wolnej i niepodległej Ojczyźnie, złożywszy wielkie ofiary okupu wolności.

Koleje, jakie Śląsk w dawnych wiekach a szczególnie w ostatnich latach przechodził, są tak ciekawe i dziwne, że podobnych prawie żaden kraj nie miał. Podbijany przez ościenne narody, przechodził z rąk jednego państwa w ręce drugiego. Nie dziwić się, gdyż jest to kraina naprawdę wyjątkowa, tak piękna i bogata, jakich mało mamy na globie ziemskim. Uposażona we wszystkie skarby naturalne, może zaspokajać wszelkie potrzeby dzisiejszego człowieka.

Nie dziwno tedy, gdy czytamy, że kiedy Fryderyk Wielki, król pruski, odebrał Śląsk Austrii, to Maria Teresa, cesarzowa austriacka, ile razy zobaczyła Ślązaka, płakała. Zaś Niemcy, mając w swym posiadaniu Śląsk, chełpili się zawsze, że to ich najcenniejsza, najśliczniejsza perła, najdroiszy klejnot w ich koronie. Umieli obcy ocenić wartość kraju i ludu śląskiego, więc też nie szczędzili żadnego trudu i ofiar, aby się utrzymać w posiadaniu tegoż. Dziś, gdy ta ziemia po siedmiu wiekach, przynajmniej w części wróciła na łono swej Macierzy, warto jej poświęcić nieco więcej uwagi: należy poznać jej bohaterów i cały jej lud; należy wspomnieć tych, którzy słusznie mogą nosić nazwę "Rycerzy pracy". Oni bowiem przyczynili się do odrodzenia i rozbudzenia ducha narodowego na Śląsku. Powinniśmy uczcić te czasy pracy, walk, owych gigantycznych zmagań w różnych dziedzinach życia z przemożnym wrogiem. Oddajmy cześć należną całemu bohaterskiemu i rycerskiemu ludowi i jego przywódcom, którzy przez lata całe kładli podwaliny pod byt polskości i Ojczyzny naszej. Bez uświadamiającej i organizatorskiej pracy w ostatnich zwłaszcza dziesiątkach lat, nie bylibyśmy doszli do wyników dzisiejszych; tak bowiem potrafili wrogowie zatruć ducha ludu tego, że niektóre jednostki wyszłe z niego, stawały się nieraz gorszymi tępicielami polskości i obyczajów narodowych, od samych najeźdźców.

Dziś, gdy Górny Śląsk wrócił na łono Macierzy, należy nam przypomnieć sobie tych, którzy płakali nad nieszczęśliwym losem kraju rodzinnego, co go opiewali w pieśnich i byli jego herosami i wieszczami, mężami zesłanymi przez Opatrzność, którzy wiedli lud ku lepszej przyszłości, co pracowali nad jego umoralnieniem i wykształceniem.

Zwróćmy oko na całą dzielnicę Śląską, na dawniejszy Śląsk Austriacki i na pruską prowincję Śląska, a przedstawi nam się cały kraj jakby jeden ogród, jakby kraina wymarzona w bajce. Olbrzymia część terenu śląskiego kryje w swym łonie niewyczerpane pokłady węgla, kruszców srebronośnych, galmanu, rudy żelaznej i innych ważnych środków służących do budownictwa jak: kamienia wapiennego, cementowego, gliny, piasku. Górny Śląsk, to kraina kominów i wieżyc wspaniałych kościołów, to symbol pracy i modlitwy. Druga wielka połać kraju, bogata w prześliczne góry, lasy, łąki, rzeki i stawy powiększa dobrobyt ludności; słowem jest to zakątek Europy, zamieniony prawie w raj przez dzielny, pracowity, słynny w całym świecie polski lud śląski.

Pomimo kordonów bowiem, Polacy na Śląsku nigdy nie zatracili łączności duchowej z Polską, a szczególnie z Małopolską; zwłaszcza z Krakowem. Wciąż utrzymywali stosunki religijne i kulturalne pomiędzy sobą. Wielu kształciło się w dawniejszych jeszcze wiekach na sławnej wszechnicy Jagiellońskiej w Krakowie i wracało do kraju rodzinnego, aby działać z pożytkiem dla jednego narodu, oddzielonego tylko granicami. W zeszłym jednak wieku, z rozwojem komunikacji, zaczęły wyruszać prawdziwe pielgrzymki z Górnego Śląska do Grodu Wawelskiego, do tej Mekki polskiej i tu na grobach swych świętych ziomków, św. Jacka, błog. Bronisławy i in. świętych polskich, w podziemiach wawelskich u grobów królów polskich i mężów zasłużonych na Skałce, szukali pociechy i siły do wytrwania, wiary w Zmartwychwstanie Ojczyzny; tu znajdowali otuchę, cierpliwość i odwagę do walki o najświętsze skarby swoje, wiarę i język.

Będąc oddzielonym kordonem od wspólnej Matki, Górnoślązak nigdy nie przetawał czuć się synem jednej wspólnej Ojczyzny i jedynym jego marzeniem życia było, raz w życiu przynajmniej pielgrzymować do Częstochowy, do stóp swej Królowej i tam przed cudownym obrazem prosić o litość nad ludem opuszczonym. Pielgrzymki do Czętochowy odbywali Polacy ze wszystkich stron Śląska; w dawniejszych czasach pieszo; i nie znajdzie się prawie na Górnym Śląsku domu, w którym by nie był zawieszony obraz Pani Jasnogórskiej.

Już w dawniejszych wiekach było dążenie przyłączenia Śląska do Polski. Daję tu poznać Czytelnikom zapatrywania i miłość kraju rodzinnego u jednego z wieszczów górnośląskich sprzed 300 laty, Szymona Pistoriusa z Opola, duchownego w Tarnowskich Górach, a od roku 1603 w Polsce, w Czarkowie nad Wisłą. Poeta ten był duchownym socyniańskim, wielkim filarem sekty bardzo słynnnej w całej Europie, a powstałej i twającej przeszło 110 lat w XVI i XVII wieku w Polsce. Szczęliwym trafem znaleziono w 1922 roku w Bibliotece Jagiellońskiej dziełko poetycznie napisane przez niego po łacinie - wówczas bowiem jeszcze bardzo mało pisano w Europie w językach ojczystych.

Pomiędzy poematami tegoż poety znajduje się nader charakterystyczny wiersz, który w tłumaczeniu poniżej podajemy. Jak widzimy, to poeta nasz opłakuje w wierszu tym swój nieszczęśliwy kraj rodzinny, ubolewa nad jego losem i pragnie połączenia Śląska z Macierzą. W wierszu tym daje nam poeta poznać nie tylko swój patriotyzm szczerze polski, swój żal i ból z powodu oderwania Śląska od Polski, ale poznajemy stąd, że już przed 300 laty mieli Ślązacy doskonałe zrozumienie polityczne i ekonomiczne, że znali doskonale znaczenie Polski dla Śląska i odwrotnie. Już wtedy, jak widać, istniało dążenie, zmierzające do połączenia Śląska z Polską; jeden z wielu dowodów, że w ciągu wieków budził się często duch narodowy na Śląsku i z różnych sfer wychodziły jednostki, które rozumiały i odczuwały krzywdy wyrządzone przed laty.

Kraju nieszczęśliwy, coś był ongiś częścią
Polski znaczną, pod wojny zginając się pięścią
Ach! dziś dopiero czujesz ogrom owej straty,
Że Cię ku klęsce Twojej odcięto przed laty.
Leżysz z ziemią zrównany, zniszczony, a krzepko
W mur ujęte Opole, co niegdyś kolebką
Moją było, gruzami zeszpecone wzdycha.
Bóstwo sprawiedliwości odeszło, i z cicha
Upadkiem szkół i świątyń pustoszą zamierasz,
Wszystko w chaos przedwieczny zamienia się teraz.
Tymczasowo ziemia Polska dalej kwitnie!
A i Ty, gdybyś trwał z nią złączony zaszczytnie,
Zażywałbyś wraz z nami dawnych przywilei -
Gdyby tak do pierwotnych wrócić dziei,
Jakbyś była szczęśliwą znów ojczyzno moja!

Z WIELKICH DNI GÓRNEGO ŚLĄSKA
WKROCZENIE WOJSKA POLSKIEGO NA ZIEMIĘ SLĄSKĄ DO MIASTA KATOWIC


Dnia 20 czerwca 1922 wojsko polskie wkroczyło na G. Śląsk pod wodzą generała broni Stanisława Szeptyckiego.

Obsadziło ono pierwszą strefę obszaru przyznanego Polsce, tj. miasto Katowice i powiat katowicki. Uroczystość powitania wojska polskiego odbyła, się według ułożonego programu. Już w nocy i wczesnym rankiem podążały liczne deputacje ze sztandarami i z muzyką, rano zaś niezliczone tłumy publiczności, ku granicy dotychczasowej pod Sosnowcem, gdzie na moście szopienickim wojska polskie przekroczyły granicę i gdzie też zostały powitane. Na powitanie przybyli na granicę przedstawiciele władz wojewódzkich, organizacji politycznych, społecznych i kulturalnych. Przybył p. wojewoda Rymer w otoczeniu członków Tymczasowej Rady Wojewódzkiej, obecni także byli p. poseł Korfanty i p. wiceminister Seyda Zygmunt, konsul generalny p. Kęszycki i wicekonsul p. Karszo - Siedlewski, członkowie Komitetu Przyjęcia Wojsk Polskich z prezesem J . Kowalczykiem na czele. Obecni byli także starosta powiatu katowickiego p. dr Mildner, prezes Związku Byłych Powstańców - p. Wyglenda, prezes Związku Hallerczyków p. major Bańczyk, przewodniczący rad obywatelskich powiatu katowickiego p. dr Hylla oraz wielu innych.

O godz. 8 rano przekroczyła granicę przednia straż armii wkraczającej na Śląsk, złożona z mniejszych oddziałów aut pancernych i kawalerii. O godz. 8 min. 15 przybył na granicę p. generał Szeptycki, w otoczeniu oficerów swego sztabu, między nimi p. generał Horoszkiewicz, dowódca 23 dywizji która przeznaczoną została dla G. Śląska. Dalej szef sztabu grupy generała Szeptyckiego pułkownik sztabu 23 dywizji, pułkownik Wzacny; dalej oficerowie sztabu: pułkownik Tieletschke, kapitanowie Eltelein i Bałaban; adiutanci rotmistrz Szaszowski i rotmistrz Pusłowski i inni. Nadjeżdżającego generała i sztab powitano radosnymi okrzykami. Ceremonia powitania oficjalnego odbyła się następująco: Przy dawnych budkach granicznych od strony polskiej i śląskiej ustawiono bramę powitalną, do której słupów przywiązany był łańcuch żelazny, pomalowany na czarno - biało (kolor pruski). Kiedy p. generał Szeptycki, który przyjechał na koniu, stanął przed łańcuchem, przemówił do niego naprzód, z urządzonej trybuny, p. wojewoda Rymer.

Mowę zakończył słowy: "Razem z Tymczasową Radą Wojewódzką tutaj zebraną, z którą mam imieniem Rzeczypospolitej Polskiej sprawować rządy w tym kraju, witam wkraczające wojsko polskie i jego dzielnego wodza! Generał Szeptycki i armia polska niech żyje!" Potem wszedł na mównicę delegat biskupi ks. prałat Kapica.

Po trzykrotnym powtórzeniu jego okrzyku końcowego: "Niech żyje Polska, niech żyje Górny Śląsk!", wśród uroczystej ciszy przemówił generał Szeptycki.

MOWA GENERAŁA SZEPTYCKIEGO

Panie Wojewodo! Prześwietna Rado Wojewódzka, Przewielebny Księże Delegacie i Wy drodzy Rodacy!

Zanim wstąpimy na bohaterską i męczeńską ziemię górnośląską, aby ją połączyć z Ojczyzną Polską, pozwólcie, że dawnym zwyczajem rycerzy polskich i według rytuału wojska polskiego złożymy hołd tej ziemi i jej synom. A więc naprzód fanfara na cześć ziemi górnośląskiej i Ludu Górnośląskiego! (Tu generał skinął i dał rozkaz do fanfary. Orkiestra wojskowa zagrała "Jeszcze Polska nie zginęła".) A teraz hołd i cześć poległym bohaterom tej ziemi za jej wyzwolenie i zjednoczenie z Polską!
(Generał dał znowu znak a muzyka wojskowa zagrała rzewny marsz żałobny.) A teraz prognoza na przyszłość! (I znowu generał skinął ręką a muzyka zagrała: "Nie rzucim ziemi skąd nasz ród!")

Chwila ta wywarła na obecnych ogromnie silne wrażenie i wywołała łzy głębokiego wzruszenia. Następnie p. generał Szeptycki mówił dalej:

"Zaznaczając, że wojsko polskie wkracza na Górny Śląsk jako gwarancja bezpieczeństwa publicznego, jako poparcie władz administracyjnych i że to też będzie zadaniem wojska polskiego, wkraczającego na G. Śląsk. Ziemi śląskiej zroszonej krwią walecznych bojowników powstańczych, armia polska bronić będzie całą siłą przed wrogiem zewnętrznym a także i przed wewnętrznym, gdyby, co nie daj Boże, przyjść miało do jakich zaburzeń lub niepokojów."

Okrzykiem na cześć Górnego Śląska zjednoczonego z Polską, zakończył generał Szeptycki swoje przemówienie.
Zebrani odpowiedzieli okrzykiem na cześć generała Szeptyckiego i armii polskiej, potem powstaniec - inwalida młotem rozbił łańcuch, którego dwa ogniwa środkowe związane były sznurem. Powstaniec zawołał: "Pękajcie okowy niewoli, Górny Śląsk jest wolny, armio polska wkraczaj nań i połącz go z Polską!" Łańcuch przerwany na dwie części opadł na ziemię, generał Szeptycki przekroczył granicę przy dźwiękach "Jeszcze Polska nie zginęła". Dziewczątko górnośląskie 6 - letnie wręczyło generałowi Szeptyckiemu bukiet z róż białych i czerwonych i wygłosiło do niego stosowny wierszyk z życzeniami.

Następnie p. generał Szeptycki wraz z wojskiem za nim postępującym ruszył na ziemię śląską i drogą przez Roździeń, Szopienice, Burowiec i Zawodzie udał się do Katowic. Przekroczenie granicy nastąpiło o godz 9 rano. Po drodze witano wszędzie entuzjastycznie wojsko polskie. Ludność górnośląska ustawiła się w szpaler od granicy aż do Katowic. Przed armią polską postępowały banderie włościańskie, towarzystwa zawodowe i kulturalne, Związek byłych Hallerczyków, Związek Byłych Marynarzy Polskich, "Sokoli", harcerze, powstańcy naczelnego wodza powstańczego majora Ludygi - Laskowskiego.

Kompania ta szła z karabinami, które potem w Katowicach oddała wojsku polskiemu.
Od granicy aż do Katowic ustawiono liczne i piękne bramy powitalne z odpowiednimi napisami. Ludność obrzucała gen. Szeptyckiego i wojsko kwiatami i witała je nieustannymi okrzykami entuzjazmu i radości. Bram powitalnych było około 30; oryginalną z nich, była brama na Zawodziu, zbudowana z węgla kamiennego, a przy niej ustawili się górnicy z zapalonymi lampkami, witając generała i wojsko górniczym "Szczęść Boże!" Wójt gminy Zawodzia powitał generała przemówieniem, wręczając mu chleb i sól. Generał Szeptycki podziękował za to powitanie serdecznymi słowami, wznosząc okrzyk na cześć ludu górnośląskiego i na cześć powstańców.

POWITANIE PRZEZ MIASTO KATOWICE

Na granicy miasta Katowic oczekiwał wojsko pierwszy burmistrz miasta dr Górnik z członkami Rady Miejskiej i magistratu. Pan dr Górnik przemówił do generała Szeptyckiego. P. gen. Szeptycki odpowiedział krótkim przemówieniem.
Potem przemówił po niemiecku przewodniczący katowickiej rady miejskiej lekarz dr Reichel.

Następnie generał Szeptycki odpowiedział krótko po niemiecku, dziękując za powitanie obywateli niemieckich miasta Katowic i zapewniając ich, że wojsko polskie i dla nich przynosi spokój i bezpieczeństwo, spodziewając się od nich nawzajem poszanowania prawa i autorytetu władzy polskiej.

UROCZYSTOŚĆ NA RYNKU KATOWICKIM

Następnie ruszył cały pochód dalej ku śródmieściu a wojsko polskie witane było entuzjastycznie przez ludność miasta z okien domów i z gęstych szpalerów na ulicach. U wejścia na rynek ustawiona była potężna brama powitalna z napisem "Niech żyje Polska", "Niech żyje Górny Śląsk!" Po ustawieniu się wojska, generał Szeptycki dokonał naprzód przeglądu wojska, które zapełniło cały rynek i przyboczne ulice. Wkroczenie wojsk polskich do miasta wywarło na wszystkich, nie wyłączając i Niemców, jak to mogliśmy stwierdzić, imponujące wrażenie. Wojsko swym wyglądem i swym marszem znalazło korzystną ocenę wszystkich. Z wszystkich okien domów na rynku witane było okrzykami i kwiatami. wszystkie też domy były udekorowane w sztandary i chorągiewki polskie, zieleń i kwiaty.

Po przeglądzie wojsk odbyła się na rynku msza polowa, odprawiona przy ołtarzu ustawionym na stopniach bramy Teatru Miejskiego. Mszę św. odprawił proboszcz parafii Najśw. Marii Panny w Katowicach, ks. dr Kubina, członek Tymczasowej Rady Wojewódzkiej w asyście ks. dziekana Skowrońskiego, ks. proboszcza Grunda i ks. Michała Lewka. W czasie mszy śpiewał chór "Ogniwo" pod batutą p. Lewandowskiego.

Po mszy odśpiewano "Ciebie Boże wielbimy" a ks. proboszcz Kubina pobłogosławił Przenajświętszym zebrane wojska i publiczność. W czasie nabożeństwa wojsko polskie prezentowało broń w chwli Podniesienia i w czasie Ewangelii, co zwłaszcza na Niemcach, którzy nie znali tego zwyczaju armii polskiej, wywarło głebokie wrażenie. Generał Szeptycki wraz ze sztabem ustawili się na koniach w pobliżu ołtarza.

Po nabożeństwie wszedł na mównicę p. poseł Korfanty i wygłosił mowę. Zakończenie mowy p. Korfantego brzmiało:
"Szanowni zgromadzeni! Ci rycerze polscy, piastunowie naszej suwerenności państwowej i tych szczytnych ideałów rycerskich i Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Polski, niech źyją!" Okrzyk ten zebrana na rynku ludność powtórzyła trzykrotnie. Mowę p. Korfantego przerywano też często hucznymi oklaskami i brawami.

Pan gen. Szeptycki odpowiedział z konia. Mowę swą zakończył okrzykiem na cześć Górnego Śląska, na cześć powstańców i na cześć posła Korfantego. Następnie gen. Szeptycki przez uścisk dłoni wyraził p. Korfantemu swoje powinszowanie, za nim zaś uczynili to wyżsi oficerowie sztabu generała Szeptyckiego oraz zebrani koło ołtarza uczestnicy uroczystości.

Powstańcy powiatu katowickiego grupy Fojkisa wręczyli następnie generałowi Szeptyckiemu olbrzymi miecz stalowy w wysokości jednego metra 80 cm, wagi około 10 kilo, jako dar grupy. Na mieczu, wykonanym w fabryce maszyn Skubali w Józefowcu, widnieje napis: "Składa się w dniu wkroczenia wojsk polskich na Górnym Śląsku, wkraczającemu generałowi powstańcy gupy Fojkisa. Czerwiec 1922". Następowały podpisy powstańców tej grupy.

Następnie odbyła się defilada wojskowa przed generałem Szeptyckim i zaproszonymi gośćmi, która wywołała u publiczności nowy zachwyt i entuzjastyczne okrzyki.

PO POŁUDNIU

O godz. 2-giej po południu wojewoda Rymer przyjmował generała Szeptyckiego, oficerów jego sztabu oraz zaproszonych gości oficjalnym śniadaniem w hotelu Savoy.
Po południu odbyła się zabawa ludowa w parku im. T. Kościuszki. O godz. 5-tej po południu odbyła się uroczysta zmiana warty głównej na rynku. Wartę powstańczą, ustawioną tam wczoraj po wyjściu Francuzów z Katowic, zluzowała warta wojska polskiego, co odbyło się uroczyście przy dźwiękach muzyki wojskowej i oddaniu wzajemnych honorów wojskowych.

PRZYJĘCIE WOJSK POLSKICH W KRÓLEWSKIEJ HUCIE

W dniu 23 czerwca 1922 wkroczyło wojsko polskie do Królewskiej Huty, jako do drugiej strefy. Na granicy miasta przywitał wkraczające wojsko imieniem ludności polskiej starosta powiatu bytomskiego p. dr Potyka, w krótkich słowach podkreślając wielką radość ludności polskiej, która wita żołnierzy, tak gorąco upragnionych jako wybawców ze swojej wiekowej niewoli. Muzyka zagrała "Jeszcze Polska nie zginęła", których to dźwięków tak długo niesłyszanych od wojska polskiego na G. Śląsku, ludność Śląska wysłuchała z wielkim rozrzewnieniem. Następnie przemówił p. wojewoda Rymer, witając wkraczające wojska polskie imieniem największego miasta Województwa Śląskiego i wznosząc okrzyk na cześć generała Horoszkiewicza, prowadzącego wojska oraz żołnierzy.

Po panu wojewodzie witał imieniem ludności niemieckiej radca miejski p. dr Noll.
Na mowę radcy miejskiego dr Nolla odpowiedział generał Horoszkiewicz, zaznaczając, że Polska traktować będzie zawsze z równą miłością wszystkich swoich obywateli, pomna swej dziejowej tradycji, według której tolerancja wobec innych przekonań jest zaszczytnie znana. Generał dziękował za słowa powitalne, zapewniając, że zadaniem jego będzie stać na straży spokoju i porządku. Następnie przemówił imieniem frakcji polskiej w Radzie Miejskiej oraz imieniem ludności polskiej Król. Huty p. radca Idźkowski. Po przmówieniu p. Idźkowskiego wystąpiła sędziwa obywatelka miasta Król. Huty, w stroju górnośląskim, niosąc na tacy chleb i sól - i przemówiła w rzewny sposób. Następnie małe dziewczynki wręczyły bukiety kwiatów generałowi a potem pochód ruszył dalej ulicą Katowicką naokoło rynku wspaniale przystrojonego w zieleń, chorągwie i emblematy narodowe, przed gmach ratusza, gdzie w imieniu polskich członków Magistratu i polskiej frakcji Rady Miejskiej przemówił p. radca Grześ, członek zarządu oddziału metalowców Zjednoczenia Zawodowego Polskiego.

Podczas przemówienia p. radcy Grzesia przyjechał samochodem p. generał Szeptycki, witany entuzjastycznie przez ludność polską. Następnie śpiewały połączone towarzystwa śpiewu, Król. Huty pod batutą Ponieckiego - hymn Rzeczypospolitej oraz najnowszy utwór Feliksa Nowowiejskiego, skomponowany specjalnie na dni wkroczenia wojska polskiego na Górny Śląsk. Po odśpiewaniu obu hymnów pochód ruszył dalej na ul. Cesarską i zatrzymał się pod wspaniałą bramą, na której stali przedstawiciele wszystkich stanów górnośląskich. Tutaj przemówił najpierw górnik p. Paluch, który witał generała wraz z wojskami w imieniu ludności pracującej pod ziemią. Następnie powitał w imieniu hutników w krótkich treściwych słowach p. Dubiel. Pochód ruszył dalej ul. Cesarską, wspaniale udekorowaną, witany entuzjastycznie przez wielkie rzesze ludności. Około godz. pół do 2-giej pochód stanął na obszernym placu Gneisenaua, gdzie ustawiony był ołtarz polowy i gdzie czekało na wkraczające wojska duchowieństwo Królewskiej Huty, wśród którego znajdowali się także księża niemieccy, z delegatem biskupim ks. prałatem Kapicą na czele. Po odbyciu przeglądu chór odśpiewał piękną pieśń, potem zabrał głos ks. kapelan Mendy.

W odpowiedzi ks. Mendemu, generał Szeptycki dał zapewnienie, iż armia polska wierna była i będzie tradycji historycznej i zawsze niewzruszenie i twardo stać będzie na gruncie katolickim. Dziękując za wzniosłe słowa pobudki ks. kapelana Mendego, zakończył generał swe przemówienie okrzykiem na cześć duchowieństwa polskiego i Kościoła Katolickiego.

Po przemówieniu tym odprawiono cichą mszę z asystą (ze względu na spóźnioną porę śpiewanej mszy św. już nie można było odprawić). Podczas mszy św. wykonały połączone chóry towarzystw śpiewackich miasta Król. Huty piękną mszę pod batutą p. Ponieckiego. Msza św. zakończyła się odśpiewaniem "Te Deum Laudamus", który to hymn przy akompaniamencie orkiestry towarzystw śpiewackich wzbił się z ust olbrzymiego tłumu olbrzymią pieśnią dziękczynną za cud wolności, dokonany dzisiejszym wkroczeniem wojska polskiego. Po nabożeństwie odbyła się na placu Gneisenaua defilada wojsk przed gen. Szeptyckim, po czym wojsko ugoszczono w ogrodzie szybu kopalni "Krug", a oficerów oraz zaproszonych gości w kasynie tejże kopalni, kosztem cechu rzeźnickiego i piekarskiego. Na obu przyjęciach wygłaszano szereg mów, między innymi mówił gen. Szeptycki, Wojewoda Rymer, Delegat Biskupi ks. prałat Kapica, dziennikarze itd. Po południu odbyła się na górze Redena zabawa ludowa, gdzie ludność witała entuzjastycznie gen. Szeptyckiego i oficerów. Powstańcy obnosili gen. Szeptyckiego na rękach.

PRZYJĘCIE WOJSK POLSKICH W PIEKARACH

W dniu 26 czerwca generał Szeptycki ze sztabem i przedstawicielami prasy udał się do trzeciej strefy części polskiej obszaru plebiscytowego, do której wkroczyły wojska polskie. Po drodze na granicy powiatu bytomskiego i katowickiego powitany został przez gminę Brzeziny, gdzie przemówił do generała ks. proboszcz Grund, wygnaniec z niemieckiej części G. Śląska. Po nim przemówił po niemiecku przedstawiciel kopalni cynku. Generał Szeptycki podziękował po polsku i po niemiecku. Równocześnie do Brzezin nadszedł szwadron ułanów, przeznaczony dla Tarnowskich Gór, który przedefilował przed generałem. Tak generał jak i wojska witane były entuzjastycznie przez ludność. Następnie udano się do Piekar, sławnego miejsca pątniczego, gdzie król Sobieski w pochodzie pod Wiedeń zatrzymał się i modlił przed Cudownym Obrazem Matki Boskiej Piekarskiej o zwycięstwo nad Turkami. Po drodze liczne tłumy z gmin Brzozozwic, Kamienia i Szarleja witały generała i wojsko. W Piekarach przy bramie triumfalnej, postawionej przy kościele historycznym, powitał generała 87 lat liczący starzec Hajda, znany pod nazwą "Wernyhory górnośląskiego" (jest on poetą i kompozytorem różnych pieśni ludowych i kościelnych). Hajda jest niewidomym od lat czterdziestu, utraciwszy wzrok swój wskutek wybuchu w kopalni. Przemówienie Hajdy poruszyło do łez obecnych. Generał podziękował nadzwyczaj serdecznie i zwłaszcza wzruszający był ustęp mowy jego, który brzmi: "Nie będzie Pan wprawdzie widział wojska polskiego, lecz usłyszy Pan za chwilę tętent ułanów polskich, którzy tędy przejeżdżać będą. Niech choćby to jest nagrodą za Pańską tęsknotę do Polski i za Pańskie cierpienia dla Polski." Następnie przemówiła przewodnicząca miejscowego Towarzystwa Polek p. Siwowa, znana działaczka w powiecie bytomskim, która w czasie pierwszego powstania wśród gradu kul uratowała przez wodę graniczną sztandar "Sokoła" polskiego. I na tą przemówienie generał odpowiedział serdecznie i żakończył okrzykiem na cześć matek górnośląskich, które wychowały tak dzielne pokolenie. Następnie ks. proboszcz Anders wygłosił przemówienie, przypominając generałowi, że w tej tu świątyni król Sobieski modlił się i ochrzczony był August Mocny.

Po błogosławieństwie udzielonym monstrancją, pochodzącą z fundacji króla Sobieskiego, generał i sztab udali się do zakrystii, gdzie pokazano generałowi kielich mszalny, pochodzący od Sobieskiego. Generał oraz oficerowie wpisali się do księgi pamiątkowej, w której zapisane są liczne imiona pamiętne, między innymi króla Sasa. Generał zapisał się jak następuje:

"Generał Broni Stanisław Szeptycki, któremu przypadło w udziale zaszczytne zadanie wprowadzenia wojska polskiego do prastarej dzielnicy piastowskiej, przybył na to święte miejsce, by uzyskać błogosławieństwo Matki Boskiej dla całej armii polskiej."

W TARNOWSKICH GÓRACH

W dniu 26 czerwca wojska polskie wkroczyły do Tarnowskich Gór w sile jednego pułku piechoty oraz jednego szwadronu kawalerii. Na granicy powiatu tarnogórskiego, w Swierklańcu, starosta powiatu p. Olejarczyk powitał wojska. Po powitaniu pochód ruszył dalej. U granicy miasta powitał wkraczające wojska po polsku i po niemiecku burmistrz miasta p. Michatz.

W tym momencie nadjechał generał Szeptycki ze sztabem, którego p. Michatz powitał ponownie. Następnie udało się wojsko na rynek, gdzie przed ratuszem odprawiono mszę polową. Mszę odprawił ks. proboszcz Banaś z Nakła, wypędzony z Raciborskiej Kuźni, w asystencji ks. Pasternaka i wikarego Doleżycha, obydwaj ze Strzybnicy i obaj uchodźcy. Następnie powitał wojska radny miasta Tarnowskich Gór i zarazem burmistrz Miasteczka p. Bondkowski. Odpowiedział mu generał Szeptycki, dziękując za powitanie i zapewniając, że armia polska bronić będzie tej ziemi, która wywalczyła sobie wolność.

W czasie uroczystości śpiewały dwa chóry, jeden ze Strzybnicy i jeden z Tam. Gór. Po nabożeństwie odbyła się defilada wojska, która wywołała entuzjazm ludności. Na czele pochodu kroczył oddział powstańców powiatu tarnogórskiego i banderia konna w stroju narodowym. O godz. pół do 1-szej generał udał się do Lublińca. Miasto Tarnowskie Góry było bogato udekorowane. Również gminy w powiecie przystrojone były odświętnie. Na drogach ustawione były bramy triumafalne; bram takich było przeszło 20. Ludność tworząca szpaler po drogach, prowadzących do miasta, entuzjastycznie witała wojska polskie. Wieczorem odbyło się przyjęcie na cześć generała Szeptyckiego i wojsk polskich, wydane przez starostę p. Olejarczyka i miejscowy komitet. Na bankiecie wygłoszono szereg mów, na które odpowiedział generał Szeptycki.

W LUBLINCU

W dniu 26 czerwca wojska polskie od strony Czętochowa - Herby wkroczyły do Lublińca. Na granicy powitał wojska starosta p. Niegolewski, oraz delegat miejscowego Komitetu. Po przecięciu symbolicznego łańcucha przez przewodniczącego miejscowej grupy Związku b. Powstańców, wojska przeszły kordon graniczny o godz. pół do 9-tej rano. O godz. pół do 12-tej wojska przybyły do Lublińca, witane po drodze przez wójtów trzech gmin: Lisowa, Kochanowice i Jaworznice.

Wojsko prowadził pułkownik Boksczanin. Przed wojskiem postępowała banderia włościańska, oraz kompania honorowa Związku b. Powstańców. Do Lublińca przeznaczony został 74 pułk piechoty pod dowództwem majora Marszałka oraz dywizjon artylerii. Po przybyciu wojsk na granicę miasta powitał wkraczający pułk, imieniem miasta, p. Rzeźniczek przewodniczący komitetu miejscowego. Niemiecki burmistrz miasta i dwóch radnych opuściło miasto rano tego samego dnia. W południe odbyła się na placu przed Strzelnicą msza polowa, którą odprawił kapelan pułkowy ks. Szymała w asystencji ks. proboszcza Gonski i ks. proboszcza Kurpasa, obu wygnańców z niemieckiej części G. Śląska. Po nabożeństwie wygłosił podniosłe przemówienie ks. Kulawy, przeor OO. Oblatów. Odpowiedział na nie generał Szeptycki, kończąc okrzykiem na cześć ludności i powstańców górnośląskich. Następnie odbyła się defilada wojskowa, po czym państwo Brelińscy przyjęli generała oraz jego sztab skromnym przyjęciem. W uroczystościach lublinieckich wzięła udział ludność całej polskiej części powiatu lublinieckiego, która przybyła bardzo licznie ze sztandarami do miasta Lublińca.

W PSZCZYNIE

W czwartek dnia 29 czerwca 1922 wojsko polskie wkroczyło do czwartej strefy plebiscytowej, tj. do powiatu pszczyńskiego. Uroczyste przyjęcie wojska odbyło się w Pszczynie i Mikołowie. Do Pszczyny, na czele wojsk, wkroczył generał Szeptycki; do Mikołowa zaś generał Horoszkiewicz.

We czwartek rano o godz. 8 wyjechał pan generał Szeptycki wraz ze sztabem i przedstawicielami prasy z Katowic do Goczałkowic, na pograniczu polsko - śląskim pod Dziedzicami. Tam na moście granicznym na górnej Wiśle odbyło się pierwsze powitanie wojska. Powitał je starosta powiatu pszczyńskiego p. dr Lerch, który przemówił najprzód do komendanta wkraczających oddziałów a następnie do pana generała Szeptyckiego. Granicę w tym miejscu przekroczył jeden szwadron V pułku strzelców konnych i jedna bateria 23 pułku artylerii polnej, przeznaczone dla garnizonu pszczyńskiegoo Po przemówieniu p. starosty Lercha, stanął przed symbolicznym łańcuchem granicznym powstaniec górnośląski z karabinem w ręku, z drugiej ząś strony łańcucha, od strony Polski przemówiła do powstańca mała dziewczynka Windiszówna, uczennica szkoły ludowej w Dziedzicach, która wygłosiła wierszyk: "Powitanie braci Slązaków!"

Następnie dziewczynka wręczyła powstańcowi bukiet z białych i czerwonych róż, za co powstaniec podziękował serdecznie, a następnie karabinem rozbił symboliczny łańcuch graniczny, wołając: "Pękajcie kajdany niewoli naszej!" Potem wśród entuzjastycznych okrzyków ludności ze śląskiej i polskiej strony, która po obu stronach zebrała się bardzo licznie ze sztandarami i muzyką, wojsko polskie przekroczyło o godz. 10 rano granicę. Po przedefiladowaniu przed generałem Szeptyckim, wojsko pomaszerowało przez Goczałkowice do Pszczyny, witane po drodze radośnie przez ludność z wszystkich wiosek, tworzącą szpaler przydrożny. Po drodze ustawiono też bramy triumfalne, których w powiecie pszczyńskim naliczono przeszło 50. Generał Szeptycki wraz z gośćmi, wsród których znajdował się pan poseł Korfanty z rodziną, wojewoda Rymer, p. dyrektor Kędzior, dr Golus, dr Rogaliński z Pszczyny, szef sztabu grupy gen. Szeptyckiego pułk. Prohaska, oficerowie sztabu tej grupy, prof. Pachoński z Krakowa, jako przedstawiciel Towarzystwa Obrony Kresów Zachodnich, naczelny komendant Policji Państwowej pułk. Hoszowski, szef G.-Śląskiej Policji Państwowej, pułk. Młodnicki, przedstawiciele prasy warszawskiej, krakowskiej i śląskiej, oraz wielu delegatów z Krakowa, Cieszyna, Bielska i Dziedzic - udał się następnie samochodami do Pszczyny, gdzie przy bramie triumfalnej, ustawionej kosztem zarządu dóbr księcia pszczyńskiego, oczekiwano na wojsko polskie. Na rynku zebrały się duże tłumy publiczności złożone z deputacji gmin całego powiatu pszczyńskiego. Miasto Pszczyna, a zwłaszcza rynek, było bogato udekorowane.

Po przybyciu wojsk do miasta, powitał je imieniem miasta p. burmistrz Figna, przemawiając po polsku i wręczając panu generałowi Szeptyckiemu chleb i sól. Pan generał Szeptycki podziękował za entuzjastyczne powitanie wojska i oświadczył, że wkraczające tu wojsko ma sobie za wielki zaszczyt, iż może przeżyć tę historyczną chwilę uwolnienia G. Śląska a zarazem, że może być ochroną dla ludności, która teraz wolna od samoobrony przeciwko wrogowi, będzie mogła oddać się tym więcej twórczej pracy zawodowej. Okrzykiem na cześć ludu górnośląskiego i na cześć powstańców zakończył pan generał swoje przemówienie. Następnie mała dziewczynka stosownym wierszem powitała generała i wojsko imieniem dzieci polskich miasta Pszczyny, zaś chłopczyk w narodowym stroju ludowym, powitał wojsko imieniem dzieci polskich powiatu pszczyńskiego, wręczając generałowi kwiaty.

Potem przemówił imieniem ludności niemieckiej miasta Pszczyny pan GrolI, zastępca przewodniczącego rady miasta, oraz syndyk zarządu dóbr księcia pszczyńskiego. Mowa jego miała charakter prowokacyjny i wywołała u zebranych głosy niezadowolenia, zwłaszcza, gdy zaczął wywodzić, że Pszczyna jest miastem czysto niemieckim. Kiedy zaś zaczął on generałowi Szeptyckiemu objaśniać traktat genewski, a zwłaszcza artykuły o ochronie mniejszości narodowej i przemówienie jego zanosiło się na wyraźną demonstrację polityczną, pan generał Szeptycki przerwał mu mowę, podziękował po niemiecku za powitanie, zapewniając go, że w Polsce tak polski jak i niemiecki obywatel może być pewny swych praw i bezpieczeństwa mienia i życia, o ile naturalnie spełni lojalnie swoje obowiązki państwowe. "Mogą być tego pewni - rzekł generał z naciskiem - i Niemcy w Pszczynie, a teraz do widzenia!" To taktowne a zarazem i stanowcze zareagowanie ze strony pana generała Szeptyckiego na demonstrację niemiecką pana Grolla, wywołało u zebranych ogólne uznanie - i jak nas poinformowano ze strony niemieckiej, także u Niemców nietaktowny krok p. GrolIa wywołał niezadowolenie.

Potem weszły polskie wojska na rynek, poprzedzone przez włościańskie banderie konne, stowarzyszenia i związki ze sztandarami i muzyką, oraz honorowa kompania byłych powstańców powiatu pszczyńskiego. Około zorganizowania wzorowego porządku zasłużył się miejscowy komitet a przede wszystkim powiatowy Związek Powstańców z p. Krzyżowskim na czele. Wkraczające na rynek wojsko powitano biciem w dzwony kościelne, muzyką wszystkich orkiestr i entuzjastycznymi okrzykami ludności, która zebrana była licznie także na dachach domów w rynku. Po ustawieniu się wojska dokonał jego przeglądu p. generał Szeptycki w asystencji p. posła Korfantego, do której go poprosił. Jak zawsze dotąd, tak i tu generał Szeptycki dokonał także przeglądu oddziałów powstańców. Następnie odbyła się o godz. 12.00 cicha msza św. przy ołtarzu polowym na rynku. Odprawił ją miejscowy proboszcz ks. Thielmann w asyście 2 miejscowych wikarych. Obecny był także delegat biskupi ks. prałat Kapica. W czasie mszy św. śpiewały pieśni kościelne chóry miejscowe i ze Śląska Cieszyńskiego.

Po nabożeństwie przemówił z ustawionej na rynku trybuny pan Krzyżowski, prezes powiatowego Zarządu Związku bo Powstańców na powiat pszczyński. Potem odbyła się defilada wojskowa na rynku przed generałem Szeptyckim i zaproszonymi gośćmi. Następnie Związek b. Powstańców podejmował obiadem w sali zabawowej w restauracji Białasa p. generała Szeptyckiego, korpus oficerski i gości. Równocześnie odbywała się w ogrodzie przy restauracji zabawa ludowa, na której przygrywały liczne orkiestry. W czasie obiadu wygłoszono szereg mów.
Wieczorem odbył się na cześć generała Szeptyckiego i gości raut, urządzony przez panie polskie w Pszczynie.

POWITANIE WOJSK POLSKICH W OSTATNIEJ STREFIE

Dnia 4 lipca 1922 wojska polskie wkroczyły do powiatu rybnickiego, jako ostatniej strefy obszaru plebiscytowego Górnego Śląska, przyznanego Polsce. Uroczyste przyjęcie wojska odbyło się w Rybniku, Żorach i Wodzisławiu, do których to miast przeznaczone zostały załogi wojskowe. Najuroczystsze przyjęcie odbyło się w Rybniku. Wojsko przeznaczone do tego miasta - 3 pułk strzelców podhalańskich i 1 bateria 23 pułku artylerii polnej - przyszło do Rybnika od strony Orzesza, dokąd przybyło koleją. Na granicy powiatu rybnickiego, przy Zawadzie koło Orzesza, powitał wojsko starosta powiatu rybnickiego p. dr Krupa. Na powitanie to odpowiedział komendant p. major Matuszek.

Na uroczystości w Rybnickiem wyjechał z Katowic o godz 9 p. generał Szeptycki w towarzystwie gen. Osieńskiego, dowódcy D.O.K. Krakowskiego szefa sztabu pułkownika Prohaski, oficerów sztabu i przedstawicieli prasy. Po drodze przed Rybnikiem minięto odpoczywające oddziały wojskowe, które witały obu generałów. Mnogie rzesze ludności, tworzące szpalery przydrożne jak też zdążające do Rybnika piechotą i furmankami, witały radosnymi okrzykami gen. Szeptyckiego i wojsko. W każdej gminie było po kilka bram powitalnych, których w całym powiecie rybnickim naliczono przeszło 120.

POWITANIE W RYBNIKU

Po przybyciu do Rybnika obaj generałowie wraz z otoczeniem zaczekali na wojsko u pierwszej bramy powitalnej w pobliżu nowego kościoła, gdzie się zebrali przedstawiciele miasta i organizacji społecznych. Przybył też niebawem p. Wojewoda Rymer z żoną, delegat biskupi ks. prałat Kapica i inni goście, których powitał p. mecenas Różański, były komisarz plebiscytowy na powiat rybnicki, panie zaś obdarzyły gości kwiatami.
O godz. 1-szej przybyło wojsko do bram miasta, poprzedzone banderią włościańską i dwoma batalionami byłych powstańców. Wojsko powitał p. burmistrz Weber. Generał Szeptycki i p. major Matuszek podziękowali serdecznie za to powitanie.

Następnie przy odgłosie dzwonów, przy dźwiękach licznych orkiestr i wśród okrzyków powitalnych ludności ruszono w pochodzie przez bogato przystrojone ulice na rynek miasta. Na czele pochodu kroczyli gen. Szeptycki i Osieński, wojewoda Rymer i delegat biskupi ks. Kapica. Na rynku zebrane były nieprzeliczone tłumy publiczności, które zajęły i dachy domów wokoło. Koło ołtarza zgromadzeni byli zaproszeni goście. Przed godz. 12.00 miejscowy ks. proboszcz odprawił przy ołtarzu polowym mszę świętą, następnie zaś z powodu spóźnionej już pory, odbyło się tylko "Te Deum" i pobłogosławienie wojska. Po przeglądzie wojsk p. generał Szeptycki wraz z otoczeniem stanął u stopni ołtarza. W czasie nabożeństwa śpiewał chór miejscowy. Po nabożeństwie przemówił z orginalnej ambony, ustawionej na wysokim cokole z węgla ks. dziekan Lass z Pawłowic, który powitał naprzód generała i wojsko staropolskim "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". Następnie imieniem duchowieństwa i ludności katolickiej wyraził radość z powodu przybycia wojska polskiego i imieniem tej ludności złożył Polsce śluby miłości, wierności i posłuszeństwa. Prosił zaś o to, aby Rząd Polski i armia polska stały także wiernie na straży wiary i narodowości tego ludu, który wiernie dla Polski pracować będzie.

Pan generał Szeptycki podziękował za to przemówienie w krótkich słowach, zapewniając duchowieństwo i ludność o tym, że Polska wie, że lud górnośląski utrzymanie swej narodowości zawdzięcza w wielkiej mierze swej wierze ojców i duchowieństwu.

Pan Generał dziękował dalej za entuzjastyczne powitanie wojska polskiego i oświadczył, że wojsko to ma sobie za wielki zaszczyt, że przybyło na tę bohaterską ziemię a szczególnie na ziemię rybnicką, która o wyzwolenie Śląska tak chlubnie się zaznaczyła. Okrzykiem na cześć ludności powiatu rybnickiego i na lepszą przyszłość jej w związku z Polską, zakończył generał swoje przemówienie. Publiczność odpowiedziała okrzykami: "Niech żyje Polska, niech żyje generał Szeptycki!"

Następnie przemówił do generała p. Gwóźdź, prezes rad obywatelskich powiatu rybnickiego, ofiarując generałowi imieniem ludności powiatu oryginalny i piękny podarek w formie górnika ze srebra wykonanego na cokole z węgla, zaś delegaci załogi kopalni Romera oraz załogi kopalni Donnersmarcka wręczyli generałowi podarki w formie pięknej tarczy i garnituru do palenia z brązu. P. generał podziękował serdecznie za te dary, oświadczając, że nie uważa on ich dla własnej osoby, tylko dla wojska polskiego. Bardzo rzewną była następnie chwila, kiedy do generała przystąpili przedstawiciele byłych powstańców pow. rybnickiego i wręczyli generałowi piękny sztandar powstańczy, który przebył wszystkie trzy powstania górnośląskie. Do generała przemówił p. Solik, prosząc o przyjęcie tego sztandaru na znak, że powstańcy poddają się odtąd armii polskiej, że jednak nie uważają swej roli za skończonej, dopóki nie zostaną uwolnieni bracia nasi po tamtej stronie Śląska.

P. generał Szeptycki do głębi wzruszony tym pięknym darem, dziękował zań w imieniu armji polskiej, która dostatecznie ocenia wielkie zasługi powstańców górnośląskich, dziękuje za zaufanie do tej armii przez podporządkowanie się jej. W końcu wzniósł generał okrzyk na cześć powstańców pow. rybnickiego.

Potem odbyła się defilada wojska przed generałem i zaproszonymi gośćmi, między którymi znajdowali się oprócz powyżej wymienionych osób - także między innymi: francuscy oficerowie major Rout, kapitan L' Allan, jeden wojskowy kapelan francuski, dalej główny komendant policji państwowej p. pułkownik Hoszewski i komendant policji wojewódzkiej, p. pułkownik Młodnicki, p. starosta dr Krupa, redaktor "Gazety Rybnickiej" p. Kwiatkowski i redaktor "Katholische Volkszeitung" p. Trunkhard i wielu innych. Defilujące wojsko witała ludność entuzjastycznymi okrzykami. Po defiladzie przyjmował miejscowy komitet obywatelski p. generała Szeptyckiego, generała Osieńskiego oraz oficerów sztabu i przedstawicieli prasy śniadaniem w restauracji Pogody, w czasie którego przemawiali na cześć generała Szeptyckiego i armii polskiej p. mecenas Różański i p. redaktor Kwiatkowski. Równocześnie w sali "Świerklaniec" odbyło się przyjęcie na cześć reszty oficerów, urządzone przez Związek Powstańców. Przemawiali tam między innymi prezes Związku p. Wyglenda, p. major Ludyga - Laskowski i przedstawiciele powiatowego Związku. W szkole, w której wojsko umieszczono, urządzono staraniem obywatelstwa ucztę na cześć źołnierzy, których obdarzono przy tym różnymi pięknymi podarkami.

O godz. 4 po poł. p. generał Szeptycki wraz z otoczeniem wyjechał dp Żorów, zaś po powrocie stamtąd, wieczorem udał się na raut, urządzony staraniem obywatelstwa. Na uczcie tej wygłoszono szereg mów na cześć Polski, Naczelnika Państwa, Armii Polskiej, ludu polskiego na Śląsku, powstańców górnośląskich, na cześć duchowieństwa. O godz. 12 generał Szeptycki z otoczeniem odjechał z powrotem do Katowic, żegnany serdecznie przez liczną publiczność.

Nie mniej uroczystościowe były przyjęcia wojsk polskich w większych i znaczniejszych gminach G. Śląska, jak w Żorach, Wodzisławiu, Mikołowie, w Wielkich Hajdukach, Świętochłowicach, Rudzie, Wirku, Lipinach, Chropaczowie i Tychach.
Wszędzie witała ludność hufce polskie z entuzjazmem i radością. Przyjęcie wojsk i ich wodzów było wszędzie nadzwyczaj serdeczne; czas witania rycerstwa polskiego był okresem jakby jednomiesięcznego święta narodowego, które obchodzili wszyscy mieszkańcy wyswobodzonej części krainy śląskiej.

OSTATNI AKT WIELKIEJ HISTORII GÓRNEGO ŚLĄSKA

UROCZYSTOSCI W KATOWICACH


W niedzielę, dnia 16 lipca 1922 odbyła się w Katowicach zapowiedziana uroczystość zjednoczenia G. Śląska z Polską, przez symboliczne przejęcie ziemi śląskiej przez Rząd Polski. Uroczystość ta rozpoczęła się w sobotę wieczorem capstrzykiem wojskowym, urządzonym przez garnizon katowicki z rozkazu p. generała Szeptyckiego. W niedzielę rano o godz. 6 orkiestry wojskowe i cywilne odegrały pobudkę na ulicach miasta, które na tę uroczystość przybrało odświętny charakter, przez udekorowanie gmachów i domów w zieleń. O godz. 8 rano przybyli specjalnym pociągiem z Warszawy oficjalni goście, mianowicie przedstawiciele Rządu Polskiego i Sejmu. Na powitanie ich na dworzec udali się p. wojewoda Rymer, z - członkami Tymczasowej Rady Wojewódzkiej oraz delegatem ministerstwa spraw wewnętrznych p. Konczewskim, p. generał Szeptycki z korpusem oficerskim, pierwszy burmistrz miasta dr Górnik z przedstawicielami rady miejskiej i magistratu, przedstawiciele komitetu przyjęcia, oraz reprezentanci władz i organizacji społecznych. Na peronie ustawiona była kompania honorowa, która, gdy nadjechał pociąg z gośćmi, prezentowała broń a orkiestra wojskowa odegrała hymn narodowy.

Z przedstawicieli Rządu przybyli: p. minister spraw wewnętrznych Antoni Kamieński, jako reprezentant p. Naczelnika Państwa oraz Rządu, p. minister pracy i opieki społecznej L. Darowski, minister przemysłu i handlu, p. inż. Stefan Ossowski, minister kolei żelaznych, inż. Zagórny - Marynowski, minister zdrowia publicznego, dr Witold Chodźko, w imieniu Ministerstwa Sprawiedliwości - podsekr. stanu p. Zygmunt Rymowicz, w im. Ministerstwa Skarbu, wiceminister dr Witold Mikulecki, imieniem ministerstwa spraw wojskowych p. generał Olszewski i ks. wojskowy Gall, z ramienia ministerstwa spraw zagranicznych minister pełnomocny p. Kazimierz Olszowski i p. wiceminister dr Zygmunt Seyda, z prezydium rady ministrów p. radca dr Jerzy Buzek i sekretarz prezydenta ministrów p. Stanisław Angermann; poza tym przybyli: były konsul generalny w Opolu p. Kęszycki i konsul p. Karszo - Siedlewski, szef biura prezydialnego ministerstwa spraw kolei dr Gałęcki, kierownik departamentu min. pracy p. Tyrakowski, wojewoda kielecki, p. Pękosławski.

Z wojskowości przybyli ponadto z Krakowa p. generał Osieński, dowódca D.O.K. Kraków a z Łodzi p. generał Majewski, d-ca tamtejszego D.O.K.
Z sejmu przybyli: p. marszałek W. Trąmpczyński, wicemarszałkowie Bojko i Maj, posłowie: z Polskiego Zjednocz. Mieszczańskiego ks. poseł Maciejewski z Wilna, p. Szybiło i p. Tomas.
Ponadto delegacje klubów sejmowych:
Narod. Partia Chrześc. Stronictwa Ludowego, Katolickiego Stronictwa Ludowego, Związku Ludowo - Narodowego, Narodowej Partii Robotniczej, Polskiego Stronictwa Lud. i Klubu Wyzwolenia.

Poza tym przybyli liczni przedstawiciele organizacji i instytucji społecznych ze sztandarami, których naliczono około 150. Między innymi przybyli: reprezentanci miasta Warszawy z prez. Nowodworskim na czele, powstańcy z r. 1863, Zjednoczenia Polskich Stowarzyszeń z p. hr. Adamem Zamoyskim na czele, Stowarzyszeń i Cechów Warszawskich, licznych organizacji Zagłębia Dąbrowskiego i Ziemi Krakowskiej oraz Śląska Cieszyńskiego, przedstawiciele Poznańskiego Komitetu Obrony Kresów Zachodnich - p. Mecielski i p. Zongteller, w imieniu Krakowskiego Towarzystwa Obrony Kresów Zachodnich pp. Prof. Pachoński i prof. Gruszecki, w imieniu Lwowskiego Komitetu Kresów. Zachodnich p. radca dr Komornicki. Poza tym wiele przedstawicieli miast polskich województw, sejmików powiatowych oraz organizacji zawodowych i kulturalnych.

Przybyłych gości powitał naprzód imieniem miasta pierwszy burmistrz p. dr Górnik serdecznym przemówieniem.

NABOŻEŃSTWO NA BOISKU

Główna uroczystość niedzielnego święta połączenia G. Śląska z Polską odbyła się na boisku miejskim obok parku Kościuszki, gdzie odbyło się nabożeństwo polowe oraz symboliczne przejęcie władzy na G. Śląsku przez Rząd Polski i podpisanie odnośnego uroczystego aktu. Na ołtarzu polowym widniał obraz Matki Boskiej Częstochowskiej z napisem:
"Królowo Polski módl się za nami!" Mszę Św. odprawił delegat biskupi ks. prałat Kapica w asystencji ks. M.Lewka, kierownika Wydziału Wyznań przy Wojewodztwie Śląskim i ks. Niedzieli, kierownika Polskiego Czerwonego Krzyża na G. Śląsku. Przy ołtarzu zasiedli: ks. biskup wojskowy Gall z Warszawy, kanonicy Kapituły Warszawskiej, ks. poseł Szlagowski, ks. kan. Baczkiewicz, ks. kan. Stodolski i wielu księży górnośląskich i z Polski, zwłaszcza posłów sejmowych.

Przed ołtarzem zajęli miejsca oficjalni goście, za nimi ustawił się korpus oficerski, dalej zaś wojsko z generałem Szeptyckim na czele, który przybył na koniu jak też jego otoczenie, złożone z generała Horoszkiewicza, pułk. Prohaski, szefa sztabu grupy generała Szeptyckiego, podp. Wzacnego, szefa sztabu 23 dywizji, adiutantów gen. Szeptyckiego rotmistrza Pusłowskiego i rotm. Szaszewskiego oraz adiutanta generała Horoszkiewicza por. Niedzieli.

Na boisku ustawiony był cały garnizon katowicki, złożony z pułków piechoty i dywizjonu artylerii, po bokach boiska zajęły miejsce liczne tłumy publiczności. W pobliżu ołtarza ustawiły się delegacje ze sztandarami, których naliczono przeszło 200; między nimi było przeszło 100 sztandarów z Warszawy przywiezionych a należących do cechów i korporacji warszawskich. W czasie mszy Św. odśpiewał chór katowicki "Ogniwo" pod batutą p. Lewandowskiego pieśni religijno - narodowe.

Przy ołtarzu stało 2 powstańców z mieczami ustrojonymi w kwiaty i szarfy o barwach narodowych. Po nabożeństwie odśpiewano wspólnie "Te Deum", potem wygłosił podniosłe kazanie ks. dr Kubina, członek Tymczasowej Rady Wojewódzkiej.
Po nabożeństwie odbył się najprzód przegląd wojska, dokonany przez p. ministra Kamieńskiego, jako zastępcy Naczelnika Państwa i Rządu. Obok niego kroczyli: zastępca ministra spraw wojskowych gen. Olszewski, reszta ministrów, p. wojew. Rymer, p. generał Szeptycki na koniu i jego wyżej wymienione otoczenie.

PODPISANIE UROCZYSTEGO AKTU

Następnie odbyło się przed ołtarzem, na ustawionym specjalnie stoliku, podpisanie uroczystego Aktu objęcia Górnego Śląska przez Rząd Polski. P. wojewoda Rymer wygłosił pierwszy mowę, którą zakończył słowami: "Panie Ministrze, zastępco Naczelnika Państwa i Rządu Polskiego! Obejmij w imieniu Rzeczypospolitej Polskiej kraj ten w posiadanie i przyjmij tę garść górnośląskiej ziemi nierozłączenie i na wieki zjednoczonej z Matką Ojczyzną. Zabierz ją ze sobą i złóż ją w stolicy Warszawie, sercu naszej Ojczyzny!" Wojewoda Rymer wręczył p. ministrowi Kamieńskiem u bryłę węgla Śląskiego, w której w formie Orła Polskiego ułożone były kruszce żelaza i cynku.

Na przemówienie p. wojewody odpowiedział p. minister Kamieński. Następnie przemówił p. marszałek sejmu Trąmpczyński i zakończył przemówienie swoje słowami: "Przyjmujemy Was do Macierzy Polskiej w nadziei, że Waszą pracowitością staniecie się solą Polskiej Ziemi, że Wasza praca będzie dla całej Polski przykładem. Pracy Waszej Szczęść Boże!"

TEKST AKTU UROCZYSTEGO

Przystąpiono do podpisania uroczystego Aktu, wykonanego artystycznie przez górnośląskiego artystę - malarza p. Stanisława Ligonia. Akt ten zdobi Orzeł Biały i Orzeł Piastowski Śląski, poza tym herby Warszawy, Poznania, Krakowa, Lwowa i Wilna. Treść Aktu odczytana przez p. radcę Gasparego, jest następująca: "Traktat pokoju między Mocarstwami Sprzymierzonymi i Stowarzyszonymi a Niemcami, podpisany w Wersalu w dniu 28 czerwca 1919 r., oparty na uświęconej zasadzie samostanowienia narodów, postanowił w Art. 88 odwołanie się do ludności Górnego Śląska celem stwierdzenia jej woli co do przynależności państwowej.
Na podstawie plebiscytu, odbytego dnia 20 marca 1921, Konferencja Ambasadorów, upełnomocniona przez Radę Najwyższą, powzięła decyzję podziału Górnego Śląska, na podstawie której ziemie powiatów części Raciborskiego i Rybnickiego, całego Pszczyńskiego i Katowickiego, części Zabrskiego, Gliwickiego, Bytomskiego, Tarnogórskiego, Lublinieckiego, przyznano Rzeczypospolitej Polskiej.

Ku upamiętnieniu uroczystości objęcia tych ziem, które w myśl wyrażonej woli ludności łączą się z powrotem z Macierzą, dokument niniejszy został sporządzony przez uczestników uroczystości.
Działo się w Katowicach, dnia 16 lipca r. 1922."

Dokument ten podpisał naprzód p. minister Antoni Kamieński jako przedstawiciel Naczelnika Państwa i Rządu Polskiego, następnie p. Marszałek Sejmu Ustawodawczego Wojciech Trąmpczyński, dalej p. Wojewoda Śląski Józef Rymer oraz reszta członków, Rządu, p. generał Szeptycki, posłowie sejmowi, członkowie Tymczasowej Rady Wojewódzkiej i wszyscy delegaci oficjalni z Polski i ze Śląska. Dalsze podpisywanie Aktu odbywało się w gmachu wojewódzkim.

DEFILADA NA RYNKU W KATOWICACH

Około godz. 12 rozpoczęła się na rynku w Katowicach u wylotu ul. Grundmańskiej przed generałem Szeptyckim defilada wojsk, którą zokończył pochód licznych dziesiątek towarzystw i związków, delegacji miast i różnych korporacji prawie ze wszystkich stron Polski i delegacji towarzystw i gmin województwa Śląskiego. Wspaniały był widok mieniących się barwnością kolorów i cennością haftów setek sztandarów. Poszczególne związki, jak "Sokołów", weteranów z powstania w r. 1863 itd., jak oczywiście nie mniej i wojsko, witano nie milknącymi okrzykami. Generałowi Szeptyckiemu zgotowała publiczność, zalegająca rynek i ulice, którymi kroczył pochód, gorejącą owację, tak, że ledwie przecisnąć się zdołał na koniu swoim przez tłum rozentuzjazmowany, dziękując, widocznie wzruszony, na wszystkie strony.

Najboleśniejszą strunę każdego serca polskiego poruszył niewątpliwie widok kroczących w pochodzie kilkuset uchodźców naszych z niemieckiej części Śląska, między którymi było wielu rannych.

OTWARCIE I SEJMU ŚLĄSKIEGO

Jednym z głównych momentów historycznych G. Śląska było otwarcie sejmu śląskiego. Polska zapewniła przed plebiscytem Górnemu Śląskowi samorząd wojewódzki, dotrzymała też słowa. Nie była to tylko czcza obietnica, ale naprawdę ścisłe wykonanie zobowiązania przez państwo, które chce być i jest kulturalne.

Uroczysty akt otwarcia sejmu śląskiego odbył się w dniu 10 pażdziernika r. 1922. Już w kwadrans przed godz. 4-tą, terminem otwarcia sesji pierwszego sejmu śląskiego, zaroił się gmach wojewódzki, wspaniała budowla, w której mieściła się dawniej wyższa szkoła dla techników budowniczych. O godz. 4 sala posiedzeń Sejmu, mieszcząca się na drugim piętrze, zapełniła się nowo wybranymi posłami, przedstawicielami rządu centralnego, władz wojewódzkich, prasy miejscowej, warszawskiej, krakowskiej i zagranicznej. W przedziale dla publiczności znalazło miejsce wiele znanych osobistości politycznych z Województwa Śląskiego, z Polski i zagranicy.

Między obecnymi, obok prezydenta ministrów Nowaka, wojewody Rymera i naczelników różnych wydziałów w rządzie Województwa Śląskiego, którzy ugrupowali się w pobliżu stołu prezydialnego, zauważono jako gości delegata biskupiego ks. prałata Kapicę, komenderującego w województwie generała Horoszkiewicza i innych.

Przy udziale posłów, którzy zjawili się w komplecie, licznych przedstawicieli prasy i publiczności prezydent ministrów dr Nowak, około godz. 4 i pół, dokonał otwarcia pierwszego Sejmu Śląskiego. Prezydent min. Nowak wygłosił przy tej sposobności mowę.
Prezydent powołał następnie na tymczasową przewodniczącą najstarszą z posłów p. Janinę Omańkowską, która wygłosiła mowę i zakończyła ją tymi słowami:

"Szanowni Państwo! Zanim przystąpimy do sprawowania tej urzędowej działalności, proszę jeszcze, aby Państwo przez powstanie uczcili pamięć tych wszystkich wielkich duchów, którzy przez ciąg wieków pracą swoją cichą i ofiarną podtrzymywali to poczucie narodowe w ludzie tutejszym, potrzymywali niby tę ostatnią iskierkę w popiele znicza świętego aż do chwili, gdy ta iskierka wybuchła w płomieniu jasnym i gorącym. A dalej proszę o uczczenie przez powstanie tych wszystkich, którzy ofiarą mienia i życia przyczynili się do tego, że tę wielką chwilę przeżywamy. Tym wszystkim pracownikom i ofiarnikom naszego dzisiejszego szczęścia, naszej lepszej przyszłości, im wszystkim: Cześć!" (Posłowie nawet niemieccy, z wyjątkiem części lewicy, powstają i wznoszą okrzyk: Cześć!) Następnie przewodnicząca posłanka Omańkowska oznajmia, że nadeszły liczne telegramy które odczytuje, mianowicie od generała Hallera z Warszawy (ożywione brawa i oklaski na prawicy i w centrum) i od obywatelstwa lublińskiego. Po wyczerpaniu porządku dziennego, p. Omańkowska o godz. 5 zamknęła posiedzenie.


PORTAL POWIATU TARNOGÓRSKIEGO
www.tg.net.pl -
www.tarnowskiegory.net.pl - www.gornyslask.net.pl
e-mail | redakcja Portalu Powiatu Tarnogórskiego | reklama na Portalu