Tarnogórski Program Edukacji Regionalne "Indianer"
serwis Portalu Powiatu Tarnogórskiego
www.tg.net.pl

autorstwo
: Zbigniew Markowski



 
  tematy powiązane:
    Ordunek Gorny - tekst
Górniczy rodowód - tekst
Srebro wpisane w historię - tekst
Szlakiem zabytków - scenariusz lekcji
praca w dawnych grafikach - grafika
Kopalnia Zabytkow - fotografie
narzędzia gónicze - fotografie
   

PODZIEMIA TARNOGÓRSKIE

Na południu łączył się ten poziom przy szybie "Pachały" z chodnikiem "Zuflucht", z głównym chodnikiem rewiru suchogórskiego, przez 5,36 wysoki skarp. Chodnik ten rozpoczynał się od poziomu szybu "Zuflucht" i bito go, zmierzając ku południowi aż poza szyb "Eggenberg" do południowego zwrotu zagłębia, przez co stała się zbędną odwadniarka konna i 24-calowa maszyna nowszej konstrukcji. Przebitkę ukończono w r. 1802 pomiędzy szybami "Wrona" i "Lis", od którego bito przodek przeciwny.

Odtąd zostały wszystkie 3 rewiry połączone z sobą otwartą przebitką i z centralnym urządzeniem odwadniarskiem na szybie "Redena" za pmocą ciągu głównych chodników o długości 3656 m, z których na chodnik "Zuflucht" przypadało 2385 m, a na chodnik "Heinitz" 1271 m.

Wnet okazała się potrzeba otwarcia złoży kruszcowych dalej w kierunku upadowym w stronie zachodniej, dlatego też zaczęto dalej prowadzić chodnik Redena w stronę południową pod stare odbudowy bobrownickie aż poza szyb" "Żmija". Zdobyto w tej okolicy lekko spadzistą caliznę wysoką ponad 900 m pomiędzy szybami "Heinitz", "Anioł" i "Żmija", na którym to obszarze rozwinęła się szeroko rozgałęziona odbudowa bobrownicka, trwająca do r. 1840. Pokazało się tu równocześnie, że chodnik Redena sprawił, że otwarte zostały prawie wszędzie złoża kruszcowe wschodniego skrzydła zagłębia, co następnie potwierdziło także uruchomienie sztolni Fryderyka.

Z tych samych powodów prowadzono dalej chodnik "Heinitza" przez na południu leżący rewir suchogórski, zmierzając przez szyb "Pokój" aż do szybu "Lis", przez co otwarto najwytrzymalszy z wszystkich filar kruszcowy przy szybie "Spes", wraz z lekko spadzistą calizną, wysoką na 300 m, sięgającą aż do poziomu "Zuflucht" i utworzono ważny dla rewiru bobrownickiego międzypoziom calizny z szybami Minnigerode, Schneider, Weronika i Nettelbeck. Dalsze otwarcie skrzydła kotlinowego na północy na obszarze rewiru tarnogórskiego i sztolniowego nastąpiło, począwszy od 40-calowego szybu maszynowego i przez sztolnię "Pomaga Bóg".

Przebiciem sztolni tej spodziewano się natrafić na podobne złoża jak przy Bobrownikach, a przedewszystkiem chciano eksploatować najbardziej zyskowne stare pola odbudowy pod Sowicami, a szczególnie pod sztolnią św. Jakóba spodziewano się ukazania jeszcze bogatych złoży kruszcowych.

Budowa sztolni "Pomaga Bóg"

Za sztolnią tą i przedsięwzięciem tem, przemawiała ta okoliczność, że przed nią rozciągał się w pobliżu stary górotwór eksploatacyjny na występujących tutaj złożach nadkladowych ołowianki. Spodziewano się więc napotkać tutaj na podobne stosunki złożeniowe i znachodzenia kruszców jak przy Bobrownikach, a przedewszystkiem żywiono nadzieję, że można będzie najbardziej produktywne pole odbudowy starożytnych pod Sowicami, - wyeksploatować, w którem pod sztolnią św. Jakóba spodziewano się znaleźć obfite złoża. Ze względu na te widoki postanowiono przeprowadzić budowę sztolni, którą już przed 300 laty dawni gwarkowie zaczęli budować. Nie wzięto wcale pod uwagę, że obrany poziom leżał jeszcze o 3,28 m wyżej od poziomu bobrownickiego, i że całe rozwiązanie kwestii wodnej leżalo w wybiciu sztolni prowadzącej z doliny Dramy, i to w ten sposób jak to już krakowscy gwarkowie w połowie XVI. wieku byli zaczęli, prowadząc budowę sztolni "Krakowskiej". Sztolnia "Pomaga Bóg" od strony Strzybnicy nie mogła ziścić pokladanych w niej nadziei, spełniła je dopiero sztolnia Fryderyka, ukończona w r. 1835.

Również okazało się, że leżące przed sztolnią, przed oczami, nadkładowe złoża kruszcowe nie są zdatne do odbudowy, jak również nie zdołano odkryć w polu sowickiem trwałych złożysk. Jedyne zadanie, jakie sztolnia miała zatem do spełnienia bylo to, że mogła służyć jako rosza udźwigowa do odprowadzania wody z kopalni Fryderyka i to tylko do r. 1835. Już dawno tak dumne i wielce sławione dzieło zapadło się i jest opuszczone. Jego solidna budowa była wprawdzie obliczona na długie czasy, ale nie można się było oprzeć niszczącym wpływom kopalnictwa żelaznego z chwilą, gdy opiekuńcze skrzydła urzędu górniczego usunięte zostaly. Rudziarze dobywający kruszce, bijąc szyby obok siebie, pozawalali i zaszlamili sztolnię, która jak i inne sztolnie fiskalne, wlaściwie im głównie oddała usługi, osuszając tereny eksploatacyjne.

Części sztolni, stojące w złożach rudy żelaznej, które starzy gó14nicy ochronili troskliwie murem, są już dziś załamane, a inne częś'ci zaszlamione. Tylko rosza i portal byly jeszcze dlugo chronione przez zarząd huty w Strzybnicy, której sztolnia dosta14czala wciąż jeszcze znacznej ilości wody.

Budowę sztolni postanowiono w r. 1785. Rozpoczęto przy niej prace wstępne. Wyszlamowano starą roszę sztolniową i oczyszczono stare szyby świetlne. Roszę przeprowadzono w warstwach nadkładowych, silnie wodonośnych i potężnie nagromadzonych, aż do ujścia starej sztolni "Pomaga Bóg". Na przestrzeni 476 m długiej musiano sztolnię wymurować, z czego tylną część 359 m długą zasklepiono i po zostawieniu dwóch szybów świetlnych "Piotr i Paweł" nakryto ziemią.

Przy starym ujściu sztolni, gdzie był projektowany szyb świetlny Filip nr. 3, rozpoczęto bić sztolnię w zupełnie prostym kierunku wschodnim, a starą linję, która znajdowała się o 1,8 m wyżej - opuszczono.

Rozmiary murowanej części sztolni były następujące : Średnica wysokości w świetle 2,64 m, a szerokość powyżej 1 m. Musiano ją prowadzić przez leżące na przodzie warstwy nadkładowe, trasą, która osiągnęła później 470 m długości. Była to nader ciężka praca, o której opowiadają stare protokuły górnicze. Można się było posuwać tylko powoli, i tylko calami w nader złośliwym górotworze. Zdołano jednak dzięki obudowie wbijanej i natychmiastowemu stawianiu muru zdobywać teren, posuwając się naprzód. Często trzeba było wydźwigniętą przez żywioł podłogę ponownie zbierać i zatopione części obudowy i muru na nowo stawiać. Pomiędzy szybami świetlnemi nr. 1 i 2 załamał się mur, który musiano ponownie postawić i wymurować silniej. Najbardziej krytyczny czas nastał dla przedsięwzięcia, gdy dotarło do szybu świetlnego nr. 8. Pomiędzy 8 a 9 szybem świetlnym przebito warstwy o tak wysokiej płynności, że cała sztolnia zupełnie się załamała i zaszlamiła. Po wyczerpaniu wszystkich środków przystąpiono do odkrywki sztolniowej z powierzchni, a wody ściągano odwadniarką konną, sprowadzoną z kopalni Fryderyka, i w ten sposób część sztolni doprowadzono znowu do pierwotnego stanu, - umacniając podłogę - palami wpustowemi, a następnie stawiano na nich mur. Nie można jednak było dotrzeć do szybu świetlnego nr. 9. Jeden metr takiej roboty kosztował 200 talarów i spotrzebowano na rekonstrukcję zawalonej części sztolni 16 m długiej - caly rok czasu - mianowicie rok 1789. Wtedy też chciano już zaniechać całego planu budowy sztolni, ale Redenowi udalo się uratować jeszcze dzieło to. Wystosował on do W. U. G. sprawozdanie, w którym wskazuje na znaczenie sztolnl i powiada, "że chce mu zaoszczędzić zarzutu, że tę jedną najpoważniejszą sztolnię w całem państwie pruskiem przedsięwziął lekkomyślnie i małodusznie opuścił".

Roboty prowadzono dalej i wreszcie doprowadzono je do celu tak, że można było ustawić i puścić w ruch 20-calową maszynę ognową na wybitym pomocniczym szybie świetlnym pomiędzy szybami świetlnemi nr. 11 i 12, a równocześnie można było stałem i równoczesnem pompowaniem maszynowem i odwadniarką konną płynne warstwy - kurzawkę - osuszyć.

Ciśnienie powoli się zmniejszyło i można było znów właściwy poziom osiągnąć i warstwy chodnikiem naprzeciwległym wreszcie przebić. Ta 20-calowa maszyna ogniowa, druga w powyższem wyliczeniu, stała dotychczas na jednym ze szybów na linji sztolniowej, na późniejszym szybie świetlnym nr. 22, który chciano wybić aby stąd można było rozpocząć przebicie głównego chodnika naprzeciwległego. Maszyna ta jednak nie mogła sprostać swemu zadaniu, t. j. ściągnąć wielkiego napływu wody w tem miejscu, dlatego musiano zaniechać tego planu.

Hrabia Reden, pełen troskliwości o sztolnię, kazał sobie od urzędu górniczego przedkładać sprawozdania co miesiąc o stanie robót i znajdował jużto słowa nagany jużto pochwały, zwlaszcza wtedy, gdy budowa sztolni wkroczyła w stadjum bardzo wątpliwe. Reden ganił też i murarzy, którzy żądali bardzo wysokiego dyngu - mówił, że są oni albo marnotrawcami albo nie znają się na robocie. Pracowało przy sztolni 61 robotników i 1 sztygar. W lipcu r. 1788 spostrzegł Reden małe skrzywienie biegu sztolni, które musiano usunąć na koszt urzędników, którzy się opierali temu zarządzeniu, twierdząc, że skrzywienie mogło w murze powstać spowodu ciśnienia bocznego. Zaprowadzono też żeglugę sztolniową. Szyby świetlne wybijano zawsze po dwa naprzód przed sztolnią i zaopatrywano w odwadniarki, aby osuszyć teren.

W czerwcu r. 1793 po siedmioletniem natężeniu tuż przed szybem świetlnym nr. 12 dojechano do mocnego kamienia, białego wapienia ze sporadycznemi przerostami kruszcowemi, który się wnet aż do stropu podniósł i umożliwił dalszą budowę sztolni. Maszynę 20-calową unieruchomiono i odstawiono na kopalnię węgla do Zabrza. To zakończenie tej fazy prac obchodzono uroczyście w kościele i poświęcono dzieło, gdyż nie groziły mu już dalsze niebezpieczeństwa.

Przystąpiono teraz do prac badawczych gór. Przeszukano przed oczami leżący górotwór wierceniami i szybami, aby nadać sztolni właściwy kierunek. Nasamprzód okazało się, że na starym obszarze opatowickim, pełnym hałd, nie są godne odbudowy złoża nadkładowe i stwierdzono, że kamień podstawowy zapada w kierunku zachodnim. Również dalsze wybicie szybów próbnych w rewirze sztolniowym i jednego na górze Redena, gdzie postawiono 32-calową maszynę, nie dało pożądanego wyniku. Zdołano tylko przy biciu szybów "Św. Anna" i "Aleksander" godne odbudowy odkrycia zrobić, które jednak leżały 5 m (48 cali 2 łatry) pod sztolnią. Na mocy tego wyniku skierowano więc sztolnię od szybu świetlnego nr. 23, gdzie dotarto w r. 1798, w kierunku szybu "Św. Anna". Zaniechano później jednak tego kierunku, ażeby móc dotrzeć do szybu 32-calowego, względnie do szybu wyciągowego "Fryderyka" i stąd przynieść dla kopalni "Fryderyka" rozwiązanie kwestji wodnej. W czerwcu r. 1803 nastąpiło połączenie z tym szybem zapomocą przebitki i sztolnia jako taka z osiągnięciem tego celu była gotowa. Długość jej wynosiła tudotąd, włączając w to 527 m długą otwartą roszę, 3544 m (1845 6/8 łatrów śląskich) z czego pierwsze 889 m były murowane.

Skoro oba szyby "Fryderyka" i 32-calowy szyb maszynowy aż do kamienia podstawowego pogłębione zostały, przyczem zbierającą się wodę odprowadzono do sztolni, założono w ściśle ponad tem pustem złożu kruszcowem 10,7 pod sztolnią najgłębszy poziom, z którego zaczęto bić chodnik przeciwległy do chodnika Redena i prowadzono go przy stopniowem podnoszeniu na właściwy poziom Redena (5,86 m pod sztolnią).

Kopalnia Fryderyka coraz bardziej potrzebowala zbliżającej się pomocy, gdyż jakkolwiek obie maszyny rewiru miejskiego, 40-calowa i 60-calowa, były w pełnym ruchu, a 48-calowa na szybie Heinitza była często brana do pomocy, to jednak często, zwłaszcza w czasie powodzi i zepsucia maszyn było jej trudno ściągać wodę, a właśnie w tym czasie, w r. 1804, był rewir miejski, a poczęści bobrownicki, przez 6 miesięcy całkowicie zatopiony. Najsilniejsze dopływy wód przyniosło dalsze prowadzenie chodnika Redena na północ w kierunku szybu "Aurora". Szyb ten był częściowo dlatego, że zrobiono tam odkrycie kruszców, częścią celem przebicia przodków przeciwległych, wyposażony w 24-calową maszynę parową, ósmą zrzędu w powyższem wyliczeniu, która w r. 1804 puszczona została w ruch i która wydajnością swoją doskonale zadowalała. Przebijanie calizny pomiędzy tym punktem i szybem Redena na dlugości 820 m dokonane zostalo przez szyby poszukiwawcze "Górale" i "Einsiedel", pomiędzy któremi trzeba było pokonać bardzo zlośliwy górotwór o dlugości jakich 20 m. Ta okoliczność oraz wspomniany wyżej 6-miesięczny wzrost wody opóźniły dokonanie przebitki, co nastąpilo 4 grudnia r. 1805.

Lepiej już szło dalsze prowadzenie chodnika Redena od szybu "Aurora" do szybu "Fryderyka", względnie 32-calowego szybu maszynowego. Tu trzeba było jeszcze przebić okolo 1520 m, dla których jako główny szyb świetlny i przeciwległy rozpoczęto bić w r. 1801 szyb "Drozd górski" i który z pomocą starej 40-calowej maszyny szczęśliwie doprowadzono do poziomu Redena. Ukończenie przebitki między szybem "Aurora" przez międzyszyb "Fortuna" nastąpilo 31 grudnia r. 1804, a ostatnie przebicie między "Drozdem górskim" i "Fryderyka", które zakończyło caly plan budowy wglębnej i odwodnienia miało miejsce 8 września r. 1806 niedaleko szybu "Jadwiga".

Począwszy od ujścia (ujście nakrytej roszy), które ozdobiono wspaniałym portalem z piaskowca z napisem "Posteris Friedericus II", wynosiła długość sztolni, chodników Redena, Heinitza i Zuflucht aż do chodnika polnego za szybem "Eggenberg" 4693 5/8 łatrów śląskich = 9012 m, nie wliczając w to chodników bocznych, skrzydłowych. Z okazji tej obchodzono 4 października r. 1806 wielką uroczystość, zamąconą właśnie klęskami i najazdem Napoleona. Ukończenie robót nastąpiło w czasach niespokojnych wśród wojny. Zjechano wtedy szybem "Drozd górski" do kopalni, a następnie łodzią zwiedzono głęboki chodnik Redena i samą sztolnię, a opuszczono ją przy ujściu przy odglosie śpiewów nabożnych.

Koszta sztolni wynosily, według prowadzonych aż do r. 1802 rachunków sztolniowych, włącznie z ceną kupna za 20-calową maszynę 218396 mk. 40 fen. Oprócz tego należy doliczyć 18.644 mk. 12 gr. na roboty poszukiwawcze. Od r. 1803 aż do r. 1806 zaliczono koszty roboty na ukończenie sztolni i chodnika Redena aż do szybu "Drozd górski" na bieżący rachunek kopalni, które należy wliczyć do powyższej sumy w ilości 75.836 mk.

Całemu temu dziełu groziło jeszcze jedno niebezpieczeństwo. Część chodnika Redena pomiędzy szybami "Górale" i "Einsiedel", przebitego w kurzawce, groziła zawaleniem. Musiano chodnik ten na nowo przeprowadzić i zabezpieczyć odpowiednim murem. Wtedy też można było dopiero pozbyć się pomp parowych w rewirze miejskim i pozwolić na podniesienie się wody na szkarpie przy sztolni "Pomaga Bóg". Stało się to w listopadzie r. 1806.

Ukoronowaniem tych wielkich przedsięwzięć było puszczenie w ruch 60-calowej maszyny parowej przy końcu lipca r. 1807, która trzema pompami szybowemi 26-calowymi wyciągała wszelką wodę z kopalni ponad szkarp sztolniowy i stanęła dopiero 8 września. Regularny dopływ wody wynosił wtedy w minucie około 15m3. Maszyna na wysokość 7 m 2 pompami i 8 - 10 udźwigami ściągnęła tę wodę, przyczem w 24 godzinach spotrzebowano około 100 korcy śl. węgla. Późniejszy zastój w tym roku pozwolił obliczyć, że wody te potrzebowały około 30 godz., aby się móc dostać na poziom sztolni "Pomaga Bóg", a także ten sam czas wystarczał dla odwodnienia, jeżeli się pompowało wszystkiemi 3 zestawami pompowemi bez pomocy 32-calowej maszyny.

W czasie reparatury pomp szybowych można było przez zamknięcie śluzy wody częściowo odeprzeć. Ogólne koszta odwadniania kopalni przy pomocy 5 czynnych maszyn można teraz było zredukować do kosztów ruchu tej jednej maszyny - co już stanowiło poważne zaoszczędzenie wydatków.

W r. 1806 wkroczyli Francuzi do miasta i skonfiskowali kasę kopalnianą.

Natychmiast po instalacji nowego sposobu odwadniania przystąpiono do otwarcia starego pola sowickiego. W tym też celu zaczęto bić chodnik rozciągłościowy "Kohler" w kierunku południowo - wschodnim 245 m od szybu "Fryderyka" z poziomu Redena w tamtejszej przejechanej warstwie kruszcowej o 1,04 m wyżej od poziomu Redena. Chodnikiem tym objechano daleko sięgającym północno - wschodnim łukiem przez szyby Kohler, św. Anna, Wilhelmina, Karolina, Giehne i dalej na wschód aż za wieś Sowice, gdzie jeszcze tenże przy szybie "Sowice" osiągnął 12 m głębokości. Tutaj znalazł się chodnik w nadkładzie i musiano go zastanowić w chwili, gdy osiągnął 2469 m. Wynik był, jak już wyżej nadmieniono, ponad wszelkie spodziewanie, ujemny. Znalezione dawniej w szybie "Anna" kruszce, pozostały w podkładzie niewyzyskane i tylko na dwóch miejscach zdołano zrobić małe odkrywki. Równocześnie zaczęto prowadzenie chodnika kierunkowego "Sowice" od szybu "Kohler" o 3,51 m wyższym poziomie od chodnika Redena, około 920 m na północ przez szyby "Szczęście Sowic", "Lukretia" i "Trapp", który przy szybie "Berta" przecinał jako 6 m głębiej pod kątem prostym przebiegającą linię starej sztolni Jakóba. Tutaj też znaleziono jeszcze niektóre bogate gniazda kruszcowe, których starzy górnicy nie zdołali osiągnąć, zwłaszcza przy szybie "Luiza"; zresztą nic innego nie znaleziono jak tylko stare odbudowy. Nieliczne żyły kruszcowe rewiru sztolniowego wyrąbano już r. 1830, a w roku 1840 po zastanowieniu głównego chodnika Kohlera opuszczono cały rewir. Późniejszym czasom przypadnie udział, pole to i przy szybie "Anna" jak i na północnej linii granicznej pola kopalnianego wyeksploatować i wydostać pozostawione warstwy kruszcowe.

Jakkolwiek żywione nadzieje nie spełniły się tutaj, to jednak korzyść przeprowadzonego planu eksploatacyjnego dała się poważnie zauważyć w reszcie rewirów kopalnianych. Główny chodnik, skierowany w kierunku południowym na poziomie Redena i Heinitza, o którym powyżej mowa była, mógł teraz być prowadzony bez przeszkody i przyczynił się do otwarcia rozgałęzionych warstw kruszcowych na wschodniem skrzydle zagłębia, którego pole przygotowano do odbudowy zapomocą chodników pośrednich i ścianowania, co zajmowało kopalnię aż do najnowszych czasów.

Wnet jednak przekonano się, że koszta ruchu 60-calowej maszyny, wynoszące 7.000 talarów rocznie, zawsze jeszcze budżet kopalni w nieodpowiednim stosunku obciążały, i że otwarte podkłady nie wszędzie pozwoliły na zupełną eksploatację warstw kruszcowych, idąc za upadem, a szczególnie w suchogórskim rewirze.

"Głęboka sztolnia Fryderyka"

Zarząd kopalni zwrócił oczy ponownie na dawne przedsięwzięcie starych, na sztolnię "Krakowską" zaczętą w 16. stuleciu, gdyż obawiano się wielkich kosztów budowy wgłębnej w rewirze suchogórskim, a tylko z doliny Dramy jako najgłębszego miejsca można się było spodziewać rozwiązania trudności. Już w r. 1812 chciano odbudować dawną sztolnię "Krakowską ", ale ówczesne stosunki nie pozwoliły na to. Prace przedwstępne nowego projektu sztolniowego jednak nie spoczęły od tego czasu, przyjmując pod górmistrzem Thurnaglem kształt widoczny. W listopadzie r. 1820 przedłożono plan i kosztorys sztolni. Nową sztolnię, "Głęboką sztolnię Fryderyka" założono o 1,8 m głębiej od sztolni "Krakowskiej". Miała ona w 15 latach zapomocą 4 chodników osiągnąć rewir bobrownicki przy długości 2576 łatrów i kosztować 231.000 talarów, które miano pokryć z głównej kasy kopalnianej.

Niedaleko szybu "Adolfa" (dziś Staszyca) w rewirze bobrownickim, który miał stanowić punkt końcowy sztolni, wybito natychmiast dla chodnika naprzeciwległego szyb 56,5 m głęboki, na który przeniesiono 40-calową maszynę z 40-calowego szybu maszynowego w rewirze miejskim. Zakupiono również tak zw. młyn ptakowicki za 1800 talarów, który musiał ustąpić przed budowę roszy. Kopanie samej roszy zaczęto z wiosną r. 1821. Długość jej wynosiła 889,2 m. Trzeba było z niej i z obu bocznych rowów wydobyć 53.140 m3 ziemi, przeważnie piasku. Roboty te postępowały jednak tak szybko, że jeszcze w jesieni można było pierwszą łopatę budowy sztolni wyrzucić. Do końca tego samego roku podjechano jeszcze na 22 m. Średnicę szerokości założonego obmurowania mierzono w świetle 1,3 m, a średnicę wysokości 3,4 m do 3,7 m.

Kierunek sztolni szedł najpierw na wschód aż pod prawy stok doliny repeckiej, a od 12. szybu świetlnego w kierunku południowo - wschodnim zawsze wzdłuż po tej samej stronie doliny aż do 24-calowego szybu maszynowego, a w końcu od tego znowu zupełnie na wschód ku szybowi "Adolfl". Działo się to dlatego, gdyż chciano możliwie długo trzymać się koryta doliny ze względu na płytkie szyby świetlne, - a uniknąć lewej strony doliny, gdzie już przedtem wierceniami próbnemi stwierdzono luźne warstwy i nawet kurzawkę. O ile owe warstwy leżały naprzeciw sztolni, przejechano bez wypadku i stosunkowo prędko, przed 2. szybem świetlnym w oddaleniu 145 m od ujścia dobito do twardego kamienia, do wapienia szczelinowatego, zawierającego wiele krzemienia. W dalszym ciągu jednak i to przedsięwzięcie musiało napotkać na poważne i wielkie trudności. Ciężkie czasy nastały wtedy, gdy chciano przejechać przez koryto doliny, gdy chciano dostać się na prawą stronę doliny. Wnet jednak mocne te warstwy zniknęły w podłodze, a zato wystąpiła kurzawka, której przebicie na długości około 314 m tylko powoli i przy zastosowaniu odbudowy wbijanej było możliwe.

Jak przy tego rodzaju robotach okazała się dzielność górnośląskiego górnika i jak wkońcu zaszła potrzeba wybicia od bocznego szybu pomocniczego chodnika zapasowego naprzeciw głównego chodnika zapomocą żeIaznych palików stropowych, zostało to przez kierowników tej sztolni, mistrza górniczego Thurnagela i Carnalla we wzorowy sposób w literaturze fachowej wykazane [Carnall, Bergmannisches Taschenbuch 1847, str. 43. Thurnagel, Karstens Archiv, Bd. XVIII, str. 3.]

Trzy lata trwaly te mozoły, bo dopiero z początkiem r. 1828 zdołano znowu silną stopą stanąć na wyłaniającym się całkiem zwolna z podłogi kamieniu nadkładowym i potrzeba było jeszcze tylko na dlugości 84 m zastosować odbudowę wbijaną po bokach stosów i na stropie, zanim nie wkroczono zupełnie w twardą skalę pomiędzy szybami świetlnymi nr. 10 i 11.

Następnie prowadzono już sztolnię w dolomicie nadkładowym, który miejscami już tylko spowodu swej twardości wstrzymywal robotę, naogół jednak nie sprawiał żadnych trudności. Od szybu świetlnego w miejscu wyboczenia sztolni, tam gdzie sztolnia bierze prosty kierunek zachodni ku szybowi "Adolf" ("Staszyc") otwarto z pomocą 24-calowej maszyny, którą przeniesiono z szybu "Pokój", dwa chodniki naprzeciwległe, z których wschodni po ujechaniu 156 m musiano spowodu za silnego nacisku wód zamknąć, podczas gdy zachodnim chodnikiem naprzeciwleglym dokonano po ujechaniu 364 m w kwietniu r. 1831 połączenia zapomocą przebitki z głównym chodnikiem.

Celem szybszego przebicia warstw między 24-calowym szybem i szybem "Adolf" ("Staszyc") o długości 1723 m, gdzie także począwszy od ostatniego szybu spowodu przeszkód wodnych aż dotąd mało można było zrobić, wybito w równych odstępach od obu stron szyb "Pomoc Szczęścia" i zainstalowano tutaj znowu pozostającą do dyspozycji 24-calową maszynę, którą uruchomiono w r. 1832. Bardzo twardy kamień i kilkakrotne podniesienie się wody sprawiło, że wybity od tego szybu chodnik osiągnął dopiero 156,4 m długości, gdy główny chodnik otrzymal z nim po przebiciu połączenie w październiku r. 1834. Maszynę przetransportowano następnie ponownie na szyb "Pokój".

Jak nadmieniono powyżej, to z pomocą 40-calowej maszyny, zabranej z rewiru miejskiego a ustawionej na szybie "Adolf" ("Staszyc") i puszczonej w ruch, rozpoczęto prowadzić glówny chodnik sztolniowy. I ta maszyna, jak się wkrótce okazało, nie mogła sprostać ciśnieniu wód, dlatego starano sobie pomóc prowadzeniem poprzecznych połączeń z chodnikiem Redena przy szybie "Palm", do którego ściągano połowę wody, podczas gdy drugiej połowy używano do zaopatrzenia płóczek w rewirze bobrownickim, a następnie ją także musiano wydobywać na powierzchnię. Tak ani to poważne ulżenie, jak i zatamowanie obu stąd prowadzących na północ i południowy wschód a dotykających złoży kruszcowych chodników głównych, które również miały obfite dopływy, nie wystarczyło, aby móc utrzymać regularne prowadzenie głównego chodnika naprzeciwległego, który osiągnął dopiero 673,2 m długości, gdy chodnik sztolniowy od szybu "Pomoc Szczęścia" się zjawił i ostatnie przebicie nastąpiło 5 listopada r. 1834.

Sztolnia miała od ujścia aż do szybu "Adolfa" 4571,3 m (2.184 6/8 łatrów) długości i po wliczeniu roszy 5460,5 m (2.609 6/8 łatrów). Do tego trzeba doliczyć 20,9 m długą przebitkę, między szybem "Adolf" i 40-calowym szybem maszynowym, który jako stały szyb nr. VI pozostaje aż do dnia dzisiejszego; nosił on imię "Adolf" dziś "Staszyc".

Przy wybiciu sztolni musiano wybić 25 szybów świetlnych, w czem nie jest wliczony szyb "Adolf", który dawniej na rachunek rewiru bobrownickiego wybity został. Z tych szybów pozostały otwarte i służą jako stałe szyby świetlne, nr. 5, 12, 16, 24-calowy szyb maszynowy, szyb "Pomoc Szczęścia" i wyżej wspomniany 40-calowy szyb maszynowy - naznaczone numerami I - VI.

Z rachunków, prowadzonych przy budowie sztolni wynika, że wydano na prace 660930 mk. 23 fen. to znaczy niecałą projektowaną sumę. Z tego przypadało na wykopanie roszy 21572 mk.; - 284.164 mk. na roboty dyngowe przy prowadzeniu sztolni; 117.513 mk. na prace murarskie w sztolni samej i szybach, a 61.055 mk. na trzykrotne przeniesienie i utrzymanie w ruchu maszyn parowych. Ukończenie tego dzieła obchodzono bardzo uroczyście w listopadzie r. 1835.

Następnem zadaniem było po ukończeniu sztolni otwarcie chodnika Redena, aby móc zastanowić 60-calową maszynę parową na szkarpie sztolni "Pomaga Bóg". Stało się to w ten sposób, że dokonano od północnego chodnika skrzydłowego sztolni Fryderyka, wznoszącego się, połączenia z końcowym odcinkiem chodnika Redena, na południe od szybu "Żmija", które już przy końcu r. 1834 zostało ukończone, ponieważ dokonano przebitek w nakład i podkład z obu stron i silnie przygotowano robotę naprzód.

Maszynę 60-calową zastanowiono dopiero w kwietniu r. 1835, aby nie odbierać wody hutom żelaza w Strzybnicy, Piasecznej i Brynku. Dwa ostatnie zakłady ponosiły bowiem część kosztów. Maszynę tę, jak już nadmieniono, sprzedano gwarectwu kopalni galmanu "Wilhelmina ".

W związku z zastanowieniem tego ruchu wyłoniła się kwestja zaopatrzenia miasta w wodę, której brak ono już oddawna odczuwało. Fiskus już dawniej kazał wybić na własny koszt kilka studni, aż do kamienia podstawowego. Następnie z rewiru miejskiego najpierw 40-calowego, a później ze szybu "Aurora" a wkońcu z szybu "Drozd górski" położono rury żelazne, któremi prowadzono do miasta wodę kopalnianą. Następnie drogą umowy zawarto z miastem kontrakt, na mocy którego oddano miastu szyb, "Kohlera" i inne pozostałe części zakładu 60-calowej maszyny na własność, celem urządzenia wodociągu miejskiego.

"Główne chodniki sztolniowe"

Wychodzące od szybu Adolfa oba głębokie kierunkowe chodniki, nazywane głównemi sztolniowemi, prowadzono aż do ostatnich czasów daleko w pole. Tu przekonano się, że złoża kruszcowe vvyklinowu ją wgłąb, co potwierdziły już naogół dawniejsze spostrzeżenia. Północny chodnik skrzydłowy wziął prawie ten sam bieg co chodnik Redena w równym zachodnim odstępie jakich 150 - 300 m i w r. 1862 osiągnął pierwszy zaprojektowany szyb świetlny "Merkur" przy szosie gliwickiej. Z drugiej strony tej szosy zwrócono się północno - zachodnim łukiem w kierunku na starszy szyb "Paulinę", stojący na poziomie chodnika "Reden", do którego w celu obsługi jako szybu świetlnego - podjechano przebitką poprzeczną i odpowiednio pogłębiono. Na północ od tego szybu chodnikiem tym dotarto do jedynych kruszców, które dały sposobność do małej i krótkotrwalej odbudowy. Zupełny wyrąb tych kruszców był wprawdzie niemożliwy, ponieważ za upadem idąc zamieniły się w bardzo twardy kruszczak.

Dalej prowadzono chodnik ten poza szyby świetlne "Nehler" i "Kapuściński", częściowo w kamieniu podstawowym i dolomicie, który nie rzadko delikatnemi częściami kruszców był przerośnięty, częściowo rudą żelaza, częścią iłami zawierającymi żelazo.

Chodnikiem tym ujechano w całości, licząc od szybu "Adolfa", 2372 m.
Doprowadzono go aż w pobliże szosy tarnowickiej, przed którą w odległości I40 m zaprzestano dalszych robót z chwilą, gdy zjawiła się woda, wielka szczelina pełna wody w r. 1880.

Jakkolwiek chodnik ten nie przyniósł prawie nic kopalni, to jednak ogólnej jego korzyści nie należy niedoceniać. Osuszył on rozlegle złożyska rudy żelaznej na północny - zachód od miasta i w ten sposób umożliwił ich korzystne wyzyskanie.

Te potężne i czyste masy kruszcowe, które wydobywano przez dziesiątki lat, miały ogromne znaczenie dla rozwoju górnośląskiego hutnictwa. Można także śmiało przypuszczać, że przy wielkiem rozdrobnieniu i małej wartości rud właściciele pól kruszcowych nie byliby zdołali samodzielnie rozwiązać kwestji wodnej.

Gdyby chodnik był dalej na pólnoc prowadzony, jak to pierwotnie planowano, to byłoby można dostrzeć do częściowo nienaruszonych i częściowo jeszcze niedostatecznie wyeksploatowanych pól kruszcowych na stokach północnych góry Redena i pod Sowicami, wreszcie otworzyć złoża ołowianki na północnej linii granicznej kopalni Fryderyka i skonsolidowanej kopalni . sowickiej, graniczącej ze Sowicami, a wreszcie nieznane jeszcze pole z drugiej strony rzeki Sztoli, a z pewnością także byłoby przedsięwzięcie to przyniosło jeszcze inne wielkie korzyści. Nie można jednak było wtedy uzyskać pomocy od zainteresowanych, t. j. państwa i musiano planu zaniechać, ponieważ kopalnia "Fryderyka" nie mogła sama ponieść tych ofiar. W dalszym następstwie czasu zawalił się ten chodnik w części górnej poza szybem "Paulina", czemu było winne górnictwo rud żelaznych.

Południowo - wschodni chodnik skrzydłowy sztolni Fryderyka bito w pole najpierw z szybu "Adolf" na zupełnie wyniesionym złożu kruszcowem jakie 544 m kierunkowo poza szybem "Kometa", później jednak ze względów oszczędnościowych skręcono do kamienia spągowego w zupełnie prostym, południowo-wschodnim kierunku i jechano w tymże w prostych, dostosowanych do ogólnego kierunku skrzydła kotlinowego linjach, aż poza szyb "Bohr" obok szybu "Nettelbeck", stojącego na poziomie Heinitza, z którym przeprowadzono połączenie wstępujące, a dalej poniżej przez szyby stojące na tym samym poziomie, jak "Pokój", "Spes" i "Hamster". Po osiągnięciu 167 m długości za szybem "Hamster" wszedł chodnik sztolniowy znowu w złoża kruszcowe, osiągnął potem po objechaniu południowego specjalnego zagłębia przy szybach "Wilk" i "Strzybnica" zwolna przeciwległe zachodnie skrzydło zagłębia suchogórskiego i prowadzono go dalej w jego głównych rozciągłościach w kierunku północno - zachodnim poza szyb "Orzeł" i "Urban". Celem szybszego otwarcia, położonego z drugiej strony szybu "Urban" w szerokim na zachód skierowanym łuku, ciągnącego się skrzydła przeciwnego, rozpoczęto w r. 1875 bić przecznicę w kierunku południowym od szybu świetlnego "Pomoc Szczęścia", długą na 470 m, z którą się znowu zwrócono w kierunku poludniowo - wschodnim, gdy w ostatnich 37 m kamień podstawowy aż pod strop sięgnął, i prowadzono ją dalej jako chodnik główny naprzeciw bitego od szybu "Urban" chodnika głównego. Przebicie przecznicy pomiędzy obu szybami nastąpiło 17 grudnia r. 1880.

W ten sposób przeprowadzony został od szybu Adolfa główny chodnik sztolniowy, całkowity, zamknięty w sobie, którego długość wyniosła 7585 m, t. j. milę, wliczając w to górną część sztolni Fryderyka aż do szybu Adolfa. Po odliczeniu długości odcinka sztolni "Pomoc Szczęścia" - Adolf (840 m) i poludniowej przecznicy (470 m) pozostaje jeszcze dla całej sieci chodników głównych rozmiar długości, wynoszący ogółem 6275 m, nad czem 50 lat pracowano.

W latach osiemdziesiątych próbowano prowadzić z drugiej strony przecznicy "Pomoc Szczęścia" tę sieć chodników głównych na skrzydle zagłębia dalej na zachód, odstąpiono jednak od tego po ujechaniu 74 m, ponieważ górotwór był za chaotyczny i nie dawał żadnych nadziei.

Ta rozgałęziana praca odkrywcza nie dala wyniku. Wszędzie, także i tutaj, wyklinowały warstwy kruszcowe aż do poziomu Redena i nigdzie już za upadem nie ułożyły się szlachetnie. Ale także tutaj w obrębie rewiru bobrownickiego wyzyskano bogate złoża rudy żelaznej na wychodnem dolomitu. Skorzystali na tym właściciele gruntów. To samo działo się później odnośnie do potężnego zagłębia rudy żelaznej przy Lazarówce i w północno - wschodniem zagłębiu suchogórskiem. Dopiero po osiągnięciu szybu "Spes" przyniósl główny chodnik sztolniowy spodziewaną korzyść. Tutaj zaczęły warstwy kruszcowe dochodzić obficie aż do nowego poziomu, a nawet niektórych, głębiej zapadających bardzo poważnych części złoża, nie zdołano wydobyć. Miało to miejsce zwłaszcza na szybie "Wilk", gdzie odbudowywano warstwy kruszcowe i gdzie wody wyclągano pompaml ręcznemi na główny chodnik.

Zakręt zagłębia okazał się znów pusty, podczas gdy na przeciwnem skrzydle pod wyrobiskami starożytnych, otwarto złoża kruszcowe o jakości godnej odbudowy o rozciągłości około 1400 m długiej a 100 - 250 m szerokiej - ciąg kruszcowy, który się kończył około 450 m poza szybem "Urban", a w latach osiemdziesiątych stanowił główne pole odbudowy. Dalsza rozbudowa chodników głównych nie przyniosła już nic.

Próby przedsięwzięte celem przekonania się, czy jeszcze pod poziomem sztolni znajdują się kruszce, nie dały żadnego rezultatu. Pogłębiono w tym celu stary, z r. 1817 pochodzący szyb "Bóg pomoże napewno", który stoi naprzeciwko szybu "Spes". Od ostatniego szybu w kierunku na szyb "Orzeł" wybito przecznicę aż pod szyb "Bóg pomoże napewno" (296 m), a ostatni równocześnie pogłębiono i najpierw aż do poziomu sztolni, jak również z pomocą ustawionej pompy parowej pogłębiono dalej aż do kamienia podstawowego. Dział górotworu natrafiono w tym miejscu w głębokości 76,6 m a 18,1 m pod głównym chodnikiem sztolniowym. W tejże głębokości przeprowadzono w pole w kierunku północno - zachodnim i południowym dwa kierunkowe pochyłe chodniki główne o długości 150 do 180 m pod linią rozciągłościową zagłębia w poziomie sztolni, z których pierwszy północnozachodni po osiągnięciu 517 m długości został jako niemający żadnych widoków powodzenia, zastanowiony i zamknięty tamą murowaną. Południowy chodnik zato prowadzono na południowy zachód w kierunku na przeciwne skrzydło, ale i tu nie natrafiono na kruszce.

Przebita przecznica do szybu "Bóg pomoże napewno" w horyzoncie sztolniowym została przedłużona o 665 m i stanowiła konieczne i korzystne połączenie i daleko od siebie oddzielone części odbudowy w rewirze suchogórskim na wschodnim i zachodnim skrzydle zagłębia.

Oba chodniki skrzydłowe i obie przecznice głębokiej sztolni Fryderyka osiągnęły 10078 m długości, a więc więcej niż podwójną długość sztolni Fryderyka.

Użytek podziemnych wód tarnogórskich

Ostatni szyb wietrzny sztolni Fryderyka, szyb "Adolfa" (dziś "Staszyca") nabrał w nowszym czasie znaczenia przez to, że powstał tutaj zakład wodociągowy, który zaopatruje kopalnie fiskalne, Królewską Hutę i okoliczne wsie w dobrą wodę do picia. Że zakład ten powstał, jest to zasługą dwóch posłów górnośląskiIch, Letochy i Szmuli, którzy staraniami swemi w Berlinie sprawili to, że obwód przemysłowy G. Śląska zaopatrzony został w dobrą wodę do picia, podczas gdy przedtem grasowały w okolicach przemysłowych straszliwe choroby; epidemje prawdziwe, a liczne wypadki śmierci, to skutki używania przez ludność niezdrowej wody do picia.

Pod wspomnianym wyżej szybem wypływa z głębokich chodników skrzydłowych woda najlepszej jakości, w minucie 7 - 8 m3, do sztolni Fryderyka, a stąd do rzeki Dramy. Wodą tą karmiono dawniej dźwignie, i spotrzebowano jej w minucie 2 - 3 m kubicznych. Później wykonano w podłodze szybowej dwa otwory wiertnicze, tuż obok szybu w warstwie wapienia muszlowego, z których wypływa najlepszej jakości woda w ilości 7 m kubicznych na minutę. Tę właśnie wodę rozprowadzano aż do ostatnich czasów rurami do obwodu przemysłowego.

Wyżyna tarnogórska, szczególnie najbliższa okolica miasta, jest nadzwyczaj uboga w wodę, okoliczność, której przyczyny należy szukać w charakterystycznej właściwości, w górnictwie. Dotyczy to jednak tylko wyższych poziomów, zwłaszcza zwyczajne studnie nie wystarczają tutaj.

Dopiero w stosunkowo wielkiej głębokości znajdują się ogromne ilości wody, które mogą być użyte do zaopatrzenia centralnego całych okolic, a z któremi górnictwo kruszcowe miało przez wieki całe do walczenia. Wody te sposobem naturalnym pochodzą z opadów atmosferycznych, które przefiltrowane gromadzą się w urobiskach, czeluściach dawnych kopalń tarnogórskich, które już w średniowieczu wzięły swój początek, a następnie z przerwami dotrwały do wojny światowej. Liczne podziemne w dolomicie i wapieniu przeprowadzone sztolnie, ganki łączą się wzajemnie i prowadzą wystarczające masy wód ku szybowi Kohlera, ku wodociągowi miejskiemu.
Dopływ wody jest stały i wynosi według ogólnego oszacowania 3 metry kubiczne na minutę. Nadmiar wody uchodzi do t. zw. ganku Redena, znajdującego się w głębokości przeszło 40 m. Stąd płynie część wody ku zachodowi, do sztolni "Pomaga Bóg" podczas gdy reszta masy wodnej w ganku Redena najpierw na wschód, a dalej na południe przez szyb Pauliny do sztolni Fryderyka odchodzi, na której wschodnim wylocie znajduje się sławny fiskalny wodociąg, szyb "Staszyca", dawniej "Adolfa", który zaopatruje w wodę okręg królewsko - hucki. Tak więc przez całe stulecia z wytrwałością prowadzona budowa wielkiego i rozgałęzionego systemu sztolniowego, stworzyła wreszcie bazę nietylko do uregulowanego wydobywania kruszców, leżących powyżej poziomu sztolni, ale zarazem przyczyniła się do zaopatrzenia całych miast i wiosek w dobrą wodę do picia.


PORTAL POWIATU TARNOGÓRSKIEGO
www.tg.net.pl -
www.tarnowskiegory.net.pl - www.gornyslask.net.pl
e-mail | redakcja Portalu Powiatu Tarnogórskiego | reklama na Portalu