|
PODZIEMIA
TARNOGÓRSKIE
Według
starego zapisu ze sztolni św. Jakóba,
dokonanego przez górmistrza Trappa, to
od r. 1577 - 1579 wydobyto ze sztolni
samej 10.205 niecek, 1 korzec (niecka = 2
i 1/4 centn.) czyli 22 961 centnarów 107
funtów. W innym rachunku podaje on, że
w r. 1597 uzyskano 4380 niecek.
Wliczając w to 312 niecek, które
sztolnia otrzymała jako dziewiątą
część, to wynosilo to 4692 niecek
czyli 10557 centnarów. Dalej mówi Trapp
w sprawozdaniu z r. 1580, że ponieważ
wartość, na własną rękę dobytego i
z dziewiątej części otrzymanego
kruszcu wynosila 13764 florenów w r.
1579 a tylko 7968 flor. i gr. 7 hal.
figurowalo w rachunkach, a wydano 7976
flor. 1 gr. 4 hal., więc pozostała
nadwyżka w ilości 5795 flor. 23 gr. 5
hal.
Daleko większą korzyść przyniosła
sztolnia św. Jakóba całemu rewirowi
sowickiemu i Blaszynie, osuszając
większą część tych terenów.
Już wiadomość z r. 1570 podaje, że w
przeciągu 2 lat uzyskano za pomocą
sztolni 222 roszty kruszcu czyli 11988
centnar., a w r. 1571 stwierdza
górmistrz Trapp w pewnem sprawozdaniu, z
którego jasno wynika, że przy budowie
sztolni w przeciągu ostatnich po sobie
następujących 6 latach, uzyskano 32000
niecek, (72000 centn.) kruszcu albo 64
000 flor. (2 flor. za nieckę), a
sztolnia jeszcze nie była doprowadzona
do właściwych złoży kruszcowych,
tylko przecznicą do starych już
wyczerpanych pól.
Od r. 1566 (w latach 1563,1564 i 1565
jeszcze nie wydobywano) aż do 1582
uzyskano kruszcu ze sztolni i poprzecznic
99 468 niecek, co uczyni 223 803
centnarów tylko w okolicy sztolni św.
Jakóba. Wiadomość ta dotyczy tylko
produkcji tej okolicy, zachowała się
jednak inna o tych kruszcach, które w
późniejszych latach wydobyto w samej
sztolni, w przydzielonem polu, jak to
nazwano. Ilość ta była następująca:
r. 1597 -1602 czyli w 6 latach 6107
niecek albo 13 740 3/4 centnarów.
Wiadomości te jednak są niedokładne i
napewno o wiele więcej wydobyto, i jest
niezmiernej wagi to, że z tej niebardzo
rozległej okolicy uzyskano rocznie do 16
000 centnar.
kruszcu.
Bardzo dokładnie określała ustawa
górnicza oddawanie dziewiątej części,
jednak nie trwało długo, a powstały
kłotnie pomiędzy gwarectwem sztolni a
sąsiednimi gwarkami, którzy nie chcieli
sztolni św. Jakóba uznać jako
dziedziczną, której by się należało
dziewiąte. Komisja złożona z starszego
starosty i radców karniowskich jak
również z rzeczoznawców górniczych,
roztrzygnęła ten spór w Tarnowskich
Górach r. 1566 w ten sposób, że
sztolnię tę uznano za dziedziczną, a
wszystkie gwarectwa winny były uiszczać
jej według ustawy sztolniowej należne
części. Po tem rozstrzygnięciu więc
zawarto różne układy z okolicznemi
gwarectwami, a sztolnia otrzymała
dziewiąte i także według danych
okoliczności pól dziewiątego.
Mimo wielkich wydatków przy sztolni św.
Jakóba, wydobywano jednak z niej od
czasu do czasu kruszce, o czem świadczą
niektóre zachowane wiadomości. Gdyby
była jedynie sztolnią tylko, to nie
byłoby się w niej kruszców znalazło,
ponieważ jednak sztolnią tą dojechano
18 czerwca 1573 do pokładu kruszcowego,
a według ustawy sztolniowej można było
18 łatrów na lewo i prawo zgłoszenia
na szyby robić a także oddawano
dziewiąte sztolni, więc niekiedy można
było uruchomić wydobywanie.
Według obliczenia z 19 czerwca 1563,
wydano do końca 1579 r. na budowę
sztolni 53 203 flor. 18 gr. 3 hal. a
kruszców za to otrzymano za 46 450 flor.
W całości przeto w 16 latach powstała
strata 6753 flor. 18 gr. 3 hal., którą
rozumie się musieli ponieść gwarkowie
sztolniowi, jakkolwiek otrzymali oni
poważne zapomogi od księcia. Niektóre
następne lata okazały się nieco
lepsze, gdyż według innego obliczenia
od r. 1563 do 1582 wynosił:
przychód 67 182 flor. 2 gr. 4 hal.
wydatki 57 263 flor. 12 gr. 8 hal.
więc zysk 9918 flor. 23 gr. 8 hal.
Co dotyczy gwarków sztolni św. Jakóba,
to trzeba dodać, że Jakób Rapp był
pierwszy, który zgłosił sztolnię, i
że sztolnię wciągnięto w księgę
hipoteczną w 1564 r. Jemu samemu
zapisano 5/32 części, a inni gwarkowie
mieli od 1 do 1/2 części. Należy
wymienić nazwiska pierwszych
przedsiębiorców tej ważnej sztolni,
które widnieją w księdze kontrolnej od
r. 1562 do 1573 na stronie 46: Jakób
Rapp, Hadrian Hornig, starosta górniczy
(hetman górny) i wlaściciel
Radzionkowa, Piotr Hartwig, Wolf Kraus
dziesiętnik, Grzegórz Lachnitt, pisarz,
Ulrych von Pogrell, późniejszy
starosta, Grzegórz Emich, pisarz
hutniczy, Bartel Winkler, Alexander
Sturmeńsky, Stanislaw Wunsam i Jan
Gutacker.
Przedsiębiorstwo to znalazlo uznanie,
zwłaszcza że pod poziomem sztolni
dobywano kruszce. Wiele części
sprzedano, dziedziczono, i następnie
odpisywano albo dopisywano. Margrabia
Jerzy Fryderyk zebrał wnet z różnych
małych części 9 /32 razem, a wielu ze
szlachty mianowicie Joachim von der
Dhann, Ernst von Falkenhan, Zygmunt von
Burghausen jak również pozamiejscowi
jak Jan Engelhardt z W roclawia, wzięło
udział w budowie sztolni.
Przez częste od- i dopisywanie powstaly
pewne niedokładności, spowodu czego w
r. 1589 dla lepszego i prędszego
uporządkowania uregulowano zorganizowane
gwarectwo na nowo. Teraz i następnie
figurowali jako gwarcy pomiędzy innymi
margrabia Jerzy Fryderyk z 2 1/2 ósmej
albo z 40 kuksami, Ernst von Falkenhan,
Zygmunt von Burghausen, Fryderyk von
Natzlar, Karol Bytowski z Bytkowa i
Wilhelm von Oppersdorf.
Odbywaly się częste reorganizacje
gwarectw, które, nie wliczając
uprzednich, nastąpily w latach 1594,
1603, 1606 i 1609. Wielu udzialowców
odstąpilo, jak książęta lignicki i
brzeski, mieszkańcy Olkusza, Wrocławia,
Nysy i Brzega, odpadli także
Scharfenbergowie z Reichensteinu, zato
jednak przystąpiły liczne urzędy
skarbowe. Według ostatniego regulatywu z
dnia 15 października 1605, mial
margrabia Jan Jerzy 40 kuksów, miasto
Karniów 12, miasto Głupczyce 12, wolne
miasto górnicze Tarnowskie Góry 6, a
miasto Bytom 2 kuksy. Dziewięciu
obywateli miasta Bytomia posiadalo 10
kuksów, a oprócz dwu osób w Nysie i
Opatowicach, mieli różni obywatele
Tarnowskich Gór resztę, 44 kuksy.
Od tego czasu wiadomości o sztolni są
tak skąpe, że nie da się z historji
sztolni tej nic godnego pamięci
przytoczyć, jak tylko to, że gwarków
coraz więcej ubywało, i że do r. 1755
używano różnych środków
przymusowych, aby ściągnąć od
wszystkich mieszkańców Tarnowskich Gór
daniny pod nazwą "zamkosty", z
pomocą której to miernej opłaty od
czasu do czasu niecoś osiągano.
Obecnie zapadliska i pasma zwałów,
wielka ilość hałd w sąsiedztwie,
które się zwolna znosi i wyrównuje
oznaczają kierunek sztolni. Ślady te
nietylko pozwalają przypuszczać o
dawnem potężnem górnictwie, ale
potwierdzają to, co się powyżej
powiedziala. Ujście sztolni zostalo
później przez założony staw
młynarski zakryte i tylko przy
spuszczeniu wody było widoczne.
III.
SZTOLNIA "DARU BOŻEGO" POD
SOWICAMI
W pewnej
księdze hipotecznej zapisano: Aleksander
Sturmeński, lennik sztolni dziedzicznej
za hutą pana Hadriana Horniga, nazwanej
"Dar Boży" zapisanej w
księdze hipotecznej w środę po
Gromnicach 1566 r. W jakim celu tę
sztolnię założono w pobliżu sztolni
św. Jakóba i to w czasie, kiedy ta
znajdowała się w bardzo ożywionym
ruchu, nie można już obecnie dociec. W
r. 1567 odpisywano jednak i dopisywano
części, a po r. 1586 zachodzi nazwa:
"mała sztolnia za hutą
Horniga". Jak daleko ją
doprowadzono i co się z nią stało, o
tem nie zachowały się żadne
wiadomości.
IV.
SZTOLNIA KRAKOWSKA
Dokładnego
czasu, kiedy sztolnia ta przez polskich a
po większej części krakowskich i
olkuskich gwarków rozpoczęta została,
nie można podać, gdyż pomiary miernika
górniczego Jakóba Rappa są bez daty,
jak również podanie gwarectwa o
zatwierdzenie tej sztolni. Nastąpiło
ono wprawdzie 1568 r. ponieważ jednak
już w r. 1567 skarżono się na
opieszałe wkłady, więc musiano ją
zapewnie prędzej rozpocząć.
Pierwsze jak przytacza Abt, jest
sprawozdanie Jakóba Rappa o tej sztolni.
Po długiem dowodzeniu o mnogości wód
kopalnianych w tarnogórskiem
górnictwie, zapisano: "Sztolnię
miano rozpocząć najpierw pod
Tarnowicami (obecnie Stare Tarnowice) od
początku roszy aż do stojącego obok
młyna Kristnusa, i miała ona
osiągnąć długość 270 łatrów, a
głębokość 3 1/2 łatra.
Stąd od wymienionego młyna aż do
źródła pod wsią Tarnowice miano
przebić 550 łatrów i osiągnąć
głębokość 7 łatrów. Stąd od
wspomnianego źródła aż do wzgórza
pod gruszką miała jej długość
wynosić 626 łatrów, a głębokość 24
łatry.
długość - głębokość
270 - 3 1/2
550 - 7
---------------------------
820 - 10 1/2
626 - 24
---------------------------
1446 - 34 1
710 - 6
---------------------------
2156 łatr. - 281/2 łatr.
Stąd gdy od wspomnianej gruszki aż do
szybu Bartłomieja jest odległość 710,
a głębokość zmniejszyła się o 6
łatrów, które należy odjąć od 34
1/2 łatra, to pozostanie jeszcze
głębokość z wystarczającą roszą
aż do wyżej wspomnianego szybu
Bartłomieja, wynoszącą 281/2
łatra".
Znajduje się jeszcze inna wiadomość
bez daty, dotycząca prośby gwarków o
zatwierdzenie tej sztolni, która
prawdopodobnie wnet po wyżej wspomnianym
pomiarze wystosowaną została. Napisano
w niej, że gwarkowie chcą
przeprowadzić sztolnię własnemi
kosztami do kopalń w Lyszczu i Reptach i
do innych okolicznych szybów, przez co
zostałby ten rewir osuszony, a kruszce
tamtejsze mogłyby być wydobyte.
Długość jej określono dokładnie,
gdyż powiedziano: "ponieważ chcemy
tę sztolnię prowadzić do długości
2310 łatrów przez wiele niebezpiecznych
miejsc i w twardym kamieniu".
Gwarectwo stawiło następujące
żądanie: 1) uwolnienie od dziesięciny
na 5 lat, licząc od dnia, w którym
natrafionoby na kruszce; również
uwolnienia od połowy dziesiątego; 2)
wolnej sprzedaży srebra, ołowiu i
glejty; 3) pozostawienie wolności
sztolniowej; 4) dostarczenia potrzebnego
drzewa i opieki według ustawy
górniczej.
Z obu wiadomości tej sztolni można
poznać główny plan tej sztolni,
mianowicie to, że chciano ją prowadzić
z okolicy Starych Tarnowic aż do
Lyszcza, a przytem osuszyć rewir
repecki. Skąd się jednak wzięła
różnica długości między 2156 i 2310,
łatrów, nie dało się zbadać. Z
pewnością zrobiono później pomiar w
kierunku Rept i stąd mogła różnica
wynosić 154 łatry. Zdaje się jednak,
że później obrano inny kierunek
jeszcze, gdyż według wolności
górniczej tej sztolni krakowskiej,
nadanej przez margrabiego Jerzego
Fryderyka 1 września 1568 r., miała ona
wziąć początek na gruncie ptakowickim
a ciągnąć się aż do leszczyny
repeckiej, a miała dochodzić do kopalń
repeckich i innych leżących w pobliżu.
Zgłosili ją Jan Krupek, Jakób Frintel,
Jerzy Kuna i Fryderyk Schmalz gwarkowie z
Krakowa i Olkusza.
Począwszy od dnia znalezienia kruszcu,
udzielono gwarkom zupełnej wolności od
dziesięciny na 4 lata, a przez następne
lata mieli tylko połowę dziesięciny
dawać, gdyby jednak w okolicy i obok
sztolni natrafiono na kruszce, to miano
od nich całkowitą dziesięcinę dawać.
Srebro winni byli gwarkowie dostarczać
do książęcej komory po 7 talarów 1/2
orta. Gdyby gwarkowie, ponieważ
pochodzili z Polski, byli chcieli
oddawać srebro królowi Polski, to mieli
płacić grzywnę. W sprawie drzewa
przywilej ten powiada, że w państwie
bytomskiem jest mało lasów, a potrzeba
wymaga, żeby je o ile możności
oszczędzano i ochraniano. Pozwolono tedy
na dostarczenie drzewa z lasów
kochłowickich, ale tylko do budowy
sztolni, a pozatem do niczego. Nieckowe i
daniny od srebra zostały darowane.
O dalszym postępie robót przy tej
sztolni bardzo mało zachowało się
wiadomości, jednak z następującego
ustępu sprawozdania, sporządzonego
przez górmistrza Jana Trappa w r. 1571,
można niecoś wnioskować. Mówi on:
"że jakkolwiek sztolnia znajduje
się w okazałej budowie, to jest jednak
wątpliwem, czy da jakie korzyści, tem
bardziej że do Lyszcza brakuje jeszcze
1700 łatrów, a nim. się do pokładów
kruszcowych dojdzie, jeszcze długo może
potrwać".
Jeżeliby więc długość sztolni miala
wynosić, jak wyżej wspomniano, 2310
łatrów aż do Lyszcza, to ujechano
dotąd 600 łatrów, jednak wliczono do
tego zapewne otwartą roszę, która
jeszcze do dziś dnia istnieje.
Nie należy o tem wcale wątpić, że
sztolnię tę bardzo żywo prowadzono,
gdyż nietylko już w r. 1573 gwarectwo
sztolni krakowskiej zglosilo 36 szybów w
jej okolicy, ale rozpoczęło już 1574
żądać dziewiątego sztolni od
sąsiednich kopalń repeckich i w
Lyszczu. Jedni z nich starali się
udowodnić, że sztolnia krakowska im
jeszcze żadnej pomocy nie daje, inni
znowu widocznie na te żądania się
zgadzali.
Postanowiono zrobić ugodę, którą
zawarto 14 września 1574 roku.
Dziewięć gwarectw oświadczylo
gotowość oddawania dziewiątego celem
zachowania dobrej przyjaźni, aby panowie
gwarkowie tem intensywniej mogli
prowadzić odbudowę, aby tak cale
górnictwo mogło za "sprawą
Boga" lepiej się rozwijać. W r.
1575 sprzedal Jerzy Emich Janowi
Schreckingerowi, obywatelowi krakowskiemu
2 kuksy tej sztolni.
O dalszym postępie tej sztolni i jej
zaletach znajduje się dobra wiadomość
w sprawozdaniu górmistrza Manna z
Goldwonachu z dn. 12 lipca 1577 do
margrabiego Jerzego Fryderyka. Książę
ten wysłał go z Frankonji na Górny
Śląsk, aby zbadał tamtejsze jego
kopalnie. Mówi on: "że sztolni,
którą ci z Krakowa prowadzą, nie
potrzebuje się sztolnia św. Jakóba w
przeciągu 50 lat obawiać; oprócz tego
będzie o półtrzecia łatra głębsza
od sztolni św. Jakóba, nie może ona
jej zrobić konkurencji, gdyż jak pisze,
to sztolnia św. Jakóba jest o 8 lat
starsza od Krakowskiej, ale wnet dojdzie
się nią do kruszców, osuszy się
kopalnie i szyby, dlatego byłoby
korzystnie dla księcia, gdyby otworzył
kopalnie, gdyż sztolnią św. Jakóba za
ludzkiej pamięci się tak daleko nie
dojdzie". Jak trafne było to
przypuszczenie i jakimi dobrymi znawcami
byli gwarkowie, którzy tę sztolnię
budowali, wykazały czasy późniejsze;
obok tej sztolni bito późniejszą
glęboką sztolnię Fryderyka i stąd
dobyto najwięcej kruszców.
Z tego wynika, że sztolnia ta miała
bardzo wielkie znaczenie, i że się
obawiano, że spowodu jej większej
głębokości mogłaby szkodzić sztolni
św. Jakóba. Szczególnie obawiał się
tego górmistrz Jan Trapp, który
energicznie sztolnię św. Jakóba
budował, i którego obwiniano
publicznie, że wstrzymuje budowę
sztolni Krakowskiej. Że teraz budowa jej
słabo postępowała, wynika z tego, że
koszta górnicze poniesione przy jej
budowie wynosiły od 25 sierpnia 1576 do
9 marca 1577 tylko 454 guldeny 20 gr. 10
hal.
Jakie były dalsze losy sztolni od r.
1577 do 1579 niema żadnych śladów,
prawdopodobnie z nieznanych przyczyn
opuszczono ją, gdyż 4 października
doniósł rząd karniowski margrabiemu,
że budowy jej zaniechano calkowicie. To
potwierdził także górmistrz Mann,
który ponownie na Śląsk wysłany
został, w swem sprawozdaniu z r. 1579.
Powiada o tej sztolni, że jest szkoda,
jeżeli ona tylko godzinę jedną
spokojnie stoi.
Książę winien włożyć w to
przedsiębiorstwo 4000 flor. to wówczas
dopiero będzie posiadał kopalnie!
Sztolnia ta jest dobrze zabudowana
drzewem dębowem. "Gdybym miał
pieniądze zarazbym się
przyłączył", mówi.
Po tem sprawozdaniu wydał margrabia
rozporządzenie do rządu w Karniowie w
styczniu 1580 r., aby tę sztolnię
dokładnie zbadano, aby się można było
przekonać, czy się poleca prowadzić
ją dalej. Nie pozostały jednak żadne
wzmianki ani o jej zbadaniu, ani o jej
dalszej budowie, dlatego należy
przypuszczać, że około tego czasu ruch
jej ustał zupełnie. Upadek tej sztolni
spowodowała zapewnie zazdrość
górmistrza Jana Trappa, który
opiekował się sztolnią św. Jakóba, a
Krakowskiej, która się posuwała
bliżej robil trudności. Sami nawet
gwarkowie sztolni św. Jakóba skarżyli
się u margrabiego w r. 1584 na Jana
Trappa, że spowodu kłótliwego
zachowania się górmistrza Trappa
zaprzestali krakowscy gwarkowie nagle
budowy sztolni, ale kiedy upadła, o tem
nie istnieją już żadne ślady.
Czy sztolnia ta dotarła do pokładów
kruszcowych jest wątpliwe, gdyż tylko z
ciężkiem sercem byliby ją gwarkowie
opuścili, a jeżeli podczas rewizji kasy
u szychtmistrza tej sztolni, Jerzego
Angerminda w sierpiu 1577 znaleziono 16
grzywien 5 i 1/2 łóta srebra i 15 3/8
centnara glejty, to można to raczej
uważać za produkt dziewiątej części
kruszczu dla sztolni, który oddali
niektórzy gwarkowie rewiru repeckiego i
z Łyszcza od r. 1574, niż za własny
urobek sztolni Krakowskiej.
V. SZTOLNIA "W IMIĘ PAŃSKIE
OBIECANA"
Sztolnię tę zgłosił jako dziedziczną
na gruncie tarnowickim Marcin Wojtek, w
r. 1567 wciągnięto ją do księgi
hipotecznej. Gwarectwo tej sztolni
posiadało ćwiartki, także 4/64
części i zgłosilo w r. 1568, 32 szyby
w tarnowickim lesie dębowym. Gdzie się
ten las znajdował, jakie było
powodzenie sztolni, albo kiedy upadla, o
tem nie istnieją już żadne ślady.
VI. SZTOLNIA "BOŻE] POMOCY"
POD SOWICAMI
Wawrzyniec Gross, lennik sztolni
"Bożej Pomocy" w Sowicach,
został w r. 1568 do księgi hipotecznej
wpisany, do której dopisywano i
odpisywano udziały tej sztolni do r.
1570. Ponieważ jednak po specjalnej
umowie, w wyżej wspomnianym roku
gwarectwa sztolni św. Jakóba i Pomaga
Bóg wspólnie dwie płóczki pod
Sowicami zgłosiły, więc zapewnie
połączyły się oba gwarectwa, a
sztolnia "Bożej Pomocy"
pozostawala z pewnością w zastoju od
tego czasu, gdyż odtąd nie pojawia się
żadna wzmianka o niej.
VII. SZTOLNIA ŚW. JERZEGO POD BYTOMIEM
Ponieważ dawne i poważne górnictwo
około Bytomia zupełnie upadło i
przeniosło się w okolice Tarnowskich
Gór, a mieszkańcy Bytomia spodziewali
się podnieść znowu górnictwem, więc
postanowili prowadzić własną sztolnię
w swej okolicy. Przekonali się oni
nietylko ze starych aktów, ale także
według ich sprawozdania z września
1584, z pogłębienia szybów, że w
głębokości 12 do 14 łatrów znajdują
się pokłady kruszcowe, tylko spowodu
wielkich wód są nie do wydobycia.
Postanowili tedy bić sztolnię pod
nazwą św. Jerzego, która miała
dochodzić do 23 latrów głębokości.
Budowę jej rzeczywiście zaczęto w r.
1584.
Tarnogórski górmistrz Jan Trapp zbadał
plan tej sztolni i wykonał pomiary, z
których można bliżej poznać
długość i głębokość sztolni. Mówi
on w swem sprawozdaniu z r. 1584, że
sztolnia ta weźmie swój początek za
Szombierkami, przy Orzegowskim młynie,
na polach Jana Gierałtowskiego, i gdy
sztolnia ta z otwartym wkopem osiągnie
długość 500 łatrów, wtedy pod wsią
Szombierki dojdzie do głębokości 17
łatrów. Już przy 300 łatrach
musianoby natrafić na kruszce. Stąd aż
do starych zrobów wynosiła długość
500 łatrów, dalej przez stare wyrobiska
kruszcowe, aż do miejsca, gdzie po raz
ostatni pracowano, było 240 łatrów.
Gdyby więc należycie prowadzono
przebijanie, osiągniętoby aż dotąd,
więc na 1240 łatrów, głębokość 20
łatrów.
Cel był ten, aby osiągnąć okolice
Miechowic, Bobrownik, Srebrnej Góry i
SzarIeja. To wszystko przedstawili
gwarkowie sztolni bytomskiej margrabiemu
w sierpniu r. 1584, i prosili go o
następujące przywileje: a) od
pierwszego napotkania kruszcu uwolnienie
od dziesięciny na lat 6, b) aby sztolni
było wolno pobierać dziewiąte od
sąsiednich kopalń, któreby osuszyła,
nawet gdyby nie uczyniono otwartej
przebitki, c) aby im dano darmo drzewo z
lasów kochłowickich, jak to już
uczyniono dla sztolni Krakowskiej, d)
dalej proszono o darowanie nieckowego, e)
aby ustanowiono w Bytomiu urząd
górniczy albo przynajmniej górmistrza,
gdyż Tarnowskie Góry są za odległe, a
takie przedsiębiorstwo wymaga ciągłego
dozoru. Wkońcu proszono o wydanie
rozporządzenia, aby w obrębie jednej
mili od miasta nie wolno było nikomu
warzyć, piwa albo zakładać gospód.
Z tej przyczyny też wydany został nakaz
w Królewcu w. r. 1584 do rządu w
Onolzbachu, aby zajrzano do starych ustaw
górniczych i przekonano się na co
można pozwolić, co wszystko miano
następnie przedłożyć do
uwzględnienia. Także i margrabia
chciał przystąpić do przedsiębiorstwa
z 16 kuksami.
Podpis był bez nazwiska: "dux
prussiae". Z tem sprawozdaniem
musiano zapewne za długo zwlekać, gdyż
w maju 1585 doniósł rząd karniowski,
że gwarkowie sztolni św. Jerzego chcą
odstąpić, ponieważ udzielenie
wolności jeszcze nie nadeszło, prosił
on więc, aby się z tem spieszono.
VIII. NOWA SZTOLNIA BYTOMSKA
O tej sztolni nie można niczego podać,
jak tylko to, że miasto Bytom chciało w
r. 1603 rozpocząć budowę sztolni.
IX. SZTOLNIA "POMAGA BÓG"
Pomiarów tej sztolni dokonano w lipcu
1652 r. na polach gminy Rybna. To
przedsięwzięcie było tem
potrzebniejsze, ponieważ sztolnia św.
Jakóba była już całkiem zawalona, a
bez kosztownych odwadniarek nie można
się już było dostać do kruszców, a z
pól opatowickich nie dało się spowodu
wody wydobyć znajdujących się tamże
kruszców.
Najpierw umówiono się z właścicielem
gruntu, Wacławem Blachą, przez którego
staw szła sztolnia. Stało się to w r.
1652. W tejże zawartej umowie napisano:
"pan Blacha odstąpi staw ten
gwarectwu na zawsze, jak długo sztolnia
będzie istniała, z drogami i
ścieżkami w oznaczonych granicach za
100 talarów i używanie dwu kuksów, jak
długo na jego polach będzie się
dobywać srebro, jednak z oddawaniem
dziesięciny księciu bez szkody i na
rachunek gwarków". Mimo tej ugody
wybuchały widocznie liczne spory z
Blachą spowodu tej sztolni, gdyż
według postanowienia rządowego z lutego
1700 r. toczono proces spowodu stawu
sztolniowego, który miano oddać sądowi
apelacyjnemu. Prace sztolniowe prowadzono
bardzo ruchliwie. Zebrano gwarków a
gwarectwo i Rada postanowiła uregulować
zamkosty. Pisarz sztolni miał obchodzić
interesowanych i ich wzywać, aby
podawali górmistrzowi swoje opłaty, a
ten miał je ściągać przez wójta.
Dawnych zalegających chciano przez
odebranie im ich warsztatów i
przywilejów miejskich zmusić do
płacenia.
Oprócz tego postanowiono w wrześniu
1653 r., że według ustawy miał każdy
osobiście pracować w sztolni albo
złożyć 5 groszy pisarzowi
sztolniowemu. Robotnicy mieli należycie
pracować i miano się starać o
odpowiednie drzewo. Gdy w r. 1787
sztolnię tę otwarto, znaleziono w niej
dobrze zachowane drzewo dębowe do
stempli i drzwi. Gdy gwarkowie nie
stawili się na wezwanie górmistrza do
obrachunku tygodniowego, mieli zapłacić
6 groszy kary. Górnikowi nie wolno było
mieć w szybach, w których pracował,
żadnych udziałów.
Dwór cesarski bardzo się tą sztolnią
zaopiekował, gdyż w listopadzie 1656
r.. wystosowano do wyższego urzędu w
Wrocławiu rezolucję, w której
zarządzono, aby tę nową sztolnię w
Tarnowskich Górach opublikowano na
całym Górnym Śląsku, z dodatkiem, że
cesarz pozostawia Tarnogórzanom ich
dotychczasową wolność górniczą,
zastrzega sobie jednak decyzję w sprawie
ich wielkich praw, należących do
książąt kraju, które posiadali oni na
mocy zwyczaju i ogłoszonej ustawy
górniczej.
Dopiero w wrześniu 1663 zatwierdzono tę
nową sztolnię. Wybito 8 nowych szybów
świetlnych należących do tej sztolni,
które otrzymały następujące nazwy:
Pieter (Piotr), Paweł, Filip,
Bartłomiej, Andrzej, Pan Bóg z nami,
Maciej i Szczepan. Odtąd praca około
sztolni postępowała raźno naprzód,
brano do niej drzewo z lasów
lasowickich, jak to wynika z ponowionej
rezolucji z lipca 1687 r.
Ponieważ sztolnię tę znowu przy końcu
18 stulecia (1787) otwarto, dlatego
rządowe czynniki pruskie żaliły się,
że nie dochowały się żadne ślady
rachunków, sprawozdań, z którychby
można było wnioskować o sposobie
robót albo kosztach. Zimmermann
[Zimmermann, Beitrage zur Beschreibung
von Schlesien 2. Brieg 1783, str. 221]
mówi wprawdzie, że sztolnia nie
przyniosła oczekiwanych korzyści
spowodu czego skierowano się znowu do
sztolni św. Jakóba, otwartej ponownie w
r. 1667. Jeżeli jednak jeszcze w lipcu
1695 r. wydano rezolucję w sprawie
budowy jej, to musiała ona jeszcze w tym
czasie znajdować się w ruchu.
Pomijając to, jest prawdą, że nie
przyniosła ona spodziewanych korzyści,
gdyż późniejsze doświadczenia
wykazały, że nie osiągnęła ona
pokładów kruszcowych.
W zebranych zapiskach podano długość
tej sztolni na 703 łatry, z nowych
pomiarów jednak wynika, że otwarta
rosza miała 415 łatrów długości, że
290 łatrów od sztolni, a stąd do
ostatniego szybu świetlnego i ganka
sztolniowego, przebitego przez dawnych
górników, ujechano 1610 łatrów, tak
że po włączeniu otwartej roszy
przebito 866 łatrów, nie osiągnąwszy
pokładów kruszcowych.
Kiedy i dlaczego opuszczono sztolnię,
niewiadomo, lecz prawdopodobnie
spowodowały to wysokie koszta i
uciążliwe roboty w kurzawce. Ilość i
bliskość zawalisk, zagłębień i
zwałów dowodzi tego bardzo dobrze, a
ponieważ starożytni mieli do zwalczenia
również tyle trudności, które jeszcze
do dziś dnia istnieją przy daleko
doskonalszych środkach pomocniczych, to
jeszcze więcej nas dziwić musi, że
sztolnię tę bez widocznej korzyści tak
daleko doprowadzili.
SZTOLNIA TARNOGÓRSKA
Ostatnia sztolnia, o której przed
ponownem otwarciem górnictwa
tarnogórskiego w r. 1784 pomyślano,
jest ta, którą chciał prowadzić
nadsztygar Scholle z pomocą gwarectwa
pod nazwą: "Głęboka sztolnia
dziedziczna pod Tarnowskiemi
Górami". Zgłosił on się z tego
powodu w marcu 1796 r. w królewskiej
komorze domen i wojen. Budowę tej
sztolni rzeczywiście rozpoczęto w
okolicy Starych Tarnowic, ale wkrótce
potem zabił tenże Scholle w stanie
pijanym człowieka i uciekł. W taki
sposób ostatnia próba ożywienia
tarnogórskiego górnictwa z pomocą
gwarków wzięła swój koniec.
Wznowienie górnictwa
tarnogórskiego w r. 1783
Pierwsze maszyny parowe w górnictwie
tarnogórskiem
W ponownie podjętem przez państwo
pruskie górnictwie tarnogórskiem w r.
1784 nie przestały sztolnie odgrywać
dalej swej wielkiej roli. Owszem, nawet
sztolnie głównie umożliwiły
rozbudowę nowej wielkiej fiskalnej
kopalni "Fryderyka ".
Z nastaniem wiosny 1784 otwarto ruch
kopalniany na oznaczonych w zeszłym roku
punktach i na innych, bijąc szyby. Po
niezbyt długich trudach znaleziono w
obecności Redena pierwszy kruszec w
szybie "Rudolfiny" a drugi na
szybie "Liszczok". Reden pełen
z tego powodu radości pisał do W. U. G.
we Wrocławiu:
"Tarnowskie Góry, 20 lipca 1784.
Sprawia mi to wielką przyjemność
donieść król. kolegjum wesołą
wiadomość, że Opatrzność tutejsze
roboty próbne ukoronowała pomyślnym
rezultatem. W dniu 16 lipca bowiem
wyłamano w głębokości 8 7/8 łatra na
szybie "Rudolfina", a 18 - go
na szychcie nocnej na szybie
"Liszczok" piękny i wspaniały
kruszec ołowiu. Z pierwszego właśnie
co dopiero posłałem kilka sztuk
pocztą, a z ostatniego dołączam teraz
próbki, upraszając, aby je łaskawie
włączono do zbiorów..." Odkrycie
to wiele obiecywało. Tutaj, jak i w
wkrótce potem wybitym szybie
"Opala" wynosiło złoże
kruszcowe 18 cali i obficie było
wypełnione złożami i krupami. Próbny
wyrąb 1 łatra kwadratowego dał 44 1/5
centnara czystego kruszcu (1 m2 = 643
kg). Był to nadzwyczajny wynik.
Nowemu przedsiębiorstwu otwarły się
teraz wspaniałe widoki. Reden się
cieszył, gdy widział, że jego wielkie
plany posunęły się znacznie naprzód.
Z nim cieszyli się nietylko urzędnicy i
robotnicy, ale i całe starożytne miasto
górnicze. Mieszczanie widzieli, że
dawne tak obficie tryskające, naturalne
źródło bogactwa, dotychczas niejako
wyschnięte, na nowo trysło. Umysły
ogarnęło uczucie, które doprowadziło
do tego, że z obfitości serca zrodził
się
w ludziach pęd i dążenie zlożenia
podzięki za tak wielką łaskę. Stąd,
wszyscy czuli potrzebę urządzenia
nabożeństwa dziękczynnego. Stało się
to i oba wyznania dziękowały w
świątyniach Bogu. Szczególnie pastor
Pohle krzątal się wielce około
uroczystości i miał kazanie górnicze.
Uroczystość pamiątki pierwszego
znalezienia kruszcu obchodzono odtąd
corocznie w Tarnowskich Górach w dniu 16
lipca, a później w niedzielę po 16
lipca w kościołach obu wyznań w
połączeniu z zabawami świeckimi.
Sczasem stał się dzień ten prawdziwem
świętem górniczem i hutniczem dla
załogi w mieście i Strzybnicy.
W r. 1820 zaczęto teren około
"Rudolfiny" planować i
zalesiać, hałdę zaś zaokrąglono, a
przez zniesienie innych pobliskich
podwyższono. Tak powstal stary, piękny
park górniczy na kolonji kopalni
Fryderyka, w którym wznosił się
pomnik, wspaniały obelisk pamiątkowy
pomiędzy drzewami, wśród zieleni, a
który następnie postawiono w parku
miejskim, a który znalazł tak tragiczny
koniec przed kilku laty [Obelisk ten jako
rzekomą pamiątkę po Niemcach rozbito
materjałem wybuchowym]. Na miejscu tem,
gdzie stała hałda - pomnik - odbywały
się też wszystkie coroczne
uroczystości górnicze.
Oprócz wspomnianych dwóch szybów
zaczęto wtedy w pierwszym roku bić
dalsze 10 szybów, przy Bobrownikach, na
Suchej Górze, pod Sowicami,
Stolarzowicami i przy Dąbrówce - a
również otwarto po jednym szybie
świetlnym przy sztolni
"Krakowskiej" i "Pomaga
Bóg". Ale sprawa nie poszła tak
gładko - większe powodzenie miały
tylko roboty koło Bobrownik. Radość
nie trwała długo, gdyż stary
nieprzyjaciel górnika, woda, wtargnęła
z wielką gwałtownością i zmusiła
górników do opuszczenia miejsc
odbudowy. Zwrócono się do starych
sposobów i środków walki, do
urządzeń pompowych, pędzonych
kieratami konnemi [2) H. Koch, Geschichte
des konigl. BIei- u. SiIbererzbergwerkes
Friedrichsgrube bei Tarnowitz O. SchI.
Denkschrift zur Feier des hundertjahrigen
Bestehens der Friedrichsgrube].
Pierwszą odwadniarkę konną ustawiono w
r. 1785 na szybie "Kunszt".
Koszta budowy tej odwadniarki konnej
wynosiły 2286 talarów. Odwadniarka ta
jednak nie sprostała zadaniu, nie mogła
ściągnąć dopływu wód - zbudowano
prędko jeszcze dwie drugie. Cały ruch
ten pompowania wody wymagał pracy 120
koni. Trzeba było radzić o innym
sposobie, gdyż te środki nie
wystarczały, a nie można było dalej
się przy nich zapuszczać. Postanowiono
sprowadzić maszynę parową z Anglji.
Pierwsza, 32-calowa maszyna parowa,
wyciągała wody z szybów
"Kunsztu" i
"Abrahama". Następnie użyto
jej do poruszania pomp na szybie
"Pachały". W r. 1801 ustawiono
32-calową maszynę na ostatnim szybie
świetlnym obok szybu
"Fryderyka" przy sztolni
"Pomaga Bóg". Po ukończeniu
"Głębokiej Sztolni Fryderyka"
w r. 1834 dostała się maszyna na
kopalnię "Król", a później
na kopalnię "Fanny", gdzie
miała nawadniać pola ogniowe na
powierzchni tej kopalni, - gdzie też
1857 r. sprzedano ją jako stare żelazo.
Takie były losy tej pierwszej maszyny
ogniowej. Skoro 32-calową maszynę
ogniową puszczono w regularny ruch,
osuszony zostal najgłębiej osiągnięty
poziom, co dotychczas udawało się tylko
niekiedy częściowo. Chodnikami zaczęto
się posuwać szybko w pole południowe,
otwarto jednak znowu tak wielkie świeże
wody, że maszyna nie mogła ich pokonać
i połamała się przy zestawach spowodu
zwiększonego sposobu chodzenia. Musiano
znowu puścić w ruch kunszty konne i
wynająć odpowiednią ilość koni.
Zdecydowano się dlatego szybko na
sprowadzenie nowej silniejszej maszyny, a
mianowicie już trzeciej zrzędu,
ponieważ w międzyczasie zbudowano w
Ozimku 20-calową maszynę ogniową.
Skonstruował ją według tej samej
atmosferycznej, t. zw. starej zasady, o
40-calowej ,średnicy cylindra, inspektor
maszynowy Fryderyk, a puszczono ją w
ruch 27 lutego 1791 r., po wyrzuceniu
polowego urządzenia żerdziowego na
szybie "Pachały". Kosztowała
ta maszyna 16.204 talary, 13 gr. 11 fen.;
a wszystkie części do niej i cylinder
sprowadzono znowu z Anglii z Homfrey, nie
zważając na istotne podwyższenie ceny.
Rok później ustawiono na wybitym szybie
maszynowym "Heinitz" czwartą
48-calową maszynę, która kosztowała
17.048 talarów i 16 gr. Maszyna ta
wyposażona w 11 1 - calowe zestawy
pompowe wyciągała w minucie 80 - 90 m3
wody na wysokość 20 łatrów.
Spotrzebowywała ona dziennie 100 - 120
korcy wrocławskich węgla. Utrzymanie
jej kosztowało dziennie 16 talarów i 16
gr. Właściwą maszynę sprowadzono z
Anglji od Banksa z Benthal, a resztę
wykonano w Ozimku.
Nad
wykonaniem dzieła tego był po raz
pierwszy czynny Fryderyk Holzhausen
[Józef Piernikarczyk, Historja
Górnictwa i Hutnictwa na G. Śląsku, t.
I, str. 187-191].
Następną,
czyli piątą 40-calową maszynę
konstrukcji Boulton Watt ustawiono na
40-calowym szybie maszynowym w pobliżu
szybu "Redena", a dnia 1 lutego
1796 r. puszczono ją w ruch. Była ona
konieczna, ponieważ w rewirze miejskim
docierano do głębszego poziomu,
nazwanego chodnikiem "Redena",
a który był potrzebny dla odbudowy w
rewirze bobrownickim. Maszyna ta
wyciągała 110 stóp kubicznych wody na
wysokość 45 m.
Kosztowała 16.800 talarów, a
spotrzebowywała dziennie 65 - 70 korcy
węgla i utrzymanie jej dzienne wynosiło
zaledwie 8 tal. 10 gr. Przynależne
kotły parowe miały kształt podłużny.
Wszystkie ważniejsze części wyszły ze
zakładów W. Wilkinsona [Józef
Piernikarczyk, Historja Górnictwa i
Hutnictwa na Górnym Śląsku, t. II,
str. 332 - 334.] w Staffordshire,
(Anglja). Właściciel tych hut przybył
osobiście w styczniu r. 1789 do
Tarnowskich Gór i był ważnym doradcą
Redena we wszystkich sprawach mającego
powstać wielkiego przemysłu
górnośląskiego [Józef Piernikarczyk,
Wpływ i udział Anglików w tworzeniu
wielkiego przemysłu na G. Śląsku, str.
14-16].
Maszynę
ogniową, którą już całkowicie i w
lepszej formie na Górnym Śląsku
zbudowano, mianowicie w Ozimku, szóstą
zrzędu, o 24-calowej średnicy cylindra,
urządzono w szybie "Lis" w
rewirze suchogórskim. Później dostała
się do Polski na kopalnię fiskalną w
nowo utworzonej prowincji pruskiej w
Prusiech Południowych, do Strzyżowic.
Właściwość konstrukcji Boulton - Watt
polegała na kondensacji pary, która nie
odbywała się już więcej w samym
cylindrze, ale w osobno urządzonym
kondensatorze. Budowa tej maszyny
dokonała się pod osobistym
kierownictwem i poradą Anglika Baildona,
sprowadzonego na Górny Śląsk i tutaj
pozostałego na stałe [Tamże str.
23-24].
Od r. 1799
- 1802 urządzono na szybie
"Redena", o 20 m oddalonym od
40 - calowego szybu maszynowego, siódmą
i największą. 60-calową maszynę
według systemu Boulton - Watt'a.
Wyciągała ona 220 - 260 stóp
kubicznych wody na wysokość 164 2/3
stóp do roszy dziennej. Utrzymanie jej
kosztowało 16,5 talara i zużywała
około 120 korcy węgla. Założenie i
wbudowanie kosztowało 24.854 talary.
Zbudowano ją znowu w zakładach
górnośląskich w Ozimku i w Gliwicach i
była pierwszą, która posiadała u
góry zamknięty cylinder dla
obustronnego dopływu pary. W r. 1806
ustawiono ją na skarpie sztolniowym
"Pomaga Bóg".
W późniejszym czasie dokonano jeszcze
przy tej maszynie różnych
konstrukcyjnych ulepszeń, a w r. 1835,
kiedy stała się na kopalni Fryderyka
zbędną, spowodu wybicia
"Głębokiej Sztolni
Fryderyka", sprzedano ją hrabiemu
Donnersmarckowi za 11.900 talarów i
przewieziono na kopalnię galmanu
"Wilhelmina" przy Szarleju,
gdzie jeszcze przez 25 lat była czynna.
Ósmą i ostatnią maszynę ogniową w
takim samym wykonaniu i 24 - calowej
średnicy cylindra, zbudowaną również
w górnośląskich zakładach, puszczono
w ruch na szybie "Aurora". W
roku 1808 przeniesiono ją na szyb
"Pokój", a następnie używano
pomocniczo przy budowie sztolni
"Fryderyka" na dwóch szybach
świetlnych. Po wykończeniu sztolni w r.
1835 ustawiono ją ponownie na szybie
"Pokój", gdzie aż do r. 1876
służyła potrzebom tamtejszej
płóczki, dostarczając jej potrzebnej
ilości wody i gdzie też pozostawała
aż do ostatnich czasów jako relikwja
starych czasów.
Z
powyższego można poznać, jak ogromne
znaczenie miało i jak wielki rozwój
spowodowało zastosowanie maszyn parowych
od samego paczątku w tarnogórskim
górnictwie.
Maszyny
umożliwiły pokonanie wód podziemnych i
wtedy też rozwinął się szeroko
rozgałęziony system chodników
głównych. Oczy świata ówczesnego
zwrócone były pełne podziwu na te
twory ducha i rozumu ludzkiego. Wszyscy
byli poruszeni działalnością pełnych
tajemnic sił pary, przeczuwając, że
nadejdzie szczęśliwa przyszłość w
następnej epoce dziejów. Ze wszystkich
stron spieszyli książęta, mężowie
stanu i ludzie pracy i nauki, - aby
własnemi oczami oglądać te cuda. W
księdze pamiątkowej kopalni Fryderyka
znajdują się języki wszystkich ludów
Europy. W czasie, gdy maszyny parowe
były w ruchu i górnictwo rozwijało
się, przedstawiała się okolica i
krajobraz Tarnowskich Gór nadzwyczaj
wspaniale. Ze wzgórz tarnogórskich
widok ten był wspaniały, imponujący,
porywający za serce, który dostarczały
liczne szyby, kieraty konne i maszyny,
spowite w mgle pary i dymu.
Przebijanie
głównych chodników i sztolni
Z chwilą,
gdy przy pomocy maszyn parowych opanowano
wody, rozwinął się na wschodniem
skrzydle zagłębia tarnogórskiego
system sztolni i chodników, które
stosownie do swego rozczłonkowania
podzielono na różne rewiry. Z
rozpoczęciem odbudowy pod Bobrownikami
zaczęto posuwać się i w kierunku
południowym, ku Suchej Górze.
W kierunku północnym posuwano się
równocześnie, gdzie skrzydło
zapadłości przechodzi w zachodniej
stronie miasta Tarnowskich Gór. I tak
powstały cztery rewiry: brobrownicki,
suchogórski i tarnogórski, a bardziej
na północ od ostatniego rewir
sztolniowy albo sowicki. Podział ten
utrzymał się aż do ostatnich czasów
istnienia kopalni "Fryderyka",
jakkolwiek cały ruch skoncentrował się
już oddawna w rewirze suchogórskim,
skąd kierowano mniejszymi robotami w
pozostałych rewirach. Dla każdego z
tych rewirów należy zwrócić uwagę na
główne poziomy - dla tarnogórskiego
wybito chodnik "Redena", dla
rewiru bobrownickiego chodnik
"Heinitza", dla suchogórskiego
chodnik "Zuflucht".
W rewirze suchogórskim osiągnięto przy
pomocy 40-calowej maszyny ogniowej,
piątej zrzędu, w r. 1796 najniższy
poziom Redena, który tutaj leżał w
glębokości 23 łatrów (48 m) i który
zwolna w tym stopniu, jak dokonywano
przebitek, mających połączenie z
poziomami wyżej położonemi
"Heinitz" i
"Zuflucht" musiał wszystkie
wody przyjmować z południowych
rewirów. Na szybie Redena też
postawiono w r. 1802 najsilniejszą
maszynę parową, mianowicie 60-calową,
która wspólnie z 40-calową wyciągała
wówczas wszystkie wody z kopalni.
Chodnik Heinitza, położony wyżej o
2,58 m, przeprowadzono, skoro pierwotny
poziom przy szybie "Abrahama"
okazał się za wysoki, więcej w
zachodnim kierunku upadu do glębokości
42 m przy szybie "Heinitz".
Chodnik ten stanowił najgłębszy ganek
odplywowy dla rewiru bobrownickiego. Wody
z niego wyciągały maszyny: 48-calowa na
szybie "Heinitz", 40-calowa na
szybie "Pachały" i pomocnicza
32-calowa maszyna na szybie
"Abraham". Wszystkie te maszyny
przestały być czynne z chwilą, kiedy
przy pomocy przodka przeciwległego,
wybitego od szybu Redena, dokonana
została przebitka i w ten sposób
nastąpiło połączenie z poziomem
Redena co miało miejsce przy końcu
marca 1800 r. pomiędzy szybami
świetlnemi "Bernhardi" i
"Zuch".
|