|
PODZIEMIA
TARNOGÓRSKIE
Słowo
wstępne
Górnictwo
kruszcowe koło Tarnowskich Gór sięga
czasów niepamiętnych. Historyczne
górnictwo tej okolicy dzieli się na 3
okresy. Pierwszy, to okres, w którym
Piastowie eksploatowali w ciągu drugiej
połowy średiowiecza łatwo dostępne
minerały w ziemi bytomskiej. Drugi okres
przypada na czasy nowożytne, kiedy
zwłaszcza w wieku XVI górnictwo
tarnogórskie osiągnęło szczyt swego
rozwoju. Trzeci okres przypada na czasy
przełomowe, kiedy rozpoczęła się nowa
epoka z chwilą wprowadzenia do
górnictwa i wogóle całego przemysłu
maszyny parowej i nowoczesnej techniki.
Tarnowskie Góry były tem miejscem,
gdzie w górnictwie i hutnictwie
zastosowano po raz pierwszy na
kontynencie te nowe siły, maszyny
ogniowe, sprowadzane początkowo z
Anglji.
Na uwagę zasługuje, jednak fakt, że
nie sama nowoczesna technika i maszyna
pokonała tutaj najważniejsze trudności
w górnictwie, ale odwieczne pokonywanie
i wyzyskiwanie sił przyrody zapomocą
mięśni ludzkich stało się wzorem
naszych przodków, którzy też
ostatecznie odnieśli zwycięstwo nad
przemożnym żywiołem, wodą. Dopiero
bowiem wybicie długich, ciągnących
się kilometrami, głębokich sztolni,
rozwiązało ostatecznie kwestję
należytej eksploatacji kopalń
kruszcowych koło Tarnowskich Gór.
Maszyny parowe, ściągające wodę,
stały się wówczas zbędnemi w tem
górnictwie i mogły być użyte
gdzieindziej. Przeprowadzenie sztolni
było tak wielkiem dziełem, że jeszcze
dziś stajemy zdumieni na widok tych
olbrzymich wysiłków i prac
gigantycznych dawnych polskich górników
górnośląskich. Nie licząc olbrzymiej
sieci, całych labiryntów różnych
chodników, komór, olbrzymich hal,
kraterów, szybów, szybików,
wodospadów, mierzymy długość sztolni
żeglowych na przeszło 20 km.
W Tarnowskich Górach w roku 1937.
Józef Piernikarczyk
Podziemia tarnogórskie
Przez całe szeregi lat podróżowali
ludzie wiedzy i nauki do Tarnowskich
Gór, aby podziwiać cuda nowego
wynalazku "maszynę ogniową" i
podziemia kopalń kruszcowych. Pod
wrażeniem tego, co oglądali, nie mogli
powstrzymać się od słów podziwu i
entuzjazmu. Zapisywali swoje przeżycia i
uczucia w złotej księdze kopalni
Fryderyka. Jeden z takich hymnów
podziwu, to poniżej ułożony wiersz
prof. Hauchecorne'a, który w kwietniu
1803 r. bawił w Tarnowskich Górach i
wpisał się do złotej księgi.
Jusqu'a presant la langage du coeur
Me disait: la nature est belle
Je croyait avoir besoin d'elle
Pour m'elever a son auteur.
Mais ici j'ai vu la genie
Et de mortels l'ame annobli.
Bien mieux encor peindre le createur.
Je n'en crois plus l'auteur d'Emile,
Lorsq'il nous dira, qu'en nos mains
Tout devient nuisible, inutile,
Il n'a pas vu ces souterains.
Hauchecorne,
professeur de mathematique de Berlin.
W tłumaczeniu:
Do dziś mi język serca mówił,
Że piękna jest przyroda
Sądziłem, że mi ona służy,
By się przed Stwórcy jej wznieść
tron...
Lecz tu ujrzałem ludzki genjusz,
Szlachetne dusze śmiertelników -
Stąd lepiej Stwórcę pojąć mogę,
Opisać Jego moc wspaniałą...
Nie wierzę już Emila twórcy,
Który nam rzekł, że w naszych rękach
Wszystko jest szkodliwe i zbyteczne.
Tak! On nie widział tych podziemi
(tarnogórskich).
ma reconnaissance ne peut s'egaler qu'a
la beaute
des objects que j'ai parcouru.
W tłumaczeniu:
I mogę wdzięczność mą porównać,
Li tylko z pięknem tych przedmiotów,
które widziałem...
Hauchecorne
prof. matematyki w Berlinie.
Sztolnie i znaczenie ich w
górnictwie górnośląskiem
Sztolnie służyły dwojakim celom:
odprowadzały wody i dostarczały
powietrza. Często znajdowano na poziomie
sztolni kruszce, słowem, dostęp do nich
stawał się łatwiejszym, gdyż
rozjeżdżanie na boki i wgłąb
przyczyniało się do rozbudowy podziemi.
Przy budowie sztolni potrzeba było
więcej ludzi i pieniędzy; stąd
przeprowadzanie ich oddawano pojedyńczym
lenszofnikom albo tovvarzystwom. W
górnictwie górnośląskiem miały
zastosowanie różne sposoby
odprowadzania wody z czeluści
kopalnianych. Brano wzory z sąsiednich
krajów i używano własnych
doświadczeń.
Prawdziwego przewrotu w górnictwie
dokonało wzięcie udziału w niem obcych
gwarków. Bieda, trudności
eksploatacyjne, głębsze szyby,
odwadnianie, przewietrzanie i t. p.
zmuszało, że uciekano się do
zamożnych, obcych panów. Żegluga
górnicza, to także właściwość
wyjątkowa w górnictwie. Często
sztolnie, któremi odpływała woda,
były używane jako drogi transportowe. W
łodziach przewożono urobek z
przyległych kopalń. Do prac takich
używano nieraz słabszych robotników,
chłopców i t. d.
Już w ustawie górniczej z r. 1528 jest
w artykule 4 mowa o głębokich
sztolniach, prawdopodobnie jednak odnosi
się do tych, które dopiero budować
zamierzano, gdyż owa stara sztolnia, o
której protokuł z przesłuchów z r.
1574 wspomina, i która miała być
przeprowadzona do Srebrnej Góry, a
ujście miała mieć w Blechówce koło
Stroska, jak i ta, o której pochodzi
wzmianka z r. 1675, i która miała się
kolo Stolarzowic znajdować, nie może
być uważana za głęboką i
prawdopodobnie były to tylko próby
dokonywane w starszych okresach
górnictwa.
O korzyściach sztolni w górnictwie
wiedziano już przy otwarciu
tarnogórskiego górnictwa, lecz
doświadczenie wnet wykazało, że przy
znacznej długości można tylko
niewielką głębokość osięgnąć, i
że spowodu kurzawki tylko wielkiemi
kosztami da się uzyskać jakieś
dodatnie wyniki. Niektórzy spodziewali
się bardzo wiele po tych kosztownych
środkach pomocniczych górnictwa.
Szczególnie wiele sobie obiecywano z
dwóch tarnogórskich sztolni, św.
Jakóba i Krakowskiej, zwłaszcza
górmistrz Mann zaliczał się do tych,
którzy wierzyli, że z pomocą sztolni
tych będzie stworzone potężne
kopalnictwo.
Miała istnieć ustawa o sztolniach z r.
1544, ale już w dawnych czasach nie
zdołano jej odszukać. Posługiwano się
nową z r. 1553, z której można poznać
dawny ustrój górniczy. Znalezione
wiadomości o sztolniach, które od r.
1526 w ruchu były, są bardzo skąpe, i
tylko najważniejsze z nich można tutaj
wymienić.
W kwietniu 1557 r. donosi starosta
górniczy margrabiemu, że Krakowianin
Jan Paczka usiłuje osuszyć odwadniarką
konną zatopione kopalnie w Sowicach 1) .
[Konrad Wutke, Schles. Bergbau u.
Hlittenwesen-Ul.k. (1529-1740) str. I
T5.]
Według Abta ważniejsze sztolnie
przeprowadzone dla celów górnictwa
tarnogórskiego budowano w latach
następujących:
I. SZTOLNIA DANIELA POD REPTAMI
Sztolnia ta została w r. 1547
zgłoszona, a gwarectwo tejże zgłosiło
4 szyby na polach repeckich. Więcej o
niej niewiadomo.
II. SZTOLNIA ŚW. JAKÓBA
O tej sztolni zachowało się najwięcej
wiadomości, a ponieważ miała ona
wielkie znaczenie, dlatego też należy
jej poświęcić więcej uwagi.
Żadna z projektowanych i naprawdę
budowanych sztolni nie stała się tak
sławną w okolicy tarnogórskiej, jak
sztolnia św. Jakóba. Miała ona bowiem
tamtejsze górnictwo, które się
właśnie w tym czasie znajdowało w
najlepszym rozkwicie, podnieść jeszcze
więcej. Historja jej działania
pokazuje, jakie, ta sztolnia dała wyniki
i jak ogromne za sobą pociągnęła
koszta.
Jakób Rapp, gwarek w Tarnowskich Górach
rozpoczął budowę tej sztolni w r.
1563, a r. 1564 utworzył gwarectwo i 4
października tego samego roku
wciągnięto zawartą umowę w księgi
hipoteczne. Warunki umowy w sprawie
sztolni tej były następujące:
1. Udziały sztolni tej były podzielone
na 32 części i to wieczyście.
2. Gwarectwo było obowiązane do
wynagrodzenia szkód, mogło jednak
korzystać z wszystkich urządzeń i
prowadzić odbudowę w obrębie swoich
kunsztów wodnych i sztolni.
3. Gwarkom było wolno swój udział
sprzedać, zastawić uczciwym
chrześcijanom albo pozwolić na
używanie pod warunkiem, że zapisane
gwarectwo będzie posiadało prawo
zgłoszeń
4. W razie śmierci gwarka przypadał
udział spadkobiercy lub wskazanemu
testamentem.
5. Każdy gwarek był obowiązany
trzymać się tego, co większość
gwarków postanowiła.
6. Miano przestrzegać
chrześcijańskiego porządku i prawa
górniczego i ustaw, aby się nie stała
komu szkoda.
Z początku postępowały roboty bardzo
raźno, gdyż cały rewir sowicki
oczekiwał sztolni. Ponieważ jednak
było wiadomo, że kruszce znajdują się
poniżej poziomu sztolni, dlatego roboty
zastanowiono, przeprowadzono odbudowę
podpoziomową na głębokość 6 łatrów
i ściągano wody z odkrytego pokładu
kruszcowego końmi na poziom sztolni.
Jakkolwiek uzyskano bardzo dużo kruszcu,
to jednak konie kosztowały bardzo wiele,
dlatego zastanowiono niższe zręby i
sztolnie na całe dwa lata, aż do
przybycia górmistrza Trappa do
Tarnowskich Gór, który według
doniesienia urzędowego z r. 1568
rozpoczął bardzo ożywiony ruch
sztolniowy.
Praca ta pociągała za sobą wielkie
koszta i trudności. W takich
okolicznościach zwracało się gwarectwo
często do rządu margrabiowskiego w
Karniowie, a ten do samego margrabiego. Z
jednego takiego podania z r. 1571 wynika,
że z pokładu poniżej poziomu sztolni
wydobyto już wprawdzie 48 000 centnarów
kruszcu, jednak znajdowano się spowodu
wielkich kosztów w biedzie i chciano
sztolnię zastanowić, jeżeliby
margrabia nie udzielił pomocy.
Rząd karniowski popierał prośbę i w
doniesieniu do margrabiego wskazywał na
to, aby ten nie pozwolił na upadek tak
wielkiego dzieła i nie narażał się na
pośmiewisko spowodu trochę grosza, ze
względu na samego cesarza, a dalej,
gdyby to dzieło chciano znów kiedyś
ponownie prowadzić, byłoby trudno
dostać odpowiednich ludzi, jak to było
z początku, kiedy nie można było
znaleźć zdolnych górników, co
wszystko wymagałoby nadzwyczajnych
wydatków.
O wyniku nic nie wiadomo, lecz
prawdopodobnie otrzymali gwarkowie
pożyczkę w wysokości 8000 florenów. W
ogólności margrabia jednak odrzucił
prośbę. Dowodzi tego następujące
zajście: Niektórzy z radców
karniowskich przyjechali do Tarnowskich
Gór i zbadali budowę sztolni. Donieśli
o tem w r. 1573 i wskazali na to, że
gwarkowie wprawdzie niżej poziomu
sztolni kruszce wydobywali, a wody ponad
jeden łatr do sztolni ściągali, w czem
dobywanie aż do powierzchni około 10
łatrów i więcej wynoszące
zaoszczędzili, jednak znajdują się
teraz w biedzie. Ponieważ było dużo
glejty w hutach książęcych, więc
radcy margrabiowscy dali gwarkom glejtę
do sprzedaży, w ten sposób ich
wspierając. Za uzyskane pieniądze mieli
prowadzić dalej budowę sztolni, jednak
za każdy centnar glejty winni byli
oddać 1 centnar kruszcu. Przy ogólnym
braku pieniądza nie można było
dostarczyć innej pomocy. Na ten proceder
margrabia się zgodził, tylko polecał
ostrożność i powagę w działaniu.
Wśród wielkiej biedy i prawie
ciągłych sporów z górmistrzem Trappem
postępowała budowa sztolni naprzód.
Miał on na celu prowadzić sztolnię
sposobem wężowatym, i pokonał wiele
trudności, gwarkowie zaś uważali ten
sposób za kosztowny i za długo
trwający i chcieli mieć bocznice do
obok leżących pokładów. To go
zniechęciło zupełnie i nie chciał do
końca życia mieć ze sztolnią nic do
czynienia. Umarł 18 lipca 1586 roku.
W roku 1586 dawał się znów odczuwać
wielki brak pieniądza, a równocześnie
nadszedł termin spłacania długu w
ilości 8000 fI. Księciu tłumaczono,
że sam posiada trzy połówki ósemki
czyli 40 kuksów, otrzymuje
dziesięcinę, z kruszców znalezionych w
sztolni dziewiątą część, i gdy
będzie się domagał zwrotu, stracić
może wszystko i dlatego też powinien
jeszcze poczekać.
W potrzebie zgodzili się wprawdzie
gwarkowie na płacenie 6 od sta, jednak
dowodzili, że książę mógłby się
kontentować 5 od sta; jeden kuks ma
obecnie wartość 100 florenów, a
pozatem szanse powodzenia są obecnie
bardzo dobre. Przez zboczenie sztolni
doszło się tak daleko, że dużo wody
ściągnięto i osuszono okolicę, w
której przedtem nie można było
pokonać wód kilkuset końmi. Sztolnia
tak bardzo ściągała wody, że w
Tarnowskich Górach zabrakło jej w wielu
studniach, tak że je musiano pogłębić
poniżej poziomu sztolni.
Od Nowego Roku aż do 26 lutego 1586 r.
znaleziono w 31 szybach w okolicy sztolni
kruszce, gdzie wody wogóle nie
wstrzymywały pracy. Ten pomyślny stan
trwał jednak tylko kilka lat, ponieważ
kurzawka utrudniała roboty i powodowała
wielkie koszta. Zwracano się często do
margrabiego po zasilki, a celem
skuteczniejszego poparcia prośby udawano
się do doktora Jana Hillera,
margrabiowskiego radcy i lekarza
przybocznego, w Onolzbachu. Gwarectwo
donosi jemu w r. 1593 o wypadkach spowodu
zawalenia się sztolni i podnosi to, że
książę zobowiązał się dawać
rocznie 800 talarów, aby wszystkie
trudności były pokonane, należałoby
teraz żywiej przystąpić do dzieła.
Także już ojciec księcia udzielił
1543 r. znacznej pomocy przez to, że
sprowadzil 100 koni z Frankonji,
dostarczył paszy i innych środków od
zarządów księstw opolskiego,
raciborskiego i karniowskiego. Posłał
także zdolnego werkmistrza i wlasnemi
końmi ściągał wody przez cały rok, i
dlatego też dawali oni chętnie
dziewiąte i dziesiąte.
W tym czasie wyeksploatowano tyle
kruszców, że cena centnara kruszcu nie
wynosila więcej niż 26 guldenów
śląskich. ByIo 13 hut w ruchu, a jednak
niejeden gwarek nie mógł przetopić
swego kruszcu. Sprzedawali oni tedy
ołów z rosztów razem ze szmelcem.
Prosili oni, aby zanim doprowadzą
dzieło do końca, mogli otrzymać 1000
talarów na 5 ósmych części
gwareckich, będąc pewnymi, że prośba
ich będzie wysłuchana, gdyż koszta
budowy sztolni wynosiły już 17 000
flor.
W końcu prosili doktora o wstawiennictwo
i chcieli, by się okazać wdzięcznymi,
aby ich mógł poznać jako dobroczynnych
chrześcijan i przyjaciół.
W odpowiedzi na pisma Hillera z
Onolzbachu w r. 1593 posłało mu
gwarectwo 2 grzywny srebra. Od tego czasu
trafiają się bardzo skąpe wiadomości,
zwłaszcza że rachunki sztolni, które
się zachowały, sięgają tylko do r.
1602, tymczasem w r. 1602 nastąpiło
uregulowanie gwarectwa, a w r. 1624
pomyślano o zapadnięciach w sztolni.
Jeszcze 22 października 1602 wyszedł z
Karniowa rozkaz, że każdy obywatel
Tarnowskich Gór winien wykazać, że
rocznie wkłada w górnictwo 50
guldenów, a także szlachta, która w
Tarnowskich Górach mieszkala, miała
wspierać i rozwijać górnictwo, w
przeciwnym razie miała w przeciągu 6
tygodni opuścić miasto. To
rozporządzenie odpowiadało zupełnie
ustrojowi miasta górniczego, w którem
tylko górnicy mieli prawo
zamieszkiwania.
Wkrótce po objęciu bytomskiego państwa
stanowego przez hrabiego Henckla, zebrala
się na żądanie jego Rada, złożona z
górmistrza i przysięgłych, która się
zastana wiała nad tem, czy polecaloby
się, aby budowę sztolni św. Jakóba
prowadzono nadal, czy też pozwolono jej
zniszczeć. Odpowiedź wypadła
negatywnie, gdy z wzięto, pod uwagę i
to, że gwarkowie bardzo ucierpieli
podczas wojny 30-letniej, szczególnie w
r. 1621, a również okolica sztolni
została już bardzo wyczerpana z
kruszców, które znajdują się poniżej
poziomu sztolni. O wyniku niema
wiadomości, jednak pracy przy sztolni
musiano zapewnie zupełnie zaniechać,
gdyż w r. 1631 oświadczyli gwarkowie,
że sztolnię zastanowią, chyba że
młynarze, którzy tyle wody sztolni
zawdzięczają, przyłączyliby się do
wspólnej budowy. Wniosek ten młynarze
odrzucili, więc zwrócono się do
hrabiego z oświadczeniem, że już
więcej nic nie wlożą w budowę
sztolni. Postanowienia tego nie zmienili
gwarkowie i nadal, gdyż gdy ich ponownie
zapytano w tej sprawie, to oświadczyli,
że gdyby Henckel v. Donnersmarck
pospieszył nieco z pomocą finansową,
to dałoby się jeszcze coś zrobić,
inaczej nie uczynią w tej sprawie nic
więcej.
Zimmermann 2) [2) Zimmermann, Beitrage
zur Beschreibung von Schlesien, 2 t. 8.
Brzeg 1783, str. 222.] podaje, że
sztolnia została uruchomiona znowu w r.
1667, a w r. 1692 uzyskano jeszcze z
dobytych kruszców 1661 grzywien srebra.
Pierwsze twierdzenie zgadza się z
prawdą, gdyż kiedy w r. 1667 sztolnię
otwarto, odkryto na poziomie sztolni szyb
ocembrowany, pełen wody, głęboki na 18
łokci. Było to zapewnie zapuszczenie
szybu na 6 sążni, którego dokonano
przed r. 1568, i jakkolwiek dla
ściągnięcia wody założono
odwadniarkę konną, to wszelka praca
okazała się daremna i musiano jej
zaniechać. Ostatnia ta okoliczność
jest o tyle prawdopodobniejsza, że przed
stu laty musiano trzymać wiele koni, aby
ten niższy poziom utrzymać suchym i
mimo to musiano go opuścić. Wobec tego
więc nie można było w r. 1692 uzyskać
ze sztolni św. Jakóba 1661 grzywien
srebra i wogóle nawet z całego
tarnogórskiego górnictwa, ponieważ w
tym czasie bardzo ono podupadło.
Od r. 1703 - 1718 znajdują się jeszcze
tu i ówdzie małe wzmianki, odnoszące
się do tej sztolni. Nie dowodzą one
jednak niczego więcej jak tylko to, że
starano się ją utrzymać otwartą, aby
wydobyć jeszcze tu i ówdzie coś ze
starych bocznic.
Aby zebrać potrzebne pieniądze
założono urząd t. zw.
"zamkostów". Z tego powodu
też musiał każdy mieszkaniec miasta
wpłacać należną część idącą na
utrzymanie górnictwa. Instytucja ta
trwała do r. 1755, jednak mało przez
nią osiągnięto, gdyż częścią
wpłynęło bardzo mało pieniędzy,
częścią zalegało wielu z opłatą, a
tych usiłowano karać na mocy ustawy z
r. 1703, wystawiając ich grunta na
sprzedaż. Tyle z ogólnej historji
sztolni św.
Jakóba. Szczegółowe dane zawierają
poniższe zdania.
Biorąc pod uwagę długość i kierunek
sztolni, to bito ją w prostej linji od
r. 1563 ku Blaszynie (część
dzisiejszego miasta Tarnowskich Gór) i
tamtejszemu szybowi "Kamień
chmurny" gdzie niegdyś książęca
odwadniarka stała. Praca przy niej
trwała do lipca 1582 r. a do jej
ukończenia brakowało jeszcze tylko 90
sążni, ale właśnie wtedy spowodowała
największe przeszkody kurzawka.
Gwarkowie cofnęli się teraz o 100
sążni spowrotem i przebili przecznicę.
Stary kierunek prowadził wprost na
południe, teraz także zwrócono się
wprost ku południowi, opisując w ten
sposób kąt, tak że zamiast tych 90
łatrów przebito teraz 226 łatrów,
stąd 116, według innych wiadomości 110
łatrów więcej. Sprawozdanie
górmistrza Trappa głosi, że gwarkowie
stracili przez to ominięcie 3 lata i
mogli już (1583) być w Lyszczu, jak
większość twierdzi. Jednak od 12
sierpnia 1582 do 5 września 1584
ujechano tem okoleniem w 110 tygodniach
220 łatrów, co kosztowało 1190 flor.
17 gr.
6 hal. a doliczywszy jeszcze drzewo, 8109
flor. 24 gr. 10 hal. co okazało się o
wiele tańszem od pracy Trappa.
W latach 1571 - 1576, więc w 6 latach
ujechano 656 łatrów, a od stycznia 1577
do stycznia 1578, 114 łatrów. W r. 1597
posunięto się głównym gankiem sztolni
28 łatrów naprzód, a r. 1598, 31
łatrów. W r. 1599 spowodu nadzwyczaj
twardego kamienia tylko 9 łatrów, w r.
1600, 16 łatrów, w r.
1601 w twardym kamieniu, 25 łatrów, a w
miękkim 51 łatrów, w r. 1602 w
siedmnastu tygodniach posunięto się o
14 łatrów.
W całości więc długość sztolni
wynosiła 1200 łatrów, a zapewnie
jeszcze więcej. Spowodu jednak
brakujących wiadomości można to tylko
w ten sposób dowieść, że wiadomo
jest, iż sztolnia szła przez miasto,
gdyż już w r.
1586 skarżono się na brak wody w
studniach w mieście, które musiano
pogłębić. Więcej jeszcze dowodzi tego
sprawozdanie rządu karniowskiego z r.
1590, które opiewa, że sztolnię
wprawdzie doprowadzono do szybu Magdaleny
i spodziewano się bardzo wiele po niej,
jednak znaleziono bardzo mało kruszców.
Kruszce te bowiem już przez dawne
górnictwo były eksploatovvane kilka
razy. Stąd bito sztolnię pod miastem w
pustem polu w kamieniu i na poziomie jej
i w innym kierunku do Lyszcza, gdyż
pocieszano się różnego rodzaju
wskazówkami.
Czy sztolnię św. Jakóba bito dalej w
rewirze "Lyszcz" niewiadomo,
gdyż nie dochowały się żadne
wiadomości, podobnie jak brak wszelkich
danych o tem, czy przeciwległa sztolnia
Krakowska także aż dotąd została
doprowadzona.
Już wspomniano, że wybito podkop
poniżej sztolni i rozjechano się
gankami. Dla wyjaśnienia należy dodać,
że górmistrz Trapp doszedł początkowo
w głębokości 1 do 2 łatrów pod
sztolnią do kruszców, a wody z tego
poziomu ściągał do sztolni głównej.
Ten niższy poziom osiągnięto szybem
"Do szczęśliwego Nowego Roku"
i w niedługim czasie dobyto z niego 1112
niecek czyli 2502 centnarów kruszcu.
Ponieważ koszta ściągania wody były
wielkie a kurzawka sprawiała wiele
trudności, dlatego zaniechano pracy na
niższym poziomie, jak to wynika ze
sprawozdania z r. 1584. O drugiem
pogłębieniu, sięgającem do 6
łatrów; które spotkał podobny los,
była poprzednio mowa.
Przebijania przełomowego dokonano mimo
sprzeciwu górmistrza Trappa. Jego bowiem
planem było, jeżeli nie niższy poziom,
to przynajmniej wyższy, główny, z
większą żywością budować, gwarkom
zaś zależało na tem jeszcze więcej,
gdyż chcieli prędzej do kruszców
dojść, a sąsiednim kopalniom przyjść
z pomocą. To się także stało i
według sprawozdania rządu karniowskiego
z r. 1583, odkryto wspaniałe kruszce,
spowodu czego opuszczono podkop.
Najdłuższa przecznica wynosiła 340
łatrów, a najkrótsza 80. W r. 1577
przebito około 100 łatrów poprzecznic.
Co się tyczy głównego pola
sztolniowego, to często stosownie
według właściwości skały, opuszczano
je, skoro jednak piętrzyły się
trudności w sąsiednich polach, a urobek
kruszcowy zmniejszał się, wtedy wracano
do niego, jak już wyżej wspomniano.
Sztolnia ta posiadała wiele szybów
świetlnych, były one jednak spowodu
utrudnionego przebijania kurzawki, grubej
na 2 łatry tak kosztowne i
powstrzymujące budowę, że górmistrz
Mann z Goldwonachu uważał w r.
1577, że na wybicie 8 projektowanych
szybów świetlnych nie starczy 5400
florenów, także powątpiewał, czy z
pobocznych przodków będzie można
wydobywać kruszce, mniemał że spowodu
wielkich wód będzie trzeba założyć
odwadniarki. Sądził on, że 4 szyby
pochłoną sumę powyższą. Mimo to
przebito w r. 1600 ze szybu - Exidius -
przecznicę o długości 11 łatrów.
Przy tak ważnem przedsięwzięciu jak
budowa sztolni św. Jakóba, musiano
uważać przedewszystkiem na właściwy
poziom i pod tym względem też był
górmistrz Trapp bardzo ostrożnym, jak
to z wielu dowodów wynika.
Gdy górmistrz Mann badał sztolnię,
znalazł ją prowadzoną na właściwym
poziomie i stwierdził to w r. 1577
następującemi słowy: "sztolnię
przebija się dokładnie i według spustu
wody".
Mimo tak dobrego postępu i wyniku pracy
górmistrza Trappa, byli gwarkowie
niezadowoleni i zaczęli go niezadługo
obwiniać, że sztolnię podniósł.
Sprowadzili oni obcego miernika,
Chrystjana Hofrichtera, który miał
oświadczyć, że sztolnia podnosi się o
dwa i pół łatra. Gdyby to chciano do
pewnego stopnia naprawić, to musianoby
się cofnąć o jakie 90 łatrów
przeszło i posuwać się według
właściwej drogi. Tenże Hofrichter był
ignorantem [3) Uwaga w rozdziale o
urzędnikach górniczo-hutniczych.] i
dlatego obwinienie to zostało przez
radców karniowskich zbadane. Ze
sprawozdania ich z r. 1579 okazuje się,
że sztolnia przy swej 600 - łatrowej
długości nie podniosia się więcej jak
tylko o 1/8 łatra, a ta 1/8 łatra była
potrzebna do spadku wody, co wszystko
jako wielkie dzieło podziwiać należy.
Przy badaniu tem było oprócz starszego
starosty z Karniowa jeszcze 26 osób
obecnych, które w ten sposób działanie
Trappa usprawiedliwiły.
Odpowiedź
na pytanie jak głęboką była sztolnia
św. Jakóba, może być po zestawieniu
poszczególnych odnalezionych wiadomości
tylko ogólnikowo podana. Pierwsza
wzmianka pochodzi z r. 1568, która
głosi, że spuszczono się pod poziom
sztolni na 6 łatrów. Marcin Heyracher z
Krakowa zaznacza na bramach miasta, że w
tem miejscu sztolnia będzie głęboka na
13 łatrów.
Następnie w r. 1571 zrobił pomiary
Krzysztof Lorenz z Reichensteinu i
zaznaczył na bramach miasta 14 1/2
łatra i 19 cali (łatr = 85 cali).
W r. 1579 wyraził się żupnik Mann, że
sztolnia na terenie Blaszyny znajduje
się w głębokości 13 1/2 łatrów i
schodzi przeto 3 1/2 łatrów poniżej
kruszców. Pomiary miernika z Marienburgu
nie zachowały się wprawdzie, jednak
górmistrz Trapp stwierdzał często przy
świadkach, że w najwyższym punkcie
miasta szła sztolnia w głębokości 16
łatrów. W r. 1584 przebił Trapp
pochylnię do sztolni na łatr przeszło,
aby dostać się do kruszców. W końcu
wynika ze starego rysunku Trappa, że
sztolnia ciągnęła się od ujścia aż
do pewnego znaku na 442 tatry. Ponieważ
stąd aż do miejsca tego, gdzie
natrafiono na kruszec, liczono 59
łatrów, więc pokład kruszcowy
przecinał sztolnię w odległości 501
łatrów od ujścia.
Trudności przy budowie sztolni bylo
niemało, i wprost wierzyć się nie
chce, jak naówczas znaleziono jeszcze
odwagę dalszego jej prowadzenia. Przy
tak znacznej długości a tak niewielkiej
głębokości, która na 950 łatrów
wynosiła w prostej linji w największym
punkcie miasta tylko 16 łatrów, nie
mogło się wśród ławic piaskowych i
kurzawki, przez którą ją musiano
przebijać, obyć bez trudności i
największych niebezpieczeństw. Opisy
starych górników o natrafionych
przeszkodach nie są wcale przesadzone,
gdyż doświadczenie uczy, z jak
wielkiemi trudnościami walczono jeszcze
300 lat później przy ulepszonych
urządzeniach odwadniania i środkach
pomocniczych.
Pokład kruczcowy, który od miasta
wdół, w pola sowickie pod wody
lasowickie zapada, nie mógł naturalnie
zapomocą tej sztolni, która do tej wody
uchodzi, tak łatwo być osiągnięty.
Pierwsze układy sztolniowe rozpoczęto w
r. 1564, a dopiero po 9 latach prawie
natrafiono na pokład kruszcowy na
poziomie sztolni w odległości 501
łatrów od ujścia. Przedtem i potem jak
już wspomniano, zapuszczano z poziomu
sztolni szyby, aby móc wydobyć niżej
leżący kruszec. Początkowo
posługiwano się odwadniarką, która
wodami lasowickiemi pracowała, gdy
jednak w r. 1564 nastąpiła wielka
posucha, wtedy nie można było tych wód
ściągać. Jakób Rapp już w r.
1563 prowadził sztolnię na własną
rękę. Według podania z r. 1567,
wyciągały wody do sztolni trzy
odwadniarki konne, musiano jednak niższe
przodki opuścić spowodu wielkich
kosztów, jak to wynika ze sprawozdania z
r. 1584.
Już dawniej przypuszczano, jak to głosi
karniowski rząd w r. 1571, że chociaż
gwarkowie ściągają wody z niższego
poziomu dwu, trzystu czy także czterystu
końmi, i z tej przyczyny mają wielkie
ułatwienie, tak, że wody te tylko
niecale 2 łatry potrzebują wyciągać,
a nie 12 aż na powierzchnię, to jednak
niższy poziom mógłby być zalany i
dlatego należy bić wyższy ganek, aż
się natrafi na kruszec, którego się w
ciągu roku spodziewano. Trwało to
jednak 1 i 3 roku. Zauważono dalej, że
niektórzy gwarkowie grali na zwłokę
przy oddawaniu swych części, a rząd
sam już 21000 flor. przebudował i
dlatego nie mógł już żadnych
udziałów brać więcej, chciano się
jednak zwrócić do margrabiego, aby
udzielił obiecanego wsparcia. Dowodzono
wreszcie, ze w razie upadku
tarnogórskiego górnictwa powstanie
nietylko szkoda, jak to zwykle bywa, ale
i pośmiewisko i wstyd. Książęce
rozstrzygnięcie z r. 1571 opiewa, że
książę żadnych udziałów w sztolni
więcej nie weźmie, ale udzieli na 4
lata zwolnienia od dziesięciny i zwolni
dwa szyby w sąsiedztwie od opłat.
Poprzednia
wiadomość o kurzawce potwierdza się
tem, że 17 czerwca 1573, dzień przed
odkryciem, zapadła się główna
sztolnia i odwadniarka razem z końmi i
ludźmi. Sądzono, że wszystko stracone,
ale po należytem przygotowaniu
wprowadzono znowu wszystko w ruch. I w
następnym czasie zdarzały się podobne
wypadki, jak o tem świadczy podanie
gwarków sztolni z r. 1592, w którem
się skarżą na wody i kurzawkę w
sztolni i okolicznych rewirach. Już w r.
1591 nastąpiły różne zapadnięcia w
kurzawce i z tej przyczyny kruszconośne
szyby zostały zalane i zaszlamowane.
Od roku już starano się doprowadzić
wszystko do porządku, co kosztowało
7000 florenów, ale sztolnia była
jeszcze nadal zawalona. Gwarectwo
prosiło tedy o zapomogę w wysokości
5000 talarów i o tyle ileby zdołano
zebrać. W razie nieotrzymania
pieniędzy, oświadczylo, że nie włoży
ani fenyga ani halerza w budowę sztolni
i wogóle w górnictwo. Niewiadomo, jak
sprawę załatwiono.
Dokonywanie zaś odkrywki w celu
przeprowadzenia sztolni wśród kurzawki,
będzie się każdemu kto zna sztolnie
tylko w układzie gankowym i twardych
złożach, wydawało bardzo dziwnem. W
okolicy Tarnowskich Gór zastosowano
jednak ten kosztowny środek nietylko w
r. 1594 przy sztolni św. Jakóba, lecz
także w nowszych czasach w r. 1789 przy
sztolni "Pomaga Bóg".
Główny ganek sztolni św. Jakóba
dochodzi już w r. 1590 aż do miasta i
pod nie. Ponieważ jednak chciano tą
sztolnią otworzyć stare zatopione pola
w rewirze sowickim, dlatego starano się
tam dojść przecznicami. Według
sprawozdania rządu karniowskiego z r.
1594, jedna i takich przecznic zawaliła
się spowodu niedbalstwa. Ściągnięcie
wód było niemożliwe, cofnięto się
kilka łatrów spowrotem i usadowiono
się w całem polu.
W tym nowym rewirze, gdy ujechano około
stu łatrów, natrafiono na tak wielką
kurzawkę i pole pełne wody, że nie
można się było dalej posuwać.
Po wielu naradach z urzędnikami i
gwarkami, którzy chcieli teraz
odstąpić, zgodzono się na to, aby
użyć jednego środka, mianowicie, aby z
powierzchni przeprowadzono otwarty,
szeroki wkop, (rów) jakie 6 czy 7
łatrów głęboki, aby go wykopano aż
do kurzawki, długość i szerokość
jego miała wynosić 40 łatrów, aby
następnie wodę z kurzawki odprowadzono
pochylnią w tym celu wybitą z góry
stopniowo, a kopalnię aż do należytego
spustu wody, na jakie 8 łatrów także
głęboko, (licząc od powierzchni aż do
poziomu sztolni 14 -15 łatrów)
zupełnie zabudowano, stemplami i
podporami.
Spodziewano się pokonać te zapadnięcia
i przy dalszem posunięciu się natrafić
na twardy kamień, gdzieby woda mogła
odchodzić szczelinami. Koszta tej pracy
oszacowano na 9000 florenów. Gwarkowie
byli ubodzy i prosili więc księcia o
5000 talarów bezprocentowej pożyczki.
Dalej proszono o drzewo z lasów
żyglińskich, a zwłaszcza od granicy
polskiej, gdzie było kradzione i
pustoszone. Drzewo nie miało
przekraczać wartości 200 flor. Zresztą
sztolnia ta kosztowała więcej niż
150000 flor. Zupełne zestawienie
kosztów wprawdzie się nie dochowało,
ale odkrywka rzeczywiście była
dokonana, jeszcze w początkach XX wieku
można byto bowiem oglądać wielkie
zagłębienie przy drodze z Tarn. Gór do
Sowic, które jeszcze po trzech wiekach
przeszło pozostawiło ślady tego
wielkiego przedsięwzięcia.
Przy posuwaniu się ganka głównego i
pobocznych gromadziły się często
trudności i żalono się na ogromnie
twardy kamień, jak również na bardzo
miękkie warstwy. Te ostatnie wymagały
ciągłej uwagi na zabudowanie. W tym
celu ustanowiono trzech rewizorów
sztolni, a jednak zdarzały się
obrywania. Zawalenie w r. 1624 było
bardzo poważne, dlatego postanowiono
natychmiast udzielić drzewa z lasów
miejskich, a obywatele którzy posiadali
konie, mieli je zwozić. Wszyscy
spieszyli z pomocą i w ten sposób
zapobieżono większemu nieszczęściu.
Brak
powietrza następowal także często. W
takich wypadkach pomagano sobie w ten
sposób, że z powierzchni aż do piętra
sztolni wpuszczano przez miękkie warstwy
rury. Cena takiej rury wynosiła zwykle
razem z robocizną okolo 200 florenów.
Biorąc pod uwagę poważną długość
sztolni i zachodzące trudności przy jej
budowie, może każdy rzeczoznawca
wnioskować łatwo o wielkich kosztach.
Abt daje zestawienie rachunków z 26 lat.
Ze 14 lat nie udało mu się odnaleźć
rachunków, są jednak w przecięciu
podane.
Według
rachunków wydano:
w roku
1563 - 975 florenów [Floren liczono
34 grosze, a grosz 12 halerzy] groszy
- 18, halerzy - 0
w roku 1564 - 2357 florenów, groszy
- 10, halerzy 0
w roku 1565 - 2411 florenów, groszy
- 14, halerzy 0
w roku 1566 - 5176 florenów, groszy
- 25, halerzy 4
w roku 1567 - 5279 florenów, groszy
- 28, halerzy 8
w roku 1568 - 1890 florenów, groszy
- 4, halerzy 0
w roku 1570 - 1038 florenów, groszy
- 1, halerzy 4
w roku 1571 - 1350 florenów, groszy
- 8, halerzy 0
w roku 1572 - 904 florenów, groszy -
0, halerzy 0
w roku 1573 - 1808 florenów, groszy
- 0, halerzy 0
w roku 1574 - 3607 florenów, groszy
- 22, halerzy 0
w roku 1575 - 2192 florenów, groszy
- 0, halerzy 0
w roku 1576 - 1814 florenów, groszy
- 24, halerzy 8
w roku 1577 - 5672 florenów, groszy
- 4, halerzy 8
w roku 1578 - 5701 florenów, groszy
- 6, halerzy 0
w roku 1579 - 7976 florenów, groszy
- 1, halerzy 4
w roku 1580 - 7051 florenów, groszy
- 3, halerzy 0
w roku 1581 - 4200 florenów, groszy
- 0, halerzy 0
w roku 1582 - 3479 florenów, groszy
- 11, halerzy 0
czyli w 20 latach 65973 florenów, 12
groszy, 4 halerzy
Rachunki z
14 lat, od r. 1583-1596, brakują.
Rząd
karniowski donosi r. 1583, że sztolnia
(1580) już przeszło 90000 flor.
kosztuje. Obliczywszy przeciętne koszta
roczne na 3500 flor., to wynoszą one
przez 14 lat 49 000 flor. W ogóle aż do
r. 1602: 138804 flor. 31 gr.
i 13 1/2 hal.
Jeżeli
zaś w okresie tych 40 lat liczono
florena po 1 talarze i 12 gr., to wynosi
to przeszło 208000 talarów. Zważywszy,
że cały ruch nie trwał długo, to
trzeba się dziwić nadzwyczajnym
wkładom w przedsiębiorstwo. Dla
lepszego przeglądu służy poniższy
wyciąg rachunku budowy sztolni św.
Jakóba w Tarnowskich Górach od stycznia
aż do końca grudnia 1598 r. Zarobek
szlamowaczy sztolni wynosił 52 flor. 8
gr. 6 hal. W r. 1602 wynosił on 145
flor. 12 gr.
Rozszerzenie
otwartej płóczki kosztowało 430 flor.
7 gr. 6 hal., a w następnym roku 1598
wydano na przykrycie tejże 95 flor. Za
dębowe, jodłowe i spajane pale
zapłacono 52 flor. 30 gr.
Za słomę
do zapychania wody, gdy kurzawka
ruszyła, zapłacono 12 flor. 29 gr., a
za światło 102 flor. 29 gr., za
narzędzia dla gwarków 5 flor.
20 gr. Dla gwarków miano specjalne
przyrządy zjazdowe i kopalniane.
Zresztą szczególnie koszta drzewa
dębowego do odwadniarek były bardzo
wielkie. W jednym roku tylko, 1597,
zapIacono za drzewo 396 flor. 13 gr.
4 hal., a przy zliczaniu zapasów z tego
czasu znaleziono 2170 stempli dębowych.
Zarobek za
wybicie jednego łatra wynosil 4 - 5
flor. i 28 gr. Drzewo do jednego łatra
łącznie z innymi wydatkami kosztowalo
36 flor. 29 gr.
9 hal. według obliczenia za 2 lata od
1582 - 1584, w których ujechano 220
łatrów.
Wydatki te
jednak przyniosły dużo korzyści, gdyż
nietylko z niższego poziomu aż do jego
zastanowienia, uzyskano 48 centnarów
kruszcu, ale osuszono także sąsiednie
kopalnie i były widoki przeprowadzenia
sztolni przez złoża kruszcowe. Według
sprawozdania górmistrza Manna z r. 1573
wydobywano kruszce z poziomu sztolni;
przesłal on margrabiemu próby kruszcu,
który zawierał w centnarze 75 funtów
ołowiu i jeden łót srebra. Zaraz potem
rozpoczęto ożywioną produkcję,
której zupełnej wysokości nie można
podać spowodu niecałkowitych
rachunków. Poniższe zestawienie jest
tylko częściowe.
|